Jesień 2020, nr 3

Zamów

Przekraczając Rubikon

W chwili, gdy piszę te słowa, Samoobrona nie weszła jeszcze formalnie do koalicji rządowej, a Andrzej Lepper nie został jeszcze wicepremierem. Faktycznie jednak koalicja między Prawem i Sprawiedliwością a Samoobroną została zawarta, trwają jedynie spory co do ostatecznego kształtu rządu, a zwłaszcza co do trzeciego (i ewentualnie czwartego) koalicjanta.

Mniejsza o to, że nie wszystko jest jeszcze przesądzone. Mniejsza o pozostałych koalicjantów. Jest już o czym pisać, bo sama chęć wprowadzenia Samoobrony do rządu przez partię o korzeniach solidarnościowych jest skandalem, do którego żadną miarą nie należało dopuścić. Ta decyzja to niczym przekroczenie Rubikonu, oznacza ona bowiem, że demokratyczną polską politykę można organizować wokół reguł innych niż powszechnie do tej pory przyjmowane.
Nowa koalicja nie posiada żadnej legitymacji demokratycznej, poza czystą arytmetyką sumującą liczbę posłów powyżej upragnionych 50 procent. W społeczeństwie nie ma poparcia dla takiej konstelacji politycznej. Ze świecą szukać by zwłaszcza wyborców Prawa i Sprawiedliwości, którzy zakładaliby, że w PiS-owskim rządzie wicepremierem może być Andrzej Lepper.

Cała kariera polityczna szefa Samoobrony opiera się na negowaniu tradycji solidarnościowej. Nie znam ani jednego dobrego słowa wypowiedzianego przez Leppera o Lechu Wałęsie, o „Solidarności”, o przemianach po roku 1989. I oto obecnie wybory odbywające się 25 lat po Sierpniu 1980 mają owocować nie upragnioną silną koalicją ugrupowań odwołujących się do dziedzictwa „Solidarności”, lecz zaproszeniem do rządu Samoobrony?!! Zawiązywanie koalicji z Lepperem jest kompromitacją dla ugrupowań nawiązujących do „Solidarności”. Uważam, że obie główne obecnie partie possolidarnościowe -są za to – choć w różny sposób – współodpowiedzialne.

Andrzej Lepper jest watażką i świadomym szkodnikiem, człowiekiem konsekwentnie radykalnie obniżającym i tak niskie standardy moralne polskiej polityki. Wiele jego „zasług” powinno go wykluczać z kręgu potencjalnych koalicjantów każdej szanującej się partii: ciążące na nim wyroki, okupowanie mównicy sejmowej, awanturnictwo, łamanie prawa, blokady dróg, wysypywanie zboża na tory itd. itp. Jest on ostatnią osobą, która miałaby pracować na rzecz odnowy moralnej, odzyskania zaufania do państwa przez obywateli czy praworządności. Dobrej przyszłości Polski nie da się zbudować w takim towarzystwie!
Do niedawna powyższe stwierdzenie wydawało się oczywiste. Dziś jednak większość polityków PiS stanowczo twierdzi, że w obecnej sytuacji trzeba stworzyć stabilną koalicję rządową, a wobec sprzeciwu PO – nie ma innego wyjścia niż zaproszenie do rządu Leppera z jego ludźmi, nawet jeśli się tego bardzo nie chce. To twierdzenie – choć tak wielokrotnie powtarzane – nie ma wiele wspólnego z rzeczywistością. Po nieudanym marcowym manewrze z przyspieszonymi wyborami PiS – gdyby chciało – mogło przecież zdecydować o złożeniu dymisji rządu. Tak się nie stało, bo, jak słyszymy, rząd jest dobry, więc nie ma powodu, by się podawał do dymisji. Dobry rząd jakoś nie przeszkadzał jednak Jarosławowi Kaczyńskiemu w składaniu wniosku o samorozwiązanie Sejmu. Czyli ten argument jest nieuczciwy. Stosowanie go ma raczej przekonać opinię publiczną, że koalicja z Lepperem powstaje z konieczności, a nie z wolnej woli liderów PiS.
Z tym ostatnim stwierdzeniem też jest jednak poważny problem. Od początku tej kadencji Sejmu przywódca Samoobrony nie jest bynajmniej traktowany przez PiS – jak poprzednio – z obrzydzeniem. Wręcz przeciwnie – to poparcie PiS umożliwiło Lepperowi wkroczenie na salony poprzez objęcie funkcji wicemarszałka Sejmu. Prawdopodobnie już wtedy Jarosław Kaczyński przygotowywał grunt pod dzisiejszą (wówczas zapewne niechcianą) koalicję…

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Z drugiej strony mamy nieodpowiedzialną postawę Platformy Obywatelskiej, która konsekwentnie działa w myśl zasady „im gorzej dla PiS, tym lepiej dla nas”. Liderzy PO naiwnie zakładają, że to, co dobre dla PO, będzie też dobre dla Polski. Platforma czeka, aż PiS utraci kolejne punkty poparcia w sondażach, i odwleka swoją zgodę na przyspieszone wybory. Tymczasem trudno się łudzić, by partia liberalna, jaką jest PO, uzyskała w jakichkolwiek następnych wyborach ponad 50 procent głosów. Takie rzeczy się nie zdarzają. Oznacza to, że liberałowie będą musieli z kimś stworzyć koalicję. Aby odpłacić Platformie pięknym za nadobne, PiS nie zgodzi się na występowanie w roli słabszego koalicjanta; zostaną zatem… albo Samoobrona, albo SLD.

I tak kółko się zamyka. A miało być tak pięknie: stabilna koalicja ugrupowań postsolidarnościowych, gruntowna reforma państwa i odbudowa jego autorytetu, przywrócenie standardów moralnych w życiu publicznym… I jak tu wierzyć, że to jeszcze możliwe?

Zbigniew Nosowski

Podziel się

Wiadomość

Możliwość komentowania jest wyłączona.