Jesień 2020, nr 3

Zamów

Wielka encyklopedia religii

JÓZEF MAJEWSKI

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Wielka encyklopedia religii

„Religia. Encyklopedia PWN”, red. Tadeusz Gadacz, Bogusław Milerski, Wydawnictwo Naukowe PWN, t. I–X, Warszawa 2001–2003, s. 4680.

Nie sprawdziły się proroctwa proroków ateizmu XIX i XX w. – zjawisko religii nie tylko nie znikło z powierzchni ziemi, ale wręcz ma się dobrze. W 2000 r., jak podała rzymska agencja informacyjna „Fides”, na 6 mld mieszkańców naszego globu do przynależności do jednej z religii przyznawało się ponad 5 mld ludzi, do innej (pozainstytucjonalnej) formy wiary w moc nadprzyrodzoną – dodatkowe blisko 770 mln, a do samego ateizmu – 151 mln.
Wiara w Boga każdego dnia daje miliardom ludzi siłę do mierzenia się z trudami życia i przemijaniem czy do niesienia pomocy bliźnim. Historii ludzkości ani naszej codzienności nie da się zrozumieć bez religii. Problem w tym, że nie zawsze rozumiemy samą religię czy lepiej – religie. Wiele pośród nas religijnych stereotypów, uproszczeń, kwantyfikatorów ogólnych, niewiedzy, wręcz nieprawdy. A choć na świecie, również w Polsce, w ostatnich dekadach uczeni robią wiele, by ułatwić nam poruszanie się w gąszczu wielu religii, ich doktryn, mitów czy rytuałów, to jednak wciąż jest to kropla w morzu potrzeb. Polscy czytelnicy w ostatnich latach – dzięki Wydawnictwu PWN – otrzymali dziesięciotomową encyklopedię religii, pod redakcją naukową dwóch znakomitych znawców rzeczy: Tadeusza Gadacza, filozofa, i Bogusława Milerskiego, teologa.
W ciągu zaledwie czterech lat – od 2000 do 2003 r. – otrzymaliśmy dzieło, które na, bagatela, 4680 stronach mieści 11300 haseł religijnych. Ale to nie wszystko: ostatni, dziesiąty tom encyklopedii – w postaci płyty CD – zawiera cały materiał wcześniejszych drukowanych tomów, uzupełniony o kolejne 1000 haseł.
Milerski i Gadacz w prace nad encyklopedią włączyli blisko 400 autorów, w tym całą plejadę wybitnych filozofów, psychologów, pedagogów i socjologów religii, religioznawców, teologów, patrologów, filologów, historyków, historyków sztuki, orientalistów… Takie nazwiska, jak ks. Jerzy Bagrowicz, Krzysztof Dybciak, Marek Dziekan, Artur Karp, Karol Karski, Stanisław Krajewski, Łukasz Trzciński, ks. Tomasz Węcławski czy Mariusz Ziółkowski, by ograniczyć się do zaledwie kilku, mówią same za siebie i gwarantują wysoki poziom merytorycznej zawartości haseł. Na marginesie można powiedzieć, że powstanie encyklopedii religii jest przekonującym świadectwem znaczącego rozwoju, jaki dokonał się w wielu dziedzinach polskiej nauki w ciągu kilku ostatnich dekad, i to pomimo bardzo trudnej jej sytuacji wobec permanentnie niewystarczającej polityki naukowo-edukacyjnej zmieniających się ekip rządowych.
Twórcy encyklopedii zdecydowali się na szczęśliwą koncepcję całości. Stworzyli dzieło, które – jak piszą w przedmowie – jest formą pośrednią między artykułową encyklopedią religioznawczą, z konieczności ograniczoną do najważniejszych zagadnień (…) a leksykonem zawierającym jedynie szczegółowe informacje zawarte w małych hasłach. Najważniejsze i kluczowe kwestie religijne doczekały się szerokiego syntetycznego opracowania, sprawy bardziej szczegółowe czy mniej ważne traktuje się krócej lub wręcz krótko. Tym samym otrzymaliśmy dzieło, które jest swoistą syntezą mądrości i wiedzy o religiach, ujęcia problemowego i informacyjnego, prawdziwie encyklopedycznego.
Encyklopedia kładzie akcent na sprawy religii monoteistycznych, szczególnie chrześcijaństwa, Kościołów i wyznań, które są obecne w Polsce, co jednak wcale nie znaczy, że inne religie pojawiają się jedynie marginalnie. Twórcy encyklopedii realizują założenia sformułowane w przedmowie: Treścią haseł (…) zarówno rzeczowych, jak i biograficznych, są wszystkie religie świata, tak historyczne (m.in. religie Egipcjan, Germanów, Celtów, Słowian), jak i współczesne (m.in. chrześcijaństwo, judaizm, islam, buddyzm, hinduizm), ich bogowie, formy i miejsca kultu, święta, akty religijne, księgi święte, doktryna, historia rozwoju ich kościołów, wspólnot, wyznań, a także herezji. (…) Obok religii świata encyklopedia dostarcza wiedzy na temat religii jako zjawiska teoretycznego, stanowiącego przedmiot takich dziedzin, jak: religioznawstwo (…); teologia chrześcijańska (katolicka, prawosławna, ewangelicka), żydowska i islamska (…); filozofia religii (…); psychologia religii (…); socjologia religii i pedagogika religijna. Nie brak w encyklopedii, co znaczące, również haseł z dziedziny zaprzeczenia religii (ateizm), jej negacji (satanizm) czy parareligii (ezoteryzm).
Specyfiką encyklopedii są hasła poświęcone przejawom religijności w sztuce: muzyce, literaturze, malarstwie czy architekturze. Czytelnicy mogą, na przykład, dowiedzieć się – znowu cytuję fragment przedmowy – za pomocą jakich środków wyrazowych Jan Sebastian Bach przedstawił w swojej muzyce doświadczenie skruchy, w jakiego Boga wierzył Adam Mickiewicz, Czesław Miłosz czy Juliusz Słowacki, a także w jaki sposób sztuka, zarówno zachodnia jak i wschodnia, przedstawiała bogów i świętych. Nie wątpię, że takie encyklopedyczno-religijne spojrzenie na sztukę to kolejny szczęśliwy element koncepcji encyklopedii PWN, nawet jeśli wiąże się to z oczywistym ryzykiem nazbyt subiektywnej interpretacji konkretnych dzieł artystycznych czy wręcz ich nadinterpretacji. Te hasła poświęcone religijności w sztuce, które przeczytałem, w moich oczach brzmią przekonująco, wprowadzając czytelnika w fascynujący świat religijności wielkich pisarzy, poetów, malarzy czy muzyków.
Dopełnieniem koncepcji encyklopedii ma być – zgodnie z założeniami – metodyczny obiektywizm autorów, który rozumie się jako nieocenianie konkretnych religii i ich poglądów, w czym pomocny ma być duch dialogu międzyreligijnego i ekumenizmu. Wyrywkowa lektura haseł dowodzi, że autorzy spełniają te postulaty.
O walorach encyklopedii decyduje także przyciągająca oko graficzna strona: ładne, dostojne, twarde okładki, koloru granatowego; czytelny druk, wiele wartościowych kolorowych ilustracji, które dobrze współgrają z treścią odpowiednich haseł.
„Religia. Encyklopedia PWN” robi wielkie wrażenie pod wieloma względami, także gdy chodzi o tempo, w jakim powstała. Prace nad nią rozpoczęto w 2000 r., pierwszy tom ukazał się już w roku 2001, a ostatni – dwa lata później. Dziesięć grubych tomów w cztery lata – to rezultat doprawdy imponujący! Niestety, właśnie z tym niebywałym tempem prac można – jak sądzę – wiązać jej mankamenty i słabości. Oczywiście pewne błędy w każdym dziele są nieuniknione – nie istnieje książka z redaktorskiego punktu widzenia doskonała. Literówki, niejednolite zapisywanie tych samych słów, szczególnie w transkrypcji, błędy drukarskie itp., znajdziemy również w „Religii. Encyklopedii PWN”, ale ta kategoria niedoróbek to typowe błędy wydawnicze, zwykle sukcesywnie poprawiane i usuwane w kolejnych edycjach. Problem w tym, że w encyklopedii znajdziemy również dużo cięższe „grzechy”. W posłowiu do dziewiątego tomu sami redaktorzy naukowi szczerze przyznają się do błędów, a ten konkretny, o którym wspominają, można niestety zaliczyć do naprawdę poważnych.
Chodzi o błędy w hasłach „mariologia” i „Maria w ewangelicyzmie”, pod którymi widnieje podpis o. prof. Stanisława C. Napiórkowskiego. Sam autor tych haseł z zaskoczeniem i bólem informował o tej sprawie na łamach biuletynu „Teologia w Polsce” (nr 70). Hasło „mariologia”, które ukazało się w wydrukowanej wersji encyklopedii, poza krótkim fragmentem, nijak się ma do treści tego hasła, które o. Napiórkowski wysłał do redakcji. Z opublikowanego hasła wynikałoby, że najwybitniejszy polski mariolog ma problemy z ABC mariologii, skoro jego nazwiskiem opatrzono notę z „informacjami”, jakoby w XV w. Kościół ogłosił dogmat, iż Maria został uwolniona od grzechu pierworodnego, a potem, w XIX w., dodał do tego inny dogmat – Niepokalanego Poczęcia; że papież Leon XII w 1891 r. wprowadził dogmat o tzw. pośrednictwie piętrowym; że uprawnione jest twierdzenie, iż Maria wraz z Chrystusem zbawiła ludzkość, a w jej osobie Kościół jest współodkupicielem. Redakcja encyklopedii przeprasza za takie potraktowanie dzieła o. Napiórkowskiego. W dziesiątym – elektronicznym – tomie błędy te zostały usunięte. Faktem jest jednak, że błędne hasło zostało opublikowane, czyniąc szkody, a same elektroniczne poprawki wydają się tu niewystarczające. Moja wybiórcza lektura haseł nie ujawniła innych podobnych „wpadek”, nie można mieć jednak pewności, że ich nie ma.
Trudno nie przyjąć, że ów „mariologiczny” błąd i część innych pomniejszych są wynikiem zwykłego pośpiechu. Zabrakło czasu na rzetelną redakcję, korektę i autoryzację. Pośpiech, jak wiadomo, nie jest najlepszym doradcą. I wydaje się, że właśnie pośpiech zdecydował o tym, iż redakcja – wbrew deklaracjom z tomu pierwszego – zrezygnowała z publikacji ostatniego tomu zawierającego indeksy. Zamiast tego, ostatni tom ma postać elektroniczną, bez indeksów. Samo zebranie wszystkich tomów na płycie CD, i to z dodaniem nowych haseł, jest bardzo cennym pomysłem, tyle że nie wywiązali się oni z własnej początkowej deklaracji, czyli swego rodzaju umowy, zawartej z nabywcami wcześniejszych tomów. Dlaczego płyty CD nie wydano jako tomu jedenastego albo osobno?
Być może pośpiechem da się wytłumaczyć również dotkliwe zachwianie proporcji w długości niektórych haseł. Zgodnie z koncepcją przyjętą przez redaktorów, leksykon zawiera hasła duże (wielostronicowe, przeglądowe), średnie i małe. Dlaczego jednak – przykładowo – tak ważne dla chrześcijaństwa hasła, jak „teologia krzyża”, „teologia fundamentalna”, „teologia feministyczna” czy „teologia negatywna”, należą do haseł małych, a nie dużych, gdy jednocześnie „teologii filozoficznej”, „teologii mariologicznej” czy „teologii moralnej” poświęca się kilka razy więcej miejsca?
Dialog międzyreligijny ma – w powszechnym odczuciu wielu przywódców religijnych i znawców rzeczy – istotne znaczenie dla współczesnej historii religii i pokoju na świecie, a przy tym stanowi wielkie pozytywne novum w relacjach między religiami. Dlatego zdecydowanie domaga się opracowania „dużego”, przeglądowego. Tymczasem w encyklopedii należy do haseł średnich (1,5 kolumny) i jest ujęte praktycznie jedynie z punktu widzenia katolickiego, w dodatku ogólnikowo. W tym kontekście istotnym brakiem jest nieobecność haseł „modlitwa międzyreligijna”, „podwójna przynależność religijna”, „pobożność ludowa” (która istotnie wiąże się z podwójną przynależnością), „teologia religii”, „teologia afrykańska” czy „teologia azjatycka”. Wydaje się, że encyklopedia sporo zyskałaby, gdyby zamiast pewnej liczby mniej istotnych haseł znalazło się w niej miejsce dla tych wyliczonych (i innych niewyliczonych), tak ważnych dla współczesnego oblicza religii. Trzeba mieć nadzieję, że w kolejnych wydaniach, które – nie wątpię – nastąpią, braki będą usuwane.
„Religia. Encyklopedia PWN”, mimo tych słabości, to dzieło zupełnie wyjątkowe, niezbędne dla głębszego poznania i zrozumienia bogactwa religii i religijności świata. Winno znaleźć się na półkach wszystkich, którzy zarówno amatorsko, jak i profesjonalnie zajmują się tą problematyką: studentów, katechetów, nauczycieli, wykładowców czy teologów, ale również – redakcji wszelkich mediów, jeśli chcą one rzetelnie informować swoich odbiorców o zjawisku religii i wydarzeniach religijnych.
Józef Majewski

Podziel się

Wiadomość

Możliwość komentowania jest wyłączona.