Zima 2020, nr 4

Zamów

Kobiece pytania o męską duchowość

Kim jest mężczyzna w Kościele? Jakie powołania, drogi stoją przed nim? Jaka duchowość wyraża jego drogę, jego specyfikę? Jakie pieśni, rytuały, gesty odpowiadają i wyrażają duchowość męską? Jako kobieta mogę tylko zadawać pytania, które najprawdopodobniej nie dotykają jeszcze wcale istoty problemu. Przez dwa tysiące lat o kobietach pisali głównie mężczyźni, więc być może o dyskusję na temat roli i miejsca mężczyzny w Kościele może prosić także kobieta, wyrażając wdzięczność za mężczyzn, ich obecność w Kościele, ich poszukiwanie Boga bliższego im niż oni sami, ich udział we wspólnotach rodzinnych i zakonnych, ich miłość, przyjaźń, troskę i odpowiedzialność.

Geniusz męskości

Znane jest oficjalne nauczanie Kościoła na temat roli i zadań kobiet – znacznie trudniej znaleźć w dokumentach kościelnych słowa na temat analogicznej roli i zadań mężczyzn, którzy nie są duchownymi lub zakonnikami.

Rozpoczynając refleksję nad mężczyzną, być może należałoby pójść drogą, wytyczoną już przez Jana Pawła w jego listach do kobiet1. Zamieszczone tam refleksje, zastosowane do mężczyzn, stawiają nas wobec całkiem nowych i nierozpoznanych jeszcze zagadnień. Jaki jest zatem biblijny paradygmat mężczyzny, zamysł Boży określający jego powołanie i posłannictwo? Co odróżnia mężczyznę od kobiety? Czy można mówić o istotnym, ogromnym bogactwie i geniuszu mężczyzny, o osobowych zasobach męskości, które na pewno nie są mniejsze od zasobów kobiecości – są tylko inne? Czy fundamentalny rys męskości polega na tym, że mężczyźni są osobami ludzkimi stworzonymi z miłości i do miłości? Czy „moc” mężczyzny płynie ze świadomości, że Bóg w jakiś szczególny sposób zawierza mu matkę i dziecko? Czy mężczyzna może odnaleźć tożsamość tylko poprzez bezinteresowny dar z siebie, a ojcostwo jest szczególną częścią rodzicielstwa? Czy wreszcie jest prawdą, iż analiza naukowa w całej pełni potwierdza fakt, że sama konstytucja cielesna mężczyzny oraz jego organizm zawierają w sobie naturalną dyspozycję do ojcostwa, jako następstwa małżeńskiego zjednoczenia z kobietą?

Wolno mi wyrazić oczekiwanie, by mężczyźni świeccy – może szczególnie mężowie oraz ojcowie – zechcieli zająć swoje miejsce wśród osób tworzących duchowość, liturgię i całą teologię, tak aby ich dotychczas milcząca obecność mogła znaleźć swój wyraz w Kościele. Ich refleksja z pewnością pomoże całemu Kościołowi odkryć – że pójdę raz jeszcze za intuicją Papieża – potrzebę nowego maskulinizmu, który nie powtórzy starych słabości i błędów męskości, ale pozwoli na odkrycie geniuszu mężczyzny w Kościele i świecie, pozwoli na odkrycie męskości jako daru, który tak cudownie stworzył Bóg.

Z punktu widzenia dogmatycznego kwestia męskości i kobiecości nie jest kluczowa. Nie da się obronić tezy, że człowiek wprawdzie jest zbawiany przez łaskę Bożą, ale dodatkowym warunkiem koniecznym dla połowy ludzkości jest na przykład rodzenie dzieci. Z punktu widzenia Dobrej Nowiny nie ma mężczyzny ani kobiety (Gal 3,28), a podstawowe jest trwanie w wierze, nadziei i miłości. Czy słuszne jest budowanie antropologii którejkolwiek płci, opartej na cielesności i więziach biologicznych? Niewątpliwie człowiek realizuje się i zbawia poprzez relacje z ludźmi, wśród wielu z nich może jedną z piękniejszych jest ojcostwo i macierzyństwo. Dlaczego jednak tylko tożsamość kobiety określa się poprzez odniesienie do jej fizjologii i relacji z ludźmi? Dziewczynki słyszą, że są przyszłymi matkami, czy równie często określa się chłopców jako przyszłych ojców? Wiele kazań zwraca się ku kobietom jako matkom, wzywając je do naśladowania Matki Bożej, lecz poza kazaniami stanowymi rzadko słyszy się kazania do mężczyzn. Jakie wzorce można wskazać panom?

Kłopoty ze wzorem

Najdoskonalszym wzorem i celem jest Chrystus, najpewniejszą drogą pełne przylgnięcie do Niego. Popularne jest jednak przekonanie, że pełne oddanie Bogu i naśladowanie Chrystusa możliwe jest wyłącznie w stanie duchownym i zakonnym, co stawia pytania zarówno antropologii, jak i duchowości świeckich.

Jacy święci mężczyźni wyrażają „geniusz męskości”? Święty Józef, Opiekun Odkupiciela – wybrany ze wszystkich mężczyzn, aby być mężem Najświętszej Dziewicy, Żywicielem Syna Bożego, Głową Świętej Rodziny, Opiekunem dwu Najświętszych Osób, ukazujący szczyt męskiego powołania – może być prototypem męskiego przyjmowania odpowiedzialności za kobietę i dziecko. Tego Mężczyznę, przyjmującego Dziewicę z Synem Bożym, litania określa jako postrach duchów piekielnych. Historia Józefa przypomina, że przyjęcie ojcostwa jest zawsze dla mężczyzny kwestią zawierzenia Bogu i kobiecie. To ona mówi mężczyźnie o istnieniu dziecka. Stwórca powierza dziecko najpierw kobiecie; mężczyzna, przyjmując kobietę, przyjmuje ją zawsze z potencjalnymi dziećmi. Mężczyźni zawsze w jakiś sposób podążają śladami tego Sprawiedliwego, wahającego się, czy przyjąć kobietę z dzieckiem – czy to naturalnym, czy z dalszej rodziny, czy adopcyjnym.

Wśród wspaniałych mężczyzn Biblii jest także Jan Chrzciciel, o którym powiedział Jezus, że „między narodzonymi z kobiet nie powstał większy”. Jan to przyjaciel Oblubieńca, który widzi swe powołanie w tym, by to Oblubieniec wzrastał, a on sam się umniejszał. Są jeszcze inni: Setnik, którego wiara zadziwia samego Jezusa, Jan Apostoł, przyjaciel przytulany na Ostatniej Wieczerzy, który trwa pod krzyżem i przyjmuje do siebie Matkę; Józef z Arymatei i Cyrenejczyk, którzy pojawiają się, gdy Apostołowie chowają się ze strachu. Pismo Święte przekazuje mocne męskie postacie, które nie są jednak popularne wśród wierzących mężczyzn. Kobiety mogą identyfikować się z Maryją, odnajdywać w Jej kulcie – mężczyznom brak podobnej możliwości.

Czy tradycyjne męskie wzorce kulturowe sprzyjają wyrażaniu się męskiej duchowości chrześcijańskiej? Część z nich zapewne tak, jednak popularnie męskość jest kojarzona zazwyczaj z władzą, siłą, dominacją; trudniej niż kobiecość odnajduje się we wzorze Chrystusa Sługi. Jednak Syn Boży nie przyszedł, by mu służono; Józef jest podległy powołaniu Maryi; Poprzednik pragnie się umniejszać. Określenie „prawdziwy mężczyzna” potocznie kojarzy się raczej z potrzebą adrenaliny niż z codzienną, zwyczajną służbą, trudnościami życia we wspólnocie i mało efektowną pracą na jej rzecz. A jednak w ten sposób budowali Europę benedyktyni i cystersi. Za cechę „męską” uważa się raczej gwałtowność niż opanowanie i łagodność. Bohaterowie przelewający krew za honor i ojczyznę są bardziej czczeni niż nauczyciele dialogu i życia we wspólnocie, choć od epoki krucjat doszliśmy przecież do czasów Karola de Foucauld, żyjącego w pokoju wśród Arabów. Przemoc w męskim wydaniu – jak corrida, poetyka wojny i pojedynków – została podniesiona do rangi rytuału celebracji męskiego honoru. O ile jednak łatwo określać walkę jako czynność „męską”, rzadko chyba mówi się o albertynach czy braciach szpitalnych, uzasadniając ich powołanie: no tak, to prawdziwy mężczyzna.

Przyjaciele Boga

Na ile uwarunkowany historycznie męski etos kulturowy wspomaga dążenie do bliskości Boga, realizację świętości? Być może obawy przed zagubieniem tożsamości powodują niekiedy zbyt kurczowe przywiązanie do kulturowych ról płci, utożsamianych z samą płcią. Wydaje się, że wiele kobiet staje się przyjaciółkami Boga i świętymi, wykraczając poza stereotyp kobiecości swej epoki: hagiografowie określają je nierzadko jako „męskie”. Ich świętość była jednak czytelna zarówno dla wiernych, jak i dla hierarchii kościelnej. Ożywczy jest przykład świętych przyjaciół Boga, którzy odrzucali niektóre kulturowe wzorce męskości jako niewygodne w ich drodze ku Umiłowanemu. Franciszek z Asyżu, przyjmując imię brata mniejszego, wyraził tym samym zgodę na status człowieka pozbawionego przywilejów, nie „kapłana”, ale „laika”, rezygnującego z wszelkich zabezpieczeń finansowych. Ignacy z Loyoli wskazał na posłuszeństwo, kojarzone raczej ze służącymi, kobietami i dziećmi. Wielu świętych, na przykład Albert Chmielowski, Kamil, Jan Boży, Józef Kalasanty, nie bało się odejść od schematu kulturowego, przypisującego opiekę nad biednymi, chorymi i dziećmi wyłącznie kobietom, i to niższego stanu.

Jak przykład tych świętych wpłynął na kształtowanie się obrazu mężczyzn w Kościele, na nauczanie o mężczyznach? Charyzmat świętych trwa w założonych przez nich wspólnotach, na ile jest jednak obecny w świadomości wiernych jako droga mężczyzny do Boga? Czy odkrywamy i kształtujemy męską duchowość, patrząc na wzorce świętych przyjaciół Boga, zaczerpnięte z Biblii i historii Kościoła?

Partnerzy kobiet

Szereg postaci kobiecych, wiele błogosławionych i świętych, które były przewodniczkami duchowymi Kościoła, niewiele zmienia potoczne postrzeganie w nim miejsca kobiety. Wydaje się, że wielu mężczyzn odczuwa trudność życia w świecie, w którym Bóg stworzył kobietę. Słuchając niektórych wypowiedzi męskich – niestety także niektórych księży – można odnieść wrażenie, że zgoda na istnienie kobiet jako daru Bożego jest dla nich trudna. Taką trudnością jest uznanie kobiety na prawach nie matki, nie żony, nie w relacji biologicznej, ale w relacji siostrzeństwa i braterstwa, z całą wolnością, uznaniem darów kobiety, a nie tylko postrzeganie jej jako zagrożenia, z którym trzeba sobie poradzić, czasem także przez pogardliwe traktowanie.

Teologia mówi o grzechu pierwszych rodziców, jednak zgodnie z oskarżeniem Adama: „kobieta, którą mi dałeś.”, mówi się częściej o winie Ewy. W biblijnym opisie mężczyzna nie poczuwa się do własnej winy i wskazuje na innych sprawców swego upadku. Charakterystyczne, że mężczyznę nie zadowala samo oskarżenie kobiety: jakby podkreślając nieuchronność swego upadku, wskazuje na Boga, jako na przyczynę istnienia kobiety! Gdyby Bóg nie dał mu jej, nie byłoby problemu. Echo tego oskarżenia słychać w niezliczonych sytuacjach, gdy za brak opanowania mężczyzny zazwyczaj obwiniana bywa kobieta, jej wygląd, zachowanie. Tłum pobożnych i zgorszonych mężczyzn, żądający ukarania jawnogrzesznicy, nie mówi ani słowa o tym, który przyczynił się do jej grzechu. Gdy Jezus zgadza się, by karali bezgrzeszni, robi się pusto.

Z opisu stworzenia można jednak wywnioskować, że mężczyźni są stworzeni do życia we wspólnocie: zakonnej, rodzinnej, kościelnej etc. Bóg po stworzeniu człowieka stwierdza, że „nie jest dobrze, by mężczyzna był sam”, uznając brak samowystarczalności mężczyzny i potrzebę kobiety. Relacja z raju mówi najpierw o jedności mężczyzny i kobiety, zachwycie mężczyzny kobietą, o wspólnocie w miłości wzajemnej, natomiast o panowaniu mężczyzny nad kobietą mówi się w Piśmie tylko jako o konsekwencji grzechu, podobnie jak konsekwencją grzechu jest trud pracy na roli.

Symboliczny sens sceny, w której Jezus oddaje Janowi swoją Matkę, wskazuje na uznanie duchowej roli kobiety. Kobieta jest w tej relacji partnerką mężczyzny na drodze do Boga. Pojawienie się w pierwotnym chrześcijaństwie kategorii dziewicy, jako kobiety niezwiązanej z mężem ani ojcem, wskazywało na nowe miejsce kobiety-siostry, niewarunkowanej we wspólnocie czynnikami biologicznymi. W tej wizji mężczyzna traktowany był jak brat i partner kobiety. Czy nie warto odkryć na nowo tej starej intuicji?

Ojcowie

Macierzyństwo bywa ukazywane jako droga uświęcenia kobiety, bardzo rzadko mówi się w ten sposób o ojcostwie. Czy małżeństwo to jedna z męskich dróg zbawienia? Sądząc z definicji sakramentów – na pewno tak, sądząc po treści większości kazań – niekoniecznie. Przyjaźń z żoną i jej związek z przyjaźnią z Bogiem to rzadki temat w naszym Kościele. Niewiele słyszy się o komunii osób jako drodze zbawienia w małżeństwie (i nie tylko). Nauczanie często kończy się na kwestii ochrony życia poczętego i wychowywania dzieci, niekiedy też kobiety słyszą o swej szczególnej odpowiedzialności za religijność męża.

Myśląc o wychowaniu religijnym dzieci, mówi się zazwyczaj o roli matki, tak jakby ojciec był osobą mniej ważną. Biblia składa odpowiedzialność raczej na ojcowski przekaz wiary, mówiąc o Bogu Abrahama, Izaaka, Jakuba, „Bogu naszych ojców”. Mimo że chętnie piszemy o zachowaniu „wiary ojców”, jednak wierzymy, że „święci wychowują się na kolanach świętych matek”. Świadectwa księży obfitują zazwyczaj w piękne portrety matek (bardzo rzadko ojców!), które niejako towarzyszyły im na drodze powołania. Czy w naszej świadomości ojciec jest świadkiem wiary? Czy małżonek, zgodnie z definicją sakramentu, jest widomym znakiem łaski? Czy jest opiekunem Oblubienicy Pańskiej, którą jest Kościół domowy, prowadzony przez męża jednej żony, ojca dzieci? Konsekwencją takiego charyzmatu mogłaby być posługa ojców jako lektorów, kantorów, prowadzenie przez nich modlitw rodzinnych lub nabożeństw. Być może ojcowie, jako świadkowie wiary w rodzinie, mogliby być szafarzami Najświętszego Sakramentu, na przykład podczas pierwszej komunii?

Na nabożeństwie

Szczególnym momentem refleksji i zaangażowania świeckich mogą być święta kościelne. Procesja Bożego Ciała znajduje szczególne miejsce dla dziewczynek. Natomiast święto Chrztu Pańskiego rzadko ukazuje Jana Chrzciciela, jako poprzednika i przyjaciela Oblubieńca. Co ukazuje mężczyznom symbolika Bożego Narodzenia? Kobieta tuląca Dziecko w stajence, to obraz poruszający serca. Lecz więcej jest tutaj obecnych mężczyzn: jeden, maleńki Wcielony – w wielu kolędach płacze i wymaga matczynej opieki, drugi, opiekun Rodziny – gdzieś z boku. Trzech przedstawicieli elity i ubodzy z pokłonem stanowią tu raczej element tła. Wielki Piątek ukazuje kobiety stojące pod krzyżem, Zmartwychwstanie – niewiasty przychodzące do grobu. To Marię Magdalenę, a nie Apostołów chce najpierw spotkać Zmartwychwstały. Liczne i wyraziste postacie męskie czasu Paschy rzadko są obecne w refleksji wiernych – widać tam raczej „trzy Maryje”, które drogie maści niosły.

Gdyby w tych scenach lepiej widać było mężczyzn, inaczej wyglądałaby w naszych oczach rzeczywistość Wielkiego Postu i Triduum Paschalnego. Może zamiast czterdziestu dni śpiewania żałobnych pieśni pasyjnych lepiej by kłaść nacisk na walkę duchową, na panowanie nad sobą, zgodę na własną śmierć? Może po czterdziestu dniach pasyjnych można by świętować czterdzieści dni chwały zmartwychwstania? Tymczasem kluczowa prawda chrześcijaństwa, bez której próżna jest nasza wiara, szybciutko przechodzi w majowe, kojące pieśni o słodkiej Matce, która wszystko rozumie. Majówki najczęściej pomniejszają rolę Najmilszej do czułej Opiekunki, pięknej i cichej jak wiosna, podczas gdy pełny obraz zakładałby również wspomnienie Panny Mocnej, która samodzielnie, bez jakiegokolwiek ludzkiego oparcia przyjęła Zwiastowanie, stała pod krzyżem wobec wrogiego tłumu, wobec ucieczki Apostołów i cierpienia swego Syna. Tkliwy obraz Panny łaskawej niewątpliwie koi serca, warto jednak zastanowić się, jakie struny pobożności porusza on w typowym mężczyźnie? Czy obecna jest mu przede wszystkim czuła Matka, „która wszystko rozumie”, czy też Dziewica, której ostatnie słowa – Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie (J 2,5) – są wyraźnym, bezdyskusyjnym poleceniem?

O stylu naszej pobożności można by długo dyskutować. Faktem jest, że w wielu polskich kościołach niemal jedynymi mężczyznami obecnymi na Eucharystii, nabożeństwie lub procesji, są księża. Czy to znaczy, że inni mężczyźni, którzy nie są celibatariuszami, nie odnajdują się w tych formach pobożności? Ewangelia przeznaczona jest niewątpliwie dla wszystkich w sposób doskonały, niedoskonałe mogą być tylko formy przekazu.

Jakie zatem byłyby formy pobożności odpowiadające duchowości męskiej? Dlaczego więcej mężczyzn widać w nowych grupach religijnych niż na tradycyjnych nabożeństwach? Być może jedną z wielu przyczyn jest rodzaj specyficznej duchowości, wyrażany także w pieśniach. Możliwe, że trudniej mężczyznom koncentrować się na swej słabości, bezradności i deklarowaniu „bycia sierotami”, których głos do litości wzbudzi. Może łatwiej byłoby zachęcić ich do walki duchowej i pieśni uwielbienia?

Duchowość mężów i ojców

Wiele mówi się o tym, że teologię w Kościele tworzyli głównie mężczyźni. Można tu dodać: mężczyźni nieżonaci, nie ojcowie rodzin. Czy teologia była pisana z męskiego punktu widzenia? Jeśli tak, to odzwierciedla przede wszystkim doświadczenie synów, celibatariuszy, czyli doświadczenie bardzo istotne, ale nie jest jedynym doświadczeniem męskim. Teolog świecki, widzący swe małżeństwo jako miejsce doświadczania Boga, być może pisałby nie tylko o zbawczym wymiarze męki Syna Bożego, ale i cierpieniach Boga Ojca, który tak ukochał świat, że zgodził się na Mękę własnego Dziecka; być może rozwinąłby szerzej w teologii kategorie ojcostwa i naśladowanie Ojca ofiarującego Syna, może inaczej postrzegałby mariologię. Być może rozwinąłby motyw naśladowania Boga przez proroka Ozeasza, przyjmującego niewierną żonę. Świeccy teologowie duchowości zapewne dostrzegliby radę expressis verbis ewangeliczną: przyjęcie w imię Jezusa niekoniecznie własnego dziecka. W ramach wymiany doświadczeń raz w roku rekolekcje dla duszpasterzy mógłby poprowadzić ojciec rodziny, teolog świecki.

Rzadko słyszymy o duchowości mężów. Trudno, by pisali ją księża i zakonnicy, choć zdarzają się wśród nich piszący bez moralizowania o komunii osób i jedności małżeńskiej jako znaku komunii Trójcy Świętej. A przecież pierwotnym wzorem wspólnoty nie jest zakon czy Kościół, ale rodzina, pierwotnymi nauczycielami wiary – ojciec i matka. Tymczasem, czytając tekst o duchowym ojcostwie w Kościele, można być pewnym, że główny akcent zostanie tu postawiony na ojcostwie symbolicznym duchownych, zapomniane zaś zostanie realne ojcostwo ojców rodzin.

Czy świecki mężczyzna może oddać się całym sercem Bogu? Najlepiej na to pytanie odpowiadają przenikające słowa Księgi Powtórzonego Prawa, wzywające do oddania się Mu całym sercem, całą duszą, całym umysłem, z wszystkich swych sił (Pwt 6,3-21). I nie chodzi tu wcale o duchowość kapłanów: mowa jest o całym Izraelu, a nie o „wybranych”.

Czy mąż żony, ojciec dzieci, może dojść do świętości? Na to pytanie przytakną zapewne duszpasterze Rodzin Nazaretańskich, Opus Dei, grup charyzmatycznych. W dniu swych 83. urodzin Papież powiedział, że żaden stan lub wiek nie jest przeszkodą do życia doskonałego. Czy to przekonanie podzielają powszechnie nasi duszpasterze?

Potrafimy określić choćby w przybliżeniu, na czym polega świętość życia osoby duchownej. Jednak nie do końca już wiadomo, jak miałaby wyglądać świętość życia mężczyzny niekonsekrowanego. Beatyfikacja świeckich męczenników i celibatariuszy nie wskazuje na małżeństwo jako skuteczny znak łaski. Podobnie ma się rzecz z beatyfikowanymi rodzicami dzieci konsekrowanych, wybierającymi ostatecznie tzw. białe małżeństwo. Szanując tę decyzję, trudno jednak uznać ją za wzór świętości dla męża czy żony. Czy słuszna może być decyzja kapucyna, który nie spowiada, dominikanina, który nie głosi kazań, trapisty, który podróżuje po całym świecie? Można się zapewne zbawić, nie wypełniając obowiązków przyjętego powołania, ale chyba raczej na zasadzie wyjątku od reguły.

Może zachwycać i zdumiewać dobór Patronek Europy: Katarzyna Sieneńska – świecka dziewica, pouczająca papieży, kierowniczka duchowa klasztorów męskich, negocjatorka między możnymi tego świata, doradczyni królów; Brygida – świecka mistyczka, matka, wdowa, zabiegająca o ewangeliczny kształt papiestwa, wraz z nimi Edyta Stein – intelektualistka, filozofka i mniszka. Męscy patroni to z kolei mnisi – budowniczy Europy: Benedykt, Cyryl i Metody. Brak mężczyzn innych powołań, na przykład ojców rodzin.

Nie ma w Kościele tradycji środowisk duchowych, pobożnych, teologicznych mężczyzn świeckich. Bogactwo duchowości wielu zakonów przyciągało zawsze chętnych, a zaangażowanie mężczyzn świeckich w Kościele (nie licząc rzadkich rodzynków, jak bł. Bartolomeo Longo) jest trudne do zauważenia. Niewątpliwie nie sprzyjały temu czasy minione. Niemniej jednak – nawet uwzględniając specyfikę spojrzenia na celibat i małżeństwo – łatwo wskazać długi szereg wybitnych kobiet, dziewic i wdów, zaangażowanych czynnie w Kościele, podczas gdy mało znani są historii mężczyźni niekonsekrowani, czynnie angażujący się w jego życie. Kimś takim jest dzisiaj chociażby Kiko Argüello, założyciel neokatechumenatu, inicjujący nową formułę seminariów duchownych, sam pozostający jako świecki.

Mało widoczne są w duchowości, pobożności i teologii takie cnoty, jak piękno i godność bycia małżonkiem. Rzadko bywają one traktowane jako locus theologicus, źródło czy punkt wyjścia dla teologii, kształtu Kościoła. Sytuacja, w której teologia, nauczanie Pisma Świętego, duchowość są odzwierciedleniem wyłącznie doświadczenia osób żyjących w celibacie, wydaje się niepełna, chociażby dlatego, że nie tak było od początku (Mt 19,8).

Kim więc jest mężczyzna?

Z postawionych wyżej pytań spróbujmy wydobyć to, co niewątpliwe. Mężczyzna jest zatem osobą ludzką, stworzoną z miłości i do miłości. Może odnaleźć się tylko poprzez bezinteresowny dar z siebie, wyrażany przez rozmaite charyzmaty we wspólnocie rodzinnej czy zakonnej. Pełnia męskości realizuje się niewątpliwie najdoskonalej w bliskości i przyjaźni z Bogiem. Przyjmując ciało mężczyzny, Syn Boży stał się podobny nam we wszystkim, z wyjątkiem grzechu – a więc wskazał, że bycie mężczyzną jest wolne od determinizmu biologizujących wzorców, jednocześnie nie redukując wizji człowieka do modelu życia anielskiego. Przykład wielu świętych, mężczyzn realizujących siebie w przyjaźni z Bogiem, wskazuje nieomylnie na istnienie pewnego paradygmatu męskości. Można wyrazić nadzieję, że wpiszą się weń także powołania do życia świeckiego.

Obecność świeckich mężczyzn w Kościele była najczęściej obecnością milczącą. Być może czas świeckich – znak wiosny Kościoła – okaże się także czasem mężów i ojców, których nowa świadomość pomoże również mężczyznom konsekrowanym i duchownym w rewizji ich schematów myślowych, by odnowiony Kościół mógł wyrażać pełnię swego doświadczenia i powołania.

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Magdalena Węglewska

____________________________________________________________
Magdalena Węglewska – doktorantka teologii. W „Więzi” 2001 nr 7 publikowaliśmy jej tekst „Jestem uczennicą mego dziecka”.

1 „Mulieris dignitatem” 1988, „A ciascuna di voi” 1995.

Podziel się

Wiadomość

Możliwość komentowania jest wyłączona.