Jesień 2020, nr 3

Zamów

Ciało koniecznie potrzebne Czy możliwa jest spowiedź przez internet?

ks. Andrzej Draguła

Ciało koniecznie potrzebne

Czy możliwa jest spowiedź przez internet?

Właściwie wszystkie znane mi wypowiedzi odnoszące się do ostatnich watykańskich dokumentów na temat internetu wyrażały przekonanie, iż dokumenty te kończą dyskusję na temat możliwości spowiedzi w sieci. Czymś wyjątkowym na tym tle jest artykuł o. Dariusza Kowalczyka SJ pt. „O możliwości spowiedzi przez internet” („Więź” 2002 nr 8-9), w którym autor stwierdza, że według niego dyskusja na ten temat bardziej zaczyna się niż kończy. Biorąc pod uwagę, iż wspomniane dokumenty nie mają charakteru ostatecznych wypowiedzi doktrynalnych, teologiczna spekulacja na temat spowiedzi przez internet jest zupełnie uprawniona. Jednocześnie Autor żali się, że jeśli już taka dyskusja się pojawia, to brak jej zupełnie merytorycznego charakteru. Trudno się z nim nie zgodzić, jeśli za dyskusję uznać emocjonalne często komentarze internautów. I choć jako specjalista od kaznodziejstwa czuję się nieco wctej materii niekompetentny, to żywię nadzieję, iż moja polemika utrzymana będzie bardziej w tonie merytorycznym niż kaznodziejskim.

Sytuacja nadzwyczajna, czyli granice niemożliwości

O. Kowalczyk poszukuje odpowiedzi na pytanie, czy spowiedź poprzez internet jest możliwa, czy elektroniczne pośrednictwo sieci pozwala na zrealizowanie wszystkich koniecznych do spełnienia warunków, aby sakrament mógł się dokonać. Wydaje się jednak, że zastosowana argumentacja odwołuje się bardziej do analizy uwarunkowań psychologicznych niż do kryteriów teologicznych. Gdyby już jednak zezwolić na korzystanie z sakramentu pokuty i pojednania przez internet, to niewątpliwie należałoby ono do sposobów nadzwyczajnych, stosowanych w szczególnych, wyjątkowych przypadkach. W moim przekonaniu artykuł ks. Kowalczyka nie daje przekonywających argumentów, że takie przypadki istnieją.

Autor postuluje, aby ewentualną możliwość spowiedzi – nazwijmy ją – internetowej1 ograniczyć do przypadków, w których spowiednik zna osobiście penitenta, a de facto do stałego spowiednictwa. Jezuita przytacza list internautki przebywającej za granicą. Autorka listu nie może skorzystać z sakramentu pokuty, gdyż nie zna miejscowego języka, ma także trudności w dotarciu do polskiego duszpasterza. Czy rzeczywiście jednak zrobiła wszystko, by móc przystąpić do sakramentu pokuty? Czy jej niemożność jest naprawdę niepokonalna? Gdybym znała język kraju, w którym przebywam, może bym się i zmobilizowała – pisze szczerze w swoim liście, przyznając się więc jednocześnie, że najprawdopodobniej nie skorzystałaby z tej ewentualności. Podobny brak determinacji wykazuje ona wobec możliwości wyspowiadania się u polskiego księdza, choć trudno zrozumieć, iż przeszkodą miałby być fakt, iż tutaj jest tylko jedna parafia z jednym księdzem. W końcu wielu naszych wiernych jest również „skazanych” na jedną parafię z jednym księdzem. Trudno to uznać za przeszkodę w możliwości skorzystania z sakramentu pokuty. W Polsce staram się chodzić do spowiedzi do jednego księdza – czytamy dalej w e-mailu. Posiadanie stałego spowiednika to, zaiste, zwyczaj chwalebny i godny polecenia, zdaje się jednak, że psychologiczna więź tworząca się między penitentem a spowiednikiem staje się czasami ważniejsza od samego rozgrzeszenia. Nie ulega wątpliwości, że subiektywne dobro wynikające z posiadania stałego spowiednika nie może być ponad obiektywnym dobrem otrzymania rozgrzeszenia w sakramencie pokuty u innego kapłana.

Warto w tym miejscu przywołać ostatnią wypowiedź Jana Pawła II na temat poważnej niemożliwości zawartą w motu proprio „Misericordia Dei”2, która wskazuje także kierunek dla naszej refleksji. Z jednej strony, Papież przypomina, iż okres poniżej miesiąca bez spowiedzi nie może oznaczać pozostawania w stanie braku łaski „przez długi czas”. Z drugiej strony, trzeba pamiętać – podkreśla – że rzeczona niemożliwość dotyczy spełnienia tego, co istotne, by sakrament był udzielony w sposób ważny i godny, nie zaś do dłuższej duszpasterskiej rozmowy. Mamy więc tutaj wyraźne wskazanie, iż penitent winien kierować się koniecznością otrzymania rozgrzeszenia, a nie duchowej pociechy czy porady. Przytoczone wskazania dotyczą oczywiście warunków stosowania absolucji generalnej, można by je jednak analogicznie zastosować do określenia warunków ewentualnej spowiedzi przez internet.

Nie za wszelką cenę

Przyjmijmy jednak, że ktoś się znajdzie w sytuacji rzeczywiście uniemożliwiającej skorzystanie z sakramentu pokuty. Czy naprawdę nie pozostaje mu nic poza internetem? Kodeks Prawa Kanonicznego precyzuje, iż jedynie niemożliwość fizyczna bądź moralna zwalnia od spowiedzi indywidualnej i integralnej. W takim wypadku pojednanie może się dokonać również innymi sposobami (kanon 960). Owe inne sposoby pojednania z Bogiem to najpierw – jeśli obecny jest szafarz – absolucja generalna, a następnie żal doskonały za grzechy. Obie formy oczywiście obowiązują wiernych do czasu, gdy tylko pojawi się możliwość spowiedzi indywidualnej3.

Podczas dyskusji pt. „Kościół w internecie. Internet w Kościele”, która z inicjatywy „Więzi” i Katolickiej Agencji Informacyjnej odbyła się w Warszawie w bieżącym roku, o. Dariusz Kowalczyk na moje przypomnienie, że istnieje jeszcze żal doskonały, odpowiedział, iż o internet łatwiej niż o żal doskonały. Jeśli nawet wziąć poprawkę na nieco humorystyczny charakter tej wypowiedzi, trudno jednak nie poczuć się nią zaniepokojonym. Nie podejrzewam ks. Kowalczyka o takie myślenie, ale przez tę wypowiedź przebija nuta jakiegoś nazbyt formalistycznego podejścia do sakramentu, którego i tak mamy nadmiar pośród naszych wiernych. Wielu – jak uczy mnie doświadczenie – wciąż bowiem skupia się bardziej na samym akcie spowiedzi niż na właściwym przygotowaniu się do niej. Wiemy doskonale, że cała przestrzeń czynności penitenta, jak żal czy postanowienie zerwania z grzechem, pozostawiają wciąż wiele do życzenia. Myślenie takie może prowadzić więc do jakiegoś niebezpiecznego automatyzmu w korzystaniu z sakramentu pokuty. Twierdzę, że brak bezpośredniego i osobistego kontaktu w ewentualnej spowiedzi przez internet to poczucie automatyzmu może wzmocnić.

Poza tym nie można już dzisiaj rozumieć szafarstwa sakramentów jako sakramentalizacji dokonywanej „za wszelką cenę”, wypływającej z przekonania, że sakramenty są jedynym skutecznym źródłem łaski. Łaska sakramentalna to zwyczajny i najbardziej zobiektywizowany sposób samoudzielania się Boga człowiekowi, nie znaczy to jednak, że – jak słusznie przypomniał Kodeks – nie ma jeszcze innych sposobów uzyskania łaski, w tym łaski przebaczenia grzechów4. Gdy więc nie ma możliwości spowiedzi, czyż wtedy nie wystarcza pragnienie spowiedzi?

Na ucho czy w sekrecie?

Przypuśćmy jednak, że istnieją przypadki, gdy spowiedź przez internet byłaby rzeczywistym, obiektywnym dobrem. Czy jednak internetowy kontakt jest wystarczający do spełnienia wszystkich warunków koniecznych dla zaistnienia sakramentu pokuty i pojednania? Zasadniczym problemem jest odpowiedź na pytanie, czy do zaistnienia sakramentu konieczna jest obecność fizyczna pozwalająca na bezpośredni kontakt.

Według o. Kowalczyka, nie ma fundamentalnego znaczenia to, czy kapłan rozmawia z penitentem, który znajduje się w odległości 20 cm po drugiej stronie konfesjonału, czy też z penitentem obecnym po drugiej stronie kabla. Pisanie do siebie w czasie rzeczywistym, słyszenie się, a także widzenie za pomocą kamer i monitora, jak również przyszłościowa teleimersja umożliwiają – według niego – kontakt, który, choć pośredni, nie ustępuje kontaktowi rzeczywistemu, a nawet – jak pisze – może przewyższać kontakt w konfesjonale. Co więc należy uznać za element konstytuujący spotkanie właściwe dla sakramentu pokuty? Czy jest to element psychologiczny, czy fizyczny? Czy konieczne jest, by być razem w tym samym miejscu, czy może wystarczy być osobno, ale za to w poczuciu szczególnej bliskości?

W ujęciu – nazwijmy je – tradycyjnym do istoty spotkania należy, by penitent i spowiednik byli obecni w tym samym miejscu i czasie, tak by jeden słyszał drugiego (w przypadku spowiedzi osoby głuchej „słyszenie” będzie polegało na odczytywaniu znaków języka migowego i de facto zamieni się w widzenie). Wzajemne rozpoznanie się, nawiązanie głębszego dialogu między stronami, wejście w interpersonalną relację „ja-ty” nie należy do warunków koniecznych spowiedzi. Wszystko to może dopomóc w lepszym jej przeżyciu i – co z tego wynika – skuteczniejszym skorzystaniu z łaski przebaczenia. Subiektywne „zadowolenie” ze spowiedzi nie należy do jej istoty i wie o tym dobrze o. Kowalczyk, skoro (jak napisał) ponad kontakt on-line ze swoim spowiednikiem w Polsce przedkłada jednak anonimową spowiedź w watykańskiej bazylice.

Zwalczając postulowanie możliwości spowiedzi przez internet, nie można z egzaltacją twierdzić, że bezpośrednie spotkanie spowiednika i penitenta należy do istoty spowiedzi. Fakt, że penitent znajduje się po drugiej stronie kratki, nie stanowi przecież spotkania – pisze o. Kowalczyk, wskazując na inne czynniki konieczne do zaistnienia spotkania. Podejście psychologiczne do sakramentalnego spotkania będzie więc akcentowało wskazane już konteksty subiektywne. I rzeczywiście, kontakt pośredni, nie tylko internetowy, pozwalający nawet na widzenie siebie nawzajem, ale także kontakt listowy czy telefoniczny może podtrzymywać, a nawet i tworzyć więź bardzo osobistą, głęboką, by nie powiedzieć intymną. Ciekawie na ten temat wypowiedział się abp John P. Foley, komentując znajomości internetowe prowadzące do zawarcia małżeństwa: To, co robią, jest rzeczywiście interesujące, bo nie opiera się na atrakcyjności fizycznej. Oto dwa serca się odnalazły, zanim zdążyły się zobaczyć5. Czyż nie doszło tutaj do autentycznego spotkania, zanim doszło do spotkania fizycznego?

Ks. Kowalczyk proponuje nawet reinterpretację pojęcia spowiedzi usznej. Według niego mówienie „na ucho” to mówienie o czymś w sekrecie. Jest to niewątpliwie zmiana rewolucyjna w rozumieniu spowiedzi usznej, dotychczas bowiem określenie „na ucho” miało mniej lub bardziej znaczenie dosłowne, tutaj nabiera ono znaczenia zupełnie metaforycznego. Tylko w takiej perspektywie logiczne wydaje się stwierdzenie autora, że spowiedź wcale nie musi zakładać spotkania, rozumianego oczywiście jako fizyczna obecność. W sekrecie można mówić przecież także na odległość.

Telespowiedź, telekoncelebra, telesakramenty

Jako argument za możliwością istnienia telespowiedzi, czyli spowiedzi na odległość za pomocą na przykład internetu, o. Kowalczyk przytacza fakt ważności błogosławieństwa papieskiego udzielonego przez radio czy telewizję. Powołując się na przykład modlitewnego telemostu Watykan-Moskwa, proponuje on też, by taką teleobecność uznać za równoważną (a przynajmniej bliską) obecności rzeczywistej. Abp Foley, odnosząc się do kwestii papieskiego błogosławieństwa, wskazuje na zasadniczą różnicę, jaka istnieje pomiędzy błogosławieństwem a sakramentem. Według niego błogosławieństwo można otrzymać za pośrednictwem radia czy telewizji, ponieważ sam Ojciec Święty o tym mówi. To jest jego błogosławieństwo i on może powiedzieć, co tylko uzna za stosowne. Można je także otrzymać jako e-mail, bo to nie jest sakrament6.

Według o. Kowalczyka, formuła rozgrzeszenia jest modlitwą, a zarazem stwierdzeniem o sądowniczym charakterze, które ze swej istoty nie musi być ograniczone przestrzenią. Czy znaczy to, że wypowiadający tę formułę mógłby w sposób dowolny określać, kto i w jakiej odległości zostaje nią objęty? Trzeba jednak pamiętać, że słowa rozgrzeszenia są szczególnym przypadkiem modlitwy, stanowią bowiem formułę sakramentalną i jak inne formuły sakramentalne stwarzają to, co oznaczają. Przyjęcie tezy, że rozgrzeszenie na odległość jest ważne, otwiera – moim zdaniem – prawdziwą puszkę Pandory, czyli dyskusję, czy na odległość możliwe byłyby inne sakramenty. Bo jaka byłaby właściwie różnica między telespowiedzią a telekoncelebrą? Czyż nie można by sobie wyobrazić kapłana zasiadającego przed kamerą i „koncelebrującego” Mszę św., łącząc się telemostem z jakąś liturgią? Czemu nie pójść dalej? A z czym będziemy mieć do czynienia, gdy wyobrazimy sobie księdza, który recytuje liturgię przed internetową kamerą i wiernych po drugiej stronie kabla zebranych wokół ołtarza, na którym obok chleba i wina zainstalowano monitor? Co to będzie? Idąc znanym już tropem, możemy przecież dojść do wniosku, że na takiej internetowej „Mszy św.” może dojść do bliższego i bardziej intymnego spotkania niż w anonimowym tłumie zebranym w kościele.

Kościół wypowiedział się już w kwestii teleuczestnictwa wiernych w Mszy św. przez telewizję czy radio. Tego rodzaje transmisje same w sobie nie pozwalają oczywiście wypełnić obowiązku niedzielnego – jak przypomina Papież Jan Paweł II w Liście „Dies Domini” – to bowiem wymaga udziału w zgromadzeniu braci, którzy spotykają się w określonym miejscu, z czym wiąże się też możliwość komunii eucharystycznej (n. 54). Papież mówi o zjednoczeniu się z celebracją eucharystyczną w tym samym momencie, gdy jest ona sprawowana w miejscach świętych i o cennej pomocy, jaką stanowią transmisje, ale nie jest to tożsame z rzeczywistym uczestnictwem w liturgii.

W moim przekonaniu nie ulega wątpliwości, iż skoro w sakramencie nie można uczestniczyć na odległość, na odległość nie można też go udzielić. Nie można się spowiadać przez telefon czy przez internet – ani spowiadać, ani udzielać sakramentów. Musi to być osobiste spotkanie. Sakramentów nie udziela się na odległość – zdaje się zamykać kwestię abp Foley7.

Pośrednik i pełnomocnik

W artykule ks. Kowalczyka jest jeszcze jeden, bardzo ciekawy wątek. W swojej argumentacji powołuje się on bowiem na istniejące już dopuszczenie pośrednictwa w sakramencie pokuty, jakim jest spowiedź przez tłumacza. Przywołuje także możliwość zawarcia sakramentu małżeństwa przez pełnomocnika. Możliwość pośredniczenia przez pełnomocnika nasuwa myśl o możliwości pośredniczenia elektronicznego – pisze ks. Kowalczyk.

Przede wszystkim trzeba powiedzieć, że oba wspomniane przypadki są zupełnie innej natury. Tłumacz rzeczywiście pośredniczy w spowiedzi, przekładając jedynie sformułowaną przez penitenta informację z jednego języka na drugi, kodując ją na nowo. Mamy tu jednak równocześnie do czynienia z osobistą, fizyczną obecnością penitenta, którego tłumacz nie zastępuje. Spełnia on więc rolę czysto instrumentalną. Tłumacza może zastąpić słownik w ręku bądź nawet komputerowy program do przekładu i sytuacja będzie wciąż taka sama.

Inaczej jest w przypadku zawieraniu sakramentu małżeństwa przez pełnomocnika. Działa on w imieniu strony nieobecnej fizycznie podczas ceremonii zawarcia małżeństwa, posiadając prawo do jej reprezentowania. I choć małżeństwo zawiera oczywiście strona, a nie jej pełnomocnik, to – co ciekawe – zleceniodawca nie musi nawet myśleć o małżeństwie w chwili jego zawierania, swoją wolę wyraził bowiem już wcześniej. Nie jestem kanonistą, więc być może się mylę, ale wydaje mi się, że strona zawierająca małżeństwo w tym przypadku ceduje pełnomocnikowi całą swoją zdolność prawną odnośnie do danego małżeństwa. Trudno więc tutaj mówić o klasycznym pośrednictwie rozumianym jako transmisja danych między dwiema osobami oddalonymi od siebie. Znamienne jest to, że prawodawca nie przewidział możliwości zawarcia małżeństwa przez list czy jakikolwiek inny środek pośredniczący, ale żąda fizycznej obecności człowieka, nawet wtedy, gdy jedna ze stron jest nieobecna.

Przypadek małżeństwa zawieranego przez pełnomocnika wyraźnie podpowiada nam, że sakrament domaga się rzeczywistej, fizycznej obecności człowieka, by nie powiedzieć – ludzkiej cielesności. Ciało jest więc do sakramentu koniecznie potrzebne. Jest to „nieubłagana” konsekwencja Wcielenia. Bóg dokonał naszego zbawienia w ten sposób, że Jego Syn stał się człowiekiem, można Go było słuchać, z Nim rozmawiać i oglądać Go w różnych sytuacjach. [.] Jeśli pamiętamy, że sakramenty są to dary Chrystusa uobecniające Jego miłość do nas, łatwo zrozumieć, dlaczego udzielić ich może tylko fizycznie obecny kapłan – pisze o. Jacek Salij8.

W ciele i krwi

Pozostaje jeszcze tylko kwestia wspomnianych na początku dokumentów Papieskiej Rady ds. Środków Społecznego Przekazu, a zwłaszcza jednego – „Kościół a Internet”9. Co mówi on rzeczywiście o sakramentach i internecie? I jaka jest jego ranga?

Trzeba oczywiście przyznać rację o. Kowalczykowi, który stwierdza, że dokument nie rozstrzyga niczego definitywnie, w tym jednak sensie, że nie jest nieomylnym nauczaniem Kościoła. I choć dokument ma znaczenie bardziej pastoralne niż teologiczne, to nie tylko otwiera obszary dla studium i refleksji, ale także wyznacza tejże refleksji granice. Wydaje się, że o. Kowalczyk jest dość osamotniony w przekonaniu, że watykańska wypowiedź otwiera dyskusję o spowiedzi poprzez internet. Wielu teologów – inaczej niż o. Kowalczyk – wnioskuje bowiem z niego, iż poprzez internet nie da się sprawować sakramentów, w tym spowiadać. Takie stanowisko reprezentuje sam przewodniczący Papieskiej Rady – abp Foley, o. Wojciech Jędrzejewski OP10 czy o. Salij, który twierdzi wprost, iż we wspomnianym dokumencie zwrócono uwagę na to, że nie da się sakramentów udzielać przez internet11.

W omawianym dokumencie znajdują się dwa kluczowe dla omawianej kwestii stwierdzenia: Rzeczywistość wirtualna cyberprzestrzeni nie może stać się zamiennikiem prawdziwej wspólnoty ludzkiej, wcielonej rzeczywistości sakramentów i liturgii czy też bezpośredniej proklamacji Ewangelii, może jednak je uzupełniać (p. 5) oraz: rzeczywistość wirtualna nie jest zamiennikiem Realnej Obecności Chrystusa w Eucharystii, sakramentalnej rzeczywistości innych sakramentów i współudziału w kulcie sprawowanym w żywej wspólnocie. W Internecie nie ma sakramentów (nr 9).

Rzeczywiście – i w tym trzeba przyznać rację o. Kowalczykowi – dokument mówi wyraźnie jedynie o tym, że cyberprzestrzeń, rozumiana zapewne jako przestrzeń równoległa do rzeczywistości realnej i istniejąca jedynie w elektronicznych łączach, nie może być zamiennikiem czy substytutem rzeczywistości liturgicznej czy sakramentalnej. Innymi słowy – rzeczywistość wirtualna nie jest i nie może być „miejscem” sprawowania liturgii czy sakramentów. Prawdą jest, że nie znajdujemy jednoznacznego i wyraźnego wskazania co do pośredniczącej roli internetu, próżno szukać wyrażenia, że „przez internet nie ma sakramentów”. Być może takiego stwierdzenia rzeczywiście w dokumencie brak, zamknęłoby to bowiem dyskusję.

Dokładna lektura dokumentu pozwala jednak na kilka ważnych wniosków dotyczących warunków sprawowania sakramentów. W punkcie 5. czytamy, że rzeczywistość wirtualna nie może stać się zamiennikiem „prawdziwej wspólnoty ludzkiej”. Wyrażenie to brzmi nieco inaczej w tekście angielskim (oryginalnym) i w tłumaczeniach na inne języki obce12. Zamiast „prawdziwej wspólnoty ludzkiej” mamy bowiem: real interpersonal community (ang.), communauté interpersonnelle réelle (fr.), die wirkliche interpersonale Gemeinschaft (niem.). Chodzi więc nie tyle o wspólnotę „prawdziwą”, co jest przecież wyrażeniem dość enigmatycznym i wieloznacznym, ile wspólnotę „realną” i „interpersonalną” czy „międzyosobową”.

Jeszcze ciekawsze jest wskazanie, jakie kryje się pod polskim wyrażeniem „żywa wspólnota”, która jest miejscem sprawowania kultu. Tekst oryginalny i tłumaczenia mają odpowiednio: flesh-and-blood human community (ang.), eine menschliche Gemeinschaft aus Fleisch und Blut (niem.), une communauté humaine faite de chair et de sang (fr.), una comunitŕ umana in carne e ossa (wł.). Jak widać, wszystkie wersje językowe wskazują tutaj nie tyle na wspólnotę „żywą” (bo w jakim sensie?), ile wspólnotę stworzoną wprost „z ciała i krwi” („z ciała i kości” w tłumaczeniu włoskim, które jest synonimem wyrażenia in persona – „w osobie”).

Nawet jeśli powyższe wyrażenia potraktować idiomatycznie, trzeba chyba przyznać, że intencją dokumentu jest przypomnienie, iż miejscem sprawowania kultu, a więc sakramentów i liturgii, jest wspólnota ludzka, którą konstytuują osoby przez swą fizyczną obecność, by nie powiedzieć wprost – przez swą cielesność. Tylko tak tworzy się prawdziwa, realna, międzyosobowa wspólnota, komunia osób. Nie zastąpi tego ani nie umożliwi jakiekolwiek pośrednictwo elektroniczne. Przypomniał o tym Papież w orędziu na tegoroczny Światowy Dzień Komunikacji Społecznej: Prawdą jest także, że relacje, w których pośredniczy elektronika, nie mogą zastąpić bezpośredniego kontaktu ludzkiego13.

Czy można mieć jeszcze wątpliwość, że do ważnej spowiedzi potrzebna jest rzeczywista, konkretna, osobowa, cielesna obecność spowiednika i penitenta w jednym miejscu i w jednym czasie? Ja dzisiaj tej wątpliwości nie mam.

Dariusz Kowalczyk SJ jest przekonany, że obowiązująca dzisiaj niemożność spowiadania (się) przez internet wynika z dyscypliny sprawowania tegoż sakramentu, a nie z jego istoty. Moim zdaniem – jak być może nieudolnie próbowałem to udowodnić – jest inaczej. Przypuśćmy jednak, że się mylę, że nie ma przeszkód teologicznej natury, że to tylko kwestia formy, a nie samego sensu sakramentu pokuty i pojednania. W II Niedzielę Wielkanocną, czyli Miłosierdzia Bożego, Papież Jan Paweł II wydał list apostolski motu proprio „Misericordia Dei”, w którym przypomniał aktualne w tej materii normy, zarządzając jednocześnie, by wszystko to, co postanowił, obowiązywało w pełni i trwale. Próżno w tym tekście szukać jakichkolwiek wzmianek co do spowiedzi za pośrednictwem czegokolwiek: listu, telefonu, internetu czy innych możliwych wynalazków przyszłości. Ale Papież oczywiście może zmienić to, co sam postanowił. A wtedy będę tę nową dyscyplinę próbował zrozumieć.

_______________________________________________________
ks. Andrzej Draguła

1 Oczywiście, myślę tutaj – podobnie jak ks. Kowalczyk – o spowiedzi internetowej w takim sensie, że sieć jest tylko elementem pośredniczącym między penitentem a spowiednikiem, którzy, będąc oddaleni od siebie, kontaktują się on-line w czasie rzeczywistym. Nie ma to nic wspólnego ze spowiedzią w sieci rozumianą jako zastosowanie jakiegoś programu „do spowiadania”.

2 Jan Paweł II, List apostolski motu proprio „Misericordia Dei”, „L’Osservatore Romano” (wersja polska) 2002 nr 2, s. 4-7.

3 Zob. także Jan Paweł II, List apostolski „Misericordia Dei”.

4 O kilku takich innych sposobach pisze Józef Majewski w artykule „Spowiedź to nie wszystko”, „Życie Duchowe” 2000 nr 1, s. 38-48.

5 „Bóg w globalnej wiosce. Abp John P. Foley Przewodniczący Papieskiej Rady ds. Środków Społecznego Przekazu w rozmowie z Ulrichem Bobingerem”, tłum. M. Rodkiewicz, Kraków 2002, s. 88.

6 Tamże, s. 87. Na temat teleobecności i teleliturgii zob. Andrzej Draguła, „Można, ale po co? O internetowych i komórkowych transmisjach Eucharystii”, „W drodze” 2001 nr 8, s. 69-78.

7 „Bóg w globalnej wiosce”, dz. cyt., s. 86. Zob. także depesze KAI z 05.03 i 10.04.2002, przedstawiające stanowisko abp. Foleya.

8 Jacek Salij, „Spowiedź przez internet”, „W drodze” 2002 nr 5, s. 127.

9 Tłum. polskie zob. http://www.opoka.org.pl/biblioteka.

10 Zob. depesze KAI z 10.04.2002 i 28.02.2002.

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

11 J. Salij, art. cyt., s. 127.

12 Poszczególne tłumaczenia znajdują się na internetowej stronie Watykanu: http://www. vatican.va.

13 Jan Paweł II, „Internet nowym forum dla głoszenia Ewangelii”, w: „Orędzia na Papieskie Światowe Dni Komunikacji Społecznej 1967-2002”, opr. Marek Lis, Częstochowa 2002, s. 244.

Podziel się

Wiadomość

Możliwość komentowania jest wyłączona.