Lato 2021, nr 2

Zamów

Co Polacy wniosą do Unii Europejskiej? (ankieta)

Na czym może polegać specyficzny polski wkład do procesu integracji europejskiej, co Polacy wniosą do Unii, jakie są nasze mocne i słabe strony jako Europejczyków Ś takie pytania postawiliśmy wybitnym europejskim intelektualistom, którzy wielokrotnie dawali dowody zarówno swej przychylności wobec Polski, jak i nieprzeciętnej wiedzy na nasz temat.

Z radością prezentujemy naszym Czytelnikom wypowiedzi tak znakomitych Autorów (Red.).

KARL DEDECIUS
Młodzieńcza energia

Spośród historycznych i społecznych, kulturalnych i obyczajowych doświadczeń Polaków ważne dla Europy są te, które różnią się od doświadczeń innych narodów. Ażeby jednak te doświadczenia właściwie wykorzystać, trzeba je najpierw głęboko przemyśleć. Należy bowiem umieć rozeznawać, które z nich są wartością pozytywną, wzbogacającą jedność Europy, a które są raczej zbędne, bo utrudniają współżycie; z których spośród nich Polacy mogą i chcą zrezygnować w imię solidarności naszego kontynentu, a które koniecznie chcieliby zachować. Na te pytania tylko sami Polacy mogą znaleźć odpowiedź.

Nie chcąc zatem nikogo pouczać, mogę mówić tylko o własnych życzeniach. Otóż – znając Zachód i odwiedzając od czasu do czasu Polskę – życzyłbym sobie, by ludzie w całej Europie byli w tym stopniu przywiązani do ziemi, rodziny, przyjaciół, co w kraju nad Wisłą. By nie preferowali zbytnich wygód, które przynosi likwidacja zbytecznych granic, by nie wiedli życia współczesnych koczowników – w białych koszulach i pod krawatem, ale bez korzeni, bez stałych, naturalnych więzi międzyludzkich i sąsiedzkich. A takie więzi zachowały się od wieków właśnie w Polsce. Dostrzegam tutaj bezprzykładną, ujmującą już od pierwszego spotkania starą, piastowską gościnność, podziwiam otwartość i serdeczność Polaków – cnoty, których życzyłbym wszystkim starszym kulturalnie społeczeństwom na Zachodzie: Niemcom, Francuzom, Anglikom, nawet Włochom. Cóż, starość nie radość, jak mawiał mój ojczulek. Jesteście młodsi, macie więcej energii i entuzjazmu. A społeczności Zachodu są coraz bardziej zmaterializowane i skomercjalizowane. Dobrobyt, w którym żyjemy, staje się niebezpieczeństwem, gdyż przestajemy nad nim panować. Wygody, nadmiar wolnego czasu, z którym nie wiadomo, co zrobić – wszystko to sprzyja powierzchownemu trybowi życia, a to z kolei prowadzi do zatraty równowagi pomiędzy ciałem a duchem. Wydaje mi się, że Polacy lepiej zdają sobie sprawę z tych pokus i zagrożeń, bo nie korzystając z dóbr materialnych w tej mierze, co Zachód, zachowali silniejsze i głębsze przywiązanie do takich wartości, jak czyste sumienie i szczęście vitae honestae.

To subtelne dary. Nawet posiadając je, nie uświadamiamy sobie czasem ich obecności. Jednak czyste sumienie to na starość coś bardzo ważnego. Pomaga nam dobrze spać.

Gdy oddawałem moje archiwum Collegium Polonicum, które jest częścią polsko-niemieckiego Uniwersytetu Viadrina we Frankfurcie-Słubicach, rektor tej uczelni, pani profesor Gesine Schwan, wyznała mi: „Jakie to szczęście, że mamy polskich studentów! Oni są jeszcze głodni wiedzy.” Wasza młodzież – mówię oczywiście o środowiskach inteligenckich, które znam – jest kulturalna, uprzejma, podczas gdy nasza, przesycona wygodą, popada w zblazowanie i wandalizm.

Dobrobyt niekoniecznie sprzyja myśleniu. W mieszkaniach moich niemieckich znajomych widzę książki, ale wątpię, czy często się po nie sięga. Ludzie raczej biegają za interesami.

Obywateli Europy trzeba przyzwyczaić do faktu, że różne narody mają własną, różną od innych historię, literaturę i kulturę. Polacy i Niemcy, najbliżsi sobie sąsiedzi w środku i na wschodzie Europy, mają tu wiele do nadrobienia. Przy tym Polacy o wiele lepiej orientują się w niemieckiej historii, polityce, literaturze czy muzyce, niż Niemcy w wymienionych tu dziedzinach życia polskiego. Są po temu zrozumiałe powody – chociażby znajomość języka, warunek sine qua non głębszego poznania kultury sąsiedniego narodu. Chyba na każdym polskim uniwersytecie znajduje się wydział germanistyki. Tymczasem przeciętny niemiecki widz, który ogląda w teatrze „Wesele” Wyspiańskiego, nic z niego nie rozumie: widzi jakieś duchy, pojawia mu się jakiś Chochoł, Wernyhora. To niezrozumienie jest wynikiem jednostronnego, ukierunkowanego na Zachód wychowania i wykształcenia. Od 1933 roku Niemcy byli zamknięci na zewnętrzne wpływy kulturalne. W dwanaście lat potem wybuchła swoboda – i znowu Niemcy zaczęli uczyć się przede wszystkim angielskiego i francuskiego. Tym razem w tym odwróceniu się plecami do Wschodu pewną rolę odgrywały nieprzyjemne wspomnienia i nieczyste sumienie.

Trzeba jednak oddać Niemcom sprawiedliwość: przy tym wszystkim i tak tłumaczy się u nas co roku więcej polskiej literatury niż w Anglii, Francji, Włoszech i Hiszpanii razem wziętych. Aforyzmy Leca doczekały się w Niemczech 40 wydań, co roku przybywa nowe, w sumie w przeszło półmilionowym nakładzie! Kiedy posłałem je do Paryża, do dobrych wydawców, usłyszałem w odpowiedzi: „Wie pan, mamy dowcipniejszych.” Nawet nie wyczuli interesu, nie mówiąc o tym, że najdowcipniejszy nawet aforysta francuski nie ma bladego pojęcia o doświadczeniach paradoksów, jakie były udziałem wszystkich tych, którzy chociażby przeżyli stalinizm. Tymczasem w Niemczech tacy poeci, jak Miłosz, Szymborska, Herbert czy Różewicz, przyjmowani byli zawsze z otwartymi ramionami. Pisze się o nich często, ich wiersze drukowane są nie tylko w almanachach literackich, ale też w podręcznikach szkolnych i gazetach, wreszcie – ich dzieła obecne są przynajmniej w kilku wydaniach książkowych, których nakłady są równie wysokie, jak nakłady dzieł innych poetów światowej sławy.

Myślę też, że Polacy lepiej niż ich zachodni sąsiedzi rozwiązali problem uporania się z własną historią. Nie zapominają o niej, ale też fakt istnienia złych kart własnej historii nie jest dla nich powodem absolutnej apatii. Z przeszłości nie wolno robić sobie kajdan na przyszłość.

Podoba mi się polski pęd do prawdy. Wy już wiecie, że jeśli skrywa się ją, chowa – ona tli się ciągle, przez 10, 20, 50 lat. i kiedyś w końcu wybuchnie jak wulkan.

Oczywiście, można wskazać też na polskie wady. Należy do nich z pewnością megalomania, pycha narodowa, przekonanie, że to my jesteśmy lepsi. Jeśli Polacy mają walory, to dobrze, ale jeśli człowiek zakocha się we własnych walorach, jeśli – co gorsze – wykorzystuje je przeciw innym, tak traktowane zalety w końcu obrócą się przeciwko niemu samemu.

Mam wrażenie, że niektórzy Polacy kopiują z Zachodu właśnie te cechy, którymi Zachód raczej nie powinien się chwalić. Myślę tu chociażby o nadużyciach wolności słowa. Na te wypaczenia, importowane z Zachodu, nakłada się nad Wisłą rozumienie wolności po staroszlachecku – jako swobody w uprawianiu zwykłego warcholstwa.

Jednak wierzę w to, że podobnie jak śluza reguluje poziomy wody, tak z czasem wyregulują się, na korzyść, różnice między nami – na naszej wspólnej granicy, która niebawem zaniknie.

____________________________
Karl Dedecius – niemiecki krytyk, wydawca, założyciel i wieloletni dyrektor Deutsches Polen-Institut w Darmstadt, przetłumaczył dzieła wielu polskich poetów i prozaików.

JACQUES LE GOFF
Bulwar Europy

Myślę, że wejście Polski do Unii Europejskiej przyniesie bogactwo mężczyzn i kobiet, ziem i dóbr, a także pamiątkę wielkiej historii, w której nieszczęścia były zawsze okazją do heroicznych zrywów, a która wzbogaciła Europę przez swą literaturę i sztukę, od muzyki po kino.

Trzeba, aby Polska, bulwar Europy, zajmowała w niej miejsce nie na zewnątrz, ale wewnątrz. Od średniowiecza – dzięki swemu zapałowi religijnemu i promieniowaniu Uniwersytetu Krakowskiego – Polska nie jest peryferiami Europy, lecz stanowi jedno z jej centrów. Polacy sami są świadomi problemów, jakie wnoszą ze sobą do Europy, wraz z nadmiernym niekiedy ciężarem swego rolnictwa (ale nie swoich chłopów) i z pozostałościami nieludzkiego reżimu, które na szczęście są stopniowo wymazywane.

_______________________
Jacques Le Goff – francuski historyk średniowiecza, wybitny przedstawiciel tzw. szkoły „Annales”.

NICHOLAS LOBKOWICZ
Marynowane grzybki i tożsamość

Co Polacy wniosą do Unii? Niewątpliwie – marynowane grzybki, które, o ile mi wiadomo, nie są znane w żadnym innym kraju. Natomiast mówiąc serio – pytanie postawione przez redakcję wydaje mi się znaczące. Każde państwo, każdy naród wnoszą do Unii Europejskiej swoją historię, swoje doświadczenia, swoją tradycję. Przypuszczam jednak, że gdy Portugalczycy czy Grecy przystępowali do Wspólnot Europejskich, nie zadawali sobie pytania, co do nich wnoszą. Dlatego mam wrażenie, że w tym pytaniu widać ukryty kompleks niższości Polaków. Bardziej naturalne jest dla mnie pytanie o to, co wam, Polakom, daje członkostwo Unii.

Charakterystyczna dla Polski jest obawa o narodową tożsamość. W żadnym kraju należącym obecnie do Unii Europejskiej nie dostrzegłem obawy, że stanie się ona zagrożeniem dla ich tożsamości. Nic takiego się zresztą nie dzieje. Będąc w Grecji, w ogóle nie zauważamy, że jest ona częścią Unii – ten fakt ma istotne znaczenie dla polityki i gospodarki, ale nie dla tożsamości narodowej Greków.

Jednak zauważywszy, że znaczące jest samo postawienie pytania o to, co Polacy wniosą do Unii Europejskiej, chciałbym jednak poruszyć kilka kwestii. Bardzo ważne jest według mnie doświadczenie Polaków z Rosją. Świat zachodni ma skłonność do widzenia w Rosji rzeczywistości tajemniczej, wręcz mistycznej, bez świadomości, jak wiele zła tam istniało i istnieje nadal. Zachód jest np. skłonny uważać Putina za wspaniałego demokratę. Ile jest w tym prawdy, pokazują niedawne wydarzenia w moskiewskim teatrze. Tymczasem Polacy byli w pewnym okresie swej historii wciśnięci pomiędzy protestanckie Niemcy a Rosję. To doświadczenie dało im możliwość realistycznego widzenia Rosji.

Słyszałem, że według opinii kard. Józefa Glempa, Polacy mogą wnieść do Unii Europejskiej wartości chrześcijańskie. Ciekaw jestem, jakie to mogłyby być wartości. Z pewnością Polska jest krajem głęboko religijnym i w zasadzie katolickim. Zadajmy jednak pytanie: czy wartość specyficznie chrześcijańska – miłość bliźniego – jest w Polsce szczególnie rozwinięta? A gotowość do akceptacji ludzi myślących w odmienny sposób? Zapewne kardynał Glemp miał na myśli jakieś specyficzne wartości, ale mnie trudno jest je dostrzec.

Istnieje oczywiście inne pytanie: czy Polska przesiąknie zachodnim liberalizmem, czy też Europa Zachodnia przesiąknie polskim katolicyzmem? Przypuszczam, że w pewien sposób nastąpi i jedno, i drugie. Sekularyzacja jest w pewnym stopniu nieuchronna, ale z drugiej strony widzę, jak wielu polskich księży pełni posługę w Niemczech. Są to dobrzy, pełni wiary kapłani. Sądzę jednak, że rodzajem naiwności jest wiara w to, że Polacy wniosą do struktur Unii wartości chrześcijańskie, zwłaszcza jeśli uświadomimy sobie, kto miałby tego dokonać. Musieliby to uczynić politycy. Czy macie jakichś zaangażowanych katolickich polityków, którzy mogliby w taki sposób działać? Powiedziałbym, że owszem, byłoby to możliwe, gdyby polskim przedstawicielem w Unii był Bronisław Geremek. Ale obawiam się, że to nie on was będzie reprezentował.

Na integrację państw Europy Wschodniej patrzę z perspektywy cudzoziemca. Pierwotnie Unia Europejska była w istocie Unią Europy Zachodniej. Ale już od Karola Wielkiego istniał podział Świętego Cesarstwa Rzymskiego. Było więc czymś niemal naturalnym, że kraje Europy Wschodniej zostały zaproszone do przyłączenia się, gdy tylko stało się to możliwe. Powiedziałbym, że gdyby do tego nie doszło, Unia Europejska byłaby po prostu niepełna. Polska czy nawet Łotwa są w tak oczywisty sposób krajami europejskimi, że bez nich w Unii czegoś by brakowało.

Pojawia się oczywiście problem, jak daleko na wschód możemy się posunąć w poszerzaniu UE. Przypominają mi się słowa mojego czeskiego przyjaciela, z którym dyskutowałem o tym, czy Rosja powinna wejść do Unii Europejskiej. Powiedział on, że raczej nie powinna, i uzasadnił to w sposób moim zdaniem trafny i inteligentny: nie należy kłaść się do łóżka ze słoniem. Ten kraj jest tak ogromny i różnorodny, że w przypadku jego wejścia do Unii musiałaby się ona radykalnie zmienić. Niestety, nie możemy odciąć zachodniej części Rosji do Uralu i powiedzieć, że tylko ona przynależy do Unii Europejskiej. Możemy natomiast zastanawiać się, czy pewnego dnia Białoruś lub Ukraina nie staną się częścią zjednoczonej Europy.

Nie lubię zresztą określenia „integracja krajów Europy Wschodniej”. Wolę raczej mówić o „powrocie do domu” tej części Europy, która była niestety tak bardzo odizolowana przez „żelazną kurtynę”. Z tragicznej historii naszego kontynentu wynikła pokusa myślenia o Europie Zachodniej i Wschodniej. W dawniejszej literaturze nikt nie opisywał Polski jako „Europy Wschodniej”, nikt w ten sposób nie widział Pragi – to byłby absurd.

Powiem więcej: istnieją trzy ideologie, których korzenie sięgają XIX wieku: nacjonalizm, faszyzm i marksizm. W pewnym sensie to, co się dzieje i będzie działo w Europie, oznacza przezwyciężenie nie tylko tych trzech ideologii, ale wszelkich ich konsekwencji. Wyłania się z tego Europa w kształcie, który w XVI czy XVII wieku był zupełnie naturalny. W tych czasach nie dziwiło, że ktoś wykładał np. w Niemczech, potem w Austrii, Hiszpanii i Polsce. Jeszcze w czasach Leibniza nawet różnice wyznaniowe między katolikami a protestantami nie odgrywały istotnej roli. Uczeni przemieszczali się z miejsca na miejsce, cały czas pozostając w obrębie powszechnie uznawanej wspólnoty kulturowej. Mam nadzieję, że to właśnie powraca.

___________________________
Nicholas Lobkowicz – filozof religii i polityki. Był rektorem Uniwersytetu Katolickiego w Eichstätt. Obecnie – zarządca Wydziału Teologicznego na Uniwersytecie Karola w Pradze.

BRAT ROGER z Taizé
Prostota serca

Przed wieloma laty, we wrześniu 1978 roku, przemawiając do zgromadzonej młodzieży niemieckiej, sam byłem zaskoczony wypowiedzianymi przez siebie słowami: „Z Polski przyjdzie do nas wiosna Kościoła”. Papież Jan Paweł I dopiero co zaczął pełnić wtedy swoją posługę i nic nie pozwalało przeczuć, że w miesiąc później zostanie wybrany papież Polak, i że ten papież da nam przeżyć rzeczy nieoczekiwane.

Wypowiadając tamte słowa w Niemczech, pragnąłem wyrazić naszą głęboką wdzięczność za wszystko, co wraz z moimi braćmi w Taizé mogliśmy odkryć w sercach Polaków: czy dostatecznie zdają sobie oni sprawę, że wielu spośród nich żyje słowami Ewangelii: „Błogosławieni prostego serca”?

Głęboka sympatia, jaką żywimy dla tylu młodych Polaków, ma swoje źródło w umiłowaniu tych słów Ewangelii. To wezwanie, z którym się utożsamiamy, wezwanie do odkrycia ogromnej prostoty w relacjach międzyludzkich, w gościnności, prostoty serca i prostoty życia, sprawia, że czujemy się bliscy polskiemu sercu.

Chciałbym także powiedzieć Polakom: błogosławieni jesteście, wy, kobiety, mężczyźni i dzieci, którzy dzięki prostocie i dobroci waszej duszy będziecie mogli być w sercu Europy zaczynem zaufania, pokoju i pojednania, i pozwolicie Europie odbudować się.

I chciałbym jeszcze powiedzieć: Być może nikt spośród was nie sądzi, że ma jakiś wpływ na ewolucję ludzkości. Ale prawdą jest właśnie coś zupełnie przeciwnego. To wcale niekoniecznie ci, którzy są na pierwszym planie, w decydujący sposób wpływają na przemiany dokonujące się w świecie. Najświętsza Maria Panna także nie mogła przypuszczać, że jej życie tak istotnie wpłynie na losy ludzkiej rodziny. Skromni i pokorni tej ziemi, żyjący w wielkiej prostocie i niemal pozbawieni środków, tak jak Ona przygotowują drogi przyszłości dla wielu, wielu innych.

__________________________
Brat Roger Schutz – założyciel i przeor ekumenicznej wspólnoty monastycznej w Taizé.

PIOTR SŁONIMSKI
Geny, zdrowa naiwność i. wódka

Do Unii Europejskiej Polacy wniosą przede wszystkim swoje geny. Z punktu widzenia genetyki Polacy są bardzo heterogenni. Oprócz tak zwanych potomków Lechów, Polacy mają geny ukraińskie, żydowskie, niemieckie, białoruskie, litewskie, tatarskie, rosyjskie, słowackie, czeskie, ormiańskie i cygańskie. Poza tym w wyniku przesiedleń ludzie, którzy obecnie żyją na zachodzie Polski, w sensie genetycznym są ze wschodu. To zróżnicowanie genów jest bardzo korzystne, ponieważ im większa jest heterogenność genów w organizmie, tym jest on bardziej żywotny, nie tylko w sensie fizycznym, ale także intelektualnym, to znaczy funkcjonowania mózgu. Genetycy nazywają to zjawisko hybrid vigour, czyli „żywotność hybrydy”. Wraz z wejściem do Unii zwiększy się częstotliwość kontaktów, a więc geny będą się mieszać jeszcze bardziej. Piękne turystki z Zachodu będą podrywane przez jeszcze piękniejszych Polaków, a Polacy jeżdżący na Zachód będą zostawiali tam swoje geny i to korzystne mieszanie genów jeszcze się nasili.

Jednak prócz genów Polacy wniosą do Unii także tak zwane memy. To pojęcie – swoisty odpowiednik genu w naukach humanistycznych – oznacza pewne zespoły pojęć, paradygmaty, właściwe określonej kulturze. Wśród memów, jakie mamy do zaoferowania Europie, można wymienić przynajmniej trzy pozytywne. Po pierwsze, pewną dozę naiwności, a właściwie dwóch naiwności, które na ogół są przedstawiane jako przeciwstawne, a dla mnie wcale przeciwstawne nie są. Gdy mówimy o pewnej zbiorowości, na przykład Polaków, operujemy pojęciem średniej. Tymczasem ta średnia jest bardzo mało charakterystyczna. Dla mnie najbardziej charakterystyczni są ci ludzie, którzy daleko odbiegają od średniej w jedną lub drugą stronę – to oni są najbardziej twórczy czy też najbardziej szkodliwi. Tak więc pewna grupa Polaków odznacza się naiwną wiarą w dobroć i sprawiedliwość Pana Boga. Inni z kolei wyznają przeciwstawną, równie naiwną wiarę w postęp, wynikający z rozwoju nauki. Dobrze, że tak się dzieje, ponieważ tej naiwnej wiary – zarówno jednej, jak i drugiej – w Europie jest stosunkowo mało.

Drugą sprawą, w której Polacy różnią się od krajów Zachodu, jest fakt, że nie tak dawno, mniej więcej osiemdziesiąt lat temu, Polacy stworzyli z obywateli trzech różnych państw – suwerenną Polskę. W państwach zaborczych różne było prawo, systemy wojskowe, typy uniwersytetów i tak dalej. Prawie sto pięćdziesiąt lat zaborów ukształtowało ludzi różniących się kulturowo, którzy po 1918 roku musieli się porozumieć. Powstała II Rzeczpospolita, która mimo wszystko była sukcesem politycznym i gospodarczym. Takiego doświadczenia federacyjnego właściwie brak na Zachodzie, skoro Francja została zjednoczona kilkaset lat temu, podobnie Wielka Brytania. Włochy i Niemcy zjednoczyły się wprawdzie znacznie później, ale nie wymagało to jednoczenia części tak różnych, jak trzy zabory w Polsce.

Trzecią pozytywną rzeczą, którą wnosimy do Unii, jest to, co stało się u nas mniej więcej dwadzieścia i dziesięć lat temu, a więc „Solidarność” i Okrągły Stół. Był to wielki sukces kompromisu, który był pierwszy w krajach upadającego komunizmu. Owocem tego naszego kompromisu było stworzenie pewnego modus vivendi, który ocenić trzeba przecież pozytywnie.

Mówiąc w skrócie o tym, co złego Polska wprowadzi do Unii Europejskiej, wymienię jedną rzecz: wprowadzi wódkę. Na obszarach, które znamy, istnieją dwie kultury picia alkoholu: śródziemnomorska, w której pije się wino, i północno-wschodnia, oznaczająca wódkę, sznaps, samogon, bimber. Oczywiście ta druga kultura picia nie jest wyłącznie specjalnością polską, ale także fińską czy szwedzką. Kultura śródziemnomorska jest i zdrowsza, i bardziej twórcza niż kultura picia trunków wysokoalkoholowych. Nie chodzi tu o ilość alkoholu – Francuzi czy Włosi wypijają mniej więcej tyle samo alkoholu, co Polacy, ale ponieważ piją inaczej, upijają się mniej i czynią mniej szkód. W ślad za uchlaniem się wódą idzie przecież także chamstwo i głupota.

______________________________
Piotr Słonimski – profesor genetyki, wieloletni dyrektor Centrum Genetyki Molekularnej C.N.R.S. w Gif-sur-Yvette pod Paryżem, członek francuskiej Akademii Nauk.

ALAIN TOURAINE
Pasja w szarej Europie

Pytanie, co Polska może wnieść do Unii, wydaje się w gruncie rzeczy dziwne, bo przecież Polska nigdy nie przestała być częścią Europy. Ale ponieważ ma ona oficjalnie zająć miejsce, które zawsze do niej należało, istotnie jest rzeczą pożyteczną przypomnieć, że Polska, jak i inne kraje, nie jest „nowym” krajem europejskim, lecz zawsze wnosiła szczególny wkład w europejskie życie.

Najważniejszym wkładem Polski była jej wola narodowego bytu. Słyszy się dzisiaj często o zmierzchu państwa narodowego, wszelako ta informacja ma więcej wspólnego z ideologią neoliberalną niż z obserwacją faktów. Niewiele znamy krajów europejskich, które rozwinęłyby się i zmodernizowały bez silnej świadomości narodowej. Stwierdzam to także dzisiaj, porównując Brazylię z Argentyną. Ściślej biorąc, Polska zawsze uczyła nas o konieczności pamięci. Ten kraj, dołączający do Unii Europejskiej, nie jest jakimś produktem rozkładu imperium sowieckiego. To kraj, który, doznając kolejnych rozbiorów, zachowywał zawsze silną świadomość narodową, a także karmił ją doświadczeniami historycznymi, które pewne części jego terytorium związały z różnymi wielkimi potęgami.

Chciałoby się w szczególności, aby poszerzenie Europy przyniosło jej całe bogactwo tego, co stanowiło życie dawnego cesarstwa austro-węgierskiego. Potrzebne nam jest uświadomienie sobie, że życie intelektualne i artystyczne Europy XX wieku zostało stworzone w równej mierze w Europie Środkowej (Mittel-Europa), co w Europie Zachodniej.

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Aby uniknąć wrażenia, że odwołujemy się do zbyt szeroko ujętych obrazów, trzeba dodać, że ta wola narodowego bytu wielokrotnie przybierała formę oporu, zarazem pozbawionego perspektyw – i pełnego nadziei. Cała Europa zyskałaby na tym, gdyby miała wiarę w siebie i odwagę podejmowania trudnych decyzji, tak jak w przeszłości było to udziałem Polski. Przyszłość Europy rysuje się raczej w szarych kolorach. Częściej mówi się o poszerzeniu Europy niż o jej twórczym rozwoju. Liczymy na Polskę, że napełni ideę europejską większą pasją. Obecnie brak jest jej Europie, która – zamiast zaznaczać swoją rolę na poziomie światowym – zgadza się na utratę całego znaczenia geopolitycznego.

Pragnąłbym gorąco, aby nowi członkowie Unii Europejskiej wnieśli mocny wkład w przywrócenie jej ambicji i wyobraźni. Poszerzona Europa powinna być bowiem w stanie możliwie jak najszybciej poświęcić się dwóm zadaniom. Najpilniejsze z nich to umożliwienie i przyspieszenie rozwoju ekonomicznego krajów leżących na południe od Morza Śródziemnego, a drugie – nawiązanie relacji ścisłej współpracy z krajami poszerzonego Mercosur [strefy wolnego handlu w Ameryce Południowej, obejmującej obecnie Argentynę, Brazylię, Paragwaj i Urugwaj – przyp. red.]. Jedynie wówczas, jeśli te dwa cele zostaną osiągnięte, Europa będzie mogła odegrać jakąś rolę w świecie XXI wieku. Polska powinna być jednym z krajów członkowskich najbardziej troszczących się o wytyczenie nowych wielkich celów przed Europą, w której kraje te odnalazły ponownie swoje miejsce.

_______________________
Alain Touraine – francuski socjolog, badacz m.in. fenomenu „Solidarności”.

Podziel się

Wiadomość

Możliwość komentowania jest wyłączona.