Jesień 2020, nr 3

Zamów

Pan Bóg myśli tak jak ja…

Pokazany w TVP film Jerzego Morawskiego „Imperium ojca Rydzyka” po raz kolejny zwrócił uwagę na fenomen Radia Maryja. Zwolennicy Ojca Dyrektora uznali to za jeszcze jeden akt prześladowania toruńskiej rozgłośni – w tym kontekście pojawiły się nawet skojarzenia z ks. Popiełuszką i Prymasem Wyszyńskim. W obronie radia i jego założyciela wystąpili też biskupi z Zespołu ds. Duszpasterskiej Troski o Radio Maryja. Tymczasem na fali medialnego zainteresowania swym dziełem i swą osobą o. Rydzyk zapowiedział stworzenie telewizji „Trwam”.

Punkt wyjścia medialnego zgiełku – film Morawskiego – trudno uznać za sukces wybitnego skądinąd dziennikarza. Skupił się on na finansowej stronie przedsięwzięcia, próbując – jak można sądzić – znaleźć argumenty, które przemówiłyby do wszystkich, bez względu na poglądy. Argumentów tych jednak nie znalazł. Usłyszeliśmy to, co było od dawna znane: że nie wiadomo, skąd pochodzą ogromne fundusze, jakich wymaga prowadzenie radia, o przepływie pieniędzy wiadomo bardzo niewiele, a to, co wiadomo, urąga elementarnym zasadom prowadzenia jakiejkolwiek działalności finansowej. Owszem, dowiedzieliśmy się, że kupowany na Zachodzie sprzęt był zwalniany od cła na podstawie fałszywych zaświadczeń, jakoby był przekazany w darze. Problem w tym, że wobec ogólnie niskiego w Polsce szacunku dla prawa (do czego walnie przyczynia się złe funkcjonowanie państwowych instytucji), podobne uchybienia nikogo specjalnie nie poruszają: omijanie prawa, a nawet jego skuteczne łamanie nie powoduje u nas społecznego potępienia, ale raczej – uznanie dla sprytu. Podobne zachowania są, jak można sądzić, na tyle częste, że pryncypialna krytyka akurat toruńskiego radia – zwłaszcza w znanej z politycznej stronniczości telewizji publicznej – nie brzmi zbyt wiarygodnie.

Autor filmu nie skorzystał zresztą z okazji, by przeprowadzić choćby szacunkowe wyliczenia: ile może kosztować prowadzenie działalności na skalę taką, jak czyni to o. Rydzyk, a ile realnie można otrzymać z datków, które są jedynym znanym źródłem finansowania rozgłośni. Gdyby takie obliczenia, choćby bardzo przybliżone, pojawiły się w filmie – pytania o źródła finansowania nabrałyby mocy.

Zarzut niepłacenia podatków nie wydaje się trafny. Koncesja, na której podstawie nadaje Radio Maryja, wydana została polskiej prowincji redemptorystów, a kościelne osoby prawne nieprowadzące działalności gospodarczej są – na mocy ustawy z maja 1989 roku – zwolnione z podatku dochodowego. Takie rozwiązanie jest zresztą standardem w wielu krajach. Trudno się dziwić, że założyciel Radia Maryja korzysta z możliwości, które daje mu prawo i sam nie utrudnia sobie dodatkowo działania. Czym innym jest jednak całkowita tajemnica, jaka otacza finanse wszelkich przedsięwzięć o. Rydzyka. Niezrozumiała tajemnica w tak drażliwych sprawach działa w oczywisty sposób na jego niekorzyść.

Morawskiemu w „Imperium ojca Rydzyka” nie udało się też uniknąć podobieństwa tonu narracji filmu do pamiętanych jeszcze przez wielu „dzieł” TVP z czasów PRL, mających zdemaskować niecne knowania elementów antysocjalistycznych. Zupełny brak odniesień do propagowanych przez Radio Maryja treści w zestawieniu z wątłymi w sumie zarzutami finansowymi sprawia, że ktoś niezorientowany mógłby mieć poważny kłopot ze zrozumieniem, jakie właściwie zagrożenie stanowi twórca „imperium”.

Nie znaczy to bynajmniej, abym problem Radia Maryja chciał zbagatelizować, jednak moim zdaniem jego źródło leży głębiej niż lekceważenie zasad księgowości, brak szacunku dla prawa czy też wrogość wobec Unii Europejskiej. Dobrym źródłem wiedzy na temat sposobu myślenia o. Tadeusza Rydzyka jest opublikowany tuż przed emisją filmu Morawskiego wywiad-rzeka „Tak-tak, nie-nie”, w której to książce na 250 stronach toruński redemptorysta przedstawia swoją wizję wiary, świata, Polski. Wątki te mieszają się ze sobą, co – paradoksalnie – uwypukla kwestie, które przy staranniejszym zredagowaniu być może trudniej byłoby zauważyć. O. Rydzyk szokująco łatwo przechodzi od naprawdę bardzo pięknych myśli o Bogu, zawierzeniu Mu, o Jego Matce – do inwektyw pod adresem politycznych przeciwników. Teoretyczne rozróżnienie miłości do grzesznika i potępienia grzechu pozostaje czczą deklaracją – w praktyce ludzie niechętni Radiu Maryja zasługują w opinii dyrektora tej stacji tylko na obelgi.

Z książki wyłania się obraz człowieka, któremu dogłębnie obce pozostaje soborowe nauczanie o autonomii porządku doczesnego. Owszem, o. Rydzyk dopuszcza pewien pluralizm w Kościele, ale zdecydowanie nie uznaje go w życiu publicznym. W tej wizji nie ma miejsca na uprawnione różnice poglądów, konflikty wartości, trudne wybory pomiędzy alternatywnymi rozwiązaniami, które mają swoje wady i zalety – tu wybiera się tylko między absolutnym złem i absolutnym dobrem, które oczywiście z całkowitą pewnością poznał. o. Tadeusz Rydzyk. Według niego, Kościół nie powinien – jak przecież wynika z nauczania społecznego, soborowych dokumentów i papieskich encyklik – ograniczać się do wskazania celów, zasad, wartości. Zdaniem toruńskiego redemptorysty, z wiary bezpośrednio wypływa jeden jedyny możliwy katolicki, a w Polsce – zarazem polski program polityczny: program o. Rydzyka. W tej wizji, kto sprzeciwia się Radiu Maryja, sprzeciwia się Bogu samemu i Jego Matce. Ktoś, kto nie popiera wizji świata o. Rydzyka, zwłaszcza w katolickiej Polsce, dokonuje wyboru porównywalnego z tym, którego dokonał szatan. Odrzucił on Boga, mimo że (a właściwie: właśnie dlatego że) nie wątpił w Jego istnienie, ani w to, że jest On Dobrem. Czy więc ktoś taki zasługuje na coś innego niż obelgi? Czy nie powinien po prostu wyjechać z Polski, jak sugeruje o. Rydzyk?

Aby uznać swoje poglądy za zgodne ze zdaniem Pana Boga, trzeba jednak pokonać pewne trudności. Trzeba na przykład (bagatela!) przemilczać stanowisko Jana Pawła II w różnych sprawach, co do których zdania Papieża i Ojca Dyrektora różnią się zasadniczo. Słuchając czy czytając o. Rydzyka, nie dowiemy się np., co myśli Papież Polak na temat integracji europejskiej – a jego opinia (którą przypomina obok Zbigniew Nosowski) odbiega, jak wiemy, znacząco od kategorycznego twierdzenia o. Rydzyka, że Unia jest realizacją szatańskiego, masońskiego planu zniszczenia chrześcijaństwa w Europie.

Jeśli ktoś ma taką pewność, że osobiście realizuje Boży plan, to czy musi jeszcze przejmować się prawem lub powszechnie przyjętymi w życiu publicznym zasadami, np. nakazującymi jawność gospodarki finansowej? Skoro państwo polskie drastycznie odbiega od wizji Ojca Dyrektora – nie zasługuje na jakikolwiek szacunek i niczym nie różni się od komunistycznej dyktatury. Można je, a nawet należy podobnie traktować.

Mówiąc o niechęci do swej osoby i swego radia, o. Rydzyk chętnie porównuje ją z prześladowaniami ze strony Hitlera, Lenina i Stalina. W tym kontekście zrozumiałe są też skojarzenia z Prymasem Wyszyńskim i ks. Popiełuszką. „Zrozumiałe” nie znaczy jednak uprawnione, i to nie tylko dlatego, że trzeba szczególnego sposobu widzenia, by „nie dostrzec” cezury 1989 roku. Istotna różnica jest również i taka, że ani kardynał Wyszyński, ani ks. Popiełuszko nie traktowali władzy komunistycznej z taką pogardą, jaką o. Rydzyk obdarza władze III Rzeczypospolitej. Ten ostatni – uznawszy się za ofiarę prześladowań – po prostu odmawiał pojawienia się w prokuraturze. Obaj kandydaci na ołtarze przeciwstawiali się czyniącej zło władzy i bez wahania oceniali ją moralnie, ale jej nie lekceważyli, i to bynajmniej nie ze strachu. Zbyteczne dodawać, że obaj mieli tysiąckroć więcej powodów, by uważać się za ofiary represji.

Przyjęcie takiej perspektywy przez o. Rydzyka jest zresztą dla niego nader wygodne. Pozwala na przykład nie rozliczyć się ze świadectw udziałowych zebranych od ludzi na wykupienie Stoczni Gdańskiej. Według zasad powszechnie przyjętych (co nie znaczy bynajmniej: rzetelnie stosowanych) w życiu publicznym nie do pomyślenia jest unikanie takiego rozliczenia, i nic tu nie ma do rzeczy fakt, że ofiarodawcy tego się nie domagają. Nie była to przecież darowizna prywatna, ale pieniądze przekazane działającej publicznie instytucji na konkretny cel.

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Na korzyść o. Rydzyka działa niestety odziedziczona po poprzednim systemie niejawność finansów Kościoła. Wielu ludzi Kościoła w Polsce nie wyobraża sobie najwyraźniej, by stały się one publicznie znane. Rzecz jednak w tym, że o ile w zdecydowanej większości przypadków Kościół ma u nas do ukrycia głównie własne ubóstwo, to w przypadku toruńskiej rozgłośni chodzi o coś przeciwnego: zupełną niejasność źródeł finansowania, które pozwalają np. płacić władzom rosyjskim 40 tysięcy dolarów miesięcznie za retransmisję sygnału na falach średnich, co o. Rydzyk ujawnia w książce. A trzeba pamiętać, że jest to zaledwie ułamek kosztów niezbędnych do prowadzenia przedsięwzięcia o takim rozmachu jak Radio Maryja.

„Zrozumienie” ze strony części Episkopatu dla braku jawności spraw finansowych Kościoła nie jest jedynym powodem tego, że o ile wcześniej biskupi nieraz co najmniej dystansowali się od Radia Maryja, tym razem – z nielicznymi wyjątkami – Ojciec Dyrektor nie usłyszał słów biskupiej krytyki. Hierarchowie bardzo nie lubią sprawiać wrażenia, że czynią cokolwiek pod dyktando mediów, których duża część – delikatnie mówiąc – nie darzy Kościoła nadmierną sympatią. Jerzy Morawski oraz telewizyjni decydenci, którzy odpowiadają za wyprodukowanie filmu i jego emisję w atmosferze sensacji (wzmocnioną „złamaniem ramówki”), wyświadczyli więc o. Rydzykowi niezamierzoną przysługę. Jego zwolennicy uzyskali oto potwierdzenie, że jest on obiektem „bezprzykładnej kampanii nienawiści”. Pojawiły się też opinie, że tylko „dzięki” atmosferze wywołanej przez film Morawskiego biskupi nie sprzeciwili się planom o. Rydzyka tworzenia własnej telewizji.

O. Tadeusz Rydzyk konsekwentnie realizuje swoje plany, które uznał za dosłowną realizację planów Bożych. Miliony ludzi go słuchają, niedługo być może będą także oglądać. Czy jest szansa na to, by zakonni i kościelni przełożeni nareszcie przypomnieli krnąbrnemu redemptoryście, że jego interpretacja doczesnych konsekwencji wiary nie jest zgodna z nauczaniem Kościoła? Czy doczekamy chwili, kiedy tak potrzebnej tylu Polakom radiowej modlitwie nie będzie towarzyszyła pełna agresji polityczna propaganda?

Podziel się

Wiadomość

Możliwość komentowania jest wyłączona.