Jesień 2020, nr 3

Zamów

Miłość jako monolog

Werdykt krytyki jest niemal jednomyślny – „Porozmawiaj z nią”, ostatni film Pedro Almodóvara, to „arcydzieło”. Filmowi i jego twórcy nie szczędzi się słów pełnych entuzjazmu: „doskonały film”, „jedna z najpiękniejszych miłosnych historii kina”, „wielki film”, „cudowny i znakomicie zrobiony”, „niezwykle dojrzały i wzruszający”, „wirtuozerski”, „dzieło subtelne, dojrzałe, wrażliwe”; Almodóvar „doszedł do punktu, który osiągają najwięksi”, „dotarł na szczyt, jest jak demiurg”. Hiszpański reżyser odbiera kolejne prestiżowe nagrody, pośród których jest Złoty Glob i Europejska Nagroda Filmowa, a za chwilę będzie być może kolejny w karierze tego twórcy Oscar.

„Porozmawiaj z nią” rzeczywiście potrafi zaczarować. W tym filmie – jak w tańcu – jest coś upajającego. Odsyła on zresztą do tańca – jedna z bohaterek jest baletnicą, a film rozpoczyna się fragmentem słynnego spektaklu Piny Bausch „Cafe Müller” i również kończy się sceną ze spektaklu teatru tańca. Swoista „taneczność” obecna jest zresztą nie tylko w bezpośrednich nawiązaniach (corrida, tutaj z kobietą w roli torreadora, jest także szczególnego rodzaju tańcem), ale w strukturze całości – ułożonej z elementów, które jak w klasycznym tańcu, tworzą szczelnie zamkniętą strukturę.

W swoim filmie Almodóvar dotyka spraw zasadniczych – opowiada o istocie miłości, o naturze relacji, jakie tworzy miłość, o jej prawach i powinnościach. I jak zawsze uderza w przyjęte zasady i normy. Z kontrowersyjną wizją miłości, jaka wyłania się z „Porozmawiaj z nią”, trudno jednak dyskutować. Almodóvar bowiem, stawiając swoje radykalne i kategoryczne tezy, nie poddaje ich dyskusji. Jego kino jest raczej sztuką odpowiedzi niż stawiania pytań – jeśli nawet pyta, to jednocześnie daje gotową odpowiedź. Sposób, w jaki udziela swoich odpowiedzi, jest zaś tak sugestywny, a same odpowiedzi tak intensywne, że widzom – w innych sytuacjach tak przecież wyczulonym na kwestie wolności – rzadko przeszkadza, że w filmach hiszpańskiego reżysera właściwie nie ma przestrzeni do dyskusji. Nie przeszkadza chyba również dlatego, że w jego kinie jest coś magicznego. Almodóvar jest jak iluzjonista albo czarodziej – wyciąga ze swego cylindra bajecznie kolorowe kwiaty i jedwabne chusteczki, którymi widz ma się zachwycać i nie pytać, skąd się w tym cylindrze wzięły.

Ta swoista alchemia czy może magia kina wyjątkowo silnie obecna jest w najnowszym filmie twórcy „Matadora”. Trudno nie ulec zaczarowaniu, tym bardziej że w „Porozmawiaj z nią” niemało jest piękności: uroda młodych kobiecych ciał, czułości i wrażliwości mężczyzn (również ich łez), teatru, tańca, muzyki („Fairy Queen” Henry’ego Purcella, Caetano Veloso śpiewający pełne lamentu „Cucurrucucú Paloma”!), humor, dwuznaczny czar corridy, piękna przyjaźń dwóch mężczyzn, wreszcie miłość na śmierć i życie – miłość szczególna.

Wrażliwy Benigno pielęgnuje pogrążoną w śpiączce Alicię, w której zakochał się, kiedy jeszcze była zdrowa. Myjąc ją, czesząc, masując, czuwając nad cyklem życia pogrążonego w śpiączce ciała młodej i pięknej kobiety, wchodzi z nią w bardzo intymny kontakt. Sytuacja, w jakiej znalazła się dziewczyna, w pewnym sensie sprzyja miłości Benigna, pozwala mu być bardzo blisko niej. Kiedy była zdrowa, nie miał raczej szans na zażyły z nią kontakt, a teraz nikt nie jest tak blisko Alicii jak Benigno, teraz nikt nie wie o niej tyle, co on. A jednak to, że Benigno jest tak blisko swojej ukochanej, nie oznacza, że ona jest blisko niego, nie znaczy również, że ona tę bliskość akceptuje.

Zabiegi higieniczne i pielęgnacyjne, jakie spełnia przy chorej, stają się mimowolnie rodzajem miłosnego kontaktu. Benigno znakomicie wypełnia swą pracę, jest w niej bardzo profesjonalny. Rzecz w tym, że w pracy Benigno jest nie tylko pielęgniarzem, ale również zakochanym mężczyzną. Być może nawet ten tak intymny kontakt z piękną młodą kobietą pozwolił mu odnaleźć w sobie mężczyznę, wzbudził w nim pragnienie wypowiedzenia swej męskości.

Benigno doskonale odnajduje się w tej niecodziennej przecież sytuacji. Jakby nie dostrzegał tragicznego położenia ukochanej, jakby nie przysparzało mu ono bólu. Wydaje się szczęśliwy – jest blisko Alicii. Niemal wszystko, co robi – robi ze względu na nią i w związku z nią. Dla Alicii urządza mieszkanie i chodzi do kina, żeby móc opowiadać jej filmy. Nie ma właściwie swojego życia – jego życiem, całym jego światem jest pogrążona w śpiączce kobieta. Można sądzić, że żyje właściwie wyłącznie dla niej. W tym jego zatraceniu jest coś wzruszającego, ale też niepokojącego – tak bardzo pragnie być z tą, którą kocha, że nawet przez moment nie bierze pod uwagę, że ona może tego nie chcieć. Chyba nawet czuje się przez nią kochany. Zdaje się nie zauważać jej odrębności.

Drugi bohater „Porozmawiaj z nią”, Marco, również czuwa przy pogrążonej w śpiączce kochanej kobiecie. W przeciwieństwie do Benigno czuje się w tej sytuacji zagubiony. Jak się zdaje, nie tylko dlatego, że rzeczywistość szpitala i choroby to obce mu światy. Choroba ukochanej odgradza go od niej – pogrążona w śpiączce Lydia jest kimś niedostępnym, jakby nieznanym. „Porozmawiaj z nią” – zachęca Benigno. W jego propozycji jest coś pięknego – zachęta, żeby traktować pogrążoną w śpiączce jako pełnowartościową osobę. Jednak w tej propozycji kryje się również pewne niebezpieczeństwo. Rozmowa oznacza dialog, a osoba w śpiączce nie może odpowiedzieć, nie wiadomo, czy w ogóle słyszy mówiącego. Jej jedyną odpowiedzą może być milczenie. A w tej sytuacji ta odpowiedź jest tym bardziej niejednoznaczna, niczego bowiem nie może rozstrzygnąć czy choćby wyjaśnić.

Można sądzić, że Marco nie mówi do pogrążonej w śpiączce Lydii, ponieważ ból „odebrał” mu mowę. Ale być może na tej niemożności zaważył również ich ostatni wspólnie spędzony czas. Rozmawiali wtedy, a raczej to Marco mówił. Kiedy się rozstawali, Lydia zapowiedziała, że chce z nim porozmawiać. Marco zdziwił się – przecież rozmawiali i to dość długo. „Nie, to ty mówiłeś” – odpowiedziała Lydia.

Rozmowa Benigno z Alicią jest podobna – to on mówi. Swój monolog nazywa rozmową. Czy jest to jednak rzeczywiście rozmowa? Czy Benigno słyszy milczenie Alicii, skoro oświadcza Marco, że chce się z nią ożenić, skoro dopuszcza się wobec niej haniebnego nadużycia? Czy ten skądinąd piękny rytuał, jakim jest rozmowa z chorą, nie odbiera mu poczucia rzeczywistości, nie tworzy iluzji?

„Rozmowa”, którą Benigno wiedzie z Alicią, wiele mówi o jego miłości – ona również jest monologiem. Jest też, pomimo tak wielkiego i wzruszającego oddania, szukaniem siebie. To prawda, że szukanie siebie jest tutaj nie w pełni uświadomione (Benigno jest człowiekiem o zaburzonej biografii), prowadzi jednak do nierespektowania suwerenności drugiej osoby.

Nadużycie, którego Benigno dopuszcza się wobec Alicii, jest siłą sprawczą swego rodzaju cudu. Nie zmienia to jednak faktu, że dopuścił się on niedopuszczalnego. Cud, który się wydarza, nie uświęca czynu Benigno, nie zmienia – jak, zdaje się, chce Almodóvar – jego kategorii moralnej. Nie zmienia tego również fakt, że Benigno ma w sobie – co sugeruje reżyser – swoistą niewinność właściwą ludziom upośledzonym umysłowo.

Almodóvar, podobnie jak Lars von Trier w niektórych swoich filmach, stawia widza przed wyborem: albo akceptujesz mojego bohatera (Benigno) z tym wszystkim, co robi, albo bezdusznie go odrzucasz. To niemal szantaż emocjonalny, a przecież jego bohater nie staje się kimś mniej godnym współczucia, jeśli nie zgodzę się z tym, co zrobił. To, że uważam jego czyn za naganny, nie oznacza, że nie współczuję temu, który się go dopuścił. Bohater Almodóvara to ktoś głęboko nieszczęśliwy i tragiczny – sprzeniewierza się temu, co uczynił sensem swego życia; w swoim niegodnym czynie zdaje się w ogóle nie dostrzegać zła.

Almodóvar chce ze swego filmu uczynić – podobnie jak von Trier w „Przełamując fale” czy „Tańcząc w ciemnościach” – przypowieść o świętym grzeszniku, o cudzie, który dokonuje się za sprawą grzechu. Czyni zeń również bajkę – niezwykle urokliwą bajkę o śpiącej królewnie. Pogrążona w śpiączce Alicia jest bardzo piękna, piękna jest też krzątanina Benigno wokół niej. Piękne jest spotkanie i relacja dwóch mężczyzn – Benigno i Marco. To piękno usuwa w cień tragizm sytuacji, w jakiej znajdują się bohaterowie.

W „Porozmawiaj z nią” – jak w bajce – właściwie wszystko kończy się dobrze. Inaczej jednak niż w baśniach rozpoznane i przedstawione jest tu dobro i zło (dokonano zamiany ich miejsca i ról). Pomimo że w tej bajce wydarzają się rzeczy straszne, to jednak świat nie zostaje w istotny sposób zaburzony. Jakby to wszystko się nie wydarzyło albo nie miało zbyt wielkiego znaczenia. Ostatecznie wszystko układa się w zasadzie harmonijnie. To miłe i zgodne z naszymi oczekiwaniami – lubimy przecież, kiedy w życiu i kinie wszystko dobrze się kończy.

Czy jednak harmonia, którą proponuje Almodóvar, nie jest zbyt łatwa? I czy nie jest możliwa właśnie dlatego, że twórca omija trudne i ważne pytania, które siłą rzeczy tutaj się pojawiają. Pośród nich jest na przykład to: czy całkowite oddanie drugiemu upoważnia do rozporządzania nim, czy upoważnia do naruszania jego integralności? I inne jeszcze: jak dalej ma żyć Alicia z tym, co ją spotkało (nie była to przecież podróż do krainy czarów)? Jak ma żyć Marco? Jego spotkanie z Alicią – wykreowane przez reżysera na metafizyczne rozpoznanie się dusz – jest pełne uroku, ale wydaje się też unikiem. Nasuwa się tutaj inne jeszcze pytanie – o naturę piękna, w które ubiera Almodóvar swój film. Pytanie tym bardziej naglące, że ten film tak bardzo się podoba, również tym, w których jego przesłanie budzi zastrzeżenia czy wręcz nawet opór.

Pięknem nie jest tylko to, co mnie się podoba, podobnie jak dobrem nie jest tylko to, co za takie uważam. Te słowa Jana A. Kłoczowskiego padają w rozmowie o kiczu. Jerzy Pilch w innej rozmowie, której przedmiotem jest również kicz, tak definiuje to zjawisko: Kicz jest czymś, co chce schlebiać jak najszerszym rzeszom ludzi, którzy mają łatwe wyobrażenie o sztuce. Wyobrażenie to jest zwykle wzięte z dzieciństwa i opiera się na mechanizmach bajki. Chodzi o to, żeby coś fajnego zdarzyło się w innym, niecodziennym świecie – niezwykłym, ale jednocześnie pełnym bezpiecznej harmonii. Harmonia, owszem, jest chwalebną cechą w sztuce, ale, kiedy jest za łatwa, okazuje się kiczem.

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Almodóvar w swojej sztuce zawsze posługiwał się kiczem. Tym razem czyni to również, choć tutaj ten kicz nie jest tak oczywisty – nie jest to kicz wizualny. Twórca „Porozmawiaj z nią” odwołuje się – i robi to po mistrzowsku – do tego w nas, co jest podatne na kicz, co być może w nas samych jest kiczem.

W śpiączce Alicji zobaczyć można metaforę miłości Benigno. Jego miłość więzi młodą kobietę tak, jak śpiączka więzi jej piękne, ale nieruchome ciało. Śpiączka Alicji wydaje się również trafną metaforą sztuki Almodóvara – ona również więzi nas widzów w swoim pięknie. A jej twórca robi z nami być może to samo, co Benigno z Alicją.

_______________________________
„Porozmawiaj z nią” („Hable con ella”) – scenariusz i reżyseria: Pedro Almodóvar, zdjęcia: Javier Aguirresarobe,, muzyka: Alberto Iglesias, montaż José Salcedo, scenografia: Antxón Gómez, kostiumy: Sonia Grande, efekty wizualne: Colin Arthur, występują: Javier Cámara (Benigno), Dario Grandinetti (Marco), Rosario Flores (Lydia), Leonor Watling (Alicia), Geraldine Chaplin (Katerina Bilova), i inni, Hiszpania 2002, 112 min., dystrybucja: Gutek Film.

Podziel się

Wiadomość

Możliwość komentowania jest wyłączona.