Wiosna 2021, nr 1

Zamów

Poznać go w pełni

Kościół powszechny XXI wieku ma wielki dług wdzięczności wobec Kościoła niemieckiego XX wieku: za nadzwyczajną hojność wobec młodych Kościołów Trzeciego Świata, za inicjatywy duszpasterskie, ale być może przede wszystkim za intelektualne zasługi dla katolickiej wiary i praktyki1. Niemiecki katolicyzm odgrywał czołową rolę w ogólnoświatowym wysiłku na rzecz odnowienia i zreformowania katolickiego świadectwa w naszych czasach – czy to w kwestii interpretacji Biblii, teologii systematycznej i moralnej, odnowy liturgicznej, czy też katolickiej doktryny społecznej. Nie bez powodu pewna wpływowa interpretacja Drugiego Soboru Watykańskiego opisywała to epokowe wydarzenie jako okres, w którym Ren wpadał do Tybru.

Jeśli weźmiemy pod uwagę tę imponującą przeszłość, tym bardziej zdumiewa, że pontyfikat Jana Pawła II – który dał Kościołowi katolickiemu bezprecedensowy wpływ moralny na sprawy świata, wzywając zarazem ten Kościół, by na nowo zrozumiał właściwą mu naturę i misję – spotkał się z tak trudnym przyjęciem w Niemczech, a właściwie na całym obszarze niemieckojęzycznym. Dlaczego tak się stało?

Według stereotypowego wyjaśnienia, ten pontyfikat odzwierciedla „niedzisiejszą”2 mentalność człowieka, która źle pasuje do dzisiejszego świata. Jednak krótki przegląd „przedpapieskiego” życia Karola Wojtyły sugeruje, że w tym przypadku uleganie stereotypom prowadzi na manowce.

„Niedzisiejszy” to kategoria niewłaściwa do zrozumienia intelektualnego rozwoju człowieka, którego w późnych latach czterdziestych wyraźnie nie zadowalały pewne aspekty neoscholastycznej teologii, w której był kształcony. Słowo „niedzisiejszy” nie może właściwie opisać uczonego, który jako przedmiot swej rozprawy habilitacyjnej w pełni świadomie wybrał fenomenologię Maxa Schelera, a przez całe lata pięćdziesiąte energicznie uczestniczył w wysiłkach na rzecz odnowy antropologii filozoficznej. Tak samo nie wydaje się stosowne nazwanie „niedzisiejszym” jednego z najbardziej zaangażowanych intelektualnie biskupów europejskich w latach tuż przed i tuż po Vaticanum II; człowieka, który z pełną świadomością poszukiwał intelektualnego towarzystwa filozofów, teologów, historyków, naukowców i artystów, reprezentujących szeroką gamę perspektyw intelektualnych; człowieka, który – zarówno jako pasterz, jak i jako uczony – okazywał głęboką ludzką sympatię pochwyconym przez współczesny kryzys wiary; człowieka, który od ponad półwiecza chciwie pochłania dzieła z dziedziny filozofii współczesnej.

Mamy też z kolei świadectwo samego pontyfikatu. Czy Papież o „niedzisiejszej” perspektywie intelektualnej napisałby pierwszą encyklikę o antropologii chrześcijańskiej, czyniąc z odnowy chrześcijańskiego humanizmu motyw przewodni i program swego pontyfikatu? Wydaje się to nieprawdopodobne. Czy „niedzisiejszy” Papież broniłby uniwersalności praw człowieka wobec Narodów Zjednoczonych w 1979 i 1995 roku, przekształcając Kościół katolicki w główną być może w świecie instytucję inspirującą projekt demokratyczny? Wydaje się to nieprawdopodobne. Czy „niedzisiejszy” Papież podkreślałby w encyklice o imperatywie chrześcijańskiej misji znaczenie metody wolności, pisząc, że Kościół proponuje, niczego nie narzuca? Czy Papież, żyjący intelektualnie w świecie niedzisiejszym, dałby Kościołowi wrażliwe na empirię magisterium społeczne, w którym nie ma najmniejszego cienia nostalgii za światem ancien régime’u? Czy „niedzisiejszy” Papież napisałby międzynarodowy bestseller, w którym otwarcie określił zwrot filozofii ku podmiotowi jako nieodwracalny, albo encyklikę wnikliwie analizującą, w jakich warunkach znalazł się ludzki rozum po trzech stuleciach od tego heroicznego „zwrotu”? To wszystko wydaje się zupełnie nieprawdopodobne.

Podobnie nie wydaje się prawdopodobne, by „niedzisiejszy” Papież odwiedzał synagogę w Rzymie i Wielki Meczet Umajjadów w Damaszku, dwukrotnie zwoływał przywódców religijnych na dzień modlitw w Asyżu, a także (wbrew poważnej opozycji wewnętrznej) doprowadził do nawiązania pełnych stosunków dyplomatycznych między Stolicą Apostolską a państwem Izrael. „Niedzisiejszy” Papież nie obstawałby przy tym, by Kościół katolicki rzetelnie stawił czoło sprawie Galileusza i jej późniejszym skutkom dla dialogu między Kościołem a nauką. „Niedzisiejszy” Papież nie gościłby w swej letniej rezydencji w Castel Gandolfo seminariów z udziałem agnostycznych i ateistycznych filozofów, historyków i naukowców. „Niedzisiejszy” Papież z pewnością nie opisałby seksualnej miłości w ramach więzi małżeńskiej wierności jako ikony wewnętrznego życia Trójcy Świętej. I żaden „niedzisiejszy” Papież nigdy nie powiedziałby dostojnikom Kurii Rzymskiej, że Kościół uczniów, ukształtowany na obraz kobiety, Maryi, ma pewne teologiczne pierwszeństwo przed Kościołem autorytetu i jurysdykcji, ukształtowanym na obraz mężczyzny, Piotra.

Wszystko to przywodzi na myśli, że niezbędne jest lepsze wyjaśnienie trudnego przyjęcia pontyfikatu Jana Pawła II na obszarze niemieckojęzycznym. Fakty po prostu nie pasują do stereotypowego obrazu „niedzisiejszego” Papieża, którego mentalność i nauczanie nieznośnie drażnią współczesną świadomość.

Pozwolę sobie zasugerować inne wyjaśnienie tej sytuacji, traktując to jako zaproszenie do lektury tego studium nad życiem i myślą Papieża Jana Pawła II.

Od ponad dwudziestu lat Jan Paweł II nie proponuje powrotu do świata „przedwspółczesnego”. Proponuje raczej całkowicie współczesne, alternatywne odczytanie współczesności. Myśl i nauczanie Jana Pawła II stanowią apel o to, by na współczesny świat, jego triumfy i zmagania, patrzeć przez inną, być może wyraźniejszą soczewkę.

Wiara – czyli jedność

Zainteresowanym podjęciem tego wyzwania dobrze zrobiłoby rozpoczęcie od „Fidei depositum” – konstytucji apostolskiej z 1992 roku, z którą razem Jan Paweł II opublikował Katechizm Kościoła Katolickiego. W tym bardzo osobistym dokumencie Jan Paweł mówi o „symfonii wiary”. Ten zwrot ściśle ujmuje zasadniczy aspekt myślenia i działania Jana Pawła II. Albowiem jako człowiek, który jest w pierwszym rzędzie uczniem Jezusa Chrystusa, i jako uczony, który dzisiejszymi metodami intelektualnymi analizował twierdzenia wiary katolickiej, Karol Wojtyła jest przekonany, że wiara chrześcijańska jest jednością. Credo nie jest ani przypadkowym spisem twierdzeń roszczących sobie pretensje do prawdy, ani „systemem” skonstruowanym przez ludzką pomysłowość. Wiara katolicka jest dla Jana Pawła II raczej ujednoliconym rozumieniem kondycji ludzkiej, która ma swój początek w Bożym objawieniu, będącym źródłem doktryny i punktem wyjścia dla teologii. Tutaj Papież odzwierciedla starożytną wrażliwość katolicką. W „symfonii”, którą stanowi wiara przekazana niegdyś świętym, „instrumenty” tworzące zespół nie grają w sposób przypadkowy ani bezładny, ale wspierają się wzajemnie w strukturze melodycznej, która z samej swej natury wymaga, by ją przyjąć jako całość.

Niewątpliwie to przekonanie, a właściwie sam obraz „symfonii wiary” przedstawia całą serię wyzwań dla złożonego prądu myśli współczesnej, zwanego „postmodernizmem”.

Ten obraz kwestionuje tę odmianę postmodernizmu, która – rozpoczynając odczytanie dawnych tekstów od metody historyczno-krytycznej i na niej kończąc – utrzymuje, że dla dzisiejszych chrześcijan niemożliwy jest dostęp do źródeł Kościoła. Magisterium Jana Pawła II, które uznaje wiedzę historycznokrytyczną za jedno z ważnych narzędzi interpretacji biblijnej, proponuje jednak inną interpretację naszej sytuacji: Kościół nigdy nie jest odcięty od źródeł wiary, ponieważ Chrystus żywy jest zawsze obecny w Kościele.

Obraz „symfonii wiary” jest także wyzwaniem dla tych radykalnych pluralistów, dla których brak ciągłości jest znamieniem historii ludzkości. Zarówno dzięki swemu osobistemu doświadczeniu, jak i na podstawie wiedzy historycznej Jan Paweł II w pełni uznaje, że ludzkie dzieje często przybierają nieoczekiwany obrót, nawet w ciągu życia pojedynczego człowieka. A jednak papieskie nauczanie przedstawia odmienną interpretację naszej kondycji. Chociaż wiara chrześcijańska jest symfoniczna, przypominając raczej zespół prawd niż instrument solowy, niemniej zachowuje ona jedność w czasie i przestrzeni. Mimo różnic językowych, kulturowych oraz innej sytuacji historycznej, autentyczna chrześcijańska prawda przepowiadana dzisiaj jest tą samą prawdą, którą otrzymali kiedyś apostołowie. To także należy do objawienia, ponieważ odzwierciedla obietnicę Chrystusa, że Duch Święty zachowa Kościół w Chrystusowej prawdzie. Co więcej, objawiony charakter tej tożsamości może być potwierdzony przez te dziedziny współczesnej wiedzy historycznej, które nie są zbudowane na bezpodstawnym założeniu radykalnego braku ciągłości doświadczenia ludzkiego.

Część tej „symfonii”, którą jest katolicka wiara w swej pełni, stanowią też elementy prawdy moralnej. Począwszy od swych pierwszych kroków, które stawiał jako profesjonalny wykładowca, aż po dzień dzisiejszy, Karol Wojtyła, którego podejście do życia moralnego ukształtowało zarówno bogate doświadczenie duszpasterskie, jak i wytężona refleksja – stanowi wyzwanie dla tych radykalnych relatywistów, którzy gotowi są niechętnie przyznać, że w sprawach życia moralnego może istnieć „twoja” prawda i „moja” prawda, ale z pewnością nie zgodzą się, że istnieje coś takiego, jak „prawda” sensu stricto. Jan Paweł II ma odmienny pogląd na temat naszej kondycji moralnej. Od dawna jest on przekonany, że staranna refleksja filozoficzna na temat ludzkich działań moralnych odkrywa prawdy, które współtworzą świat i człowieka; prawdy, które stanowią konieczny pokarm dla ludzkiego umysłu i duszy; prawdy, których lekceważenie wystawia na poważne niebezpieczeństwo nas samych i całą ludzkość.

W tym wszystkim Jan Paweł II postmodernistycznym teoriom o „niespójności” wiedzy przeciwstawia spójne rozumienie propozycji chrześcijańskiej, w której różne twierdzenia Credo wyjaśnianie są w ich relacjach do siebie nawzajem i do całości. Współcześni ludzie nie są – sądzi Papież – skazani na życie w świecie pokawałkowanym, odciętym od przeszłości i ostatecznie niepojętym. Istnieje odmienna interpretacja współczesności. Jan Paweł II jest przekonany, że właśnie tego chciał Sobór Watykański II: aby Kościół katolicki zaproponował nową interpretację dzisiejszej sytuacji, w której wytężona refleksja współczesnego świata na temat osoby ludzkiej ożywiona jest na nowo poprzez spotkanie z Chrystusem, który objawia zarazem twarz miłosiernego Ojca, jak i prawdziwy sens naszego człowieczeństwa.

Krwawy wiek dwudziesty wykazał ponad wszelką wątpliwość, że wielki zamysł humanistyczny minionych kilku stuleci został wykolejony. Kościół wyrządza wielką przysługę późnomodernistycznemu światu, pomagając mu ocalić ten zamysł dzięki humanizmowi chrystocentrycznemu. To właśnie napisał w 1960 roku biskup Karol Wojtyła watykańskiej komisji przygotowującej porządek obrad Vaticanum II. Właśnie tak rozumiał Wojtyła swoje doświadczenie Soboru z lat 1962-1965. Taki był program, który wypełniał w Krakowie, wprowadzając w czyn efekty Soboru. I takie właśnie rozumienie Vaticanum II kieruje jego pontyfikatem. Jan Paweł II nie jest w żadnym znaczeniu tego słowa zainteresowany „odbudową” Kościoła „przednowoczesnego”. Papież żarliwie zaangażował się w głoszenie z gruntu współczesnego humanizmu chrześcijańskiego, w sytuacji, gdy Kościół odnosi się do kryzysu cywilizacji naszych czasów.

Słowiańskie odczytanie historii

Alternatywna interpretacja współczesności, dokonana przez Jana Pawła II, jest także widoczna w jego typowo słowiańskim odczytaniu historii – analogicznym do tego, którego dokonał inny wielki słowiański świadek godności człowieka, Aleksander Sołżenicyn. W swym wykładzie z 1983, wygłoszonym z okazji otrzymania nagrody Templetona, Sołżenicyn próbował zlokalizować korzenie dwudziestowiecznego zła. Dlaczego stulecie, którego początkom towarzyszyła wielka ufność w przyszłość ludzkości, tak szybko przemieniło się w największy okres rzezi w ludzkiej historii? Co odpowiada za to, że stulecie świetlanych nadziei przyniosło – zanim upłynęła jego połowa – dwie wojny, trzy systemy totalitarne, „zimną wojnę”, która zagroziła katastrofą na skalę planetarną, oceany krwi i góry trupów? Zadziałało tu oczywiście wiele, wiele czynników, ale pod nimi wszystkimi Sołżenicyn odkrył głęboką prawdę: Ludzie zapomnieli Boga. W świecie XXI wieku, w którym wypaczone przekonania religijne same są tak skrzywione, że uzasadniają barbarzyństwo i terroryzm, może się to wydawać diagnozą, która napomyka o lekarstwie gorszym od choroby. Jednak taki osąd oznaczałby pomylenie typowo słowiańskiego odczytania historii przez Sołżenicyna – które podziela Jan Paweł II – z uproszczoną (czy też, raz jeszcze, „przednowoczesną”) religijnością. A to oznaczałoby pominięcie czegoś ogromnie ważnego.

W słowiańskim obrazie świata to kultura, a nie polityka czy gospodarka, jest dynamicznym motorem historii ponad czasem. A sercem „kultury” jest „kult”: to co zachowujemy w sercu, szanujemy, wielbimy. Jeśli obiekt naszego uwielbienia jest fałszywy – a udawanie, że z gruntu współczesny duch nie potrzebuje wielbić, jest samo w sobie wielbieniem fałszywego boga, samoustanawiającego się „ja” – kultura nieuchronnie ulegnie zepsuciu. A jeśli zepsuta kultura, wraz z rozpaczliwie ułomnymi ideami na temat osoby ludzkiej, zostanie pożeniona z nowoczesną techniką – efektem jest ludzkie cierpienie w bezprecedensowej skali. W gruncie rzeczy dlatego dwudziesty wiek rozwinął się w taki właśnie sposób. Stało się tak, ponieważ ludzi zapomnieli Boga, a zapominając Boga, zapomnieli, kim i czym są – i być mogą.

Jan Paweł II zgadza się z tymi niemieckimi biskupami, którzy już od kilku lat utrzymują, że sekularyzacja nie jest zjawiskiem neutralnym. Świat dogłębnie zsekularyzowany to świat bez okien, drzwi ani świetlików: klaustrofobiczny, ostatecznie duszący. Dogłębnie zsekularyzowana kultura, z której zniknęły transcendentne punkty odniesienia dla ludzkiego myślenia i działania, źle służy sprawie ludzkiej wolności i demokracji, ponieważ demokracja w ostateczności opiera się na przekonaniu, że osoba ludzka posiada niezbywalną godność i wartość, a wolność nie jest zwykłą samowolą. Jednak nawet zanim dotrzemy do tych spraw publicznych czy „systemowych”, zauważymy, że dogłębnie zsekularyzowany świat jest zły dla ludzkich istot. Jak powiedział mi kiedyś pewien wybitny niemiecki biskup i teolog, „cisza jest dusząca, ludzie nie mogą żyć w ciszy”.

W ten sposób powracamy do alternatywnej interpretacji przez Jana Pawła II współczesnej kondycji ludzkiej i do jego chrześcijańskiego humanizmu. Pytanie o Boga stoi w centrum jego wizji osoby ludzkiej i historii właśnie dlatego, że w centrum tej wizji jest pytanie o człowieka. Zadanie pytania o człowieka jest nieuchronnie zadaniem pytania o Boga. Próba odczytania biegu historii bez Boga jest jej odczytaniem płytkim, ponieważ Boże poszukiwanie człowieka i ludzka na nie odpowiedź są centralną rzeczywistością historii. Zapytać: „Czym jest człowiek i jak ludzka osoba działa w historii?”, oznacza stanąć w obliczu pytania o Boga. Prawdziwa antropologia, prawdziwy humanizm, mówią o „Bogu-i-człowieku” i w ten sposób uwalniają ludzi z duszących więzów „ciszy”.

Zagłębiając się w życie i myśl Karola Wojtyły podczas przygotowywania tej biografii, a także podczas wielu godzin osobistych rozmów z Janem Pawłem II w ciągu dziesięciu lat, nabrałem przekonania, że „pasja na rzecz człowieka”, która nim kieruje, uformowała się bardzo wcześnie, w tyglu drugiej wojny światowej. Właśnie tam i właśnie wtedy postanowił on poświęcić życie obronie godności i wartości każdego ludzkiego życia – poprzez kapłaństwo w Kościele katolickim. Właśnie tam i właśnie wtedy zaangażował się w pomoc w budowaniu „kultury życia” przeciw licznym w późnomodernistycznym świecie przejawom „kultury śmierci”. Zaangażował się w to nie „przeciw” współczesności, ale za pomocą bardziej autentycznego, dogłębnie współczesnego humanizmu. W 1944 roku nie mógł był wiedzieć, dokąd zaprowadzi go to zaangażowanie. Ale nikt, kto uważnie badał jego życie, nie może zaprzeczyć, że to zaangażowanie pozostało niezmienne, podczas gdy jego droga przybierała niekiedy bieg zaskakujący.

Te przeświadczenia na temat chrystocentrycznego humanizmu są kluczem do zrozumienia wpływu Jana Pawła II na historię naszych czasów. Można często mieć wrażenie, że niektórzy komentatorzy chcieliby go „rozdwoić”, przeciwstawiając „dobrego” Papieża-obrońcę-praw-człowieka – „kłopotliwemu” Papieżowi-obrońcy-nauczania-Kościoła-katolickiego. Oznacza to jednak całkowicie mylną interpretację jego – w zgodnej opinii przyjaciół i krytyków – szczególnie zintegrowanej osobowości. Ponadto jest to mylna interpretacja naszych czasów.

Właśnie dzięki swym przeświadczeniom na temat Boga, Chrystusa, kultury i historii Papież mógł rozpalić rewolucję sumienia w Środkowej i Wschodniej Europie, znaną jako „Rewolucja 1989 roku”. Właśnie dzięki swemu przekonaniu o tym, że Bóg znajduje się w centrum opowieści o człowieku, Jan Paweł II mógł, wzywając ludzi do religijnego i moralnego nawrócenia, dać im narzędzia oporu, których komunizm nie mógł stępić. Właśnie dzięki swemu zrozumieniu, że chrześcijaństwo nie jest formą religijnego idealizmu, istniejącego gdzieś poza historią, Jan Paweł II mógł wezwać ludzi do solidarności w historii – i w ten sposób zmienić jej bieg. Słynnemu szyderczemu wyzwaniu Stalina wobec papiestwa – „ile dywizji ma papież?” – stawił czoło człowiek, który znał i rozumiał potęgę prawdy w historii, co jest innym sposobem opisania potęgi Boga w historii. I z tego powodu, jak przyznał Michaił Gorbaczow, imperium Stalina zostało zdemontowane bez użycia przemocy, a Niemcy zostały ponownie zjednoczone.

Wiara w Boga może przemienić świat – i to czyni. Wiara w Boga, który stał się widzialny w świecie przez osobę i dzieło Jezusa Chrystusa – wyzwala. Ponad „ciszą” jest prawda, i to prawda wyzwalająca.

Jest jeszcze jeden zasadniczy aspekt alternatywnej interpretacji współczesności przez Jana Pawła II. Tak wielka część myśli modernistycznej i postmodernistycznej naucza nas, że królewską drogą do szczęścia jest eksponowanie siebie. Karol Wojtyła inaczej rozumie drogę do rozkwitu człowieka: wierzy on, że prowadzi ona poprzez dar z siebie. To, że nikt z nas nie jest przyczyną własnego istnienia, dla Jana Pawła II nie jest tylko elementarnym faktem biologicznym. Ten fakt biologiczny, poddany uważnej i krytycznej refleksji, objawia głęboką prawdę o osobie ludzkiej: tę, że prawdę o nas samych znajdujemy w czynieniu z siebie samych daru-dla-innych – takiego, którym dla nas samych jest nasze życie. Prawdziwe ludzkie ja to takie, które czyni z siebie dar, a nie eksponuje siebie.

Wojtyła wierzy, że ta głęboka prawda o ludzkiej kondycji może być dowiedziona filozoficznie, ale zarazem wierzy, że jest to absolutnie centralne przeświadczenie wiary chrześcijańskiej. Właśnie dlatego męczeństwo jest dla niego najwyższą formą chrześcijańskiego świadectwa, ponieważ w męczeństwie zupełny dar z siebie w najbardziej radykalny możliwy sposób zbiega się z przeświadczeniami, za które oddaje się życie. W Kościele niemieckim, którego najcenniejsze dziedzictwo XX wieku obejmuje setki niemieckich nazwisk we współczesnej księdze męczenników, przekonanie Jana Pawła II o centralnym znaczeniu daru z samego siebie powinno odezwać się potężnym akordem.

Jakimikolwiek podziałami nękane jest każde ludzkie życie, każdy człowiek chce żyć z sercem niepodzielonym. Ta biografia jest zaproszeniem do spotkania człowieka z takim sercem. Jest on człowiekiem dogłębnie współczesnym. Poznał ludzką niegodziwość i trwałą moc zła w historii; nie jest ani naiwny, ani romantyczny. Przede wszystkim jest uczniem Chrystusa, przekonanym, że Jezus Chrystus stanowi odpowiedź na pytanie, którym jest każde ludzkie życie. To przekonanie, które doprowadziło go do poświęcenia życia służbie innym, ukształtowało niepodzielone, ogromne serce. To serce należy do człowieka, który zasługuje na to, by poznać go w całej jego pełni.

George Weigel

23 kwietnia 2002
(św. Wojciecha i św. Jerzego)

tłum. Tomasz Wiścicki

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

George Weigel – ur. 1951, teolog i filozof katolicki, założyciel i dyrektor waszyngtońskiego Ethics and Public Policy Center, publicysta, czołowy amerykański komentator spraw dotyczących obecności religii w życiu publicznym, stały współpracownik „Washington Post” i „Los Angeles Times”, członek redakcji m.in. miesięcznika „First Things”, autor i redaktor kilkunastu książek. W Polsce ukazała się – prócz „Świadka nadziei” (Znak, Kraków 2000) – „Ostateczna rewolucja. Kościół sprzeciwu a upadek komunizmu” (W drodze, Poznań 1994).

1 Tekst przedmowy George’a Weigla do niemieckiego wydania biografii Jana Pawła II „Świadek nadziei”, która ukaże się wkrótce nakładem Ferdinand Schöningh Verlag. Tytuł i śródtytuły pochodzą od naszej redakcji. Dziękujemy Autorowi i niemieckiemu Wydawcy za udostępnienie tekstu [Red.].

2 W oryginale: pre-modern, co współtworzy niemożliwą do oddania w polskim tłumaczeniu opozycję: modern [w znaczeniu: współczesny] – pre-modern [przyp. tłum.].

Podziel się

Wiadomość

Możliwość komentowania jest wyłączona.