Jesień 2020, nr 3

Zamów

Widok z Manhattanu Ponad strachem

Obiecałam napisać tym razem o minusach amerykańskiej szkoły. Z pewnością o tym napiszę, od dwóch tygodni jednak tak zwana rzeczywistość wlewa się „drzwiami i oknami” w postaci niekończących się uprzedzeń o kolejnych atakach terrorystycznych. Najwyżsi przedstawiciele waszyngtońskiej administracji nie pozostawiają nam w zasadzie żadnej nadziei, jak jeden mąż powtarzając, że „nie należy pytać, czy atak nastąpi, bo na pewno nastąpi, pytanie brzmi – kiedy”. „W każdej chwili” – odpowiadają eksperci, także ci, którzy rzadko zgadzają się z Białym Domem. Tym razem podobno z wody – dlatego ogłoszono alarm we wszystkich jednostkach Straży Przybrzeżnej – ale być może także w metrze. Dlatego granatowo w nim od policyjnych mundurów. I nad wyraz bezpiecznie. Niewykluczone także, że terroryści zaatakują elektrownie atomowe lub zakłady chemiczne, albo zaczną wysadzać się na ulicach, w centrach handlowych lub w wynajętych wcześniej mieszkaniach.

Administracja domu, w którym mieszkam, przysłała mi właśnie obszerne memorandum, informujące o ostrzeżeniach FBI i środkach podjętych dla zapewnienia bezpieczeństwa lokatorom. W sposób zasadniczy zmienia ono dotychczasowe zasady, choć nie wprowadza jeszcze obowiązku meldunkowego, co – mam nadzieję – nigdy nie nastąpi. Zasada wynajęcia lub kupna mieszkania w domach należących do prywatnych właścicieli była dotychczas następująca: wypełniało się kwestionariusz i zobowiązanie do płacenia obowiązującego czynszu lub do wpłaty należności za zakup mieszkania na konto właściciela. To wszystko. W kwestionariuszu były oczywiście pytania dotyczące imienia, nazwiska, miejsca pracy, uzyskiwanych dochodów i numeru ubezpieczenia. I wszyscy je wypełniali, tyle że nikt nie żądał od nas żadnego dokumentu potwierdzającego prawdziwość wpisanych przez nas danych (na przykład prawa jazdy lub przepustki do miejsca pracy to w zasadzie jedyne dokumenty ze zdjęciem, bo dowodów osobistych w USA, jak wiadomo, nie ma). Zaczynano je weryfikować dopiero w momencie, gdy przestawaliśmy regularnie płacić czynsz. Teraz każdy starający się o zakup lub wynajem będzie musiał przedstawić przynajmniej jeden dokument ze zdjęciem, a administracja budynku uprzedza nas lojalnie, że o wszystkich podejrzanych (czyli jakich właściwie?) zachowaniach lokatorów będzie informować FBI.

Ameryka to wolny kraj, co każdy z nas, imigrantów, słyszał wielokrotnie na każdym kroku. Do jakiego stopnia strzeżono tu naszej wolności, dowiedziałam się dopiero kilka dni temu: oto aż do nowelizacji ustawy o FBI (czyli faktycznie do teraz) jej funkcjonariuszom nie wolno było bez zgody sądu przebywać służbowo na otwartych dla wszystkich spotkaniach partii, stowarzyszeń i organizacji religijnych, wchodzić na dostępne dla wszystkich prywatne lub pozarządowe strony internetowe, nie mówiąc już o jakiejkolwiek inwigilacji konkretnej osoby. Ameryka to naprawdę wolny kraj.

Pytanie, które sobie teraz najczęściej zadajemy, brzmi: czy naprawdę chcemy, aby to się zmieniło? Jak wysoką cenę gotowi jesteśmy zapłacić za bezpieczeństwo, skoro najbardziej chyba obecnie strzeżone społeczeństwo Izraela także nie jest przecież całkowicie bezpieczne?

Największą czujność zdaje się w tej chwili wykazywać INS, czyli Urząd Imigracyjny – ma w tej chwili, jak słychać, rekordowe wyniki w niewpuszczaniu na teren USA osób niepożądanych i w deportacjach. Pracuje dla naszego bezpieczeństwa tak gorliwie, że nie zawahał się nawet przed deportacją rdzennej Amerykanki do. Dominikany. Dlaczego właśnie tam, nikt nie wie, ponieważ deportowana Amerykanka nie jest Latynoską – jest jak najbardziej biała. Dla przypomnienia: to ten sam urząd, który już po 11 września wydał wizę studencką Mohammedowi Atta – temu, który siedział za sterami pierwszego z porwanych samolotów.

O bezpieczeństwo zatroszczył się też rabin Yakow Lloyd z Brooklynu, wzywając do utworzenia w dzielnicach żydowskich uzbrojonych w pałki i pistolety społecznych oddziałów, które mają w godzinach nocnych patrolować ulice i ostrzegać przed niebezpieczeństwem. Jakim konkretnie i dlaczego tylko nocą – nie wiadomo.

Na szczęście zdecydowana większość nowojorczyków atak ostrzeżeń przed atakiem przyjmuje z dystansem i spokojem. Jak zawsze jeździmy metrem, odwiedzamy domy towarowe i supermarkety, kupujemy gazety od arabskich kioskarzy, chodzimy do kin i teatrów. Turyści coraz liczniej odwiedzający Nowy Jork także zdają się lekceważyć histerię rozpętaną przez administrację. Czy to znaczy, że jesteśmy lekkomyślni?

Wydaje się, że mieszkańcy Nowego Jorku zadali sobie to samo pytanie, które stanęło i przed moją rodziną: czy mamy zmienić swój styl życia? Przestać pracować i uczyć się? Nie rozmawiać z nieznajomymi? Nie zobaczyć ciekawego filmu? Zamiast metrem, jeździć samochodem albo chodzić na piechotę? Przecież jeśli atak może nastąpić w każdej chwili i w każdym miejscu, to żadna ochrona nie jest skuteczna i wystarczająca. Nie możemy się obronić w żaden inny sposób, niż żyjąc tak, jak żyliśmy do tej pory. Tylko w ten sposób, żyjąc ponad strachem, można zachować spokój ducha i nie zwariować. Dlatego tak naprawdę bardziej interesują nas wyniki wielotygodniowych negocjacji burmistrza Bloomberga z nauczycielami szkół publicznych, którzy przez ostatnich 18 miesięcy pracowali bez kontraktów, czy zapowiedź zlikwidowania dotacji dla wielu miejskich instytucji kulturalnych, albo program ożywienia Dolnego Manhattanu, który rzeczywiście ciągle nie może się podnieść z zapaści po 11 września.

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Może jest też troszkę i tak, że po prostu nie za bardzo wierzymy w ostrzeżenia służb, które – skompromitowane – próbują teraz naprawić swój publiczny wizerunek demonstrowaniem nieustannej czujności.

Nowy Jork nie jest wyjątkiem – żadne z dotychczasowych ostrzeżeń nigdzie nie wywołało paniki. Profilaktyczne wydawanie płynu Lugola mieszkańcom okolic wokół elektrowni atomowych przyjęto raczej z rozbawieniem i zasadnymi skądinąd pytaniami, czy nie należałoby raczej rozdawać. mapek najbliższych cmentarzy.

Po pierwszym szoku Amerykanie szybko odzyskali swój wrodzony optymizm i, jak się zdaje, są jak najdalsi od rezygnacji z przyzwyczajenia do faktu, że ich kraj to wolny kraj.

Podziel się

Wiadomość

Możliwość komentowania jest wyłączona.