Jesień 2020, nr 3

Zamów

Szok ozdrowieńczy?

Dzięki dziennikarzom łódzkiego radia publicznego i tamtejszego oddziału „Gazety Wyborczej” wyszedł na jaw, uprawiany już od dawna przez pracowników pogotowia ratunkowego, proceder przekazywania za pieniądze firmom pogrzebowym informacji o zgonach pacjentów. Dziennikarze ujawnili też istniejące podejrzenia celowego opóźniania przyjazdu do umierających z „nadzieją”, że będzie już za późno na ratunek, ale w sam raz na zarobek. Być może nawet dochodziło po prostu do mordowania chorych w tym samym celu.

Szok po ujawnieniu tych faktów i podejrzeń jest najzupełniej zrozumiały. Grozę budzi przy tym masowość i swego rodzaju „oczywistość”, rutynowość tego procederu, uprawianego przez jednych, ukrywanego przez innych. Wyrosła wokół niego cała „infrastruktura”: system przekazu informacji i. gotówki, koszmarny, zdehumanizowany żargon itp. Jeszcze bardziej horrendalne są podejrzenia, że ludzie zobowiązani do ratowania zdrowia i życia chorych mogli się poważyć na ich mordowanie z niskich pobudek.

Skutki skandalu w łódzkim pogotowiu są wielorakie. Najbardziej oczywistym są aresztowania podejrzanych – śledztwo toczyło się zresztą już wcześniej. Minister zdrowia nakazał usunięcie zakładów pogrzebowych ze szpitali (także z tego, którym jeszcze niedawno kierował – zanim został ministrem.), a także odebrał lekarzom pogotowia prawo stwierdzania zgonu. Powszechny wstrząs przybrał niekiedy formę paniki – ludzie obawiają się wzywać pogotowie, nie pozwalają lekarzom robić zastrzyków. Były też wypadki obrzucania karetek kamieniami. Organizacje reprezentujące lekarzy z jednej strony potępiają swych skorumpowanych kolegów – z drugiej protestują przeciw uogólnionym oskarżeniom.

Nade wszystko jednak wstrząs spowodował ogólną dyskusję. Aby jednak nie skończyło się na powszechnym odruchu oburzenia, zjawiska, o których się dyskutuje, powinny być trafnie opisane i nazwane. W przeciwnym razie grozi nie tylko nieskuteczność tego słusznego odruchu, ale wręcz pogłębienie powszechnego poczucia bezradności. Lista znanych przejawów zła społecznego, na które nic nie można poradzić, jest już i tak długa.

Trzeba więc, jak sądzę, zwrócić uwagę, że w dotychczasowej dyskusji mamy do czynienia z trzema zjawiskami, pozostającymi wprawdzie ze sobą w związku, ale jednak zdecydowanie różnymi. Chodzi tu po pierwsze o związki między przedsiębiorstwami pogrzebowymi a placówkami służby zdrowia, po drugie – o proceder handlu informacjami o zgonach, po trzecie – o podejrzenie mordowania chorych ludzi dla zysku. Najbardziej oczywista jest ta ostatnia sprawa. Jeśli do takich przypadków doszło, byłyby to wyjątkowo ohydne zbrodnie, dokonywane z niskich pobudek przez ludzi, których zawodową i moralną powinnością jest niesienie pomocy cierpiącym. Warto jedynie pamiętać, że nie ma żadnych powodów, by uważać, że jeśli nawet ludzi mordowano, przekroczyło to rozmiary makabrycznego marginesu. Nie oznacza to bagatelizowania zbrodni – nawet jeden taki przypadek to o jeden za dużo. Nie ma jednak żadnych poszlak, że istniał zorganizowany proceder mordowania – na wzór procederu handlu informacjami o zgonach. Nie ma podstaw, by uznać pogotowie za gang płatnych morderców, a przedsiębiorców pogrzebowych – za zleceniodawców zbrodni.

Zupełnie czym innym są oficjalne związki między zakładami pogrzebowymi a placówkami służby zdrowia. Nie widzę niczego niestosownego w dyskretnej obecności uczciwego przedsiębiorstwa pogrzebowego w szpitalu. Przeciwnie – może ona być wielką pomocą dla rodziny, która po śmierci (zwłaszcza nieoczekiwanej) bliskiej osoby nie ma zwykle głowy do samodzielnego poszukiwania takiego zakładu i porównywania ofert. Przedsiębiorstwo takie ma też prawo do godziwego zysku. Jego działalność musi jednak spełniać kilka istotnych warunków. Są wśród nich takie, które powinny charakteryzować każdą uczciwą firmę, bez względu na rodzaj działalności: rozsądna cena, wysoka jakość, dopuszczenie konkurencji (gdy rodzina zdecyduje się na inną ofertę, nie może być mowy o jakichkolwiek szykanach). Ponieważ jednak zakład pogrzebowy działa w sferze szczególnej, związanej ze śmiercią, powinien spełniać warunki dodatkowe. Jego obecność w szpitalu nie może być ostentacyjna, nie powinno być mowy o reklamach ani tym bardziej o opisywanym w „Tygodniku Powszechnym” procederze upiornej akwizycji, kiedy to po szpitalu krążą pracownicy zakładu, wypatrując „klientów”.

Nie uważam, by te warunki były utopijne. W wielu szpitalach – choć niestety nie we wszystkich – osoby zmarłe traktowane są z właściwą śmierci powagą i dyskrecją. Możliwe jest także odpowiednie zorganizowanie współpracy z zakładem pogrzebowym, wybranym w uczciwym przetargu, a następnie kontrolowanie, czy firma spełnia przewidziane w umowie wymagania. Mimo wszystko ufam, że określenie „uczciwy przetarg” nie zostanie uznane za oksymoron, czyli wewnętrzną sprzeczność. Rozwiązanie przyjęte przez ministra – natychmiastowa eksmisja firm ze szpitali (ale już nie nakaz zdjęcia reklam!) – robi wrażenie pospiesznego działania dla uspokojenia opinii publicznej bez dbałości o skutki na dłuższą metę.

Jeśli natomiast chodzi o handel informacjami o zgonach, ocena moralna tego procederu musi być jednoznaczna. Ze strony przedsiębiorców pogrzebowych mamy do czynienia z korumpowaniem pracowników służby zdrowia. Śledztwo wyjaśni, czy słowa „korupcja” można tu użyć także w sensie dosłownym, prawnym – w znaczeniu moralnym doszło do niej niewątpliwie.

Lekarze i inni pracownicy służby zdrowia z pewnością sprzeniewierzyli się swemu zasadniczemu powołaniu. Powinni oni traktować pacjenta wy-|cznie jako osobę chorą, której trzeba udzielić wszelkiej możliwej pomocy. Choć można to uznać za trudny do osiągnięcia ideał (trudny choćby z racji uwikłania w leczenie kwestii finansowych), to jednak bezwzględnie należy dążyć do tego, by do tego ideału zbliżyć się tak bardzo, jak to jest możliwe. Kategorycznie wykluczyć należy takie okoliczności, które sprawiają, że lekarz patrzy na chorego jako na źródło dodatkowego zarobku, niezwiązanego z dobrem pacjenta. Z tego punktu widzenia niedopuszczalne są łapówki od pacjentów, od firm farmaceutycznych, od zakładów pogrzebowych – od kogokolwiek. Pacjent musi się czuć bezpiecznie – musi być pewien, że lekarz ma na względzie przede wszystkim jego dobro. Lekarz lub inny pracownik służby (właśnie, służby!) zdrowia, który tego nie rozumie, powinien sobie poszukać innego zajęcia.

Trudno stwierdzić, jaki naprawdę jest poziom etyczny służby zdrowia. W tej dziedzinie chyba jeszcze bardziej niż w innych „uśrednianie” jest krzywdzące dla jednych, a rozmywa odpowiedzialność innych. W służbie zdrowia można znaleźć przykłady skrajne – wyjątkowego poświęcenia i skrajnej nikczemności.

Klimat moralny w służbie zdrowia zależy przede wszystkim od etosu zawodu lekarza. Na jego straży powinien stać przede wszystkim korporacyjny samorząd – izby lekarskie. Powinien, ale nie zawsze stoi. Panuje powszechne przeświadczenie, że w sytuacjach konfliktowych dominuje raczej duch źle rozumianej solidarności i obrony „swoich”, skądinąd powszechny u nas praktycznie we wszystkich korporacjach zawodowych. To przekonanie wydaje się, niestety, zgodne z prawdą.

Samorząd mimo wszystko wydaje się niezastąpiony, jeśli chodzi o ocenę umiejętności zawodowych – w końcu jakość leczenia mogą kompetentnie ocenić tylko lekarze. Zwykle zresztą w środowisku doskonale znane są kwalifikacje konkretnych lekarzy – te czysto medyczne i te moralne. Jak jednak sprawić, by to środowisko nie „zwierało szeregów” w obronie przed słusznymi zarzutami?

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Specyfika służby zdrowia wymaga, jak sądzę, starannego wyważenia elementów rynku, korporacyjnego samorządu i administracyjnego nadzoru. Potrzebne są i elementy konkurencji (które ma zamiar wyeliminować minister.), i wewnętrzna, środowiskowa kontrola, i wpływ z zewnątrz, np. poprzez obecność we wszystkich sądach lekarskich (a nie tylko – jak teraz – w naczelnym) zawodowych sędziów. Żaden z tych środków nie stanowi z pewnością panaceum. Nie będzie nim również hipercentralizm proponowany przez ministra – niepodzielne rządy urzędników w służbie zdrowia owocują zwykle chaosem i absurdami. Nie uzdrowi też wszystkiego rynek.

Nie ma również co liczyć na to, że wszystko załatwią pieniądze, nawet gdyby nagle się znalazły. Jak wynika z niedawnej ankiety „Rzeczpospolitej”, najbardziej skorumpowani są ordynatorzy i specjaliści. Łapówki biorą więc przede wszystkim ci, od których zależy dostęp do dóbr deficytowych (np. szybkiej operacji), a nie najgorzej zarabiający – wręcz przeciwnie. Skandalicznie skądinąd niskie płace w państwowej służbie zdrowia służą więc jedynie nieuczciwym lekarzom za samousprawiedliwienie, a nie są przyczyną korupcji.

Nie widzę niestety łatwej recepty na poprawę moralnego poziomu służby zdrowia. Szok po ujawnieniu skandalu w łódzkim pogotowiu może pomóc zmienić klimat moralny, w którym korupcyjny proceder był – przynajmniej w środowisku – tajemnicą Poliszynela i ci, co o nim wiedzieli, jakoś się do tego przyzwyczaili, uznali za normę, a przynajmniej za coś nie do usunięcia. Oby tylko nie spełniła się któraś ze skrajności: powrót do dawnego zobojętnienia, albo – trwała, ogólna utrata zaufania do służby zdrowia, czy choćby tylko do pogotowia. W pierwszym przypadku patologie będą kwitły bez przeszkód. W drugim – zakwestionowana zostanie sama zasada działania służby zdrowia: zaufanie pacjenta do lekarza. Zapłaciliby za to dobrzy lekarze i wszyscy pacjenci.

Podziel się

Wiadomość

Możliwość komentowania jest wyłączona.