Jesień 2020, nr 3

Zamów

Triumf przeciętności

Długo oczekiwana decyzja wreszcie zapadła: prymas Józef Glemp wybrał do realizacji projekt świątyni pod wezwaniem Opatrzności Bożej, ostatecznie odrzucając przyjęty przezeń poprzednio projekt Marka Budzyńskiego. Odrzuconą koncepcję niektóre media opatrywały epitetem „kontrowersyjna” i rzeczywiście, wizja Budzyńskiego wywoływała skrajnie różne opinie, od zachwytu po totalną negację. Jednak – jak wynika z pierwszych reakcji na zaprezentowany publicznie wyróżniony szkic nowego gmachu – estetyka zwycięskiego projektu autorstwa Wojciecha i Lecha Szymborskich oraz Jacka Zielonki budzi nie mniejsze, choć przeważnie negatywne emocje.

Bryła kościoła w wizji Szymborskich i Zielonki jest daleka od ekstrawagancji, ale – w odróżnieniu od projektu Budzyńskiego – daleko jej również do harmonii. W centrach ścian świątyni, przywodzących na myśl monumentalną architekturę lat trzydziestych, pojawiają się olbrzymie „gotyckie” rozety, nawa nakryta jest „barokową” kopułą (podobną do tej z osławionej bazyliki w Yamasukro na Wybrzeżu Kości Słoniowej), nad wszystkim zaś góruje krzyż osadzony w koronie, kojarzącej się z daleka ze zwieńczeniem kościoła mariackiego w Krakowie. Całość jest stereotypowa i może nawet nie raziłaby jako lokalna świątynia w jednym z dużych warszawskich osiedli, ale żadną miarą nie pasuje do miana daru dziękczynnego narodu za odzyskaną wolność.

Prymas Józef Glemp nie ukrywa, że nadal najwyżej ceni sobie odrzucony projekt Budzyńskiego. Uważałem i uważam go za najciekawszy – powiedział Radiu Plus Józef, dodając, że budził on jednak duże sprzeciwy, tak ze strony wiernych, jak i budowniczych lękających się o wydolność techniczną. Problemy techniczne zostawmy na boku, aczkolwiek wiadomo, że ci czołowi polscy architekci, którzy wypowiadali się publicznie o projekcie Budzyńskiego, wysoko oceniali nie tylko jego walory estetyczne, ale i rozwiązania konstrukcyjne. Natomiast do opinii wiernych Kościół się w tej sprawie nie odwoływał. Pewnym jej refleksem mogą być opinie internautów, zamieszczane na stronie dyskusyjnej Katolickiej Agencji Informacyjnej, gdzie zdecydowana większość rozmówców ostro krytykuje projekt Szymborskich i Zielonki. Znów beton? – pyta lokator blokowiska; Po co właściwie buduje się kościoły? Żeby były pomnikiem czy wieczernikiem? [.] Mamy wypadkową wszystkich byle jakich polskich kościołów. [.] Młodzi ludzie nie pójdą się tam modlić – to tylko niektóre z wielu negatywnych osądów.

Architekci-zwycięzcy bronią się przed zarzutami: Wszyscy jesteśmy dzisiaj trochę zagubieni – mówi Wojciech Szymborski w wywiadzie, przeprowadzonym przez KAI. Powinniśmy się odwoływać do tradycji i szukać swoich korzeni, a nie odbijać chaos w sztuce. Trudno jednak przyznać, że świątynia Szymborskich i Zielonki jest ukłonem, złożonym tradycji – jest ona raczej postmodernistycznym zlepkiem różnych historyzujących elementów. Zwolennicy zwycięskiej koncepcji argumentują, że nakryty kopułą kościół odwołuje się w swojej sylwecie do rzymskiej bazyliki świętego Piotra. Należy jednak zadać sobie pytanie, czy takie właśnie odwołanie będzie najlepszym znakiem dla naszych czasów? Budowniczy świątyni na Watykanie, Donato Bramante, miał za zadanie ukazać potęgę Kościoła, a sylweta bazyliki wpisywała się doskonale w program zwycięskiej kontrreformacji. Dziś, u progu nowego tysiąclecia, architektura chrześcijańska poszukuje nowych form wyrazu. Planowany zespół świątynny Budzyńskiego, łączący w harmonijny sposób elementy natury i kultury, był „dyskretny” i nie narzucał się otoczeniu swoim ogromem; idea solidarności z ziemią, z przyrodą w dużej mierze stanowiła o oryginalności i wielkości tego pomysłu.

Podobnie jak estetyka projektu Szymborskich i Zielonki, co najmniej kontrowersyjne są okoliczności, w których doszło do jego ostatecznego zaakceptowania. Projekt Marka Budzyńskiego, wybrany przez Prymasa, został następnie zakwestionowany przez zarząd pozostającej pod prymasowskim patronatem Fundacji Budowy Świątyni Opatrzności Bożej. Sam Marek Budzyński sugeruje (w numerze styczniowym miesięcznika „Architektura”), że członkowie zarządu już półtora roku temu, to znaczy w momencie wybrania przez Prymasa projektu Budzyńskiego, nastawieni byli na zwycięstwo właśnie zespołu Szymborskich i Zielonki (nie martwcie się, i tak wy będziecie to budować).

Trudno zweryfikować ten zarzut, ale nie sposób oprzeć się wrażeniu, że ci projektanci rzeczywiście byli popierani przez Fundację. Jej krytycyzm wobec projektu Budzyńskiego nigdy nie został wiarygodnie sprecyzowany: raz kwestionowała ona koszty, innym znowu razem walory techniczne lub rzekomy brak charakteru sakralnego. Natomiast zespół Szymborskich i Zielonki, jeden z trzech wyróżnionych w 2000 roku, w roku następnym przedstawił zupeł- nie nowy projekt, by sprostać warunkom kolejnego, tym razem zamkniętego konkursu. Co więcej, dosłownie w ostatniej chwili projekt ten – w oficjalnej wersji wydarzeń – poddany został gruntownym przeróbkom, faktycznie zaś znowu zamieniony innym, czyli już trzecim z kolei (każdy może to sam ocenić, porównując opublikowany szkic ostateczny z rysunkiem propozycji poprzedniej, który 8 stycznia opublikowała „Rzeczpospolita”).

Nie jestem architektem, ale wydaje mi się, że projekt kościoła – wotum narodu (a weźmy pod uwagę, że idzie tu o realizację wotum, na które Polacy czekają od ponad dwustu lat!) wymaga nie tylko długich prac koncepcyjnych i konstrukcyjnych, ale przede wszystkim wizji, którą bardzo trudno wymyślić na poczekaniu. Nie mogę uwierzyć w poczucie wizji u Szymborskich i Zielonki w sytuacji, gdy naprędce dopasowują się do zmiennych wymagań koncepcji architektonicznej.

I oto działania Fundacji, konsekwentnej w niechęci do projektu Budzyńskiego, doprowadziły – po kilku miesiącach nerwowych oczekiwań – do anulowania przez Prymasa jego pierwotnego wyboru i wskazania właśnie na pracownię Szymborskich i Zielonki jako zespół, który będzie realizować inwestycję sakralną na miarę stuleci.

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Intencją budowy świątyni Opatrzności Bożej powinien być zgodny dar narodu. Projekt Budzyńskiego, owszem, był kontrowersyjny. Jednak jego rozmach, intuicja i wyobraźnia jego twórcy, nawet odrobina artystycznego szaleństwa – wszystko to sygnalizowało nam, że mamy do czynienia z czymś wybiegającym naprzód, wyprzedzającym swój czas. Była nadzieja, że kontrowersyjna dziś idea z upływem lat pogodzi sprzeczne gusty, a być może nawet przyczyni się do pojednania przynajmniej niektórych spośród zwaśnionych w wielu innych, nie tylko architektonicznych sprawach Polaków.

Myślę że projekt Szymborskich takiej szansy nie daje. Nie można bowiem ani godzić gustów estetycznych, ani tym bardziej budować pojednania wokół znaku przeciętnej architektury. Taki znak nie będzie atrakcyjny, nie będzie miał siły przyciągania dostatecznej do pokruszenia starych uprzedzeń.

Miał to być wielki symbol i dla narodu, i dla Kościoła – tymczasem wszystko potoczyło się według typowych skądinąd dla życia publicznego III Rzeczypospolitej, niejasnych, bo nie do końca ujawnionych mechanizmów. Może po prostu ani miejsce, ani miasto, ani ludzie nie dorośli do tej świątyni? – napisał jeden z uczestników internetowej dyskusji. Nie można tego wykluczyć. Niezbadane są wyroki Opatrzności.

Podziel się

Wiadomość

Możliwość komentowania jest wyłączona.