Zima 2020, nr 4

Zamów

Chciałbym być skrybą

Gdyby pomyliły nam się stulecia, gdyby nagle się okazało, że Gutenberg dopiero nadejdzie, i trafił do moich rąk odpis „Traktatu teologicznego” Czesława Miłosza, chciałbym być skrybą, który przepisuje ten tekst. Średniowieczny skryba miał ten przywilej – może zresztą wziął go sobie sam – by na marginesie rękopisu sporządzać glosy, by powielane dzieło ozdabiać rysunkami, więc znów: komentować, by zatem, najogólniej rzecz ujmując, stwarzać ramę dla rozumienia, być pokornym, bo anonimowym, i pysznym, bo niepoślednim interpretatorem dzieła. Tak, taka ambiwalentna rola mi się zamarzyła, kiedy czytałem „Traktat”, jeden z najważniejszych utworów, na jakie natknąłem się od wielu lat.

„Najważniejszy” – to brzmi jak ocena. Nie jestem przecież od dłuższego czasu krytykiem literackim i dbam o to, by nim więcej nie być. Więc nie: „najważniejszy”, ale „najpoważniejszy”. Śmiertelnie poważny. Takiego traktatu młody człowiek nie napisze. Chyba że otrze się o niego Złe. Że przez chwilę zamajaczy widok z Tamtego Brzegu. Póki nie pękają ścianki naszego świata, kokonu, kołyski, zagadnienia religijne mogą być rozkoszną igraszką intelektualną na niedzielne popołudnie. Albo szyfrem, pozwalającym uzyskać społeczną, polityczną, narodową tożsamość. Albo środkiem znieczulającym, gdy życie okazuje się nadto kłopotliwe: Sienkiewiczowska fraza o uspokajającej świadomości, że Msza się odprawia (z „Rodziny Połanieckich”) jest – niezależnie od tego, jakie były autorskie intencje przy pisaniu tego zdania – genialna w swojej otwartości, prostoduszności.

WIDOK Z TAMTEGO BRZEGU

I niech pierwszy rzuci kamieniem, komu nie zdarzyło się szczebiotać o słodkim dzieciątku Jezus na sianku. Komu nie przytrafiło się zagadnień religijnych traktować poważnie to znaczy politycznie. Ironia Miłosza tnie jak brzytwa. Żadnej starczej wyrozumiałości, niechęci do konfliktów. Już widzę, jak zmyleni zdjęciem brodatego mędrca, którym redakcja „Tygodnika Powszechnego” opatrzyła „Traktat teologiczny”, komentatorzy będą zagłaskiwać kanty tej wypowiedzi. Co mówię: „kanty” – raczej ostre krawędzie. Poeta [.] natrafił na trudności z powodu swoich współwyznawców. Nie jestem i nie chcę być posiadaczem prawdy. Katolickie dogmaty są jakby o parę centymetrów za wysoko. I tak dalej. Chciałoby się przytoczyć jako komentarz do tych cytatów słowa Konrada z „Wyzwolenia” Wyspiańskiego: To przykre? To śmierć dla inteligentnego człowieka, a dla was to tylko przykre.

Kiedy każdy oddech może być oddechem ostatnim, kiedy walą się dekoracje, jakimi przesłaniamy sobie nadchodzącą nicość (lub to, co nicością czasem się wydaje), brak przekonujących sposobów wysłowienia Tajemnicy jest nie do zniesienia. A jeszcze bardziej nie do zniesienia jest tchórzostwo, z jakim ludzie wmawiają sobie, że wszystko, co należy, zostało im dane do wierzenia, że wystarczy to tylko powtarzać. Nazywają to spokojem wiary, [.] co jest po prostu samozadowoleniem. Które zniknie, kiedy nie będzie już dokąd uciec. Chyba że dobrotliwy Bóg (Natura? Los?) odbierze nam świadomość chwilę wcześniej. Zostanie ograniczona aktywność w jądrze migdałowym, które rejestruje zagrożenia i strach. Ustanie ruch na szlakach nerwowych płata ciemieniowego, odpowiedzialnych za orientację przestrzenną, dzięki czemu zaniknie wyraźne rozgraniczenie między „ja” a światem zewnętrznym. Dojdzie do przerwania obwodów nerwowych płatów czołowego i skroniowego, które zawiadują poczuciem czasu i generują samoświadomość1. Witajcie w Nowym Wspaniałym Świecie. Jeśli nie ma dobrotliwego Boga, może przyroda okazuje w ten sposób ssakom swoje miłosierdzie.

Więc jako skryba ozdobiłbym „Traktat teologiczny” iluminacjami budzącymi grozę. Żeby nie było wątpliwości, że w kulturze skupionej na dostarczaniu nam emocjonalnych narkotyków, wykładającej miękkimi materacami ściany naszej celi, Miłosz prowokuje do rozmowy śmiertelnie poważnej. Jakbyśmy z hotelowego holu, gdzie kilka zielonych palemek i ciurkająca fontanna mają niezobowiązująco przywoływać wspomnienie Raju, przenieśli się do surowych katakumb. Surrealiści, dzieci igrające lekkomyślnie pomiędzy dwiema wojnami, wołali sobie: Piękno będzie konwulsyjne, albo go wcale nie będzie. Nie, nie tak: to Prawda ostanie się w konwulsjach, albo nie ma jej wcale.

ROZMOWA O TOBIE I O MNIE

Więc szperanie po herezjach, odwoływanie się do Swedenborga, Böhmego, kabały, gnozy nie jest poszukiwaniem ekscytujących dziwactw, nieprzemyślanym kruszeniem podstaw narodowo-katolickiej kultury. Nie z frywolności, dostojni teologowie, rodzi się to, co – gdyby nie wyszło spod pióra dostojnego Noblisty – nazwalibyście religijnością New Age; choć jej najbardziej rozpowszechniona odmiana, ta z supermarketu, rzeczywiście skażona jest tandetą, przygodnością (szczypta pogaństwa, kawałek Sefer Ha-Zohar, cytacik z Buddy plus opowieści o trollach). Ale, skoro otworzył nam Miłosz przestrzeń do rozmowy w cieniu śmierci, której możemy być pewni wszyscy (ty, co to czytasz, ja – skryba, sam Miłosz wreszcie), to powiedzmy bez taktownych eufemizmów, bez znieczulenia: w supermarkecie znajdziemy również pewną odmianę katolicyzmu. Tę, dzięki której Moody’ego „Życie po życiu” znalazło tak łatwo miejsce w kioskach parafialnych. Tę, która wydała estetykę Lichenia, poetykę wielu pieśni śpiewanych po kościołach, styropianowe ozdoby szpecące świątynie. „Ludziom to jest potrzebne” – ależ oczywiście. Podejrzane płukanki z Bhagawad-Gity, mitologii germańskich i legend o UFO też są potrzebne. Odłóżmy to wszystko. Porozmawiajmy nie o ludziach, ale o tobie i o mnie. Ściszonymi głosami, bo być może są prawdy, które człowiek rozumny zwierza tylko przyjaciołom domu.

Kiedy zatem opadnie warstwa religijności ułatwionej – dowolnej proweniencji – staniemy przed podstawowym pytaniem, które zadawano od tysiącleci. Brzmi ono: unde malum? Skąd zło? Sześcioletni, czułem grozę w kamiennym porządku świata – wyznaje Miłosz. Jeżeli Bóg jest wszechmocny, może na to pozwalać, tylko jeżeli założymy, że dobry nie jest. Dwie pochodne tego pytania brzmią: skąd przemijanie? I dlaczego tak często obietnica miłości [.] nie jest inna niż obietnica śmierci? Od pierwszych słów utworu znajdujemy się na pograniczu chrześcijaństwa i gnozy, w obszarze eksplorowanym od dawna przez Miłosza za Szestowem, wspaniałym rosyjskim herezjarchą, i za Oskarem Miłoszem. Środkowa część „Traktatu teologicznego” buduje jawnie heretycką wykładnię kosmicznej katastrofy, inspirowaną poglądami Jakuba Böhme: dwoi się w oczach Ewa, naraz złowroga Lilith i Przeczysta Maria, Natura przeklęta i przebóstwiona zarazem. Grzech pierworodny okazuje się skutkiem nieumiejętnego aktu miłosierdzia: człowiek chciał pociągnąć Stworzenie do Światła, lecz przesadnie ufał we własne siły i sam został od Światła oddalony. Tragiczna historia Mesjasza ma nas oswobodzić od prometejskiej pychy. Żebyśmy pamiętali, że nawet Bogu-Człowiekowi nie udało się zatriumfować (po ludzku rzecz ujmując) w konfrontacji z wszechświatem bez jednego głosu Współczucia, litości, zrozumienia. A zatem, że Człowieczeństwo oznacza zupełną obcość pośród galaktyk. I nie zmienią tego ani dwuznaczne triumfy genetyki (informatyki, polityki, ekonomii itd. – niepotrzebne skreślić), ani poustawianie kapliczek na wszystkich skrzyżowaniach. Ani wreszcie – i tu zaczyna się wstrząsające salto mortale „Traktatu” – najrzetelniej poprowadzony wywód teologiczny. Nie ma sposobu, by oswoić rzeczywistość, by się w niej umościć. Macamy, gdzie miękcej w rzeczy, a ono wszędy ciśnie2.

Ostatecznie bowiem trzeba pokornie wyznać: Tak naprawdę nic nie rozumiem, jest tylko ekstatyczny nasz taniec, drobin wielkiej całości. Śmierć jest ogromna i niezrozumiała. Między abstrakcją i zdziecinnieniem – bo tego miejsca szuka Miłosz – można wprawdzie powtarzać i porządkować akty sięgania po kryjomu, na oślep w zaczajony na nas mrok3, popełniane przez Mickiewicza, Swedenborga czy Böhmego, ale są to odpowiedzi wciąż niedające żadnego pancerza przeciwko temu, co nas czeka. Tym pancerzem, słabym i wątpliwym, jest natomiast nadzieja, do której zdolni są (jedynie?) ludzie; nadzieja leżąca zresztą u źródła wszelkiego działania, racja i zasada kultury. Dziwnie spokrewniona z wdzięcznością, że jednak zaistnieliśmy, pomimo całego okrucieństwa tego świata. Symbolizowana w katolicyzmie przez Piękną Panią – nie przez Bóstwo wyniesione na złoto ołtarzy, ale przez zjawę z Fatimy i Lourdes, powracającą w indywidualnych objawieniach postać Orędowniczki, Pocieszycielki Strapionych, wokół której gromadzą się tłumy.

Zakończenie „Traktatu” przywodzi mi na myśl – choć porównuję tu nierównie słabszy poetycko tekst – „Hymny” Kasprowicza, które po fali buntu (zresztą jednoznacznie satanistycznego) przeobrażają się w pieśń „Salve Regina”, śpiewaną z ludem. Z tym samym ludem, który poecie ochrzczonemu w wiejskim kościele katolickiej parafii sprawiał trudności. Z tym samym, którego kilkadziesiąt linijek wyżej odsunąłem od naszej rozmowy o tobie i o mnie. Z tym samym, przeciw któremu buntuje się pycha człowieka myślącego. Człowiek myślący wraca między ludzi. Nie dlatego, że mają rację. Dlatego, że spaja nas wspólny los, byt ku śmierci.

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Takiego traktatu młody człowiek nie napisze. Skryba nie ma już osiemnastu lat; zresztą, osiemnastoletniemu łatwiej było śpiewać maryjne pieśni w parafialnym kościele na warszawskiej Woli. Dziś bym chyba nie umiał. Rozumiem jednak, że w tym hymnie na cześć Najświętszej Panienki, którym kończy Miłosz swoje dzieło, jest ostateczna konsekwencja frazy Credo quia absurdum. Być może jedynego zdania, które warto będzie powtarzać stygnącymi wargami.

_________________________________________
Jerzy Sosnowski – ur. 1962. Historyk literatury, nauczyciel akademicki, pisarz, krytyk literacki, publicysta, dziennikarz telewizyjny i radiowy. Autor książek: „Śmierć czarownicy. Szkice o literaturze i wątpieniu”, „Chwilowe zawieszenie broni” (z Jarosławem Klejnockim), „Apokryf Agłai”, „Wielościan”. Laureat Nagrody im. Kościelskich. Mieszka w Warszawie.

1 Cytuję z artykułu Sharon Begley, „Religia a mózg”, „Newsweek Polska” 2001 nr 13.
2 Jan Kochanowski, „Tren I”.
3 Z wiersza Stanisława Barańczaka „Żeby w kwestii tej nocy była pełna jasność”.

Podziel się

Wiadomość

Możliwość komentowania jest wyłączona.