Jesień 2020, nr 3

Zamów

Jaki „stan”, taki „mąż”

Jaki „stan”, taki „mąż”

Rewelacje na temat walnego udziału polskich polityków i gangsterów w ataku na Nowy Jork przyćmiły istotne znaczenie tego, co wydarzyło się w Sejmie 29 listopada, przy okazji odwoływania Andrzeja Leppera z funkcji wicemarszałka. W przemówieniu Leppera znalazły się rzeczy ciekawsze i ważniejsze niż pomówienia o korupcję, których dalszym ciągiem są coraz bardziej fantastyczne opowieści. W swoim przemówieniu przewodniczący „Samoobrony” wystąpił jako pretendent do wciąż wakującej pozycji męża stanu. Określenie „mąż stanu” to dosłowne tłumaczenie francuskiego l’homme d’état, gdzie état znaczy zarówno „stan”, jak i „państwo”. Jaki więc „stan” (państwo), takiego możemy oczekiwać „męża”.

Sejmowe przemówienie Leppera niedwuznacznie wskazuje, że marzy mu się taka właśnie rola. Skądinąd było to wystąpienie w swoim rodzaju znakomite. Przewodniczący „Samoobrony”, zwracając się do obecnych na sali polityków, mówił w istocie do zwykłych ludzi. W ich imieniu demonstrował politykom swą wyższość i wzgardę. Zaprezentował spójną wizję Polski, pełnej ludzkiego nieszczęścia, które nic nie obchodzi parlamentarzystów pachną- cych perfumami Diora i Chanel. Odwołał się do popularnych stereotypów – o gierkowskim eldorado, o świadomym zniszczeniu gospodarki przez Balcerowicza i spółkę, o zmowie samozwańczych elit, które pogardzają prostymi ludźmi i wyzywają ich od chamów. Wizję tę okrasił liczbami – nie wiadomo skąd wziętymi, ale sugestywnymi. Na tym tle błyszczy tylko jedna postać, przerastająca inne wielkością, zatroskana losem zwykłych ludzi – postać samego Leppera oczywiście.

Można powiedzieć: wizja przewodniczącego „Samoobrony” jest jednostronna, a w wielu punktach po prostu nieprawdziwa. Owszem, tyle że znakomicie współbrzmi ona z nastrojami dużych grup ludzi. Dość powiedzieć, że – jak wynika z sondażu zamówionego przez „Rzeczpospolitą” – jako przyczyny nierównowagi budżetowej dwie trzecie ankietowanych wymienia nieudolność polityków i korupcję, a tylko mniej niż jedna czwarta – trudną sytuację gospodarczą. Łatwiej uwierzyć w czyjąś winę niż w jakieś abstrakcyjne „procesy”. Lepper mówi wprost: pieniędzy nie ma, bo politycy je rozkradli.

Prawdą jest też, że Lepper w swoim przemówieniu nie przedstawił literalnie żadnego rozwiązania, że – jak trafnie zauważył Rafał Ziemkiewicz – jedynym zaproponowanym przez niego sposobem walki z sitwami jest stworzenie własnej. Adresaci przemówienia i całej w ogóle działalności przewodniczącego „Samoobrony” nie są jednak analitykami i nie będą się wczytywać w słowa swego trybuna. Liczy się pierwsze wrażenie i o nie właśnie zadbał Andrzej Lepper.

„Samoobrona” odwołuje się do ludzi sfrustrowanych i niezadowolonych. Nie brakuje ich wśród osób o różnym statusie majątkowym. Z różnych badań wynika, że niezadowolenie i frustracja są u nas powszechne. Potencjalny elektorat Leppera jest więc spory. Nie są to bynajmniej przede wszystkim bezrobotni. Wśród działaczy i sympatyków partii Leppera są np. drobni przedsiębiorcy, którzy nie są w stanie – z różnych względów, często niezawinionych – rozwinąć działalności na szerszą skalę. Uderzywszy głową w mur bezdusznej biurokracji i korupcji – łatwo uwierzą, że w Polsce źle jest dlatego, że politycy kradną. Zrzucanie winy na „mechanizmy” ludzie tacy przyjmą wzruszeniem ramion – dla nich ten „mechanizm” ma twarz urzędnika domagającego się łapówki. Skala korupcyjnych układów jest u nas tak wielka, że bardzo łatwo uznać je za główną i jedyną przyczynę wszelkiego zła. Nawiasem mówiąc, nieszczęściem byłoby, gdyby ubocznym skutkiem nieudokumentowanych oskarżeń stało się ośmieszenie hasła walki z korupcją – na to tylko czekają cyniczni łapówkarze.

Nie oznacza to bynajmniej, że Lepper odwołuje się do ludzi wyczulonych na nieuczciwość w życiu publicznym. Zwraca się do tych, którzy z jednej strony narzekają na korupcję i złodziejstwo, z drugiej – sami nie są zbyt skrupulatni moralnie, zwłaszcza gdy chodzi o własny interes. Dlatego nie przeszkadzają im liczne postępowania karne toczące się przeciwko posłom „Samoobrony” ani też ujawnione przez prasę niejasności wokół finansów tej partii. Charakterystyczne jest to, że wśród posłów „Samoobrony” mamy – jak ktoś zauważył – najwięcej milionerów i najwięcej osób ściganych przez prawo. Można z tego wyciągnąć dwa wnioski: że trudno jest u nas dojść do dużych pieniędzy, nie wchodząc w konflikt z prawem, i że partia ta odwołuje się właśnie do tych – a jest ich niemało – którym nie jest obca „moralność Kalego”. Oba te wnioski bynajmniej się zresztą nie wykluczają.

Oburzeniu polityków na Leppera towarzyszy ogromna doza hipokryzji, która jest jego wielkim sprzymierzeńcem w oczach potencjalnego elektoratu. Politycy oburzają się święcie, gdy z ust byłego wicemarszałka padają obelgi, ale – tylko gdy padają one pod adresem „swoich”. Obrzucanie kalumniami przeciwników witają rozmaite „no tak, to źle, ale.” albo po prostu milczenie. Obie reakcje skrywają satysfakcję, że innym się dostało. Politycy (i wymiar sprawiedliwości.) dla świętego spokoju tolerowali wcześniejsze wybryki „Samoobrony” – blokady, pobicia. Co więcej, jak opisywała „Gazeta Polska”, politycy SLD świadomie kreowali przywódcę „Samoobrony”, aby użyć go przeciw swym przeciwnikom. W świetle tych opowieści zabawnie wyglądają rozmowy marszałka Marka Borowskiego z Lepperem w celu jego okiełznania. Obaj już się wcześniej spotykali, i to bynajmniej nie po to, by przewodniczącego „Samoobrony” uspokoić. Zresztą wyrazy świętego oburzenia na agresję ze strony Leppera brzmią osobliwie w ustach przywódców obozu politycznego, którego jednym z głównych mentorów jest Jerzy Urban, a Piotr Gadzinowski – wpływowym posłem i cenionym publicystą.

Klasa polityczna dostarcza jeszcze ważniejszego argumentu wzmacniają- cego pozycję przywódcy „Samoobrony”. Otóż wyobcowanie znacznej części tej klasy jest po prostu faktem. Obserwując działania wielu jej przedstawicieli, widzimy zamknięty układ, dzielący między siebie rozmaite profity, zupełnie niezainteresowany czymkolwiek poza własnym interesem. Szczególnie wyrazistych przykładów może dostarczyć np. warszawski samorząd, gdzie karuzela zmian kadrowych, rozłamów i koalicji kryje świetnie współpracujący ze sobą i rozumiejący się układ. Każdy taki przykład to kolejne głosy dla Leppera. Gdy tak uwikłani politycy rytualnie wyklinają Leppera jako zagrożenie dla demokracji, brzmi to szczególnie groteskowo.

Zagrożenie to jest – jak sądzę – faktem, choć z drugiej strony nie można ulegać histerii. Lepper niewątpliwie dąży do władzy. Jednocześnie nie bardzo wiadomo, czy on sam wie, po co i jak miałby ją sprawować. Nie wykazał on dotychczas żadnego wysiłku wyjścia poza populistyczne ogólniki, przynoszące mu popularność, ale nie stanowiące żadnej spójnej wizji.

Jest jednak jeden temat, na który przewodniczący „Samoobrony” wypowiada się zadziwiająco i niebezpiecznie spójnie. Wszystkie jego wypowiedzi o Rosji mieszczą się w schemacie słabej Polski, której nie powinno się marzyć cokolwiek, co nie podobałoby się potężnemu sąsiadowi. O takim przywódcy Polski Kreml może tylko marzyć. Ta szczególna wizja stosunków polsko-rosyjskich daje do myślenia. Jedno wydaje się niewątpliwe: służby specjalne Rosji wykazałyby się – ze swego punktu widzenia – ogromną nieroztropnością, gdyby przegapiły taką okazję i nie wykazały zainteresowania tak antyzachodnią i prorosyjską siłą.

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Nie istnieje – jak sądzę – prosty i skuteczny „sposób na Leppera”. Wykorzystuje on rzeczywiste słabości – zawinione i nie: zacofanie polskiej gospodarki, słabość klasy politycznej, ogólnie nie najwyższe standardy moralne. W tych warunkach dla demagogów pozostaje wiele miejsca, które usiłuje zagospodarować właśnie Lepper. To miejsce skurczyć się może drastycznie, gdy pojawi się dostrzegalny dla wszystkich wysiłek zmniejszenia konkretnych dokuczliwości życia. Gdy powszechnym bolączkom społecznym zostanie wydana wojna naprawdę, a nie tylko w przedwyborczych przemówieniach.

Sądzę, że klucz leży właśnie w działaniach polityków. Gospodarka poddana jest tak wielu czynnikom niezależnym od czyjegokolwiek wpływu, że pole manewru pozostaje tu nader ograniczone. Nawet w najbogatszych państwach wyniki wyborów są zależne od cykli koniunktury gospodarczej. Państwo można natomiast przynajmniej zacząć naprawiać. Nie chodzi o cuda i stworzenie raju na ziemi – wbrew pozorom, ludzie są cierpliwi. Można podjąć działania, których skutki staną się widoczne dla zwykłych ludzi. Gdyby np. radykalnie zmienił się sposób traktowania przez policję drobnych, ale dokuczliwych przestępstw. Gdyby zaczęto rozbijać korupcyjne układy, a nieuczciwi urzędnicy zaczęli się bać. Gdyby.

Swoje aspiracje Andrzej Lepper (lub ktokolwiek jemu podobny, gdyby kariera przywódcy „Samoobrony” się załamała) może zrealizować tylko w słabym państwie – takim jak obecnie nasze. Bez próby jego naprawy nie pomogą żadne rytualne zaklinania kolejnych demagogów.

Podziel się

Wiadomość

Możliwość komentowania jest wyłączona.