Lato 2021, nr 2

Zamów

E-duszp@sterstwo – wątpliwości duszpasterza

Artykuł Marka Robaka „E-duszp@sterstwo?” jest ciekawym tekstem, bo zbiera i porządkuje to, co można znaleźć w polskiej sieci pod hasłem „Kościół katolicki”. Autor nie ustrzegł się jednak pewnej istotnej dla rozumienia tematu niekonsekwencji.

Robak najpierw przytomnie stwierdza: Nie wiem, czy można mówić o „elektronicznym duszpasterstwie”, przez co daje do zrozumienia, że istnieją wątpliwości co do istnienia takiegoż. Później jednak niemalże wszystko, co pod znakiem wiary dzieje się w sieci, nazywa duszpasterstwem, zapominając o pierwszym zdaniu swojego tekstu. Wprawdzie tu i ówdzie próbuje wskazywać trudności i niebezpieczeństwa, jakie stwarza elektroniczne komunikowanie w ogóle, a w dziedzinie przekazu religijnego szczególnie, to jednak w całości tekst jest optymistycznym hymnem ku temu, co Kościół, księża i różne grupy duszpasterskie mogą osiągnąć za pomocą internetu. Wydaje mi się, że bliższa prawdy jest pierwotna wątpliwość i że w niej właśnie ukryta jest duszpasterska intuicja.

Co jest duszpasterstwem?

Trzeba więc przede wszystkim wskazać, że katolickie strony internetowe – tak jak katolickie gazety, programy radiowe i telewizyjne – są dzisiaj istotnymi formami przekazu religijnego, ale nie można ich jednoznacznie nazwać duszpasterstwem. To jest jakaś forma komunikowania się ze społeczeństwem, z wiernymi i niewiernymi (zwłaszcza o tych ostatnich trzeba myśleć w przekazie elektronicznym, bo daje on szczególną szansę w kontaktowaniu się z tymi, którzy nie mają daru wiary, którzy błądzą i szukają). Jest to przenoszenie w lud pewnych treści, ale przecież ani redaktor czasopisma, ani didżej katolickiej radiostacji nie stają się przez te zajęcia duszpasterzami, nawet jeżeli są ludźmi w koloratkach. Mogą uczynić bardzo wiele, ale nie tyle co (czytaj: nie jak) duszpasterstwo.

Duszpasterstwo jest, po pierwsze, długofalowe i nie da się go porównać do wielokrotnego wchodzenia na daną stronę, choćby aktualizowaną możliwie najczęściej. Ta duszpasterska długofalowość może polegać na wracaniu ciągle do tego samego, na swoistej ascezie przekazu, nazwijmy ją nudą, na którą portal internetowy nie może sobie pozwolić. Po drugie, duszpasterstwo jest szczególnym wielostronnym oddziaływaniem – skupiającym doświadczenie wiary, jakąś wiedzę, emocje i wolę ludzką – którego nie zastąpią nawet najmądrzejsze lektury i godziny nad nimi spędzone. Elektroniczny przekaz nie spełnia ani jednego z tych dwóch warunków.

Usługi i posługa

Weźmy za przykład sakrament pojednania. Wszystkie wspomniane środki przekazu nie mogą dać tego, co jest w nim tak ważne od strony duszpasterskiej. W kontakcie poprzez media nie czuć duszy drugiego człowieka na ramieniu. Taki medialny kontakt – choćby najbardziej intymny i bliski (jak w przypadku radia) lub najbardziej słowny i elegancki (jak w przypadku gazety) bądź najbardziej skumulowany (jak w telewizji) – nie jest interpersonalny, nie jest spotkaniem osoby z osobą (chciałoby się dodać: w klasycznym ujęciu, ale czy może być jakieś inne ujęcie spotkania prowadzącego do zbawienia?).

Zauważmy, że zawsze gdy mowa jest o jakichkolwiek duszpasterskich usługach świadczonych przez internet, o tym, co już się robi tą drogą i co będzie można robić w przyszłości, czynione są zastrzeżenia, iż nie jest i nie będzie możliwa spowiedź w sieci – tak jak nie jest możliwa żadna inna spowiedź, jak tylko w obecności spowiednika i spowiadającego w jednym miejscu. Internet nie tworzy więzi takich, jakie stwarza codzienne duszpasterstwo. Więzi zaś w tym przypadku to istota problemu. Internet może świadczyć usługi, ale nie – użyjmy słowa z księżowskiego slangu – posługę duszpasterską.

Trzeba być duszpasterzem, żeby wiedzieć, co znaczy spojrzenie w oczy, oddech i cisza pomiędzy frazami podczas spotkania księdza z kimś, kto potrzebuje choćby krótkiej rozmowy. Duszpasterz wie, jakie znaczenie ma czas poświęcony człowiekowi, nawet gdyby zagubiona dusza jeszcze się nie odnalazła, nawet gdyby nie osiągnięto „duszpasterskiego sukcesu”. Duszpasterz zdaje sobie sprawę z tego, na co może, a na co nie może sobie pozwolić. Czuje, że nie może być rozpasany w formach, choć nie oznacza to niebezpieczeństwa formalnego skrępowania i zamknięcia. Internet natomiast zmierza dziś – jak mi się wydaje – w takim kierunku, że „śmietnik”, jaki można było spotkać kilka lat temu, jest dzisiaj tym samym „śmietnikiem”, tylko ciekawiej pokazanym w warstwie formalnej, bardziej dynamicznie, aktywnie i barwnie. W duszpasterstwie natomiast forma jest sprawą drugorzędną i uzależnioną zawsze od specyficznych warunków, jakie pojawiają się w konkretnej grupie, pomiędzy konkretnymi ludźmi.

Komputer jako pomoc duszpasterska

Nie znaczy to wcale, że takie formy działania jak rekolekcje przez internet, skrzynki intencji, czy SMS-y wysyłane do posiadaczy telefonów komórkowych są niepotrzebne i złe. Są one wielce interesujące, tyle że nie są duszpasterstwem – nie tylko klasycznym, ale w ogóle żadnym. Działania te są środkami wspomagającymi to, co dzieje się w duszpasterstwie. Chwała im za to, bo ten, kto nie jest przeciwko, jest z nami. Dlatego należy rozwijać te pomysły, które zmierzają do tworzenia baz danych, systematycznie rozwijanych i powiększanych, oraz wspierać tych, którzy proponują nowe inicjatywy ułatwiające chrześcijaninowi poruszanie się po zagadnieniach teologicznych, moralnych, kościelnych itp. Tym bardziej że liczba odchodzących od klasycznej lektury (szczególnie wśród młodego pokolenia) rośnie i nic nie wskazuje, by miało się to zmienić.

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Gdybyśmy uznali, że internetowe formy komunikowania się przy użyciu języka wiary to duszpasterstwo, przypominałoby ono „randkę w ciemno”, naznaczoną ryzykiem przypadkowości. Duszpasterz nie może sobie na takie ryzyko pozwolić, zna natomiast inne jego przykłady i bierze je pod uwagę, gdy planuje konkretne pasterskie działania.

Duszpasterz, który serio traktuje swoją służbę, bardzo dużo nie wie, w przeciwieństwie do portali, katalogów i stron www, które wiedzą bardzo wiele. Ma wątpliwości, podczas gdy strony internetowe (także katolickie) są od nich wolne. Te braki i słabości duszpasterza pozwalają dostrzec w nim to, co ludzkie i co pociąga innych do pójścia za głosem i czynem tego człowieka. Jeśli natomiast duszpasterz korzysta z internetu (w znaczeniu biernym lub czynnym), ma szansę stać się lepszym duszpasterzem. Nie ma w tym sprzeczności. Nie ma go w ogóle, gdy próbuje się połączyć chrześcijaństwo z komputerem, tylko czy wolno mówić o „elektronicznym duszpasterstwie”? Mam co do tego poważne wątpliwości.

___________________________
ks. Tomasz Słomiński – ur. 1968. Kapłan archidiecezji poznańskiej. Ukończył Studium Komunikowania Społecznego i Dziennikarstwa KUL. Publikuje w „Tygodniku Powszechnym”, „Przewodniku Katolickim”, „Więzi”, „Rzeczpospolitej”, „Gazecie Wyborczej”. Jest współautorem książki „Nadzieja serdeczna. Wielkopostne refleksje na każdy dzień”. Mieszka w Poznaniu.

Podziel się

Wiadomość

Możliwość komentowania jest wyłączona.