Jesień 2020, nr 3

Zamów

Internet a duszpasterstwo: filozofia umiaru

Jeszcze dwa-trzy lata temu zagadnienie „komputery – Kościół – internet” szokowało: wspólnota z dwutysiącletnią tradycją sięga po najnowocześniejsze metody komunikowania! Dziś stosowanie informatyki w codziennych pracach parafii, diecezji, Stolicy Apostolskiej, biskupów, duchownych czy świeckich pracujących w strukturach kościelnych nie wywołuje sensacji – komputery i internet stały się zwykłymi narzędziami pracy1.

Autorzy piszący na tematy związane z duszpasterstwem, Kościołem oraz siecią2 są mniej więcej zgodni co do kilku kwestii w odniesieniu do internetu:

– jest on rewolucją na miarę Gutenberga,

– Kościół powinien go wykorzystywać w dialogu ze współczesnym człowiekiem,

– ma on znaczny wpływ na styl życia, zwłaszcza młodego pokolenia,

– spotkanie i prowadzenie dialogu w sieci to nie to samo, co osobisty kontakt z człowiekiem,

– istnieją pewne zagrożenia ze strony internetu, których lekceważyć nie wolno,

– ma on bardzo wiele cech atrakcyjnych (np. interaktywność i multimedialność),

– coraz większy zalew nowych stron www powoduje szum informacyjny.

Z uczestnikami debaty nad „e-duszp@sterstwem” pragnę podzielić się zarówno teoretycznymi rozważaniami, jak i praktycznymi wskazówkami. Jedne i drugie pisane są w duchu swego rodzaju filozofii umiaru w podejściu do problemu „internet a duszpasterstwo”.

W literaturze przedmiotu ciągle pojawia się pytanie o miejsce i rolę internetu w społeczności wierzących i poszukujących. Daruję tu sobie nawiązanie do „ciemnej strony sieci” – pornografii, przemocy i nienawiści rasowej czy religijnej, bo nie widzę potrzeby powtarzania oczywistych sądów. Moją uwagę przykuwają natomiast próby ustalenia właściwej i pozytywnej roli internetu w życiu Kościoła, na gruncie odniesień międzyludzkich, bez obaw i potrzeby przypisywania internetowi roli wszechmocnego, inteligentnego zastępcy człowieka i wspólnoty ludzkiej. W analizowaniu dodatnich aspektów sieci posłużę się pewnymi, przydatnymi moim zdaniem, analogiami do badań nad sztuczną inteligencją i do modeli rozwoju nauk przyrodniczych.

Ograniczenia sztucznej inteligencji i modele rozwoju nauk przyrodniczych

Lata pięćdziesiąte i sześćdziesiąte XX wieku były świadkiem oszałamiających wręcz sukcesów w badaniach nad sztuczną inteligencją (SI), nurtem zapoczątkowanym słynnym pytaniem Alana Turinga „Czy maszyny mogą myśleć?”. Komputerowe rozpoznawanie obrazów, rozgrywanie gier, tłumaczenie tekstów z jednego języka na inny czy rozwiązywanie problemów logicznych i matematycznych święciło wówczas triumfy. Wynikiem i kontynuacją tamtych badań – z czego niejednokrotnie nie zdajemy sobie sprawy – są dzisiejsze programy sterujące pociskami rakietowymi bądź rozpoznające pismo, gry komputerowe, słowniki (np. Collinsa) czy programy wspomagające procesy decyzyjne bądź dokonujące obliczeń matematycznych i statystycznych.

Postępy w pracach skłaniały wielu uczonych w latach siedemdziesiątych ubiegłego stulecia do wydawania bardzo optymistycznych sądów – za pięć, siedem, a góra za piętnaście lat komputery będą inteligentniejsze od człowieka, a większość dziedzin zostanie zredukowanych do badań nad sztuczną inteligencją. Upływ czasu okazał się nieubłaganym testem dla zbytnich optymistów – żyjemy w 2001 roku i wiemy, że nie sprawdziły się nadzieje z lat siedemdziesiątych na maszynowe zduplikowanie bądź prześcignięcie możliwości ludzkiego umysłu.

Nie tylko czas okazał się bezkompromisowym egzaminatorem. W 1972 roku filozof Hubert Dreyfus opublikował książkę pod znamiennym tytułem „What Computers Can’t Do?” (Czego nie potrafią komputery?). Jego filozoficzne analizy wykazywały coraz większą ograniczoność sztucznej inteligencji wobec rosnącego stopnia złożoności zagadnienia; w wypadku tzw. zadań otwartych, związanych z tworzeniem koncepcji, SI była w ogóle bezradna. Popularną, współczesną nam ilustracją poglądów Dreyfusa są rezultaty przekładania jednego języka naturalnego na inny za pomocą programów komputerowych. W przypadku podstawowych zwrotów otrzymujemy poprawne rezultaty, ale gdy mamy do czynienia ze zdaniami, w których istotny jest kontekst wypowiedzi, uzyskujemy efekty typu: „Kali nie umieć poznać klucz do Zamek Królewski”.

Kolejnym wezwaniem do umiarkowania w ferowaniu uproszczonych opinii był, uznany dzisiaj za klasyczny, eksperyment myślowy autorstwa Johna Searle’a, rozpowszechniony w literaturze pod nieco zaskakującą nazwą „Chiński Pokój”. Nie wdając się w szczegóły3, wystarczy powiedzieć, że pomysłodawca eksperymentu wykazał, iż komputery wyposażone w odpowiedni program symulują jedynie działanie człowieka, a nie odtwarzają rzeczywistej rzeczy, która jest rozpatrywana. Nie można stawiać znaku równości między działaniem komputera a ludzkim umysłem. Upraszczając – różnica między nimi jest mniej więcej taka, jak między komputerowym symulowaniem trawienia pizzy i zjedzeniem jej w rzeczywistości.

Ze względu na internet przywoływane bywa dziś często porównanie sieci komputerów do układu neuronów w ludzkim mózgu i próbuje się przedstawiać sieć internetową jako twór obdarzony inteligencją. Zapomina się w tym momencie o rozprawieniu się przez Searle’a z podobną błędną analogią w zmodyfikowanej wersji jego argumentu4. Nie tędy droga – zarówno na pojedynczych komputerach, jak i w całych sieciach możemy jedynie symulować, a nie zduplikować działanie ludzkiego rozumu. Zastosowanie tomografii komputerowej (PET) i rezonansu magnetycznego (MRI) ukazało niezwykły stopień skomplikowania działania ludzkiego mózgu. Wielu zachodzących w nim procesów nadal nie rozumiemy. Bogactwa umysłu człowieka nie da się zredukować do maszyny wykonującej określony program.

Dwudziesty wiek przyniósł także szereg filozoficznych modeli rozwoju nauk przyrodniczych. Pozytywiści z Koła Wiedeńskiego, Karl Popper, Thomas Kuhn, Imre Lakatos oraz wielu innych uczonych i filozofów pracowicie próbowało narzucić nauce prawidła, wedle których miała się ona rozwijać. Niezwykła wprost dynamika rozwoju fizyki, matematyki czy biologii obracała kolejno w proch główne założenia indukcjonistycznej teorii nauki, falsyfikacjonizmu, teorii rewolucji naukowych i metodologii naukowych programów badawczych. Wyniesiona ze szkoły wiedza z zakresu fizyki Newtona, geometrii euklidesowej czy ewolucji według Darwina jest jedynie progiem do komnaty współczesnej wiedzy.

Dziś za model najbardziej odpowiadający prężnie rozwijającym się dziedzinom ludzkiego poznania przyjmuje się m.in. teorię nieliniowej ewolucji nauki autorstwa Michała Hellera; oparta jest ona na termodynamice nieliniowej, badającej powstawanie skomplikowanych struktur w stanach odległych od równowagi. Matematycznym narzędziem modelowania tego rodzaju procesów jest teoria układów dynamicznych. Termodynamika zajmuje się powstawaniem i ewolucją złożonych struktur, a nauka jest niewątpliwie taką strukturą. W modelu Hellera tylko w stosunkowo krótkim czasie t1 można przewidzieć, jak nauka będzie się rozwijać. Kolejne fazy rozwoju nauki są nieprzewidywalne – ze względu na stopień komplikowania się wiedzy i różnego typu okoliczności zewnętrzne. Gdyby jednak ktoś w czasie t4 dokonał analizy ewoluowania nauki do czasu t1, zauważyłby wewnętrzną, nieliniową logikę rozwoju nauki. Hellerowa teoria ewolucji nauki jest dynamiczna – nie tylko opisuje kolejne fazy procesu ewolucyjnego, lecz pokazuje jego mechanizmy napędowe. Nauk przyrodniczych nie da się włożyć w sztuczne ramy modeli i bezwzględnie wyznaczyć im kierunków rozwoju.

Już wkrótce: konwergencja

Czego uczą nas niespełnione, bo zbyt optymistyczne nadzieje pokładane w badaniach nad sztuczną inteligencją oraz odrzucenie sztywnych modeli rozwoju nauk przyrodniczych? Sądzę, że wskazują nam właśnie filozofię umiaru – czyli w tym przypadku: przypisywanie internetowi właściwego mu miejsca (jako jedynie narzędzia) w duszpasterstwie i w innych pracach Kościoła. Ma on być narzędziem, które wspomaga, lecz nie wyręcza i nie zastępuje człowieka w kontaktach z drugim, także na płaszczyźnie ducha.

Pewnemu kręgowi naukowców wydawało się, że w niedalekiej przyszłości będą mogli zawrzeć w skomplikowanym programie komputerowym wszelkie możliwości ludzkiego mózgu. I nic z tego nie wyszło, bo wyjść nie mogło. Dziś przedstawiciele grupy G-7 mówią o uniwersalnym środku na wszelkie problemy w danej części świata – jeśli zakróluje tam internet, to dostęp do informacji uleczy wszelkie bolączki i rozwiązywać będzie kolejno wszelkie troski. Współczesna i jakże nowoczesna magiczna różdżka? Gdyby ktoś tak myślał, niechybnie spotkałby go sromotny zawód. Człowieka nie można uszczęśliwić jedynie poprzez informację i bazy danych, a otaczającej go rzeczywistości nie da się opisać wyczerpująco dzięki określonej ilości parametrów. Tzw. rzeczywistość wirtualna ma się tak do świata realnego jak sztuczna róża do rosnącej w ogrodzie – co wcale nie oznacza, że virtual reality nie jest interesująca. Kontakty z drugim człowiekiem jedynie poprzez internet – a w gorszym jeszcze przypadku zastąpienie bliźniego komputerem podłączonym do sieci, choćby generował odpowiedzi na zawiłe pytania i reagował na osobiste wynurzenia – nie miałyby nic z ewangelicznej kultury i Chrystusowego pochylenia się nad innymi.

Sporo napisano już analiz na temat „komputery – Kościół – internet”. To bardzo dobrze, bo analizy są potrzebne. Za nimi muszą jednak iść dużymi krokami konkretne zastosowania, rzeczywistość techniczna wokół nas zmienia się bowiem i rozwija w tempie nie tyle liniowym, co wykładniczym. Jeśli nie nadążymy, może się okazać w krótkim czasie, że człowiek roku 2005 czy 2010 nie będzie mógł odnaleźć zbyt wielu śladów Dobrej Nowiny wśród kanałów przepływu informacji.

Wiele osób – pamiętając dobrze możliwości komputera typu IBM czy internetu w roku 1990 i porównując tę sytuację ze współczesną – zadaje sobie pytanie, jakie zmiany i możliwości pojawią się w następnych 10 latach? Raymond Kurzweil, wynalazca i futurolog, na podstawie prawa Moore’a i analizy historii technologii mówi o postępie techniki w XXI w. równoważnym dwudziestu tysiącom lat (!!!) współczesnego nam tempa rozwoju. Punktem zwrotnym w mocy obliczeniowej, po powszechnych obecnie układach scalonych, będzie przeniesienie obliczeń na poziom atomowy, a następnie subatomowy. Najszybszy postęp dokonywać się będzie w dziedzinie serwerów internetowych i miniaturyzacji urządzeń, które z łatwością zmieszczą się w kieszeni, a komunikować się z nimi będziemy nie za pomocą klawiatury, lecz głosem.

Komputery osobiste w ciągu najbliższych dziesięciu lat odejdą w zapomnienie. Królować będzie internet bezprzewodowy o dużej przepustowości i nastąpi konwergencja – transmisja danych, obrazu i dźwięku odbywać się będzie za pośrednictwem jednego łącza ze wspólnego źródła do jednego urządzenia stanowiącego połączenie telewizora, radia, telefonu, komputera, faksu, magnetowidu5. W czasach nam współczesnych komputer już przejął lub przejmuje funkcje wymienionych urządzeń, a w końcu sam zostanie wyparty przez coś kompletnie nowego.

To nie jest licentia poetica i daleka przyszłość; nie są to również mrzonki podobne do wyrażanych przez naukowców zajmujących się w latach siedemdziesiątych XX wieku badaniami nad SI. Jest to model rozwoju technologicznego analogiczny do Hellerowej nieliniowej teorii ewolucji nauki; model posługujący się m.in. językiem matematyki. W pierwszym dziesięcioleciu XXI wieku internet stanie się głównym kanałem transmisji danych. Kto nie będzie się umiał posługiwać tym narzędziem, pozbawiony będzie głównego źródła danych; co nie znajdzie się w internecie – skazane będzie na niebyt.

Tylko narzędzie, ale jakże wspaniałe.

Z tego, co dotychczas napisałem, łatwo odgadnąć moje zawodowe zainteresowania filozofią nauki oraz zagadnieniami sztucznej inteligencji, a także zastosowaniami informatyki, które wykładam już od dziesięciu lat. Jako ksiądz pragnę natomiast, by społeczność Kościoła, której jestem członkiem, wykorzystywała w służbie Ewangelii możliwości, jakie daje nam Bóg poprzez zdobycze techniki. Dobrze się stało, że w Polsce w nowym systemie studiów teologicznych (Ratio studiorum) znalazła się informatyka. Jest co prawda przedmiotem fakultatywnym, ale jednak wprowadzona została po raz pierwszy do toku studiów. Duszpasterz nie może nie umieć się posługiwać narzędziem, które w XXI wieku będzie podstawowym6. Ponieważ moje doświadczenia dotyczą głównie poczty elektronicznej i stron www, poniższe refleksje dotyczyć będą głównie tych dwóch usług internetowych.

Nie przypuszczam, by internet i komputery zrewolucjonizowały w sposób zasadniczy duszpasterstwo i gwałtownie wyparły wiele istniejących już metod bądź zastąpiły człowieka. Kościół zawsze akceptował i twórczo stosował nowości techniczne. Prasa, radio, telewizja, fotografia, faks, magnetowid i telefon stanowiły mniejsze bądź większe kamienie milowe w kulturze ogólnoludzkiej; każdy z tych wynalazków znalazł swoje miejsce i zastosowanie w Kościele, ale bez szczególnego „trzęsienia ziemi”. Nie będę też pewnie daleki od prawdy, gdy zaryzykuję stwierdzenie, że w czasach przeszłych przy pojawianiu się kolejnych nowych urządzeń technicznych także toczyła się dyskusja wśród ludzi Kościoła na temat pozytywnych i negatywnych aspektów danego wynalazku (historyczna analiza takiego tematu mogłaby być ciekawym tematem pracy naukowej).

Daleki też jestem od wtłaczania w akademickie podziały i szufladkowania niezwykle dynamicznie rozwijającej się dziś rzeczywistości. Zastosowania niemożliwe dziś, jutro mogą się stać czymś normalnym i codziennym. Trudno mi też zgodzić się z pojawiającymi się tu i ówdzie stwierdzeniami, że internet zastosowany w ewangelizacji jest szczególną szansą dla świeckich; według mnie jest jednakową szansą tak dla świeckich, jak i dla duchownych, byle byli kompetentni. Najbardziej sensownym rozwiązaniem są dla mnie zespoły złożone z jednych i drugich. Cóż bowiem dla duszpasterstwa wymyśli sam informatyk lub specjalista od języka HTML bez znajomości piśmiennictwa i problemów związanych z teologią? Jakie znaczenie dla komunikacji internetowej ma duchowny, mający spore doświadczenie duszpasterskie i pomysły, skoro nie ma zielonego pojęcia, jak można wykorzystać możliwości sieci i nie umie posługiwać się komputerem? Najlepszym rozwiązaniem jest orientowanie się w obu dziedzinach, lecz takich ludzi jest niewielu. W nauce określa się ich mianem ludzi-pomostów (bridge-people), a najciekawsze odkrycia mają dziś miejsce na styku różnych dziedzin wiedzy. Stawiam więc na śmiałe projekty przygotowywane i realizowane przez zespoły złożone z różnych specjalistów, gotowych na szybkie modyfikowanie przyjętych założeń ze względu na pojawiające się nowe rozwiązania.

Specyfika internetu: wyszukiwanie i kopiowanie

Co wyróżnia internet spośród dostępnych już mass mediów? Niewielu autorów zwraca uwagę na niezwykłą cechę sieci – możliwość efektywnego wyszukiwania określonych danych. Takiej możliwości nie dawały dotychczas żadne inne media! Umiejętne posługiwanie się zaawansowanymi systemami wyszukującymi daje bardzo dobre rezultaty7. Jest tylko jeden ważny warunek – dany tekst, fotografia, nagranie dźwiękowe czy fragment filmu musi się znaleźć w internecie. Ten sposób wyszukiwania danych stał się tak popularny, że zdziwienie internautów budzi niemożność znalezienia czegoś w sieci, np. wypowiedzi Jana Pawła II na dany temat. Jeśli na stronach www czegoś nie ma – dla wielkiej liczby osób to coś nie istnieje w ogóle!

Systemy wyszukujące i elektroniczne wersje dokumentów nabrały wielkiego znaczenia, nie wypierając jednocześnie wersji drukowanych. Dla duszpasterstwa internet jest i będzie olbrzymią skarbnicą materiałów; można ją wykorzystać w liturgii, katechezie i kaznodziejstwie8. Osobną kwestią jest przygotowywanie tych stron – multimedialnych, interaktywnych i atrakcyjnych. Opowiadam się za skoordynowaną pracą w zespołach publikujących najlepiej na znanych witrynach. Każda, nawet najmniejsza społeczność może być odpowiedzialna za redagowanie danego działu na określonej stronie; jakość tych materiałów winna być jak najwyższa. Zalew informacji w internecie jest tak duży, że dziś użytkownicy zwykle odwiedzają regularnie kilka lub co najwyżej kilkanaście stron. Koncentrowanie się wokół znanych witryn nie rozprasza też energii i nie powoduje naturalnego obumarcia strony, gdy np. dany duszpasterz zostanie przeniesiony na inną placówkę – internet uniezależnia od miejsca pracy.

Drugą istotną dla mnie cechą wyróżniającą internet spośród innych mediów jest wielka łatwość kopiowania zbiorów w wersji elektronicznej oraz możliwość rozsyłania danej wiadomości pocztą elektroniczną do wielu odbiorców9. W ten sposób gromadzenie danych jest bardzo łatwe i tanie, a rozsyłanie wiadomości do wielu osób wręcz błyskawiczne. Poczta w wersji elektronicznej święci niezwykłe wprost triumfy i to nie tylko e-mail, także SMS – szczególnie wśród ludzi młodych10.

Dla prac administracyjnych, duszpasterskich i naukowych w Kościele poczta elektroniczna jest wprost nieocenioną usługą. List Episkopatu Polski czy biskupa diecezji, wszelkiego typu dokumenty i informacje w kilka czy w kilkanaście minut trafiają do dowolnej liczby adresatów. Gorzej jest z kierunkiem odwrotnym – nie można sądzić, że szybsze przesłanie listu z miejsca x do miejsca y spowoduje równie szybkie załatwienie sprawy. Trudno mi też wyobrazić sobie kontakty proboszcza czy wikariusza z parafianami poprzez e-mail. A jeśli nawet ktoś obierze taką formę pierwszego kontaktu, winna ona doprowadzić jak najszybciej do spotkania twarzą w twarz.

Obserwując życie codzienne, zadaję sobie pytanie, w jakim stopniu już wykorzystaliśmy w duszpasterstwie i w pracy Kościoła możliwości różnych mediów? Jestem pewien, że jest jeszcze bardzo dużo do zrobienia. Mam też świadomość istnienia w wielu przypadkach bariery finansowej i to nie do pokonania. W tym kontekście śmiem twierdzić, że internet, jako medium niewymagające nadzwyczajnie wielkich środków, jest dla nas szczególną szansą. Tylko robotników mało. Dla wszystkich, którzy chcą współpracować z „Opoką”, mam propozycję – proszę o skontaktowanie się ze mną. Wiele osób ma z pewnością bardzo dobre, unikalne materiały; wielu zechce się zapewne włączyć w prace już trwające na „Opoce”. I sprawa druga – w dziale „Komputery i internet” pod odnośnikiem „Kościół i internet” gromadzić będę pomysły, jak wykorzystać internet w duszpasterstwie. Wystarczy kilka zdań opisu – proszę o listy, tym działem zajmuję się osobiście.

Papież górą!

Pierwszą wydrukowaną książką była Biblia, św. Tomasz zadał sobie trud zastosowania Arystotelesa w teologii, wynalazek Marconiego szybko został dostrzeżony w Kościele i dziś Radio Watykańskie jest jedną z rozgłośni najpowszechniej słyszanych na świecie. Czy nasze pokolenie stać na podobny wysiłek intelektualny w odniesieniu do internetu? Mam nadzieję, że tak.

Z radością zauważam, że w artykułach coraz częściej cytowane i na nowo odkrywane jest papieskie orędzie „Misja Kościoła w erze komputerów” z roku 1990. Jan Paweł II pisał o roztrząsanym przez nas problemie już jedenaście lat temu! Dokument co prawda odnosi się głównie do techniki komputerowej w ogóle – orędzie nie wspomina o internecie, znanym wówczas jedynie wąskiemu kręgowi odbiorców – można jednak odczytywać papieskie posłanie także w kontekście sieci, stanowiącej przecież część informatyki. Tezę tę potwierdzają nadzieje Jana Pawła II wyrażane w odniesieniu do pogłębienia dialogu ze współczesnym światem, szybszego informowania o „credo” Kościoła, czy też co do gromadzenia informacji w ogromnych systemach sztucznej pamięci – wszelkie te oczekiwania Ojca Świętego internet spełnia doskonale. Także apel Papieża Okażmy zaufanie młodzieży wyjątkowo dobrze wtapia się w rozumienie Orędzia w kontekście internetu. Warto sięgnąć po ten dokument11.

Już w 1990 roku Jan Paweł II pisał o włączeniu techniki komputerowej w ewangelizację. Co myśmy z tego zrozumieli, co zrobiliśmy? Wprowadzajcie zaś słowo w czyn, a nie bądźcie tylko słuchaczami oszukującymi samych siebie. Jeżeli bowiem ktoś przysłuchuje się tylko słowu, a nie wypełnia go, podobny jest do człowieka oglądającego w lustrze swe naturalne odbicie. Bo przyjrzał się sobie, odszedł i zaraz zapomniał, jakim był (Jk 1,22-24).

ks. Józef Kloch
jkloch@opoka.org.pl

Postscriptum

Poniższe uwagi, wprost dotyczące artykułu p. Marka Robaka „E-duszp@sterstwo”, podzieliłem na dwie części – w wykazie błędów prostuję „fakty prasowe”, w drugiej zawarłem kilka pytań. Pragnę podkreślić, że razem z Autorem stoję „po tej samej stronie barykady” i cenię sobie jego teksty.

Index errorum

Z tekstu „E-duszp@sterstwo?” z niemałym zdumieniem dowiedziałem się, że „Opoka” jest typowym przykładem inicjatywy. odgórnej (OGI). Pomysł jest jak najbardziej tendencją oddolną, idea projektu powstała bowiem i rozwijała się wśród świeckich i duchownych diecezji gliwickiej; tam też miały miejsce dwa pierwsze ogólnopolskie seminaria „Internet w służbie Kościołowi” (wiosna i jesień 1997 roku). Z powyższego powodu zaliczenie „Opoki” do OGI jest chybione, a co za tym idzie dalsze wyciąganie wielu wniosków z porównania reprezentantów obu nurtów jest błędne w odniesieniu do „Opoki”. Przy okazji – kilkunastu pracowników „Opoki” nie należy utożsamiać z kilkunastoma etatami.

Przed zasadniczą zmianą na początku października ubiegłego roku szata graficzna „Opoki” była poprawiana dwukrotnie, co mogło ujść uwagi Autora. W tym miejscu czytelnikom należy się jednak wyjaśnienie stanowiące jednocześnie obronę p. Robaka – nie mógł on przewidzieć, że publikacja jego artykułu w październikowym numerze „Więzi” zbiegnie się w czasie z kompletnie nowym projektem graficznym i kilkunastoma nowymi działami na witrynie „Opoki”.

Od początku poprzez „Opokę” można było też korzystać z serwisu Radia Watykańskiego, a opracowywanie takiego serwisu należy uznać za pracę redakcyjną. Na tej samej zasadzie redaktorem książki jest ten, kto wybiera materiał i czuwa nad kształtem publikacji od początku do końca, choć sam pisze jedynie wstęp lub posłowie.

Do dyskusji

Trudno mi zająć stanowisko wobec niektórych poglądów i ocen p. Marka Robaka ze względu na nieostre znaczenie szeregu wyrażeń. Jak bowiem należy rozumieć określenie „wszystkie dokumenty Kościoła” – powszechnego czy lokalnego, od zarania dziejów czy tylko z XX wieku, a może jedynie w odniesieniu do Jana Pawła II? Konia z rzędem temu, kto znajdzie w Polsce bibliotekę posiadającą w wersji drukowanej wszystkie dokumenty Kościoła powszechnego od zarania dziejów. W „Opoce” założyliśmy, że: 1) przede wszystkim opracowujemy dokumenty z okresu kierowania łodzią Piotrową przez Jana Pawła II; 2) każdy dokument znajdzie się na naszych stronach w sposób legalny; 3) będą one pochodziły ze źródeł autoryzowanych. Już w tej wersji jest to praca, która – dla jednej osoby zajmującej się w „Opoce” tym zagadnieniem – musi być rozłożona na lata. Nie trzeba też mówić, że zdobycie elektronicznych wersji dokumentów nie jest łatwe. Przy tej okazji składam serdeczne podziękowanie redakcji „L’Osservatore Romano” i o. dyr. Czesławowi Drążkowi SJ za współpracę i udostępnianie autoryzowanych wersji dokumentów oraz Radiu Watykańskiemu i o. dyr. Andrzejowi Majewskiemu za możliwość korzystania z audycji Sekcji Polskiej.

Co do podziału na OGI i ODI, w ogóle wydaje mi się on sztuczny i nieadekwatny – bo jeśli „Opoka” nie jest OGI, a strony www.episkopat.pl także trudno do nich zaliczyć (powstały z inicjatywy „Opoki” właśnie i są przygotowywane przez nią z materiałów powierzonych przez Biuro Prasowe Konferencji Episkopatu Polski i Sekretariat KEP), to co stanowi OGI? Chyba nie Katolicką Agencję Informacyjną ma Autor na myśli, choć o ile się nie mylę, zasadniczy wkład w powstanie Agencji KAI ma kilku biskupów i tym samym można by KAI uznać za inicjatywę odgórną. Nie przypuszczam też, by pisząc o OGI, Autor myślał o stronach Watykanu. Trudno też obecnie określać stronę „Opoki” jako oficjalny serwis Kościoła katolickiego w Polsce – zwłaszcza z chwilą zaistnienia wspomnianych stron Konferencji Episkopatu Polski (od marca 2000).

ks. J. K.

_____________________
ks. Józef Kloch – ur. 1959. Kapłan diecezji tarnowskiej, dr filozofii. Wykładowca filozofii nauki i zastosowań informatyki na Wydziale Teologicznym w Tarnowie, prezes zarządu fundacji „Opoka”. Od 1986 r. w grupie osób świeckich i duchownych prowadzi analizy dotyczące zastosowań informatyki; owocem prac było m.in. opracowanie „Możliwości zastosowania techniki komputerowej w pracach Kościoła” (1990). Autor szeregu publikacji na temat filozofii sztucznej inteligencji, m.in. książki „Świadomość komputerów?” (Tarnów 1996). Od 1998 roku jest prezesem zarządu powołanej przez Konferencję Episkopatu Polski Fundacji „Opoka” zajmującej się stronami www oraz pocztą elektroniczną Kościoła w Polsce (www.opoka.org.pl).

____________________
1 Ponieważ od 1986 roku zajmuję się od strony praktycznej i teoretycznej zastosowaniami informatyki, a następnie internetu w życiu Kościoła – postanowiłem włączyć się do dyskusji także na łamach „Więzi”. Artykuł nie stanowi jednak polemiki z tekstem Marka Robaka „E-duszp@sterstwo?” („Więź” 2000 nr 10), lecz jest pozytywnym głosem w dyskusji nad rolą internetu w duszpasterstwie i w życiu Kościoła w ogóle. Jedynie w Postscriptum prostuję kilka „faktów prasowych” podanych przez Autora w odniesieniu do „Opoki” oraz zadaję pomysłodawcy debaty kilka pytań.

2 Zagadnieniem zaczyna interesować się coraz więcej osób, raz po raz studenci proszą o bibliografię przedmiotu – obecnie pomagam trzem osobom piszącym na różnych uczelniach prace magisterskie i dyplomowe na tematy związane z zastosowaniami informatyki w pracach Kościoła. Dlatego też zdecydowałem się zamieścić na stronie www.opoka.org.pl ciągle aktualizowaną bibliografię (1990-2001), obejmującą dziś już ponad czterdzieści pozycji (w odnośniku „Internet i komputery”, dział: „Kościół i internet”).

3 Zainteresowanych odsyłam np. do: Józef Kloch, „Świadomość komputerów?”, Tarnów – Kraków 1996.

4 Searle nazwał ów argument „Chińską Salą Gimnastyczną” – jeśli pojedynczy komputer nie myśli, lecz działa na podstawie algorytmów i symboli, to identyczna sytuacja zachodzi w wypadku n komputerów. Zagadnienie niemożności myślenia komputerów podejmuje też od strony złożonych systemów matematycznych Roger Penrose w swoich publikacjach, np. „Nowy umysł cesarza”.

5 Por. P. Forman, R. W. Saint John, „Kierunek: konwergencja”, „Świat Nauki” 2001 nr 1, s. 22-28. Warto przeczytać cały umieszczony na stronach 19-52 raport specjalny zatytułowany „Przyszłość cyfrowej rozrywki”, traktujący – wbrew tytułowi – nie tylko o rozrywce.

6 Edukacja komputerowa studentów teologii jest jednym z warunków wykorzystania internetu na szeroką skalę. W diecezji tarnowskiej, z której pochodzę, zarówno liczba komputerów sprzedanych dla środowiska kościelnego jest najwyższa w Polsce, jak i największa jest liczba użytkowników poczty elektronicznej wśród księży (450 kont na 1000 duchownych pracujących w duszpasterstwie). Wyniki te są rezultatem prowadzonych od dziesięciu lat w WSD ćwiczeń z zastosowań informatyki; dzieło to rozpoczęte zostało przez ówczesnego ordynariusza bp. Józefa Życińskiego, a kontynuowane jest przez obecnego biskupa tarnowskiego Wiktora Skworca, z którego inicjatywy powstał system poczty elektronicznej diecezji tarnowskiej.

7 Polecam wyszukiwarkę Fast w wersji zaawansowanej (Advanced) pod adresem www. alltheweb.com; sprawne posługiwanie się filtrami informacji daje zaskakująco dobre wyniki.

8 Na stronach „Opoki” znaleźć można np. osobny odnośnik zatytułowany „Katechetom i duszpasterzom”. Oprócz materiałów dla tej grupy internautów każdy znajdzie dla siebie pod adresem www.opoka.org.pl mnóstwo innych tekstów, nagrań dźwiękowych i fotografii.

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

9 Ma to naturalnie też skutki ujemne – poczta zaśmiecana jest różnego rodzaju reklamami oraz bezwartościowymi informacjami.

10 Dane opublikowane pod koniec 2000 roku w Szwajcarii mówią o ponad jedenastokrotnym wzroście liczby wysyłanych SMS-ów w ciągu dwóch lat (w czwartym kwartale 1998 roku 16 mln, w trzecim kwartale 2000 roku 181 mln!).

11 Polskie wydanie „L’Osservatore Romano” 1990 nr 1.

Podziel się

Wiadomość

Możliwość komentowania jest wyłączona.