Jesień 2020, nr 3

Zamów

Jak pamiętać historię Kościoła w PRL

Pamięć historyczna jest jednym z podstawowych składników poczucia własnej świadomości jednostek oraz tożsamości narodu. Także Kościół ma świadomość obowiązku pamięci, gdyż w swej najgłębszej, mistycznej istocie zatopiony jest w czasie, a teraźniejszość mieści w sobie napięcie pomiędzy przeszłością i przyszłością1. Sumienie biblijnego Izraelity było budowane na pamięci, a wierzyć oznaczało także pamiętać, co Bóg uczynił dla narodu wybranego.

Jest jednak rzeczą znaną, że przeszłość łatwo ulega mistyfikacji, zastyga w mit, w którym ludzie i poszczególne grupy społeczne lub polityczne szukają krzepiącego obrazu własnych przewag, a czasami usiłują kompensować sobie porażki materialne i moralne2. Dlatego potrzebny jest proces oczyszczania pamięci, wyzwalania od nieprawdy, fałszu i stereotypów. Jak wielokrotnie podkreślał ks. Franciszek Blachnicki, prawda zakorzeniona w Ewangelii ma moc wyzwalającą z wszelkiego ucisku i jest najlepszym sposobem rozwiązywania nawet trudnych spraw w historii.

Pamięć historyczna społeczeństwa III RP kształtuje się w sporze z dziedzictwem PRL. Zobowiązuje to współczesnych do podjęcia refleksji na temat, w jaki sposób został przez Kościół wykorzystany czas próby, jakim było życia w komunizmie. Mówił o tym również Jan Paweł II, gdy 3 czerwca 1997 r., w czasie spotkania z młodzieżą w Poznaniu pod pomnikiem Ofiar Czerwca 1956 r., obszerne fragmenty swego wystąpienia poświęcił przypomnieniu dramatycznych momentów z najnowszej historii Polski: Po zakończeniu wojny przyszedł długi – prawie pięćdziesięcioletni – okres nowego zagrożenia, tym razem nie wojennego, ale pokojowego. [.] Nowi panujący uczynili wszystko, ażeby ujarzmić naród, podporządkować go sobie pod względem politycznym i ideologicznym. Mówiąc o potrzebie wspominania tych wydarzeń podkreślił: Trzeba było to wszystko jeszcze raz przypomnieć wam, młodym, którzy weźmiecie odpowiedzialność za losy Polski w trzecim millennium. Świadomość własnej przeszłości pomaga nam włączyć się w długi szereg pokoleń, by przekazać następnym wspólne dobro – Ojczyznę.

Pamięć o heroizmie

Szczególnym obiektem pamięci w Kościele były zawsze postacie męczenników. Świadkowie Chrystusa – martyres – przez wylanie własnej krwi byli pierwszymi, których wyznawcy Chrystusa otaczali szczególną czcią. Naszym obowiązkiem jest więc także upamiętnienie męczeństwa ludzi, którzy w latach PRL cierpieli za wolność i prawdę.

Takie założenie jest zgodne z przypomnieniem Jana Pawła II z listu apostolskiego „Tertio millenio adveniente”, iż u kresu drugiego tysiąclecia Kościół znowu stał się Kościołem męczenników. Dlatego Papież przestrzegał, aby to świadectwo nie zostało zapomniane. Tak więc zadaniem Stolicy Apostolskiej w perspektywie trzeciego tysiąclecia będzie uzupełnienie martyrologiów Kościoła powszechnego, ze szczególnym uwzględnieniem świętości tych, którzy żyli Chrystusową prawdą także w naszych czasach (TMA 37).

Świadkami wiary czasów PRL na zawsze pozostaną ks. Jerzy Popiełuszko i górnicy zastrzeleni w obronie „Solidarności” w kopalni „Wujek”. W tym przypadku wymiar pamięci ma jeszcze dodatkowe znaczenie – w obu sprawach nie wykryto politycznych inspiratorów tych zbrodni, nie wszyscy winni zasiedli na ławie oskarżonych. Tych, którzy cierpieli za wiarę i Ojczyznę było jednak znacznie więcej. Myślę o zamęczonych w stalinowskich więzieniach lub potajemnie zamordowanych w latach późniejszych, jak ks. Roman Kotlarz, pierwszy obrońca represjonowanych robotników z Radomia w 1976 r., czy o księżach zabitych w latach osiemdziesiątych: ks. Stanisław Palimąka, ks. Antoni Kij, ks. Sylwester Zych, ks. Stanisław Suchowolec, ks. Stefan Niedzielak.

Do duchownych należy dodać wielką liczbę świeckich, którzy broniąc suwerenności kraju, zabiegając o wolność Kościoła i walcząc o sprawiedliwość społeczną, ponieśli śmierć lub doświadczyli wielkiego cierpienia, jak np. ludzie, którzy stanęli w obronie krzyża w Nowej Hucie w kwietniu 1960 roku czy domu katechetycznego w Zielonej Górze w maju tego samego roku. Równie dokuczliwe były sankcje ekonomiczne, które spadały na ludzi angażujących się w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych w budownictwo sakralne, często nielegalne, gdyż władze nie dawały stosownych zezwoleń budowlanych. Trudno w tym miejscu nie wspomnieć także o wydarzeniach związanych z likwidacją Krucjaty Trzeźwości w Katowicach, założonej przez ks. Franciszka Blachnickiego. Zachowanie ks. Franciszka w trakcie procesu było niezwykłym świadectwem hartu ducha i mężnego wyznawania wiary w sytuacji ekstremalnej. Różnego rodzaju prześladowania i szykany stały się także udziałem tych, którzy od początku towarzyszyli ks. Franciszkowi, kiedy przystępował do tworzenia Ruchu Światło-Życie. Nie powinna także ulec zapomnieniu postawa tysięcy ludzi świeckich, którzy nieraz za swe oddanie Kościołowi płacili nie tylko więzieniem, lecz jakże często karierą zawodową, podrzędną pozycją społeczną i materialną, gorszymi szansami życiowymi dla swych dzieci.

Utrwaleniu najbardziej dramatycznych represji będzie służyć „Słownik duchowieństwa diecezjalnego, zakonnego i sióstr zakonnych represjonowanych w Polsce w okresie rządów komunistycznych w latach 1944-1989”, który powstaje w Uniwersytecie Stefana Kardynała Wyszyńskiego w Warszawie. Wstępna, dalece niekompletna lista represjonowanych w latach stalinowskich obejmuje kilkaset nazwisk księży, zakonników i zakonnic aresztowanych, prześladowanych, skazanych oraz tych, którzy zmarli w więzieniach bądź zostali zamordowani w wyniku sfabrykowanych procesów sądowych3. Nie powinniśmy także zapominać o ofierze polskich duchownych, którzy pozostali na b. wschodnich terytoriach Rzeczypospolitej. Większość z tych, którzy przeżyli, trafiła do więzień, przeszła przez zsyłki i łagry. Ich męczeństwo odegrało wielką rolę w odrodzeniu Kościoła na Wschodzie po 1989 r.

Należy przy tym mieć świadomość, że polskie badania na tym obszarze są znacznie spóźnione wobec dokonań np. w Rosji. Tam w bardzo trudnych warunkach, przy ograniczonym dostępie do materiałów źródłowych, opracowano i wydano w roku 2000 monumentalne martyrologium duchowieństwa katolickiego w Rosji „Kniga Pamiati. Martirolog katoliczeskoj Cerkwii w SSSR”, sięgające pierwszych prześladowań po zwycięstwie bolszewików w 1917 r., aż po czasy współczesne. Podobne prace wykonano w Niemczech, dość wspomnieć pracę Gerharda Besiera „Der SED-Staat und die Kirche. Der Weg in die Anpsasung” czy liczne publikacje Urzędu Gaucka. Pracowali nad tym również historycy czescy, by wspomnieć tylko wydawnictwo Uŕadu pro dokumentaci a vyšetřováni zločinů komunismu „Securitas Imperii”, czy pracę Karela Kaplana „Stăt a Cirkev 1948-1953”.

Jednym z zasadniczych powodów polskich opóźnień był brak dostępu dla badaczy do materiałów organów bezpieczeństwa państwowego PRL, które odpowiadały za politykę represji wobec Kościołów i wspólnot wyznaniowych. Z pewnością do tego stanu przyczyniał się także niski stan świadomości historycznej w Kościele w Polsce, gdzie w dziedzinie najnowszej historii Kościoła dominują bądź prace o charakterze przyczynkarskim, bądź teksty hagiograficzne na temat zmarłych biskupów, z reguły niewytrzymujące próby rzetelnej krytyki naukowej. Zupełnie w powijakach znajdują się badania na temat historii Kościoła w PRL. Ten stan rzeczy obiektywnie utrudniał będzie prowadzenie badań biograficznych, gdyż nie są dobrze rozeznane zasoby archiwalne przechowywane w archiwach państwowych, a wiele znajdujących się tam zbiorów jest nieuporządkowanych. Problemem pozostaje także dostępność archiwów kościelnych, gdzie zwłaszcza dostęp do akt osobowych dla świeckich badaczy bywa mocno ograniczany.

W tym kontekście należy wyrazić pogląd, że dla przyszłych prac badawczych dotyczących najnowszej historii Kościoła w Polsce nieocenioną wartość będzie miało funkcjonowanie Instytutu Pamięci Narodowej. Warto wspomnieć, że sam tylko zasób Archiwum Głównej Komisji Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu gromadzi obszerną dokumentację dotyczącą zbrodni hitlerowskich i stalinowskich, m.in. akta osób skazanych przez sądy powszechne i wojskowe w latach 1944/45-1956, akta zakładów karnych i aresztów śledczych oraz kartotekę skazanych w tym czasie. Wszystkie te zbiory, a także dokumentacja przechowywana w Urzędzie Ochrony Państwa, Centralnym Archiwum MSW, którą przejmuje IPN, będą zasadniczym zasobem archiwalnym, umożliwiającym napisanie rzetelnej historii Kościoła w PRL, a przede wszystkim historii jego męczeństwa.

Pamięć o codzienności

Czas Kościoła w PRL nie był jedynie czasem bohaterów, chociaż to ich postawy często miały decydujący wpływ na bieg historycznych wydarzeń. Byłoby niedobrze, gdyby z naszej pamięci o latach Kościoła w PRL zniknął szereg innych postaci i wydarzeń, może nieposiadających takiego ładunku dramatyzmu, jak wydarzenia, o których czytamy na kartach historycznych opracowań, lecz w istotny sposób kształtujących życie parafii, jakiejś wspólnoty czy zgromadzenia zakonnego.

Nasze myślenie o losach Kościoła w PRL siłą rzeczy jest mocno upolitycznione, gdyż upolityczniona była ówczesna rzeczywistość. Byłoby jednak niedobrze, gdyby ten punkt widzenia spowodował, że z naszej pamięci znikną postacie „szarych świętych” naszych czasów: duchownych i świeckich, wybitnych duszpasterzy, wspaniałych kaznodziejów, budowniczych kościołów, organizatorów akcji charytatywnych, inicjatorów różnorodnych ruchów i stowarzyszeń. Pomimo różnych szykan życie Kościoła w PRL toczyło się swoim rytmem, dla którego ważniejszym wydarzeniem była stopniowa recepcja II Soboru Watykańskiego i pielgrzymki Jana Pawła II do Ojczyzny aniżeli wiele burzliwych przełomów politycznych PRL. Dlatego mówiąc o pamięci poświęconej tamtym latom, powinniśmy zrobić wysiłek, aby odpolitycznić, na ile to możliwe, nasze myślenie o Kościele w PRL.

Mówiąc obrazowo, nasza pamięć powinna posługiwać się nie tylko „teleskopem”, za którego pomocą przybliżyć sobie możemy największe „gwiazdy” – bohaterów najnowszej historii Kościoła: kardynałów Augusta Hlonda, Adama Sapiehę, Stefana Wyszyńskiego – lecz również ma obowiązek używania „mikroskopu”, właściwego do rozpoznania struktur „mikrospołecznych”. Niewątpliwie dla Kościoła taką strukturą podstawową jest diecezja oraz parafia. Ileż niezwykłych rzeczy działo się w tych latach w naszych parafiach i diecezjach. Czy zachowujemy o nich pamięć? Bez troski o pamięć historyczną w wymiarze mikrospołecznym, dotyczącą naszej najbliższej wspólnoty, trudno będzie zrozumieć procesy historyczne w skali całego narodu.

Warto także mieć świadomość, że czas Kościoła w PRL był zespoleniem różnych czasów historycznych. Pierwszym było trwanie na obszarze, gdzie struktura kościelna istniała w niezmienionym kształcie czasem od stuleci, a co najmniej od 1925 r., gdy papieska bulla „Vixdum Poloniae unitas” wytyczyła granice diecezji w II Rzeczypospolitej. Drugi czas to budowanie od podstaw, od swoistej „godziny zero” na Ziemiach Zachodnich i Północnych, przyłączonych do Polski w 1945 r. Tereny te należały do biskupstw: wrocławskiego i berlińskiego oraz tzw. prałatury pilskiej. W zdecydowanej większości były to obszary, gdzie katolicyzm został wykorzeniony w czasach reformacji. Pełna normalizacja stosunków kościelnych nastąpiła na tym obszarze dopiero w wyniku dekretu Pawła VI w czerwcu 1972 r. To rozróżnienie musi mieć także wpływ na naszą recepcję przeszłości. Musimy bowiem sobie zadać pytanie, czy chcemy utożsamiać się wyłącznie z polskim fragmentem dziejów tych ziem, czy będziemy próbować asymilować do naszej pamięci także niemiecką, często również ewangelicką tradycję, która wyznaczała rytm życia religijnego tym obszarom, które przez stulecia rozwijały się poza terenem polskiej państwowości.

Warto zatem zapytać, jakie miejsce w naszej świadomości i pamięci ma pokolenie kapłanów, któremu los wyznaczył udział w największej przygodzie polskiego Kościoła w tym stuleciu, jakim w moim przekonaniu było stworzenie struktur kościelnych na Ziemiach Zachodnich, podniesienie z gruzów tysięcy kościołów, wybudowanie nowych świątyń, otoczenie opieką duszpasterską wygnańców ze Wschodu i ludności napływowej z różnych innych regionów Polski? Dość wspomnieć dwa nazwiska-symbole osób szczególnie zasłużonych w tym procesie: biskupa Bolesława Kominka, administratora apostolskiego z Opola, a później kardynała z Wrocławia, oraz biskupa Wilhelma Plutę z Gorzowa Wielkopolskiego.

Historii Kościoła w czasach PRL nie można rozpatrywać wyłącznie z perspektywy relacji pomiędzy Episkopatem a kolejnymi ekipami rządzącymi, chociaż to oczywiście bardzo ważny element historii tamtego czasu. Powinien zostać podjęty wysiłek pamiętania o tej wielkiej rzeszy katolików, najczęściej ludzi bezimiennych, którzy swą codzienną postawą decydowali o trwaniu Kościoła w warunkach totalitarnego systemu.

Pamięć o dramacie

Rozważając istotę pamięci o niedawnej przeszłości, należy podkreślić, że nie może być ona selektywna, nie może rejestrować tylko faktów i wydarzeń dla Kościoła wygodnych, budujących przykłady wiary i życia w prawdzie. Gdybyśmy tylko do takich faktów ograniczali nasz stosunek do czasów PRL, byłby to obraz nieprawdziwy, gdyż oprócz wielu bohaterów mieliśmy do czynienia także z przypadkami upadku czy wręcz zachowaniami haniebnymi. Nie możemy pamiętać jedynie o heroicznej postawie kard. Stefana Wyszyńskiego w momencie aresztowania w 1952 r., a zapominać o niezwykle dwuznacznej postawie pozostałej części polskiego Episkopatu. W deklaracji wydanej 28 września 1953 r., a więc następnego dnia po wywiezieniu Prymasa z Warszawy, napisano m.in., że Episkopat nie będzie tolerował wkraczania przez kogokolwiek z duchowieństwa na drogę szkodzenia ojczyźnie i będzie stosował wobec innych odpowiednie sankcje zgodnie z prawem kanonicznym4. Mogło to oznaczać akceptację pełnej nienawiści kampanii, jaką komuniści rozpętali przeciwko abp. Wyszyńskiemu. Zwłaszcza że w prasie obok tekstu deklaracji umieszczony został komunikat rządu stwierdzający: W związku z uchwałą rządu o pozbawieniu ks. abpa Wyszyńskiego jego funkcji, Episkopat po powzięciu uchwał zabezpieczających ciągłość kierownictwa pracy konferencji Episkopatu, zwrócił się do Rządu o wyrażenie zgody, aby ks. arcybiskup Wyszyński mógł zamieszkać w jednym z klasztorów. Na tę propozycję Rząd wyraził zgodę.

Z tekstem deklaracji i komunikatu rządowego Prymas Wyszyński zapoznał się dopiero w 1955 r., kiedy sytuacja uległa zmianie i rozpoczęły się procesy, które zapowiadały destalinizację. Zanotował wówczas: Prawdopodobnie nacisk na pośpiech nie pozwolił im [biskupom – A. G.] rozpoznać swojej siły i tych atutów, jakie mieli w ręku. To doprowadziło do bolesnej „Deklaracji Episkopatu Polski”, której ostrze było wymierzone – wbrew woli autorów – w to wszystko, co dotychczas czyniłem. Dziś, gdy patrzę na te dokumenty, perfidnie zestawione obok siebie, odbieram bardzo bolesne wrażenie, które przechodzi do historii w swoim autentycznym wymiarze5. W prywatnej rozmowie Prymas Tysiąclecia znacznie mniej oględnie wyraził się o ówczesnej postawie Episkopatu, mówiąc swym najbliższym, że w dramatyczny czas aresztowania wstawił się za nim tylko jeden zakonnik (miał na myśli abp. Antoniego Baraniaka, który nie podpisał wspomnianego komunikatu i był więziony w latach 1953-1956), jeden Niemiec (chodziło o wikariusza kapitulnego w Olsztynie Wojciecha Zinka) i pies, który rzucił się na ubowców, którzy przyszli aresztować Prymasa Polski.

Słusznie napisał Bohdan Cywiński, że Episkopat pozbawiony prymasa okazał natychmiast swą kompromitującą słabość podpisując niesławną deklarację z 28 września 1953 r.6 Nie wiadomo, w jakim stanie przetrwałby Kościół w Polsce, gdyby okres represji miał trwać jeszcze dłużej, a organizacje „księży patriotów” zdołałyby okrzepnąć i przejąć większość kurii diecezjalnych, jak to miało miejsce wówczas w Czechosłowacji lub na Węgrzech. Trudno zapomnieć, że w najbardziej mrocznych czasach stalinowskich, gdy dziesiątki tysięcy polskich patriotów siedziało w więzieniach, blisko 1500 polskich księży, a więc ponad 10 proc. wszystkich kapłanów, było skupionych w organizacjach prorządowych, w ruchu paxowskim, zbowidowskim oraz caritasowym i znajdowało się w zasięgu oddziaływania Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego.

Jak wiadomo, inwigilacji poddawani byli wszyscy duchowni, na których obligatoryjnie zakładano teczki operacyjne7. Część materiałów byłego Departamentu IV MSW została zniszczona, dotyczy to zwłaszcza materiałów operacyjnych przechowywanych obecnie w Archiwum UOP w Warszawie czy w delegaturach Gdańsku, Wrocławiu lub Poznaniu. Jednak w innych regionach kraju materiały operacyjne Wydziału IV zachowały się prawie w komplecie i powinny być ważnym źródłem poznania okoliczności różnych wydarzeń z najnowszej historii Polski. Powstanie IPN umożliwia wszystkim „pokrzywdzonym” zapoznanie się z tymi materiałami, które zostały w przeszłości wytworzone przez organy bezpieczeństwa państwowego PRL.

Wielu z pewnością będzie miało obawę przed zajrzeniem do tych materiałów. To rzeczywiście bardzo trudne, by nie powiedzieć traumatyczne doświadczenie. Doświadczenie kontaktu z niektórymi z tych archiwaliów opisałem w książce „Wygnanie”, poświęconej losom wygnanych w latach pięćdziesiątych śląskich biskupów. Wchodzimy w krąg zakreślający granice świata zła, gdzie dobro nie istnieje. Są ludzie popełniający czyny przestępcze, ofiary, których należy na drogę zła przywieść oraz „uwodziciele”, dysponujący nieomal nieograniczonymi środkami, aby swą ofiarę doprowadzić do zguby. To świat wyłącznie złych uczynków, niskich pobudek, kłamstwa i obłudy. Jasnym promykiem w nim pozostaje świadomość, że jednak tak wielu nie uległo, nie poddało się złu, wytrzymało, dając świadectwo, że dobro i prawda zwyciężają. Dla ugruntowania pewności o słuszności tego przesłania warto wejść w mrok tajnych archiwów, aby z nich wynieść nie poniżające odczucie klęski, jakie musieli posiadać ci, których złamać się udało, lecz ufność, że mimo słabości – większość wytrwała, wychodząc zwycięsko z próby kuszenia i zwodzenia8.

Od napisania tamtych słów minęło ponad 5 lat. Przybyło mi wiedzy i świadomości, jak dla wielu środowisk, także kościelnych, trudny może być proces odkrywania esbeckich archiwów. Tym bardziej jednak jestem przekonany, że nie ma innego wyjścia, jak zapoznanie się ze wszystkimi świadectwami przeszłości, stanięcie wobec nawet najbardziej trudnej prawdy, aby na tej podstawie wyrobić sobie własny osąd wydarzeń z przeszłości i poznać mechanizm kształtowania się historii w tamtych latach.

Różne środowiska, także w polskim Kościele, od lat występują przeciwko jakiejkolwiek formie rozliczeń z przeszłością, zarówno prawnych, jak politycznych czy moralnych. Byli i są przeciwnikami dekomunizacji, lustracji, powstania Instytutu Pamięci Narodowej. Twierdzą, że nie należy zaglądać do akt bezpieki. Myślę, że takie postawienie sprawy jest nie tylko błędne, lecz również szkodliwe. Jeżeli Kościołowi zabraknie odwagi, aby samodzielnie podjąć trudny proces rozliczenia z przeszłością, skazany będzie na protezy pamięci podsuwane im m.in. w postaci takich interpretacji, jakie znajdujemy np. na łamach „Gazety Wyborczej” w postaci rozmowy Adama Michnika z gen. Czesławem Kiszczakiem9. Kościół stałby się wówczas zakładnikiem tych, którzy niegdyś te akta wytworzyli, a później je sobie przywłaszczyli. Nie ulega bowiem wątpliwości, że tzw. operacja niszczenia akt po 1989 roku była w znacznym stopniu kamuflażem, odwracającym uwagę opinii publicznej od faktu przejęcia kontroli nad nimi przez ludzi z dawnej bezpieki i partyjnej nomenklatury. Jestem głęboko przekonany, że w razie potrzeby tygodniki „Nie” czy „Fakty i Mity” zdobędą materiały IV Departamentu, których obecnie brakuje w archiwach MSW i UOP.

Mówiąc o potrzebie rozliczeń z czasami PRL, warto posłuchać opinii teologa Domu Papieskiego o. Georgesa Cottiera, który powiedział, że są dwa istotne powody, dla których powinno się mówić o przeszłości: Po pierwsze dlatego, że istnieje obcowanie świętych, dzięki któremu Kościół jest jeden i ten sam w ciągu wieków, a w Kościele istnieje komunia w miłości i modlitwie (przebłagalnej) za popełnione grzechy. Po drugie [.] przyglądając się przeszłości Kościoła, zauważamy, że są w niej wydarzenia będące przeszkodą dla ewangelizacji. W tej sprawie konieczne jest oczyszczenie pamięci, to znaczy dokonanie rzeczywistego osądu, wyważonego i sprawiedliwego10. W taką logikę rozliczenia z przeszłością wpisywało się także wyznanie win Kościoła w Polsce, dokonane w maju 2000 r. przez Prymasa Polski kard. Józefa Glempa11.

Warto także zapoznać się z doświadczeniem innych Kościołów Europy Środkowej, które także stawały przed problemem rozliczenia z latami komunistycznej dyktatury. Na szczególną uwagę zasługuje doświadczenie Kościoła w b. NRD. Już po zjednoczeniu Niemiec w marcu 1993 r. biskupi z Niemiec Wschodnich powołali ponaddiecezjalny Zespół Roboczy ds. wyjaśnienia wszystkich okoliczności penetracji Kościoła katolickiego przez służby specjalne b. NRD (Die Arbeitsgruppe zur Aufarbeiterung der Tätigkeit der staatlichen und politischen Organisationen [Ministerium für Staatssicherheit] im Hinblick auf die katholische Kirche). Na czele zespołu stanął ks. prałat Dieter Grande z Lipska12. W czerwcu 1993 r. ks. Grande poinformował opinię publiczną o wstępnych rezultatach przeprowadzonej kwerendy w archiwach Stasi. Kilka miesięcy później szczegółowy raport na ten temat otrzymali niemieccy biskupi.

Niewątpliwie Kościół katolicki – jak również inne Kościoły chrześcijańskie oraz inne grupy wyznaniowe – stoi przed problemem podjęcia rozliczenia z latami PRL. Był to niewątpliwie czas wielkiej próby dla wszystkich polskich katolików, lecz zwłaszcza dla duchowieństwa, które z definicji traktowane było jako główny wróg systemu. Bilans tej epoki jest z pewnością dodatni, lecz byłoby błędem, aby refleksja nad przeszłością zatrzymała się tylko na kontemplacji i podziwie dla postaw heroicznych.

W 2000 roku, odpowiadając na wezwanie Jana Pawła II, aby w Roku Wielkiego Jubileuszu dokonać także rozrachunku z grzechami przeszłości, Międzynarodowa Komisja Teologiczna kierowana przez kard. Josepha Ratzingera opracowała dokument o nazwie „Pamięć i pojednanie. Kościół i winy przeszłości”. Stwierdzono w nim, że określenie przeszłych win, które należy uznać, zakłada przede wszystkim poprawny sąd historyczny, który stanowi także podstawę oceny teologicznej. Należy zapytać: Co się konkretnie wydarzyło? Co zostało powiedziane i uczynione? Tylko wtedy, gdy na te pytanie zostanie udzielona właściwa odpowiedź, będąca owocem rygorystycznej oceny historycznej, będzie także można zapytać, czy to, co się wydarzyło, to, co zostało powiedziane lub uczynione, może być interpretowane jako zgodne lub niezgodne z Ewangelią13. Wydaje mi się, że jest to najlepsza wskazówka metodologiczna dla wszystkich pragnących, aby okres życia Kościoła w czasach PRL nie był zapomniany. A zapomniany być nie może. Bez pamięci nie będziemy w stanie właściwie ocenić i zrozumieć przeszłości. Musimy pamiętać, aby przywrócony został podstawowy sens historii.

Andrzej Grajewski

Andrzej Grajewski – ur. 1953 r. Historyk, doktor nauk politycznych. Zastępca redaktora naczelnego „Gościa Niedzielnego”. Członek Kolegium Instytutu Pamięci Narodowej, od września 1999 r. do października 2000 r. jego przewodniczący. Publicysta „Polityki Polskiej”, „Arki”, „Przeglądu Politycznego”, „Więzi”. Autor książek: „Rosja i krzyż”, „Wygnanie”, „Tarcza i miecz” (wydana w Bibliotece „Więzi”), „Kompleks Judasza”. Mieszka w Bielsku-Białej.

_________________________
1 Ks. Bogusław Nadolski TChr: „Liturgika”, tom II „Liturgia i czas”, Poznań 1991, s. 9.

2 Por. Ewa Bieńkowska: „Spór o dziedzictwo europejskie. Między świętym i świeckim”. Warszawa 1999, s. 174.

3 Zob. „Słownik biograficzny duchowieństwa represjonowanego w Polsce w latach 1945-1989 – problemy metodologiczne. Materiały z sesji historycznej zorganizowanej w Warszawie 25.10.2000”, Uniwersytet Kard. Stefana Wyszyńskiego, Warszawa 2000.

4 Peter Raina: „Kościół katolicki a państwo w świetle dokumentów 1945-1989”, tom 1: 1945-1959. Poznań 1994, s. 446.

5 Stefan Wyszyński: „Zapiski więzienne”, Paryż 1982, s. 206.

6 Bohdan Cywiński: „Ogniem próbowane”, tom II „.I was prześladować będą”, Lublin-Rzym 1990, s. 125.

7 Szerzej piszę na ten temat w pracy „Kompleks Judasza. Kościół zraniony. Chrześcijanie w Europie Środkowo-Wschodniej między oporem a kolaboracją”, Poznań 1999, s. 177-235.

8 Andrzej Grajewski: „Wygnanie”, Katowice 1995, s. 69.

9 „Pożegnanie z bronią”, „Gazeta Wyborcza” 3-4 lutego 2001 r.

10 „Watykan: dokument o winach Kościoła już gotowy”, serwis informacyjny KAI z 3 lutego 2000 r.

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

11 „Prymas Polski wyznaje winy Kościoła”, „Gość Niedzielny” nr 23, 4 czerwca 2000 r.

12 Biuletyn informacyjny agencji „Kathpress” nr 51, 3 marca 1993 r., s. 6-7.

13 Dokument Międzynarodowej Komisji Teologicznej „Pamięć i pojednanie. Kościół i winy przeszłości”, Sandomierz 2000, s. 24-25.

Podziel się

Wiadomość

Możliwość komentowania jest wyłączona.