Jesień 2020, nr 3

Zamów

Pontyfikat przełomów

Niedziela poprzedzająca rocznicę wyboru Jana Pawła II będzie w tym roku po raz pierwszy obchodzona w Polsce jako specjalny Dzień Papieski promujący nauczanie Papieża-Polaka. Tego dnia będą się odbywały liczne inicjatywy medialne, atrakcyjne wydarzenia, jak również ogólnopolska zbiórka na rzecz wyrównywania szans edukacyjnych. Temat tegorocznego Dnia Papieskiego brzmi „Pontyfikat przełomów”. Poniżej drukujemy tekst Grzegorza Dobroczyńskiego SJ, przygotowany na prośbę organizatorów Dnia Papieskiego jako inspiracja dla innych inicjatyw.

Organizatorzy Dnia Papieskiego zachęcają również, by stał się on szczególną okazją do refleksji nad przełomowością pontyfikatu Jana Pawła II, jak również refleksji nad konkretnymi sposobami odpowiedzi na jego nieustanne wołanie, na które – przyznajmy z pokorą – pozostajemy wciąż głusi. Podejmując to wezwanie Episkopatu do przeprowadzenia rachunku sumienia z polskiej wierności Janowi Pawłowi II, poprosiliśmy o refleksję autora książki „Pontyfikat”, Janusza Poniewierskiego. (Red.)

Mówienie o pontyfikacie Jana Pawła II w kategoriach ogólnych, jak gdyby w formie podsumowania, jest bardzo ryzykowne albo wręcz skazane na niepowodzenie*. Nie jest więc moim celem dokonanie syntezy, ale jedynie zwrócenie uwagi na kilka punktów przełomowych, z zamiarem – taką mam nadzieję – raczej zainspirowania niż instruowania. Papież bowiem nieustannie daje dowody na to, że mimo swego wieku nie zatrzymuje się, ale podąża naprzód, wciąż zaskakuje świat. Wyprzedzając epokę, w której żyjemy, kreuje wydarzenia, które będą miały reperkusje i skutki na przyszłość tak odległą, iż być może nawet bardzo młodzi dzisiaj ludzie ich nie dożyją.

Myślę, że ten fakt jest jednym z podstawowych elementów składających się na słuszność określenia „pontyfikat przełomów”. Zaledwie ukazały się „całościowe biografie” albo duże produkcje dokumentalne, jak np. „Świadek nadziei” George’a Weigela czy film Helen Whitney „Papież Milenium” (ten ostatni wzbudził w Polsce znaną powszechnie kontrowersję), a już zaistniały nowe okoliczności, które dezaktualizują w mniejszej lub większej części wysiłek twórców – np. pielgrzymki do Ziemi Świętej, do Grecji i Syrii, a ostatnio na Ukrainę. Wiemy też, że planowane są dalsze podróże w tym roku (Kazachstan, Armenia) i przyszłym (Azerbejdżan).

Wydaje mi się zatem, że fakt, iż żaden z wybitnych polskich dokumentalistów nie kusi się o podjęcie podobnego dzieła (filmy Andrzeja Jurgi czy Krzysztofa Zanussiego miały inny charakter i cel), świadczy, że również w Polsce nie ma jeszcze narzędzi to opisania „skali przełomowości jego pontyfikatu”.

Ośmielam się postawić hipotezę, że gdyby Karol Wojtyła nie został papieżem, lecz był dzisiaj nadal krakowskim kardynałem – z tymi samymi poglądami, jakie głosi – mógłby mieć trudności ze strony niektórych oficjeli watykańskich, a w Polsce uważany byłby przez pewne środowiska za podejrzanego liberała.

Gdy kard. Wojtyła głosił w Watykanie, w 1976 roku, rekolekcje wielkopostne, zatytułował je „Znak, któremu sprzeciwiać się będą”. Pójście pod prąd modzie, trendom i ideologiom współczesnego świata jest tożsame z byciem „człowiekiem przełomu” (o tym m.in. mówił Papież setkom tysięcy młodych ludzi zgromadzonych w sierpniu 2000 na Tor Vergata).

Przełom czasu

Jan Paweł II jest papieżem przełomu – w najbardziej dosłownym sensie – jako ten, który, zgodnie z „przepowiednią” Prymasa Tysiąclecia w dniu konklawe, 16 października 1979 r., wprowadził Kościół w trzecie milenium (w Gorzowie, w 1997 r., Papież po raz pierwszy publicznie wspomniał o tym zdarzeniu). Z magiczną datą 1 stycznia 2001 wiązały się rozmaite przepowiednie o „nowym wieku”, który rzekomo miał nie być już naznaczony wpływem chrześcijaństwa. Tymczasem Jan Paweł II nieustannie mówił i mówi o „wiośnie Kościoła”, a jego katechezy skupiają uwagę i ożywiają szczególnie młodzież. W Paryżu, w 1997 roku, zaskoczyła ona tak socjologów, jak hierarchię kościelną, masowym przybyciem na pola Long Champs, a w 2000 na Tor Vergata pod Rzymem.

Te milionowe zgromadzenia młodych, których rodzice buntowali się w czasie rewolty 1968 roku, nie miały już nic wspólnego ideowo z pokoleniem „dzieci kwiatów”, wojującym z establishmentem państwa, Kościołów, obyczajami i normami „burżuazyjnego społeczeństwa”. Pope’s babies – jak pisała anglojęzyczna prasa z sierpnia 2000 r. – pozostawiły swych „kultowych idoli”, zafascynowawszy się człowiekiem, który przypomina im te same prawdy, jakie odrzucili ich rodzice, a zarazem mówi to, czego nie usłyszeli od nikogo: że są nadzieją Kościoła i świata. Wraz z nimi kieruje uwagę świata ku przyszłości.

W okresie przełomów nie wystarczają opisy, schematy i deklaracje. Nie mogą one ująć płynnej, zmieniającej się rzeczywistości. Istotne zaś jest dotykanie – i to czyni Papież – działających mechanizmów i uruchamianie procesów oddziałujących na życie publiczne. Dlatego w sposób działania Jana Pawła II wpisane są symboliczne gesty, które niekiedy mocniej oddziałują niż słowa – np. odwiedziny Ali Agcy w 1981 roku; wizyta w katedrze wrocławskiej i modlitwa u grobu abp. Kominka za Niemców i Polaków, którzy na przestrzeni 1000 lat kształtowali historię tych ziem (wielka katecheza pojednania); spotkanie z prezydentami w Gnieźnie, które uruchomiło szereg regionalnych spotkań mężów stanu tej części Europy.

Zwrot antropologiczny

Podczas tego pontyfikatu dokonał się przełom w myśleniu teologicznym. Już w pierwszej swojej encyklice „Redemptor hominis” – Papież stwierdził, że człowiek jest drogą Kościoła. Można wyrazić się radykalnie: Jan Paweł II nie broni chrześcijaństwa, ale człowieka. Rozumiem to tak, że w nauczaniu Papieża nie chodzi o „propagandę doktryny” z upartym używaniem starych, sprawdzonych metod, ale o pierwotną treść Dobrej Nowiny, która dotyczy człowieka w konkrecie jego życia, uwarunkowaniach kultury, obyczajów i kondycji społecznej.

Chrześcijaństwo ukazuje on nie jako ideologię. Przełomowość tego podejścia polega zaś m.in. na tym, że tak, jak demaskuje on wszelkie ideologie laickie, totalitarne i ateistyczne, tak podobnie oczyszcza i sam sposób głoszenia Ewangelii przez Kościół z „ideologicznej otoczki”, wszelkich prób instrumentalizacji wiary w programach politycznych i działaniach grup powołujących się na chrześcijaństwo i Kościół, ale reprezentujących tylko swe partykularne interesy.

Pontyfikat Jana Pawła II to odsłanianie Chrystusa w człowieku (Człowiek musi mieć świadomość swego autentycznego obywatelstwa, swego pierwszeństwa w jakimkolwiek układzie stosunków i sił – Warszawa 1979). Co więcej, zadaniem człowieka jest chronić Chrystusa, bo każde uderzenie w człowieka uderza w Boga (por. przemówienie w muzeum Yad Vashem).

„Człowieka nie można zrozumieć bez Chrystusa.”

Wyrazisty sygnał i zapowiedź przełomów dane zostały już w pierwszym publicznym wystąpieniu Jana Pawła II po wyborze na Stolicę Piotrową. „Otwarcie drzwi” systemów politycznych i kultur, do jakiego wówczas wzywał, jest warunkiem powiązania duchowości z zaangażowaniem społecznym (por. „Novo millenio ineunte” 52). Dlatego właśnie chrześcijaństwo Jana Pawła II nie może być „zakrystyjne”, a Kościołowi nie wolno dać się wypchnąć z publicznej sfery życia. Kultura i chrześcijaństwo wzajemnie się przenikają. Kultura stanowi naturalne środowisko życia dla wiary, a wiara daje kulturze istotne siły witalne. Zaangażowanie się Kościoła na polu kultury i życia publicznego nie może więc nosić – i nie nosi, jak nieustannie podkreśla Papież – żadnego śladu intencji promowania „własnych ukrytych interesów”: Nie bójcie się. Otwórzcie drzwi Chrustusowi! Granice państw, systemów ekonomicznych, szerokie dziedziny kultury. Nie bójcie się! On jeden wie. Człowieka nie sposób zrozumieć bez Chrystusa (21.10.1979, plac św. Piotra).

W tym kluczu odczytuję jego przełomowe dokonania w chrześcijańskiej nauce społecznej: uwrażliwianie na „struktury grzechu” (encyklika „Sollicitudo rei socialis”) zarówno w komunizmie, jak i w ekonomii liberalnej oraz akcent na osobistą odpowiedzialność człowieka za zło w sferze społecznej i ekonomicznej (zróżnicowana ocena teologii wyzwolenia).

Przeciw fundamentalizmowi i liberalizmowi ideologicznemu

Za przełom w Kościele uważany jest II Sobór Watykański. Mogło więc dziwić wiele środowisk na Zachodzie, że Jan Paweł II podkreślał rolę swego pontyfikatu jako wprowadzanie w życie postanowień tegoż Soboru. Jednakże wiadomo, że procesy reformatorskie zainicjowane przez to wydarzenie w życiu tak wielkiej społeczności, jaką jest Kościół Powszechny, muszą być rozłożone w czasie. Jednym ze zjawisk w posoborowym Kościele, coraz bardziej widocznym (a obserwujemy to na naszych oczach i w Polsce), jest jego pęknięcie na dwa obozy: „fundamentalistyczny” i „liberalizujący”. Przypomnienie ducha soborowego oznacza u Jana Pawła II kierowanie uwagi do źródła, w imię myśli Apostoła: Skoro jeden z was mówi – ja jestem Pawła, a drugi – ja jestem Apollosa, to czyż nie postępujecie po ludzku? Kimże jest Apollos? Albo kim jest Paweł? Sługami, przez których uwierzyliście według tego, co każdemu dał Pan. Ja siałem, Apollos podlewał, lecz Bóg dał wzrost. Otóż nic nie znaczy ani ten, co sieje ani ten, który podlewa, ale Ten, który daje wzrost – Bóg (1 Kor 3,6).

Posoborowy przełom kontynuowany przez Papieża, który jako uczestnik w znacznym stopniu sam myślenie soborowe tworzył, ma wpływ na działanie Watykanu, prace rzymskich kongregacji, reformy Kurii Rzymskiej i przeorientowanie myślenia „watykanocentrycznego” ku wrażliwości na „Kościół dla całego świata”. Zewnętrznym tego wyrazem jest staranie Jana Pawła II, aby zarówno w kolegium kardynalskim, jak i dykasteriach rzymskich obecni byli przedstawiciele Kościołów lokalnych z całego świata. Prefekci kongregacji watykańskich, komisji papieskich i innych instytucji idą w ślad za Papieżem i udają się w podróże w odległe regiony globu, aby podtrzymywać bezpośredni kontakt z „bazą”. Podobnie i przedstawiciele Kościołów lokalnych nie ograniczają bytności w Rzymie jedynie do wizyt ad limina, lecz korzystają z wielu okazji do bezpośredniego przekazywania własnych doświadczeń i opinii do „centrali”. Sesje synodalne, spotkania robocze i konferencje odbywane w Watykanie niekoniecznie prowadzone są przez osobistości watykańskie, lecz bardzo często przez uczestników „z terenu” (np. Synod dla Europy i współudział w kierowaniu jego pracami przez hierarchów i laikat z Polski). Są to oznaki, iż posoborowy proces uwydatniania powszechności Kościoła poprzez podkreślanie znaczenia Kościołów lokalnych dla żywotności całego Ciała Chrystusowego nabrał istotnego przyspieszenia. Teologowie Vaticanum II (np. Karl Rahner czy Yves Congar) z radością powitaliby te oznaki realizacji ich intuicji i wizji „Kościoła dla całego świata” (Weltkirche).

Dwa płuca Europy – dwa płuca Kościoła

Europa po II wojnie światowej została podzielona na dwa obozy – Wschód i Zachód. Kolejny wielki przełom pontyfikatu to rozbicie muru berlińskiego, uruchomienie procesu integracji europejskiego kontynentu. Jest to obecne w papieskiej wizji od początku, co mocno podkreślił już w Gnieźnie, 3 czerwca 1979 r. (por. także 3 czerwca 1997 r.). Przełamanie nieprzekraczalnej granicy między Wschodem a Zachodem, ukazywanie Europie perspektywy jej duchowych korzeni, budowanie mostów, zmierza do powrotu do czystego, duchowego źródła chrześcijaństwa przed jego podziałem. W takim spojrzeniu dokonana jest istotna korekta „ekumenizmu jednowymiarowego”. W pewnych ośrodkach teologicznych i kościelnych zachodniej Europy wyraża on się w uwrażliwieniu na zagrożenia związane z tzw. zachowawczą linią Kościoła, przy jednoczesnym zapomnieniu, że z punktu widzenia prawosławia już same dyskusje na takie tematy, jak np. kapłaństwo kobiet, stanowią potwierdzenie „herezji zachodniego chrześcijaństwa”. Integralna wizja jedności kulturowej i procesu ekumenicznego w sposób niezwykle wyrazisty dała się poznać w ostatnich pielgrzymkach Papieża: do Grecji i na Ukrainę.

Znajduje to swe przełożenie na bardzo, zdawałoby się, „sakralny”, choć przecież publiczny element życia Kościoła, jakim jest liturgia. Papieskie ceremonie odbijają jak w zwierciadle tę linię przełomu przez wprowadzanie elementów wschodnich (błogosławieństwo ewangeliarzem, śpiew Akatystu i inne) do liturgii łacińskiej. Nadmienić warto, że w papieskiej liturgii znajdują swe odbicie także inne aspekty przełomu, np. dowartościowanie lokalnej kultury, rola laikatu, ekumenizm.

Dialog międzyreligijny i odwaga wyznania win Kościoła

Żaden z papieży nie dokonał tyle, ile Jan Paweł II w dziedzinie dialogu międzyreligijnego, od przełomu w relacjach chrześcijaństwa (a nie tylko Kościoła katolickiego!) z judaizmem poczynając. Żaden też nie miał tyle pokory i odwagi, aby w imieniu Kościoła wyznawać winy za „grzechy i przewinienia” oraz „zaniechanie działania” tam, gdzie Ewangelia wymagała tego dla dobra człowieka – bez zważania na jego religię (judaizm), wyznanie (prawosławie, reformacja), narodowość (konflikty wojenne) czy status społeczny (niewolnictwo). Logicznym skutkiem takiej linii pontyfikatu było m.in. rehabilitowanie Jana Husa i Galileusza.

Usymbolicznione zagospodarowanie przestrzeni i czasu

Określenie to zaczerpnąłem z rozważań Marshalla Mc Luhana. Bardzo trafnie opisuje ono działania Papieża. Przełomy w wielu dziedzinach życia, jakie spowodował Jan Paweł II, są skutkiem sposobu działania wyrażającego jego wielką moc duchową. Nazwałbym to usymbolicznionym przekształcaniem czasu i przestrzeni. Czas nabiera przyspieszenia oraz nasycenia treścią. Nie jest dla niego jak greckie chronos, czas fizycznie mierzalny chronometrem, ale jak biblijne kairos – okres pełen znaczeń i sensów (oto teraz czas upragniony – oto teraz dzień zbawienia – por. 2 Kor 6,2). Z historii ludów i narodów Jan Paweł II potrafi wydobyć najcenniejsze, żywotne elementy, a w „dzisiaj” Kościoła włączyć to, co zda się należeć do zamierzchłej przeszłości. Dlatego tak łatwo nawiązuje on dialog z rozmaitymi tradycjami kulturowymi i religijnymi.

W odniesieniu do przestrzeni, czyli miejsc, wystarczy wskazać, że przez samą obecność i głoszone Słowo – np. na ówczesnym Placu Zwycięstwa w Warszawie czy na placu Rewolucji w Hawanie – Jan Paweł II sprawia, że odmienia się nie tylko czysto zewnętrzna symbolika zawarta w nazwie, ale kierunek biegu zmienia cała rzeczywistość danego kraju i jego historia.

Krzyż wzniesiony na warszawskim Pl. Zwycięstwa, obecność Papieża i to, co mówił on do rodaków, pozostawiło nie tylko ślad wspomnień. 2 czerwca 1979 r. uruchomiony został głęboki proces wewnętrznych przemian ludzkich sumień i umysłów, z których zrodził się cały potok zdarzeń przekształcających przestrzeń życia całego narodu i społeczeństwa: Dzieje narodu zasługują na właściwą ocenę według tego, co wniósł on w rozwój człowieka i człowieczeństwa, w jego świadomość, serce, sumienie. To jest najgłębszy nurt kultury [.] tego, co naród polski wniósł w rozwój człowieka i człowieczeństwa, nie sposób zrozumieć i ocenić bez Chrystusa [.] Trzeba iść po śladach tego czym – a raczej Kim – na przestrzeni pokoleń był Chrystus dla synów i córek tej ziemi. I to nie tylko dla tych, którzy jawnie weń wierzyli, którzy Go wyznawali wiarą Kościoła. Ale także i dla tych, pozornie stojących opodal, poza Kościołem. Dla tych wątpiących, dla tych sprzeciwiających się (Warszawa, 2 czerwca 1979 r.).

Im głębiej wczytujemy się w te słowa dzisiaj, tym bardziej dociera do nas świadomość, że pozostają one nadal wielkim wyzwaniem „zagospodarowania odzyskanej wolności” ku wspólnemu zwyciężaniu w Chrystusie.

Przełom medialny

Jan Paweł II jest największą osobowością medialną wszechczasów. Jego popularność medialna to nie tylko spektakularność działań, chociaż na brak takowych w jego wypadku nie można narzekać. Mówienie o wyjątkowości pontyfikatu tylko w kategoriach rekordów – zwłaszcza statystyk według księgi rekordów Guinnessa, co jest medialnie najłatwiejsze – nie trafia w istotę rzeczy. Najbardziej przełomowe jest to, że stale dokonuje on czegoś, z czym nie radzą sobie we współczesnym świecie ani nadawcy publiczni, ani komercyjni: czyni z mediów narzędzie komunikowania. Dokonuje tego, łącząc genialnie dwie linie komunikowania, zdawałoby się nie do pogodzenia: point to multipoint i point to point, czyli komunikowanie najbardziej masowe z najbardziej personalnym. On przemawia do „tłumu”, a jednak każdy ze słuchaczy ma poczucie, że mówi do niego najbardziej osobiście.

Głębia osobowości Jana Pawła II umyka mediom właśnie dlatego, że jest on dla nich niedoścignionym wzorcem.

Czy podołamy zadaniu uchwycenia przełomu?

Powracając do refleksji początkowej, medialne opisanie „pontyfikatu przełomów” jest wielkim wyzwaniem. Nie możemy zapomnieć, iż mamy jako Polacy, wespół z naszymi sąsiadami, dług wdzięczności za otrzymaną od Jana Pawła II spuściznę.

Pontyfikat ten pozostaje nadal i nieustannie pontyfikatem otwarcia. Jan Paweł II nie zatrzymuje się, kontynuuje swą misję i kreśli dalekosiężne plany, wzywając do „wypłynięcia na głębię”.

Dla nas – pokoleń, które są tego świadkami – jest to źródło pewnego niepokoju i niepewności: jeszcze nie uchwyciliśmy w pełni tego, co było, a już konfrontowani jesteśmy z nowymi wizjami. Otwierają się ciągle nowe horyzonty, lecz by pójść w ich kierunku, potrzeba przełomu w nas samych. To co nowe, stanowi wyzwanie dla ludzkiej wolności, jak wyzwaniem było Jezusowe Przyjdź! (Mt 14,29) skierowane do Piotra na środku jeziora. Wolność potrafi jednak rodzić lęk. Perspektywa zagospodarowania ludzkiej wolności rodzi więc fundamentalne pytanie: Czemu zwątpiłeś, małej wiary? (Mt 14,31).

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Grzegorz Dobroczyński SJ

Grzegorz Dobroczyński SJ – jezuita, dr teologii fundamentalnej, dziennikarz radiowy, komentator pielgrzymek papieskich. Dyrektor programu medialnego w Europejskim Centrum Komunikacji i Kultury w Warszawie-Falenicy, wydawca biuletynów OCIPE i „Europe-Infos”. Publikuje w „Przeglądzie Powszechnym”. Mieszka w Warszawie.

* Pierwotna wersja tego tekstu została przedstawiona jako referat programowy na spotkaniu zarządów i dyrekcji mediów ogólnopolskich (prasa, radio, telewizja) w Sekretariacie Episkopatu Polski z okazji przygotowania Dnia Papieskiego i promocji fundacji Episkopatu Polski „Dzieło Nowego Tysiąclecia”. Niniejsza, poszerzona wersja została przygotowana specjalnie dla „Więzi”.

Podziel się

Wiadomość

Możliwość komentowania jest wyłączona.