Jesień 2020, nr 3

Zamów

Dlaczego deklaracja „Dabru emet” jest potrzebna chrześcijanom

To była niespodzianka, na szczęście dobra, bardzo dobra: prawie dwustu wybitnych rabinów i innych intelektualistów żydowskich podpisało ogłoszone 10 września 2000 roku oświadczenie „Dabru emet” („Mówcie prawdę”) na temat chrześcijan i chrześcijaństwa, w którym stwierdza się, że w dziesięcioleciach, które nastąpiły po Holokauście, chrześcijaństwo uległo dramatycznej zmianie, która zasługuje na przemyślaną odpowiedź żydowską.

Dlaczego niespodzianka?

Dlaczego opublikowanie tej deklaracji jest bardzo dobrą niespodzianką? Dlatego że sytuacja była bardzo niedobra – protesty (również żydowskie) po beatyfikacji papieża Piusa IX i nawet po ogłoszeniu deklaracji Kongregacji Nauki Wiary „Dominus Iesus”. W tym pierwszym przypadku trudno się dziwić. Chodziło o żydowskiego chłopca (Edgardo Levi-Mortara), którego w ciężkiej chorobie ochrzciła potajemnie służąca. Po sześciu latach sprawa wyszła na jaw, zabrano więc chłopca rodzicom z papieskiej wówczas Bolonii do sierocińca w Rzymie. Wyrósł z niego gorliwy chrześcijanin, potem zakonnik, sławny kaznodzieja, misjonarz na obu półkulach, gorący orędownik beatyfikacji Piusa IX, który go adoptował i którego imię przybrał sobie na chrzcie (zmarł w roku 1940).

Ówczesny papież kierował się prawem kanonicznym i teologią chrześcijańską swoich czasów: Żydzi nie mogą wychowywać chrześcijanina. A przecież bezsprzecznie więcej było chrześcijaństwa w laickich protestach antyrzymskich w obronie prawa żydowskich rodziców do własnego dziecka! Oczywiście Pius IX nie był antysemitą, pozwalał na swobodne spotkania rodziców z synem, wiele dobra uczynił dla swoich żydowskich poddanych (odpowiadając swoim krytykom: „Czyż Żyd nie jest naszym bliźnim?”), ale odebranie dziecka rodzicom jakże słusznie oburzało i oburza nie tylko Żydów, ale i chrześcijan, również katolików. Dlatego Jan Paweł II przypomniał podczas beatyfikacji, że także święci ludzie są ograniczeni i uwarunkowani swoim czasem i swoim człowieczeństwem i że Kościół nie wynosi na ołtarze ich błędów i braków, których zresztą sam Pius IX był świadom.

Natomiast o wiele mniej zrozumiałe było oburzenie niektórych Żydów na deklarację „Dominus Iesus”. Nie ma w niej w ogóle mowy o Żydach czy judaizmie. Trzykrotnie jest mowa o misji – ale ad gentes (nr 2 i 22), czyli do pogan (gojim). Nic z soborowej Deklaracji „Nostra aetate” i dokumentów watykańskich oraz tekstów i gestów papieskich (także aktów skruchy) nie zostało odwołane – i nie mogło być odwołane. Że przypomnę tylko oświadczenie Jana Pawła II z synagogi rzymskiej: Religia żydowska nie jest dla naszej religii rzeczywistością zewnętrzną, lecz należy do jej wnętrza (oczywiście nie jest to próba zawłaszczenia judaizmu, lecz przypomnienie, że bez niego chrześcijaństwo nie istnieje). A tymczasem na przykład włoski profesor oburzał się, że jemu jako Żydowi kardynał Ratzinger (autor deklaracji „Dominus Iesus”) odmawia prawa do zbawienia bez uznania Jezusa, bez chrztu. Gdzie on to znalazł? Czy również profesorowie (nie tylko dziennikarze) mają trudności w czytaniu? Czyżby prefekt Kongregacji Nauki Wiary był heretykiem? Rozumiem rozczarowanie ewangelickie, ale Żydzi.?

Oczywiście, deklaracja „Dominus Iesus” przypomina naukę Kościołów chrześcijańskich, że Jezus Chrystus jest jedynym i powszechnym Pośrednikiem zbawienia, lecz to nie znaczy, iż trzeba Go uznać i wyznać, aby tegoż zbawienia dostąpić. Mamy chyba prawo głosić naszą wiarę – nikomu jej nie narzucając! – i to prawo do naszej wiary i tożsamości szczęśliwie uznaje „Dabru emet”, stwierdzając: Chrześcijanie poznają Boga i służą Mu poprzez Jezusa Chrystusa i tradycję chrześcijańską. [.] Żydzi mogą szanować chrześcijańską wierność ich objawieniu, tak jak my oczekujemy od chrześcijan szacunku dla naszego objawienia. Ani Żyda, ani chrześcijanina nie należy zmuszać do afirmacji nauczania drugiej wspólnoty.

Na szczęście szybko nadeszły ze strony żydowskiej sygnały, że deklaracja, a nawet beatyfikacja, nie mogą stanowić przeszkody w dalszym procesie pojednania, dialogu i współpracy chrześcijańsko-żydowskiej, do której w mocnych słowach wzywani jesteśmy w ostatniej części „Dabru emet”, jakby w odpowiedzi na wielokrotne apele Papieża i Stolicy Apostolskiej. Takim sygnałem może też być żydowska inicjatywa przyznania bł. Janowi XXIII (beatyfikowanemu razem z Piusem IX) tytułu „sprawiedliwy wśród narodów świata”. A ze strony Kościoła katolickiego w Polsce – list Rady Episkopatu Polski do spraw Dialogu Religijnego z okazji Wielkiego Jubileuszu Roku 2000, zaakceptowany przez Konferencję Episkopatu i natychmiast bardzo gorąco powitany przez polskie i światowe środowiska żydowskie (pomimo osłabiających jego ewangeliczną wymowę wstawek o antypolonizmie i antychrystianizmie).

W liście tym biskupi oświadczają m.in.: W duchu jubileuszowej pokuty trzeba uświadomić sobie, że obok szlachetnych postaw ratowania wielu istnień żydowskich przez Polaków istnieją też nasze grzechy z czasów Zagłady: obojętność czy wrogość wobec Żydów. Trzeba uczynić wszystko, aby odbudować i pogłębiać chrześcijańską solidarność z ludem Izraela po to, aby nigdy i nigdzie podobne nieszczęście nie mogło się znowu wydarzyć. Trzeba również skutecznie przezwyciężać wszelkie przejawy antyżydowskości, antyjudaizmu (czyli niechęci wyrosłej z fałszywie rozumianej nauki Kościoła) i antysemityzmu (tj. nienawiści zrodzonej z pobudek narodowościowych lub rasowych), jakie miały i jeszcze mają miejsce wśród chrześcijan. Nie zapominamy, że to u nas rodziły się konflikty hamujące dialog (Karmel, żwirowisko.) i przede wszystkim, że to u nas Niemcy i Austriacy dokonali Zagłady, wobec której – poza bohaterskimi ratownikami – wielu z nas zachowało zrozumiałą bierność, inni grzeszną obojętność, a niektórzy w niej zbrodniczo uczestniczyli.

Oczywiście u wielu polskich katolików polskie i papieskie prośby o przebaczenie budzą ciche lub głośne protesty: a kiedyż wreszcie Żydzi nas przeproszą? Zapomina się, że nie ma symetrii winy: że nasze grzechy wobec Żydów są absolutnie nieporównywalne z ich winami wobec nas. Krytycy nie zdają sobie też sprawy, iż nie ma w judaizmie jakiejś najwyższej instancji (chyba że wierzymy w światowy spisek żydowski), jak posługa papieska w naszym Kościele, instancji, która mogłaby przemawiać w imieniu wszystkich Żydów. A z punktu widzenia chrześcijańskiego tylko wtedy nasza prośba o przebaczenie jest ewangelicznie wiarygodna, kiedy jest całkowicie bezinteresowna: kiedy nie oczekujemy reakcji. Wielka zatem szkoda, że decyzja Episkopatu Polski o zorganizowaniu 27 maja br. nabożeństwa przepraszającego Boga i ludzi za zbrodnie popełnione przez Polaków podczas okupacji niemieckiej (i później) w Jedwabnem (i nie tylko) została osłabiona przez domaganie się żydowskiej skruchy. Przecież przepraszając nie tylko Żydów, ale także protestantów i innych, a ostatnio w Atenach prawosławnych, Jan Paweł II nie bił się w cudze piersi. Zresztą pretensje niektórych katolików odnoszą się nie tylko do braku przeprosin żydowskich, ale także do braku żydowskiej reakcji na wysiłki chrześcijan i Kościołów dla zbliżenia z judaizmem.

„Dabru emet” jak „Nostra aetate”

A jednak takiej szlachetnej reakcji doczekaliśmy się: Nadszedł czas, by Żydzi zastanowili się, co judaizm ma teraz mówić o chrześcijaństwie – czytamy w bezprecedensowej w dwutysiącletniej historii stosunków chrześcijańsko-żydowskich deklaracji „Dabru emet” (oczywiście, były już oświadczenia żydowskie indywidualne i nawet grupowe, ale nie tej wagi teologicznej i nie tej rangi personalnej). Jest to dokument przeznaczony dla Żydów (tak jak soborowa deklaracja „Nostra aetate” była dla katolików), ale jako chrześcijanie zaglądamy Żydom przez ramię: jak oni nas malują? co też oni o nas myślą? Jako „pierwszy krok” zaproponowali osiem stwierdzeń na temat wzajemnego odnoszenia się do siebie Żydów i chrześcijan. Większość z tych stwierdzeń wydaje się oczywista, chociaż nie dla wszystkich Żydów i chrześcijan: ten sam Bóg, ta sama Biblia, prawo do Ziemi Izraela, zasady moralne Tory, konieczność Bożego zbawienia, brak zagrożenia religijnym synkretyzmem i asymilacją, wspomniana już współpraca na rzecz sprawiedliwości i pokoju. Znamy to wszystko z dokumentów kościelnych.

Atoli wyczytujemy też w tekście rzeczy radośnie niespodziewane. Wspomniałem już bardzo ważkie dla nas uznanie, że Jezus Chrystus (czyli Mesjasz! – oczywiście dla chrześcijan) i założona przezeń religia jest dla nas drogą do Boga. Stanisław Krajewski (polski sygnatariusz „Dabru emet”) pisze: Uważam, że ten akapit jest wyrazem najgłębiej dialogowego podejścia: partnera traktuje się naprawdę poważnie. Jest w tym szacunek dla nas nie tylko jako ludzi, ale właśnie jako chrześcijan, wiernych Bożemu Objawieniu i własnej tradycji (a nie pomimo naszej wiary chrześcijańskiej).

Druga niespodzianka w tekście: Nazizm nie był fenomenem chrześcijańskim. Oczywiście: Bez długiej historii chrześcijańskiego antyjudaizmu i chrześcijańskiej przemocy przeciwko Żydom ideologia hitlerowska nie mogłaby zdobyć poparcia ani być wprowadzona w życie. Mowa jest o udziale chrześcijan w mordowaniu Żydów i o milczeniu innych (jak również o tych, którzy ryzykowali lub poświęcili życie, by ratować Żydów). Jednak nazizm nie jest nieuniknionym rezultatem chrześcijaństwa. Właśnie te zdania spowodowały, że kilku wybitnych Żydów nie podpisało Deklaracji, wśród nich zasłużony dla dialogu żydowsko-chrześcijańskiego rabin James Rudin. Powołuje się on na fakt, że nawet wielu chrześcijan widzi wyraźniej niż „Dabru emet” związek między chrześcijaństwem a Szoah, co pokazują oświadczenia różnych Kościołów, grup chrześcijańskich i papieża Jana Pawła II. Protestuje też przeciwko zdaniu: Gdyby hitlerowcom udało się wymordować Żydów, ich mordercza pasja bardziej bezpośrednio skierowałaby się przeciw chrześcijanom. I cytuje Elie Wiesela: Nie każda ofiara nazistów była Żydem, ale każdy Żyd był ofiarą. Powiedzmy sobie „na pociechę”, że ostrzejszy opór napotykał projekt deklaracji II Soboru Watykańskiego „Nostra aetate” wśród Ojców soborowych.

A właśnie do tej deklaracji z roku 1965 porównuje St. Krajewski Deklarację „Dabru emet”, z nadzieją, że tak jak katolicka deklaracja soborowa „Nostra aetate” wyraziła nową postawę, a zarazem zaczęła kształtować nowe postawy, tak i „Dabru emet” ułatwi Żydom pozytywne mówienie o chrześcijaństwie i wpłynie na przyspieszenie ewolucji postaw. Zauważmy, że w tekstach obu deklaracji, krótkich, prostych, każde zdanie, troskliwie dobrane (a przedtem dyskutowane), niesie głęboki sens. Krajewski dodaje jeszcze: To, co było znane głównie Żydom poważnie zaangażowanym w dialog z chrześcijaństwem, stało się dostępne powszechnie. Dlatego uważam, że rok 2000, w którym wydano tę deklarację – dla chrześcijan Rok Jubileuszowy – będzie pamiętany jako najważniejszy po Soborze w relacjach chrześcijańsko-żydowskich, zwłaszcza że był on świadkiem także papieskiego aktu skruchy w Rzymie i Jerozolimie. Obecny tu rabin Irving Greenberg; jeden z sygnatariuszy deklaracji, nazwał jej wydanie „historycznym, pionierskim gestem”. A jeden z jej czterech autorów, również tu obecny prof. Dawid Novak, zaraz po opublikowaniu deklaracji stwierdził, iż byłoby dziwne, gdyby Żydzi reagowali tylko na to, co negatywne u chrześcijan (przejawy antysemityzmu), a nie zauważali pozytywów, i gdyby reagowali tylko po świecku, politycznie, a nie teologicznie, na teologiczne zmiany w nauczaniu chrześcijańskim.

Z uznaniem odnosimy się do tych chrześcijan, którzy odrzucili nauczanie pogardy, i nie winimy ich za grzechy popełnione przez ich przodków – czytamy jeszcze w deklaracji (której przygotowanie kosztowało pięć lat pracy, a jej ogłoszenie w największym amerykańskim dzienniku – ok. stu tysięcy dolarów). Uznanie „dramatycznych zmian” w chrześcijańskim nauczaniu i postawie, uznanie naszej dobrej woli, to znak, że po dziesięcioleciach naszych wysiłków zaczynamy budzić zaufanie po stronie żydowskiej. I to jest według mnie istotne: szacunek, poznanie, zrozumienie i wreszcie, jako założenie, klimat i owoc dialogu: zaufanie, wzajemne, na dziś i na jutro, dla wspólnego przybliżania na ludzkiej ziemi Bożego Królestwa. Oczywiście są Żydzi, dla których nasze próby dialogu i pojednania to po prostu kryptomisja albo dla których chrześcijaństwo nie ma żadnego znaczenia albo też którzy wręcz mówią: „zostawcie nas wreszcie w spokoju!”. Ufajmy, że „Dabru emet” będzie tą kroplą, która rozbija skałę nieufności.

Żydowskie odwzajemnienie

Deklaracja ta, podpisana (i nadal podpisywana) przez tak wielu reprezentantów różnych nurtów judaizmu – od ortodoksyjnych do liberalnych – przynosi zaszczyt jej autorom i sygnatariuszom, a nam, chrześcijanom, daje nadzieję i radość, jako piękny dar na Wielki Jubileusz 2000-lecia Chrystusa i chrześcijaństwa.

W Polsce deklaracja żydowska ukazała się (w tłumaczeniu Stanisława Krajewskiego) w poczytnym dzienniku i w wysokonakładowym tygodniku katolickim, ukazało się też kilka pozytywnych omówień i komentarzy. Pierwszy chrześcijański komentarz wyszedł spod pióra Zbigniewa Nosowskiego (znany mi jest tylko jeden – katolicki, profesorski – atak na nią). Ważne jest jednak, aby przeciętny polski parafianin, często narażony na propagandę antyżydowską, wiedział o tej otwartości żydowskiej wobec chrześcijaństwa. Czy deklaracja „Dabru emet” dotarła do polskich seminariów duchownych i na wydziały teologiczne? Zwłaszcza katecheza i kaznodziejstwo winny być au courant tego, co się dzieje na płaszczyźnie religijnej między Żydami a chrześcijanami.

Chrześcijanom była i jest potrzebna deklaracja „Dabru emet” jako odpowiedź na dobrą wolę, skruchę, wysiłki tylu chrześcijan i ich Kościołów, wysiłki czynione przez chrześcijan, by wyrazić szacunek dla judaizmu. Odpowiedź nie tylko moralna i religijna, ale także teologiczna. Jesteśmy zbyt głęboko i mocno spleceni z sobą w samych korzeniach, żeby nam wystarczała kurtuazja i tolerancja. Deklaracja – tak jak kiedyś „Nostra aetate” ze strony katolickiej – staje się podstawą nowej, obiektywnej żydowskiej teologii chrześcijaństwa. Wprawdzie krzywdzące byłoby stosowanie do dialogu chrześcijańsko-judaistycznego starego przysłowia: „Mówił dziad do obrazu, a obraz do niego ani razu”, bo nie brak teologów żydowskich piszących od dawna o chrześcijaństwie, ale zbyt długo ten obraz tkwił w ramach poczucia krzywdy i niezrozumienia, samozadowolenia i samowystarczalności, nie bez winy „dziada”, który bogacił się kosztem starszego brata, wynosił się nad niego, pogardzał nim, wydziedziczał go i wyrzucał z domu ojcowskiego. Zapominaliśmy, co do Izraela mówi Pan Zastępów, Przesławny, o nas, gojach, którzyśmy „ograbili” starszych braci: Kto was dotyka, dotyka źrenicy mojego oka (Za 2,12). I dlatego dotychczasowy dialog częściej tyczył spraw bardziej praktycznych, antysemityzmu, antyjudaizmu, edukacji, wspólnych akcji. aniżeli kwestii czysto teologicznych. Teraz dialog teologiczny otrzymał mocny impuls – możemy pójść dalej, ramię w ramię.

Tym bardziej dalej i szybciej, że „Dabru emet” można potraktować nie tylko jako odpowiedź na przemiany wśród chrześcijan, na dramatyczną, bezprecedensową zmianę w stosunkach żydowsko-chrześcijańskich, ale także jako żydowskie odwzajemnienie tego, co się u nas dokonało i dokonuje. Mówił o tym przed laty rabin Byron Sherwin w wywiadzie dla „Więzi”, że odwzajemnienie idzie dalej i głębiej niż odpowiedź, bo oznacza, iż także w Żydzie coś się zmieniło lub winno się zmienić. Chodzi przede wszystkim o bardziej pozytywne spojrzenie na chrześcijaństwo, na jego wiarę, na jego rolę w historii zbawienia, np. w tym zdaniu deklaracji: my, jako żydowscy teologowie, cieszymy się, że poprzez chrześcijaństwo setki milionów ludzi weszło w związki z Bogiem Izraela.

W Polsce powtarza to od lat nasz żydowski przyjaciel Stanisław Krajewski. On też w swoim komentarzu do „Dabru emet” zwrócił uwagę na rzecz dla nas ważną: Chrześcijanie zasługują na taki sam religijny szacunek jak Żydzi za to, że służą Bogu poprzez swoją tradycję. Nie pomimo tego, ale za to! [.] W „Dabru emet” jest [.] wyrażony szacunek do chrześcijan – i to nie tylko dlatego, że są ludźmi, czy że chcą życzliwie odnosić się do Żydów; chodzi o szacunek do chrześcijan jako chrześcijan. Za to, że są wierni chrześcijańskiemu objawieniu i tradycji. Szlachetni chrześcijanie szanują Żydów jako ludzi, jako ofiary prześladowań i Zagłady, jako twórców kultury, ich religia im nie przeszkadza. A przecież dla nas, wierzących, właśnie wiara Żyda winna być (z całym szacunkiem dla Żyda niewierzącego) najważniejszym źródłem naszej dlań czci i głębokiej wspólnoty. Tak mówi Pan Zastępów: W owych dniach dziesięciu mężów ze wszystkich narodów i języków uchwyci się skraju płaszcza człowieka z Judy, mówiąc: „Chcemy iść z wami, albowiem zrozumieliśmy, że z wami jest Bóg” (Za 8,23).

Potrzebne było nam, chrześcijanom, także cytowane już stwierdzenie Deklaracji, iż nazizm nie był fenomenem chrześcijańskim, zbyt często bowiem słyszymy o bezpośrednim związku pomiędzy antysemicką ideologią hitlerowską a wielowiekowym chrześcijańskim „nauczaniem pogardy” (pośredni związek oczywiście istnieje).

Chcę wreszcie wrócić do najważniejszego dla mnie i chyba najbardziej potrzebnego chrześcijanom dobrej woli stwierdzenia deklaracji: Chrześcijanie poznają Boga i służą Mu poprzez Jezusa Chrystusa i tradycję chrześcijańską. Tak jak Żydzi poznają Boga i służą Mu poprzez Torę i tradycję żydowską. Pełna symetria! Chodzi nie tylko o ważne i odważne użycie tytułu mesjańskiego Jezusa: „Chrystus” – nie jest to uznanie przez autorów deklaracji Jezusa jako Mesjasza, ale po prostu opis wiary chrześcijańskiej. Chodzi przede wszystkim o to, że chrześcijaństwo, traktowane nieraz przez Żydów jako bałwochwalstwo, zostaje uznane za prawomocną drogę do Boga Izraela. Czyż więc istnieją dwie równoległe drogi zbawienia – przez chrześcijaństwo i przez judaizm? Jako chrześcijanie wierzymy, że droga do zbawienia prowadzi zawsze i dla wszystkich przez Jezusa Chrystusa, że On jest jedynym Pośrednikiem Bożego zbawienia. Ale to nie znaczy, że np. Żyd musi uznać w Nim Zbawiciela, aby być zbawionym (wtedy stałby się chrześcijaninem, z czego się zawsze cieszymy). A więc: zbawienie przez Chrystusa, ale na różne sposoby. Teologia chrześcijańska nie bardzo jeszcze potrafi opisać tę rzeczywistość poza dość ogólnym stwierdzeniem. Pojawia się tu zatem wielkie wyzwanie dla chrześcijańskiej teologii judaizmu.

Z chrześcijańskiego punktu widzenia bardzo istotne jest zatem uznanie przez żydowskich teologów religijnego znaczenia chrześcijaństwa. Dodajmy też, że z drugiej strony chrześcijaństwo lepiej rozumie siebie, własną wiarę, nadzieję i miłość, w świetle judaizmu, w świetle jego wiary, nadziei i miłości. A także wtedy, kiedy zobaczy, jak Żydzi nań patrzą, także w tej deklaracji.

Dać szansę dobru

Dabru emet! Mówcie prawdę! Mówmy prawdę – o sobie wzajemnie. Są mity żydowskie na temat chrześcijaństwa, ale ile bzdur, pomówień, wręcz słów nienawiści pod adresem Żydów pada ciągle z ust chrześcijańskich, także w kościołach. Odkrycie prawdy o Jedwabnem wywołało u jednych zbawienny wstrząs, poczucie skruchy i solidarności z Żydami, a u innych erupcję gwałtowną mniej czy bardziej skrywanej dotychczas głupoty i nienawiści. Pewne próby podważania, pomniejszania znaczenia Deklaracji „Dabru emet” wynikały chyba stąd, że jest ona niewygodna: antysemita wie, jacy ci Żydzi są, i nie wolno mu tego obrazu psuć jakimiś rzekomo szlachetnymi tekstami.

Mówmy prawdę, chociaż jest bolesna. Niektórzy Polacy nawet po decyzji Episkopatu odprawienia w maju nabożeństwa pokutnego upierają się, że w Jedwabnem wszystkiemu są winni tylko Niemcy (i ewentualnie sami Żydzi). Mówmy prawdę o tym, co złe, ale także o tym, co dobre, by dać szansę dobru, by pomagać dobru, by pokazać, że może być inaczej, lepiej, piękniej. Trzeba mówić o Jedwabnem, Kielcach i Sandomierzu, ale także np. o Lublinie, gdzie tuż po ogłoszeniu „Dabru emet” arcybiskup i rabin wykopali ziemię z miejsc, w których przed wojną stały kościół i synagoga. Naczynia z ziemią przekazywano z rąk do rąk w kierunku Bramy Grodzkiej ongiś zwanej Żydowską, która dzieliła i łączyła dzielnice katolicką i żydowską miasta. Ziemię podawali z jednej strony ocaleni z Zagłady, z drugiej – Sprawiedliwi wśród Narodów Świata, a mieszał ją obecny tu Romuald Jakub Weksler-Waszkinel – ksiądz-Żyd ocalony przez polską rodzinę. Dwoje szesnastolatków, Polka i Izraelczyk, posadziło krzew winorośli – znak nadziei. Na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim naczelny rabin Rzymu otrzymał doktorat honoris causa, a w tamtejszej bazylice dominikanów na dwóch ambonach stanęli naprzeciw siebie teolog żydowski i teolog katolicki, aby wspólnie rozmawiać o Mesjaszu.

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Mówmy sobie całą prawdę, najpierw o naszych katolickich i polskich grzechach i o tym, co nas złączyło i łączy w historii i religii, aby – zgodnie z życzeniem rabina Dawida Novaka – Żydzi mogli żyć nie tylko wśród nas, chrześcijan, ale także z nami, a my razem z nimi. Mówmy prawdę, tę, o której Jezus powiedział, że wyzwala (J 8,32). Z niej rodzi się nadzieja na piękniejszą przyszłość. Mówmy prawdę, czyli obnażajmy zło i pokazujmy dobro. Czyńmy dobro ekumenicznie, bo nam wszystkim – ewangelikom, prawosławnym, katolikom – wspólne są korzenie judaistyczne i wspólna jest nam troska o pojednanie chrześcijańsko-żydowskie. Ale najpierw: mówmy sobie całą prawdę. Do tego nas, Żydów i chrześcijan, wzywa wspólny Pan przez izraelskiego proroka Zachariasza: Oto co powinniście czynić: Dabru emet. – Mówcie prawdę jeden drugiemu, dbajcie o rzetelne i sprawiedliwe sądy w bramach waszych i zachowujcie pokój! (Za 8,16).

ks. Michał Czajkowski

__________________________
ks. Michał Czajkowski – ur. 1934. Kapłan archidiecezji wrocławskiej. Prof. dr hab. teologii (biblistyka). Kierownik Katedry Teologii Ekumenicznej Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Członek Komitetu Episkopatu Polski ds. Dialogu z Judaizmem. Członek Międzynarodowej Rady Oświęcimskiej. Wybitny publicysta i rekolekcjonista. Autor naukowych i popularnych publikacji książkowych, m. in.: „Słowo blisko ciebie”, „Lud Przymierza”, „Egzystencjalna lektura Biblii”, „I ty zrozumiesz Pismo Święte” oraz licznych artykułów, wypowiedzi radiowych i telewizyjnych. Asystent kościelny „Więzi”. Mieszka w Warszawie.

Podziel się

Wiadomość

Możliwość komentowania jest wyłączona.