Jesień 2020, nr 3

Zamów

Pięć dni, które zmienią historię Ukrainy

Wizyta Jana Pawła II na Ukrainie przejdzie do historii zapewne nie tylko jako jedna z najważniejszych pielgrzymek tego pontyfikatu, ale również jako wydarzenie o kluczowym znaczeniu dla odkrywania przez naród ukraiński swej tożsamości u progu budowania niepodległego bytu. „Nikt jeszcze w historii nie powiedział tyle dobrego o Ukrainie, co Ojciec Święty w ciągu tych zaledwie pięciu dni” – powiedziała jedna z młodych lwowskich dziennikarek.

I rzeczywiście, Jan Paweł II przybywając na Ukrainę – która wydaje się być poważnie chora, nękana korupcją, słabością swych instytucji demokratycznych i rozdarta pomiędzy imperialnymi zakusami postsowieckiego kolosa a wolną Europą – ukazał jej zupełnie inną perspektywę. Wskazywał przede wszystkim na jej tysiącletnią, przebogatą kulturę, będącą wielką wartością nie tylko dla samych Ukraińców, ale również i dla współczesnej Europy. Samym mieszkańcom Ukrainy ukazywał fundamenty ich tożsamości. Furorę zrobiło stwierdzenie, że Papież mówi znacznie lepiej po ukraińsku od prezydenta Kuczmy. Język bowiem wciąż nie jest tu zwornikiem kształtującego się państwa: zaledwie jedna trzecia obywateli Ukrainy mówi po ukraińsku, jedna trzecia po rosyjsku, a reszta tzw. surżykiem, czyli przedziwną mieszaniną obu tych języków z olbrzymimi pozostałościami sowieckiej nowomowy. „Po wyjeździe Papieża mieszkańcy centralnej i wschodniej Ukrainy dostrzegą wartość naszego języka, na dodatek uświadomią sobie jego piękno” – powiedział jeden z językoznawców.

Kolejna sprawa, to dokonana przez Papieża promocja Ukrainy w Europie. Zachód bowiem wciąż patrzy na Ukrainę jak na niebezpieczny postsowiecki kraj, opanowany przez nomenklaturę Wspólnoty Niepodległych Państw, gdzie nie warto inwestować ani poważnie się angażować ze względu na zbyt duże ryzyko. Papieska wizyta zaowocuje zapewne zarówno zwiększeniem zainteresowania Ukrainą ze strony Europy, jak i zdecydowanym wzmocnieniem w tym kraju sił o orientacji proeuropejskiej. Wielką wagę polityczną miały deklaracje proeuropejskie, choć nie wiadomo na ile szczere, wygłaszane przez Leonida Kuczmę podczas pobytu Papieża.

Dla samego Ojca Świętego wizyta na Ukrainie miała wielkie znaczenie jako swoiste wypełnienie wielkiego projektu tego Papieża w dziedzinie budowania Europy, która winna oddychać swymi dwoma płucami – wschodnim i zachodnim. Wiele wysiłku Ojciec Święty włożył w trakcie pobytu na Ukrainie, aby Zachód dostrzegł wartość tego „wschodniego płuca”, podobnie jak bardzo się starał, aby samo „wschodnie płuco” zrozumiało swoją niepowtarzalność i wartość.

Historyczne znaczenie pielgrzymka ta będzie mieć także w zakresie dialogu ekumenicznego z prawosławiem. Wydarzyła się tu bowiem rzecz niezwykła. Mimo że oficjalny przedstawiciel Ukraińskiego Kościoła Prawosławnego podlegającego Patriarchatowi Moskiewskiemu nie przybył w Kijowie na spotkanie z Papieżem, to w liturgicznych spotkaniach z Ojcem Świętym uczestniczyły przecież wielotysięczne rzesze prawosławnych, a miliony uważnie śledziły te spotkania za pośrednictwem telewizji. Joaquin Navarro-Valls ujawnił, że dwie trzecie spośród uczestników papieskiej Mszy św. w Kijowie sprawowanej w obrządku wschodnim stanowili właśnie prawosławni. Tak więc, niezależnie od oficjalnego dialogu ekumenicznego prowadzonego w wąskich ramach na poziomie hierarchii, został tu nawiązany dialog z milionami wiernych prawosławnych. Można przypuszczać, że wrażenie, jakie w nich pozostawiły słowa Papieża, skutecznie uodporni ich na hałaśliwą, antywatykańską propagandę uprawianą przez Patriarchat Moskiewski. Wizerunek pokornego, cierpiącego Papieża, z miłością zwracającego się do każdego człowieka, zupełnie nie przystaje do obrazu wojującego monarchy Państwa Kościelnego, najeżdżającego kanoniczne terytoria prawosławia. Zresztą cała pielgrzymka upłynęła pod hasłem nieustannych apeli Jana Pawła II o zgodę, przebaczenie i budowanie jedności podzielonego Kościoła. Okazało się, że tak naprawdę jedyną „wojującą” stroną są hierarchowie pozostający w dyspozycji prawosławia moskiewskiego. Wydaje się jednak, że bezrefleksyjne kontynuowanie tego rodzaju nieprzejednanej linii prowadzić ich będzie do coraz większej izolacji, nawet w środowisku własnych wiernych.

Podczas wizyty Papieża na Ukrainie arcybiskup Tadeusz Kondrusiewicz z Moskwy po raz kolejny zaprosił Ojca Świętego do Rosji. I rzeczywiście, po tym co stało się na Ukrainie, nikt rozumny nie może już powiedzieć, że wizyta papieska w Rosji to tylko nierealne marzenie romantycznej duszy Papieża-Słowianina. Kropkę nad „i” w tej sprawie postawił jeden z komentatorów rosyjskich, stwierdzając, że prezydent Putin musi się teraz poważnie zastanowić, czy przypadkiem większą promocją dla niego samego nie byłoby raczej „kilka dni spędzonych w blasku Jana Pawła II niż całe życie w cieniu patriarchy Aleksego II”.

Przypomnieć warto, że ekumenizm na Ukrainie to nie tylko dialog z obecnym tu prawosławiem orientacji rosyjskiej, ale także z dwoma lokalnymi Kościołami prawosławnymi, zbuntowanymi wobec Moskwy: Ukraińskim Kościołem Prawosławnym Patriarchatu Kijowskiego oraz z Ukraińskim Autokefalicznym Kościołem Prawosławnym. A te dwa ostatnie już dziś deklarują wielką przychylność wobec Jana Pawła II i Kościoła katolickiego. Ich problemem nie są stosunki z katolicyzmem, lecz brak kanonicznego uznania w świecie prawosławnym.

Jan Paweł II, przebywając na Ukrainie, w niezwykły wprost sposób dowartościował tutejszy Ukraiński Kościół greckokatolicki. Odsłonił też przed całym światem jego niepowtarzalną wartość. A jest to, choć niemal nikt tego sobie nie uświadamia, jeden z najciekawszych Kościołów lokalnych w dzisiejszej Europie, z pewnością najprężniejszy i najbardziej dynamiczny w sensie duszpasterskim. Kościół ten, który w ciągu dziesięciu zaledwie lat odrodził się z niebytu po okresie krwawych prześladowań, ma dziś największy w Europie odsetek powołań, wierny lud, zahartowany męczeństwem, jak również doskonałą inteligencję, która buduje w tej chwili pierwszy na wschód od Bugu Uniwersytet Katolicki we Lwowie.

Beatyfikacja dwudziestu ośmiu męczenników, którzy oddali życie za wiarę w okresie komunistycznych prześladowań, z których jeden nawet został ukrzyżowany na drzwiach więzienia, stanowi wielki hołd Następcy św. Piotra wobec tego właśnie Kościoła. Jest zarazem spłatą długu Papieża wobec grekokatolików za ich wierność Stolicy Apostolskiej – wierność potwierdzoną męczeństwem. Rodzą się oczywiście pytania: czy nie zagraża temu Kościołowi zatrzymanie się niejako na celebracji własnej karty męczeństwa, co zagraża także innym wspólnotom kościelnym w tym regionie, i czy Kościół ten będzie potrafił skutecznie odpowiedzieć na zupełnie nowe wyzwania czasu i dawać teraz świadectwo w zupełnie inny sposób? Wydaje się, że będzie potrafił, a dowodem na to mogą być niezwykłe słowa wypowiedziane przez zwierzchnika tegoż Kościoła, kardynała Lubomyra Huzara, na początku liturgii bizantyjskiej we Lwowie. Kardynał bowiem dokonał niezwykłego wprost aktu przebaczenia prawosławnym za ich zbrodnie. Odważył się również prosić o wybaczenie win popełnionych przez wiernych swego Kościoła także wobec innych narodów. Choć kard. Huzar nie powiedział tego wprost, zapewne miał na myśli także rzezie, jakich Ukraińcy dokonywali w czasie II wojny światowej na Polakach i Żydach.

To ostatnie stwierdzenie jest także milowym krokiem na drodze pojednania polsko-ukraińskiego. Papieska pielgrzymka z pewnością i w tej sprawie wyda bogate owoce. Widomym znakiem nadziei było tu także spotkanie Papieża z młodzieżą na Sychowie, gdzie młodzi Ukraińcy i Polacy, grekokatolicy i katolicy łacińscy, we wspólnej modlitwie i radosnym uniesieniu dawali świadectwo żywej nadziei na przyszłość. Potwierdzeniem tego była wręczona tam właśnie nagroda pojednania polsko-ukraińskiego, którą otrzymali prof. Iwan Wakarczuk, rektor lwowskiego Uniwersytetu Iwana Franki, oraz prof. Jerzy Kłoczowski z Lublina. Korespondowały z tym papieskie słowa: Czas już oderwać się od bolesnej przeszłości! Chrześcijanie obu narodów muszą iść razem w imię jedynego Chrystusa, ku jedynemu Ojcu, prowadzeni przez Ducha Świętego, który jest źródłem i zasadą jedności.

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Jadąc na Ukrainę, Papież przybył także do wiernych Kościoła rzymskokatolickiego (zwanego tutaj łacińskim), którzy choć są dzisiaj w mniejszości, wnieśli trwały i poważny wkład w ukształtowanie kultury i religijnego oblicza tej ziemi. Kościół łaciński, podobnie jak i greckokatolicki, odbudowuje tu swe struktury, odnajdując na nowo swą tożsamość w obliczu zupełnie nowych wyzwań. A tym wyzwaniem jest nie tylko posługa duszpasterska wobec mniejszości polskiej, ale przede wszystkim inkulturacja w miejscowym środowisku, także w sensie językowym, ku nowej ewangelizacji postkomunistycznej Ukrainy.

Marcin Przeciszewski

__________________________
Marcin Przeciszewski – ur. 1958. Prezes i redaktor naczelny Katolickiej Agencji Informacyjnej. Studiował historię na Uniwersytecie Warszawskim i Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Działacz ruchów katolickich „Wiara i Światło”, „Wspólnoty Życia Chrześcijańskiego”, „Chemin Neuf”, redaktor tygodnika „Ład” (1987-1989), „Powciągliwości i Pracy” (1988-1990), założyciel i redaktor naczelny kwartalnika „Światło i Cienie” (1990-1993). Autor kilkuset artykułów prasowych, konsultor Rady Episkopatu Polski ds. Środków Społecznego Przekazu. Mieszka w Warszawie.

Podziel się

Wiadomość

Możliwość komentowania jest wyłączona.