Jesień 2020, nr 3

Zamów

Wreszcie mogę mieć nadzieję…

Moje związki z Jedwabnem mają charakter osobisty, a przez to oczywiście także emocjonalny. Mój dziadek, Nachum Radzik urodził się w Jedwabnem w roku 1892. Siedem lat później pożegnał swoich kuzynów i przyjaciół, by – wraz z rodzicami i rodzeństwem – rozpocząć nowe życie w Goldene Medina, kraju spełnionych marzeń, jak w jidysz nazywano Amerykę.

Mój dziadek umarł, kiedy byłem jeszcze dzieckiem i nigdy nie miałem okazji, by zapytać go o jego dzieciństwo w Jedwabnem. Zawsze jednak chciałem wiedzieć jak najwięcej o miejscu, z którego pochodził – z którego i ja przecież, poprzez niego, pochodzę. Moje zainteresowanie Jedwabnem stało się bardziej konkretne, kiedy – jako student University of Florida – odkryłem, że dawni mieszkańcy Jedwabnego, a wśród nich i ludzie ocaleni z Holokaustu, napisali księgę pamiątkową żydowskiej społeczności tego miasteczka.

To właśnie z tej księgi dowiedziałem się – ponad 16 lat temu – jaki los spotkał jedwabieńskich Żydów. Dowiedziałem się, że 10 lipca 1941 roku zostali oni zamordowani lub żywcem spaleni przez okolicznych Polaków. Dowiedziałem się także, że wśród zamordowanych byli moi krewni i kuzyni. Nie mogłem oprzeć się myśli, że taki sam los spotkałby mojego dziadka, gdyby pozostał w Jedwabnem.

Wizyta w Jedwabnem

W pewnym momencie dowiedziałem się, że mój uniwersytet ma podpisaną umowę dotyczącą letniej wymiany studentów z Uniwersytetem Adama Mickiewicza w Poznaniu. Kilka miesięcy później, latem 1985 roku, rozpocząłem ośmiotygodniowy kurs języka polskiego w tym mieście.

Podczas pobytu w Polsce wybrałem się, wraz z kilkoma polskimi przyjaciółmi, do Jedwabnego. Nie znalazłem tam żadnego śladu po żydowskich mieszkańcach, których dzieje – tak bogate i różnorodne – utrwalono na kartach księgi pamiątkowej. Wszelkie ślady ponadtrzystuletniej obecności Żydów w tym mieście zniknęły z uliczek Jedwabnego. Tylko w jednym miejscu, już za miastem, znaleźliśmy fizyczny ślad ich obecności – kamień, na którym napisano, że w tym właśnie miejscu żywcem spalono 1600 Żydów. Odpowiedzialność za tę zbrodnię autorzy pomnika w całości przypisali Niemcom. Jakikolwiek udział Polaków w tej zbrodni, jakakolwiek ich odpowiedzialność za to, co stało się 10 lipca 1941 roku, została w ten sposób po prostu wykluczona.

Wyjeżdżałem z Jedwabnego z ciężkim sercem, świadom faktu, że prawda o tym, co się stało, została sfałszowana. Przynajmniej w Polsce.

Kiedy Polską rządzili komuniści, trudno było się spodziewać, że cała prawda o tragedii Jedwabnego zostanie ujawniona. Nawet w siedem lat po upadku komunizmu Polska wciąż nie była przygotowana na przyjęcie tej trudnej prawdy. Kiedy w 1996 roku „The New York Times” opublikował mój list poruszający sprawę napisu na kamieniu w Jedwabnem, w kilku polskich gazetach pojawiły się artykuły negujące moją wypowiedź. Taka reakcja wzmocniła jedynie powszechne wśród amerykańskich Żydów przekonanie, że społeczeństwo polskie nadał jest przesiąknięte antysemityzmem, a ja sam po raz pierwszy zwątpiłem, by prawda o tym, co stało się w Jedwabnem, kiedykolwiek została w Polsce ujawniona.

Ogromne zainteresowanie, z jakim spotkała się w Polsce wydana w maju 2000 r. książka Jana Tomasza Grossa „Sąsiedzi”, a zwłaszcza tocząca się wokół niej dyskusja były dla mnie ogromnym zaskoczeniem i po raz pierwszy pozwoliły mi myśleć z optymizmem o przyszłości dialogu polsko-żydowskiego.

Przez ponad dziesięć lat karmiłem się nadzieją, że prawda o Jedwabnem stanie się w Polsce znana i akceptowana. Teraz ta nadzieja się spełnia. Władze lokalne zrozumiały, że obecny pomnik, zaprzeczający jakiemukolwiek udziałowi Polaków w dokonanej zbrodni jest kłamstwem i wiedzą, że należy go zastąpić nowym, odpowiadającym historycznej prawdzie jeszcze przed zbliżającą się 60. rocznicą pogromu. Jesienią zeszłego roku, podczas rozmowy ze mną i rabinem Jakubem Bakerem (autorem księgi pamiątkowej, o której pisałem wcześniej) polski minister spraw zagranicznych Władysław Bartoszewski podkreślił, że ujawnienie prawdy o Jedwabnem jest priorytetem dla polskich władz.

Więcej niż historia

Sądzę jednak, że wydarzenia w Jedwabnem i kilku okolicznych wsiach zasługują na coś więcej niż tylko rzeczowe uznanie historycznej prawdy. Konkretne działania, takie jak zmiana napisu na pomniku, udostępnienie archiwów dla badań genealogicznych, uporządkowanie starego żydowskiego cmentarza i godne upamiętnienie mogił są oczywiście bardzo ważne. Będą one miały znaczenie dla tych, którzy ocaleli i dla wszystkich potomków jedwabieńskich Żydów, rozproszonych dzisiaj na pięciu kontynentach.

Koniecznym uzupełnieniem tych działań ze strony Polaków powinno być jednak duchowe poszukiwanie odpowiedzi na pytania związane z Jedwabnem. Na przykład na pytanie o to, dlaczego tak wielu Polaków raczej potępiało niż szczyciło się tymi swoimi bohaterskimi rodakami, którzy – jak rodzina Wyrzykowskich w Jedwabnem – ryzykowali własne życie dla ratowania Żydów? Dlaczego tak wielu z tych, którzy dzisiaj w Polsce nie negują już prawdy, nadal zajmuje się raczej poszukiwaniem usprawiedliwień dla tego, co się stało, zamiast po prostu opłakiwać ofiary tej zbrodni?

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

I wreszcie – efektem tego duchowego poszukiwania powinno stać się przewartościowanie własnych uprzedzeń i stereotypów po to, by odpowiedzieć w prawdzie, czy własna postawa wobec Żydów zgodna jest z nauczaniem Jana Pawła II, który tak wiele dobrego uczynił dla wzajemnych relacji chrześcijańsko-żydowskich. Taki narodowy rachunek sumienia ma fundamentalne znaczenie dla tych wszystkich Polaków, którzy pragną żyć w „normalnym” kraju.

Dzięki doniesieniom prasowym i wielu listom, które dostałem od Polaków za pośrednictwem internetu, mogę z przekonaniem powiedzieć, że ten proces już się rozpoczął.

__________________
Morlan Ty Rogers – ukończył nauki polityczne na University of Florida i prawo w New York University School of Law. Pracuje w kancelarii prawniczej „Gallet, Dreyer & Berkey LLP”. Twórca strony internetowej Jedwabnego (www.jewishgen.org/yizkor/jedwabne). Mieszka w Nowym Jorku.

Podziel się

Wiadomość

Możliwość komentowania jest wyłączona.