Zima 2020, nr 4

Zamów

On rozumie nasz ból rozmowa

Agnieszka Magdziak-Miszewska: Jakie znaczenie miała, według Pana, wizyta Jana Pawła II w Yad Vashem? Czy można jej przypisywać znaczenie historyczne?

Avner Shalev: Wizyta Jana Pawła II w naszym instytucie – stanowiąca element jego pielgrzymki do Ziemi Świętej – z pewnością była wydarzeniem historycznym. Mówię to z całym przekonaniem. Jego obecność w Yad Vashem miała wymiar etyczny, duchowy, polityczny i osobisty – widziałem, że jest to dla niego autentyczne, osobiste przeżycie. Dla nas ogromne znaczenie miał fakt, że Papież potraktował swoją obecność w tym miejscu jako jedno z najważniejszych wydarzeń swojej duchowej podróży – uczynił z pobytu w Yad Vashem jeden z kulminacyjnych momentów swojej pielgrzymki. Z tego punktu widzenia było to wydarzenie przełomowe.

– Niektórzy komentatorzy byli rozczarowani brakiem w słowach Jana Pawła II oceny postawy Kościoła w okresie Szoah, a zwłaszcza oceny postawy papieża Piusa XII. Czy Pan oczekiwał, że Papież nawiąże do tych spraw?

– Osobiście nie spodziewałem się i nie oczekiwałem, że Jan Paweł II dokona jakichś drobiazgowych rozliczeń historycznych czy potępienia papieża Piusa XII. Znam na tyle historię i wewnętrzną dynamikę procesów w Kościele katolickim, by wiedzieć, że to niemożliwe. Takich rozliczeń dokonają kiedyś, w sposób obiektywny, historycy. To nie było zadanie dla Papieża. Jego pobyt u nas miał inne znaczenie.

Mam jednak nadzieję – i jest to jednocześnie oczekiwanie dużej części społeczeństwa izraelskiego – że głębokie przeżycie duchowe, jakim była dla Jana Pawła II wizyta u nas (podkreślił to przecież zaraz po powrocie do Watykanu), spowoduje przemyślenie raz jeszcze sensu beatyfikacji Piusa XII. Odłożenie tej kwestii, po pierwsze, nie naruszałoby tradycji Kościoła, bo nie wszyscy papieże zostawali świętymi; po drugie zaś, stanowiłoby najwyższy wyraz szacunku dla naszej wrażliwości.

– Mówi Pan, że obecność Jana Pawła II w Yad Vashem miała wymiar duchowy. Czy również dla Pana osobiście?

– Tak. Była też wielkim przeżyciem emocjonalnym. Wszyscy w Yad Vashem przygotowywaliśmy się do tego spotkania, myśleliśmy o tym dniu z nadzieją i oczekiwaniem. To, co się wydarzyło, przeszło jednak wszelkie oczekiwania. Jestem człowiekiem rzadko poddającym się emocjom – byłym żołnierzem, lotnikiem – ale tego dnia nie mogłem się im oprzeć. Ten człowiek w bieli, z godnością i niezwykłym hartem ducha pokonujący własne cierpienie, tak otwarty na cierpienia innych, wywarł na mnie niezwykłe wrażenie. Wszyscy mieliśmy łzy w oczach, kiedy z trudem pochylał się, zapalając znicz pamięci, gdy rozmawiał z ocalonymi z Zagłady, a przede wszystkim, kiedy – nie czekając, aż ich do niego podprowadzimy – szedł do wadowiczan.

To spotkanie wymyka się wszelkim ocenom. Wiedziałem jedno – jeśli Jan Paweł II po tylu latach pamięta imiona swoich żydowskich sąsiadów z Wadowic, jeśli pamięta ich historie, to także dlatego, że rozumie nasz ból i pamięta naszą tragedię. I że wobec tego wszystko, co dotąd uczynił i co nadal czyni dla porozumienia chrześcijan i żydów, przekracza ramy jakiegokolwiek pragmatyzmu, wynika z głębokiego przekonania i głębokiej duchowej potrzeby Papieża.

Jan Paweł II całym sobą uwiarygodnia proces przemian w Kościele katolickim. Jest najgłębiej prawdziwy. Spotkanie w Yad Vashem pozwoliło Izraelczykom zobaczyć tę jego „prawdziwość”. To jest przyczyna popularności Jana Pawła II w Izraelu – ludzie zrozumieli, że on niczego nie udaje i uwierzyli mu. Ja także. Dlatego tak bardzo cieszę się z odpowiedzi naszego premiera, Ehuda Baraka, na przesłanie Jana Pawła II. To również było niezwykle istotne dla dialogu pomiędzy żydami a chrześcijanami.

– Co w papieskim przesłaniu, z punktu widzenia dyrektora Yad Vashem, było najistotniejsze?

– Papież powiedział, że Szoah nie powinien i nie może być ignorowany, że trzeba o nim pamiętać. Przy czym jego przesłanie skierowane było także, a może przede wszystkim, do chrześcijan. To było bardzo istotne. Jan Paweł II powiedział również, że tę pamięć należy zachowywać nie tylko ze względu na historię – nie tylko dlatego, że Szoah jest częścią historii całej ludzkości, a nie tylko historii Żydów – ale że pamięć o Szoah jest obowiązkiem wobec przyszłości. Pamięć o Zagładzie konieczna jest po to, by aktywnie przeciwstawiać się złu, które jest ciągle obecne w świecie. Po to, by pamiętać o tym, jak groźne, jak straszliwe skutki może mieć odrzucenie podstawowych wartości, które są przecież wspólne dla nas wszystkich – niezależnie od tego, jaką religię wyznajemy i czy w ogóle wierzymy w Boga.

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Zagłada była możliwa tylko dlatego, że odrzucono Boga, że był On nieobecny w sercach i duszach morderców. Boga – czy, jeśli ktoś woli, wartości humanistyczne – zastąpiono ideologią. W Yad Vashem staramy się ukazać Szoah jako wydarzenie unikalne i uniwersalne zarazem. Naszym studentom i odwiedzającym nas ludziom przypominamy, że pokusa zastąpienia wartości ideologią ciągle jest obecna, pokazujemy ostateczne skutki realizacji takiej utopii i ostateczne skutki obojętności wobec zła.

Papież ukazał religijne, duchowe i polityczne skutki Szoah i zobowiązał niejako cały świat chrześcijański do zachowania pamięci. Potwierdził to zobowiązanie pod Ścianą Płaczu, prosząc jednocześnie o wybaczenie win popełnionych przez chrześcijan wobec nas. Karta z modlitwą, którą Jan Paweł II – wzorem wierzących Żydów – umieścił w szczelinie muru, jest teraz u nas, w Yad Vashem. Będziemy ten niezwykły dokument przechowywać, aby wszyscy, którzy nas odwiedzają, zachowali go w pamięci, aby pamiętali o tym, co się wydarzyło w Izraelu w marcu 2000 roku. Żeby z tego wydarzenia wszyscy – żydzi i chrześcijanie – wyciągali wnioski służące przełamywaniu barier.

Rozmawiała Agnieszka Magdziak-Miszewska

Podziel się

Wiadomość

Możliwość komentowania jest wyłączona.