Jesień 2020, nr 3

Zamów

Polacy i Żydzi: stereotypy jak zaraza

Wielokrotnie zastanawiało mnie, dlaczego w Polsce pojawiał się i pojawia antysemityzm1. Wielokrotnie zastanawiało mnie jednak też, dlaczego Polska dorobiła się stereotypu kraju antysemickiego. W końcu wrogość do Żydów jest zjawiskiem, które niestety występowało i występuje w różnych krajach. Praktycznie żadne państwo nie chciało przyjąć wychodźców, wyrzucanych z Niemiec po dojściu Hitlera do władzy. W ostatnich latach pojawia się coraz więcej świadectw o tym, jak źle byli traktowani Żydzi czy to w przeddzień wojny, czy w jej trakcie, w krajach długo uważanych za niewinne w sprawie żydowskiej. Zbyteczne przypominać, że to nie Polacy zgotowali Żydom rzeź. Zbyteczne też przypominać, że dobre pożycie grup etnicznych w ogóle często się nie udaje – co mówię ze smutkiem i wręcz nie chcąc zaakceptować postawy fatalistycznej w tym względzie.

Odnoszę wrażenie, że – jak to często bywa – stereotyp antysemickiej Polski miał oczywiście zakorzenienie w rzeczywistości, ale kształtował się i żył trochę mocą własnej dynamiki. Jej uwarunkowania też trzeba wytłumaczyć, zwłaszcza jeśli odrzuca się tezy w rodzaju głoszących – powiedzmy – istnienie żydowskiego sprzysiężenia, mającego na celu zdyskredytowanie Polaków.

Rzeczony stereotyp częściowo tłumaczył się – jak sądzę – powstaniem pewnej konfiguracji czynników oddziałujących w sprawie żydowskiej, a częściowo narastał przez kumulowanie się zaszłości.

Środowiska żydowskie silnie – jak się zdaje – odczuwały odrzucenie ze strony Polaków, związane z przeogromnym dystansem, jaki tradycyjnie oddzielał w Polsce obie społeczności. To były grupy współmieszkające, a nie współżyjące ze sobą (trochę jak czarni i biali dziś w Stanach Zjednoczonych). Z jednej strony przyczyniał się do tego katolicyzm, przez wieki negatywnie nastawiony do Żydów, a z drugiej – zamkniętość społeczności żydowskiej, w imię obrony własnego świata. Kolejna przyczyna stanowiąca o dystansie to długo, może do dziś trwający mały stopień modernizacji Polski. Tradycyjne społeczeństwo potrafi być silnie nastawione przeciwko „odmieńcom” – i tak było w przypadku polskiej wsi i małego miasteczka. Polska nie była w tym wyjątkiem; współczesne czasy, naznaczone konfliktami etnicznymi w byłej Jugosławii czy w dawnym Związku Radzieckim, są nowymi przejawami tego smutnego zjawiska.

Mały stopień modernizacji kraju miał jeszcze jeden skutek: ten mianowicie, że wielokrotnie Polska nie imponowała środowiskom żydowskim. Mówi się, zapewne zgodnie z prawdą, że polski romantyczny patriotyzm inspirował niejednego działacza żydowskiego, w tym syjonistycznego. Dla szerszych środowisk żydowskich Polska, z jej stopniem rozwoju (zacofania) cywilizacyjnego i gospodarczego, nie była jednak fascynująca.

Kultura i gospodarka niemiecka imponowały tamtejszym Żydom; gdy hitleryzm zwrócił się przeciw nim, byli nade wszystko zdumieni. Dziś, gdy hitleryzm padł, podejście środowisk żydowskich do Niemców jest chyba trochę takie, jak chorego na raka do guza, który udało się opanować. Prawda, trzeba było to i owo wyciąć. Prawda, że trzeba się też uważnie przyglądać, by problem się nie odnowił – ale ciało można uważać za jędrne i zdrowe. Tymczasem w Polsce, gdy u schyłku lat trzydziestych przyszła fala antysemityzmu, będąca bitwą o stragany ze strony często równie nędznych frčres ennemis, braci-wrogów – w środowiskach żydowskich umocniło się wrażenie kraju powszechnie i trwale antysemickiego. Owa fala z lat trzydziestych miała notabene ogromne znaczenie dla przyszłości: sprawiła, że wielu Żydów, zwłaszcza inteligentów, którym wówczas zamknięto liczne drogi, tym chętniej powitało z czasem nowy ustrój.

Dalszą okolicznością utrudniającą współżycie był długotrwały brak niepodległości Polski, owocujący patriotyzmem „plemiennym”, który wybuchł po 1918 roku i bezpośrednio prowadził np. do pogromu we Lwowie. Kraj odrodził się jako państwo narodu polskiego, i to mimo iż liczył około 30% mniejszości narodowych. Traktował je w najlepszym wypadku jako gości, którzy mają swoje prawa, którzy mogą być przyjęci niekiedy nawet w dodatkowej liczbie (sprawa tzw. Litwaków!) – ale którzy są tylko gośćmi, niekiedy dla gospodarzy wręcz nieco uciążliwymi.

Wizja Polski jako kraju antysemickiego umocniła się w wyniku wydarzeń, które rozegrały się na wschodzie po wejściu Armii Czerwonej na ziemie polskie 17 września 1939 roku. Część Żydów sympatyzowała z tym wydarzeniem. Negatywnie, rzecz jasna, oceniając ten fakt, większość Polaków nie wzięła pod uwagę ani tego, że była to tylko część ludności żydowskiej, ani tego, że dla Żydów wejście Rosjan oznaczało zatrzymanie Hitlera, ani w końcu tego, że postawa mniejszości etnicznych na wschodzie po 17 września obciążała po pierwsze politykę narodowościową państwa polskiego. Wytworzył się, jak się zdaje, dosyć jednolity front potępienia Żydów, który dał o sobie znać w chwili rekrutacji obywateli polskich do armii Andersa. Żydzi silnie odczuli ówczesne potępienie.

W samej okupowanej Polsce negatywny stereotyp Polaków też chyba doznał dalszego wzmocnienia wśród Żydów. Patrząc chłodnym okiem – choć o to niełatwo – można to uznać za paradoksalne. W końcu polska policja nie zorganizowała niczego w rodzaju łapanki na Val d’Hiv, podczas gdy negatywny stereotyp funkcjonuje nie w odniesieniu do Francuzów, lecz do Polaków. Żydzi mieli jednakowoż w Polsce poczucie absolutnego osamotnienia – ze względu na wielki dystans grup przed wojną, rozprzestrzenienie się już przed wojną niechętnych postaw wobec Żydów, także „po prostu” z uwagi na wprowadzone przez hitlerowców rozdzielenie grup. Nie mogły tego zmienić wypadki pomocy okazanej przez Polaków. Na tle poczucia osamotnienia wszystkie negatywne działania Polaków – poczynając od obojętności, a kończąc na szmalcownictwie – inkrustowały się w funkcjonujący stereotyp. Wzmacniał się on najpewniej także w skutku poczucia niedocenienia żydowskiej walki przez Polaków. Do dziś zdarzają się historycy polscy, którzy nie mówią o „powstaniu” w getcie warszawskim w 1943 roku, jedynie o „samoobronie” Żydów.

Niedocenianie walki i męczeństwa Żydów jest elementem swoistej konkurencji społeczności polskiej i żydowskiej w martyrologii i bohaterstwie. Środowiska żydowskie nieraz nie chcą przyjąć do wiadomości, że Polacy też są czuli na punkcie swojego obrazu z tamtych czasów. Wielokrotnie nie chcą przyjąć do wiadomości panowania w Polsce wizji wojny jako hekatomby narodu polskiego i przede wszystkim narodu polskiego. Na dodatek, jeśli komunistyczne władze przez kilkadziesiąt lat pomniejszały proporcję żydowskich ofiar Auschwitz, czy wręcz je przemilczały, to trudno oczekiwać, by dzisiejsze społeczeństwo polskie przyjmowało ze zrozumieniem przypominanie przez Żydów, jak wielkim żydowskim cmentarzem jest teren tego obozu. Społeczność żydowska niezbyt chce się wczuć w tę sprawę. Bez wniknięcia w często spotykaną mentalność Polaków do stereotypu antysemickiej Polski dokłada się zaś kolejna cegiełka.

Do dalszego umocnienia rzeczonego stereotypu przyczyniło się pewne założenie, odnoszące się do czasów okupacji. Mianowicie wszyscy, z grubsza biorąc, żyjemy w przekonaniu, że człowiek winien być drugiemu bratem w opałach. Wyniszczenie zarówno polskiego, jak europejskiego żydostwa dokonało się na ziemiach polskich, a Polacy nie pomogli – eo ipso są winni. Tak się przynajmniej często rozumuje przy różnych okazjach na całym świecie. Tymczasem samo założenie jest niestety nieprawdziwe. Zdanie „Kochaj bliźniego jak siebie samego” (lub: „Człowiek człowiekowi bratem”) jest postulatywne, a nie sprawozdawcze. Można wskazać dowolną liczbę wypadków w historii, gdy ludzie, niestety, nie pomogli bliźnim. Podejrzewam, że gdyby getta i obozy zagłady zorganizowano w innych krajach, to też mało kto z drugiej strony murów i drutów pomógłby uwięzionym. W odniesieniu do Polski czasu okupacji hitlerowskiej można raczej podziwiać, jak wielu znalazło się „Sprawiedliwych wśród narodów świata”.

W dalszej kolejności na wzmocnienie stereotypu oddziałały przejawy realnie istniejącego antysemityzmu powojennego. Kształtował się on w przedłużeniu antysemityzmu sprzed wojny. Wpierw można było Żydów nie lubić lub (i) walczyć z nimi o stragan, ale realnie udawało się „co najwyżej” obić parę osób kastetami. Teraz Żydzi bądź zniknęli przez komin, bądź byli słabi, bądź też można było ich nienawidzić za udział w importowanym z ZSRR komunizmie. Można było zabrać ich mieszkanie, i to tym bardziej że własne zniszczyła wojna, a więc oczekiwało się dziejowej sprawiedliwości. Można było zrzucić na Żydów całą winę za nowy ustrój – nie dostrzegając ani nie-Żydów w establishmencie, ani nie biorąc pod uwagę, jak wielu Żydów też nie miało nic wspólnego z komunizmem. Można było zwrócić uwagę, że pomnik powstania w getcie warszawskim stanął już w 1948 roku, w piątą rocznicę wybuchu powstania – podczas gdy pomnika Powstania Warszawskiego wciąż nie było2.

Następowało wówczas klasyczne przesunięcie agresji, znalezienie kozła ofiarnego – zwłaszcza np. w postaci Żyda przypadkowo jadącego pociągiem. Wokół genezy pogromu kieleckiego toczą się dyskusje. Nie ulega jednak chyba wątpliwości, że przeciętni ludzie, którzy się tam znaleźli, ochoczo bili Żydów. To wszystko wzmagało stereotyp Polski jako kraju antysemickiego – i to tym bardziej że dołączało się do opinii o kraju z lat trzydziestych. Wzmacniał się przy tym stereotyp nie tylko Polski tradycyjnej, czego ewentualnie pragnęli komuniści (jeśli przyjąć tezę o sprowokowaniu pogromu kieleckiego), ale po prostu Polski. Wzmacniał się zasadnie – aczkolwiek warto wziąć pod uwagę jedną sprawę. Przez długi czas mówiono o tym, co zaszło w Kielcach, jako o „ostatnim pogromie w dziejach Europy”. Dziś już nie da się niestety tak powiedzieć – nawet jeśli niedawne pogromy na naszym kontynencie kierowały się akurat nie przeciw Żydom. Warto więc mieć na uwadze, że pewne nienawiści mogą być uwarunkowane głębiej niż przez stosunek do grup, przeciw którym specyficznie się kierują. Warto też mieć na uwadze, że np. w świetle niedawnych doświadczeń z terenu byłej Jugosławii, Polska nie okazuje się jakimś fenomenem w kwestii zjawisk nagannych na polu stosunków etnicznych.

Rozwinięty komunizm nadal działał w kierunku pogłębienia dystansu pomiędzy grupami, a więc w kierunku odczuwania przez Żydów odrzucenia, czyli ostatecznie w kierunku postrzegania Polski jako kraju antysemickiego. Awans wielu komunistów pochodzenia żydowskiego stworzył bombę z opóźnionym zapłonem. Nie jest zresztą wykluczone, że Stalin przewidział wygodę takiego rozwiązania, gdy umieszczał ich na wysokich stanowiskach, zwłaszcza w aparacie policyjnym.

Obraz Żyda-stalinowca głęboko – jak się zdaje – zakorzenił się w społeczeństwie polskim. Jakąkolwiek by dziś toczyć publiczną dyskusję na tematy polsko-żydowskie, podnoszona jest obserwacja, że Żydzi są winni komunizmu w Polsce, a w tym jego najstraszniejszych przejawów. Nieraz mówi się o działaniach różnych ludzi żydowskiego pochodzenia w kategoriach konfliktu żydowsko-polskiego. Oczywiście przyjmuje się tu zasadę odpowiedzialności zbiorowej. Nie myśli się też ani o tym, że Żydzi, którzy przyłączyli się do komunizmu, uczynili to najczęściej w zamiarze odejścia od żydostwa, ani o tym, że byli nieraz w gruncie rzeczy bardziej Polakami niż Żydami, ani o tym w końcu, że reprezentowali mały procent Żydów i ludzi żydowskiego pochodzenia na świecie. Żydzi odczuwają niesprawiedliwie uogólnione oskarżenie i dokładają cegiełkę do stereotypu.

Przywiązywania wagi do postaci Żydów-stalinowców nie zmniejszył nawet fakt, iż wielu z nich z czasem zwróciło się przeciw komunizmowi, a on sam ostatecznie wystąpił w Polsce przeciw Żydom. Trudno powiedzieć, jak popularne stały się antysemickie hasła w 1968 roku. Zapewne jakieś porozumienie między komunizmem a częścią narodu zaczęło się wtedy kształtować, według starej recepty, na karku Żydów. W opinii światowej całość poszła jednak na rachunek wszystkich Polaków – choć nie wiadomo, czy w warunkach swobody wypowiedzi nie dałyby się wówczas słyszeć silniejsze głosy protestu niż to rzeczywiście miało miejsce. W opinii światowej kampania antysemicka z 1968 roku dołączyła się po prostu do negatywnej polskiej hipoteki. Jej obciążenia chyba nie zmniejszyło nawet zdecydowane odcięcie się po latach od marcowych haseł przez wiele środowisk. Trudno się temu dziwić. W końcu w latach sześćdziesiątych z żadnego kraju w Europie nie wyrzucano ludzi naznaczonych etnicznie (już nie i jeszcze nie!).

Końcowa walka z komunizmem oraz jego upadek wyzwoliły w rozważanych sprawach działania bardzo zróżnicowane. Jak w wielu ruchach wyzwoleńczych, tak i w Polsce lat osiemdziesiątych pojawił się wątek internacjonalistyczny, w tym expressis verbis sympatyzujący z Żydami. Dało o sobie znać zainteresowanie i uznanie dla historii ludności żydowskiej w Polsce. Łatwo można przytoczyć niejeden epizod symboliczny, świadczący o takiej właśnie postawie. Jednocześnie dyskurs ruchu antykomunistycznego był silnie narodowy – na dobre i niekiedy na złe. Był to wszak ruch emancypacji narodowej, a skądinąd innego języka po prostu nie było pod ręką. Mało tego: ruch posłużył się nieraz dyskursem narodowym z czasów sprzed zamrożenia go przez komunizm. Nie tylko w tej sprawie dla wielu ludzi czas poniekąd stanął w momencie nastania nowego ustroju, a potem zegarek ruszył jakby z opóźnieniem. Antykomunistyczny bunt był też bardzo rozległy, a więc obejmował uczestników o silnie zróżnicowanych orientacjach. W konsekwencji, czy to w okresie walki z komunizmem, czy później, czy wręcz teraz, można niestety napotkać w Polsce przejawy antysemityzmu. Pojawiają się one nieraz nawet w wypadku ludzi, mających skądinąd ładną kartę z działań wyzwoleńczych w latach osiemdziesiątych. Te ograniczone liczbowo fakty też bardzo źle oddziałują na opinię Polski – zwłaszcza że negatywy widzi się znacznie lepiej niż pozytywy, najczęściej uważane za coś normalnego.

Dziś odnosi się wrażenie, że mimo wszystko nie postawy aktywnie antysemickie są najbardziej znaczące dla kształtowania się sprawy żydowskiej w Polsce. One niewątpliwie i niestety występują – ale są ograniczone. Prawdziwie niedobre jest natomiast trwanie negatywnego stereotypu Żyda i wejście obrazu Żyda jako synonimu czegoś złego do dyskursu potocznego – co daje się zaobserwować przy różnych okazjach. Jest to zjawisko potencjalnie groźne, gdyż ewentualny aktywny antysemityzm może w nim łatwo znaleźć paliwo. Sytuacja ta różni się od panującej w wielu krajach zachodnich, gdzie przejawy zdeklarowanego antysemityzmu oczywiście też istnieją, ale gdzie w wielu środowiskach po prostu nie wypada mówić pewnych rzeczy.

W miarę następującej obecnie modernizacji Polski postawy aktywnie rasistowskie mogą się nawet zaakcentować – opinie bowiem będą się polaryzować w różnych sprawach, a w warunkach demokracji będą słyszalne. Można natomiast mieć nadzieję, że stopniowo ulegnie zatarciu podskórny antysemityzm społeczeństwa zamkniętego, przeciwnego obcym, w którym w dobrym tonie jest źle mówić o innych. Takie sprawy jednak zależą, jak wiadomo, od bardzo wielu czynników. W skądinąd zmodernizowanej Francji często mówi się źle o Arabach.

Nie najmniej ważnym czynnikiem ewolucji będzie świadome działanie przewodników opinii. W Polsce ogromnie istotną rolę odegra postawa Kościoła katolickiego. Dziś jest on istotnie zróżnicowany. Ze strony ludzi Kościoła słychać więc echa ożywionego dobrymi intencjami dialogu z judaizmem – ale i głosy, których porządny człowiek powinien się wstydzić.

Dla dalszej ewolucji ważna będzie również postawa ludzi obdarzonych autorytetem, którzy mogą inspirować poglądy szerszych grup. Nie wspomnianym dotychczas czynnikiem, który ogromnie przyczynił się do ugruntowywania obrazu Polski jako kraju antysemickiego, była słaba słyszalność głosów przeciwnych antysemityzmowi. Nieraz pojawiały się one – przed wojną i po wojnie. Widać były jednak za ciche bądź w warunkach komunizmu słabo słyszalne. Dziś widać je np. na łamach części prasy. W 1999 r. powstało stowarzyszenie „Otwarta Rzeczpospolita”, kierujące się przeciw antysemityzmowi i ksenofobii. Środowisko akademickie znacząco zaprotestowało przeciwko tzw. kłamstwu oświęcimskiemu, z jakim mieliśmy do czynienia w 1999 roku na jednym z polskich uniwersytetów. Wciąż jednak antysemickie publikacje, wystawione na sprzedaż dosłownie obok Uniwersytetu Warszawskiego, nie budzą protestu opinii. Wspomniane „kłamstwo oświęcimskie” sąd pierwszej instancji uznał za mało szkodliwe społecznie i w konsekwencji uwolnił autora od kary. Można oczywiście dyskutować, czy sądowe karanie w ogóle jest w takich sprawach rozwiązaniem – ale uznanie czynu za mało szkodliwy budzi zdumienie.

Sprawa żydowska często wraca w dyskusjach publicznych. Polską opinię wyraźnie boli stereotyp Polski jako kraju antysemickiego3. Reakcje na jego istnienie są zróżnicowane. Niekiedy bywają buńczuczne: mówcy w ogóle nie chcą dopuścić, jakoby przynajmniej niektórzy Polacy mogli mieć sobie coś do wyrzucenia (za to w czambuł obciążają Żydów odpowiedzialnością np. za zbrodnie stalinowskie). Relatywnie liczne są jednak też głosy zaświadczające chęć autentycznego rozpoznania historii wzajemnych stosunków Żydów i Polaków, chęć wczucia się w postawę strony żydowskiej, wręcz chęć budowania dobrych stosunków, choćby niezależnie od przeszłości.

Polska opinia, którą boli stereotyp Polski jako kraju antysemickiego, winna sobie jednakowoż nade wszystko zdać sprawę, że podstawową drogą do odmiany obrazu Polski jest podniesienie głosów przeciwko antysemityzmowi. Do tego trzeba polskiego Zoli, a w jego braku ustawicznych wysiłków codziennych.

Ostatnie słowo pro domo sua, tj. pod adresem mojego własnego środowiska, jakim jest świat polskich historyków. Dla przewartościowania opinii publicznej ważne jest chyba zarówno przypomnienie obecności, jak i katastrofy Żydów w Polsce. Nawet jeśli działanie w tym kierunku może niekiedy rozbudzić upiory, to myślę, że pozytywne skutki przywrócenia społecznej pamięci spraw z niej samoistnie bądź celowo wypartych miałoby dużą wartość. Stopień nieświadomości społeczeństwa polskiego w rozważanych sprawach, a więc tym większej podatności na brednie, robi silne wrażenie – niewiele tylko zmniejszane przez okoliczność, że w ogóle jest to społeczeństwo na historię uczulone, ale mało o niej wiedzące. Cieszę się więc, że badania nad historią Żydów w Polsce intensywnie rozwijają się w ostatnich latach. Miło mi, że wśród osób zajmujących się dziejami Żydów w Polsce, historią stosunków polsko-żydowskich oraz holokaustem, występują moi uczniowie4. Wciąż jednak mamy mało ośrodków i badaczy pracujących nad różnymi fragmentami przeszłości Żydów oraz wspólnej historii polsko-żydowskiej, a w tym także nad dziejami holokaustu i stosunków polsko-żydowskich w jego tle.

Marcin Kula

Marcin Kula – ur. 1943. Historyk, profesor Uniwersytetu Warszawskiego. Autor licznych publikacji, m.in. książek: „Początki czarnego niewolnictwa w Brazylii”, „Narodowe i rewolucyjne” (wyd. „Aneks” i Biblioteka „Więzi”), współwydawca kilkakrotnie nagradzanej pracy „Listy emigrantów z Brazylii i Stanów Zjednoczonych 1890-1891”. Mieszka w Warszawie.

______________________
1 Cyt. za: J. H. Aldrich, „Why Parties? The Origin and Transformation of Political Parties in America”, Chicago 1995, s. 3.

2 Dane: Polski Generalny Sondaż Wyborczy (1997, N = 2004), Instytut Studiów Politycznych PAN.

3 Seymour Martin Lipset, „What are Parties for?”, „Journal of Democracy”, Vol. 7, no. 1, 1996, s. 175.

4 A. Clymer, „Nonvoting Americans and Calls for Reform”, w: „The New York Times”, 2.01.2000.

5 Por. Mirosława Grabowska, Tadeusz Szawiel (red.), „Korzenie demokracji. Partie polityczne w środowisku lokalnym” (w druku). Badania przeprowadzono w latach 1995-1996.

6 Szerzej piszę o tym w artykule: T. Szawiel, „Zróżnicowanie lewicowo-prawicowe i jego korelaty”, w: R. Markowski (red.), „Wybory parlamentarne 1997. System partyjny. Postawy polityczne. Zachowania wyborcze”, Warszawa 1999, s. 111-148.

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

7 Nie chciałbym być złośliwy, ale warto pamiętać, co SdRP miała do zaproponowania na nowe otwarcie w 1990 roku: Nierealne, szkodliwe ekonomicznie i groźne społecznie są próby radykalnej i natychmiastowej reorientacji naszej gospodarki na system wolnorynkowy, cyt. za: „Programy partii i ugrupowań parlamentarnych 1989-1991” (Inka Słodkowska, red.), Warszawa 1995, t. 1, s. 104.

Dlatego też stwierdzamy, iż w podzielonej na bloki wojskowe Europie nie do zaakceptowania jest zarówno rozciąganie strefy NATO do polskiej granicy, jak i rezygnacja z gwarancji bezpieczeństwa wynikających z przynależności do Układu Warszawskiego. Stąd niezbędność posiadania silnej polskiej armii oraz celowość czasowego stacjonowania w Polsce wojsk radzieckich na wspólnie uzgodnionych i przestrzeganych zasadach. (Stanowisko Rady Naczelnej SdRP w sprawach międzynarodowych, marzec 1990), tamże, s. 99.

8 Por. M. Grabowska, T. Szawiel, „Budowanie demokracji” (w druku), rozdz. VII: „Partie polityczne jako działający aktorzy: organizacje – partyjne programy – elity”.

Podziel się

Wiadomość

Możliwość komentowania jest wyłączona.