Jesień 2020, nr 3

Zamów

Wolność i zło

Dwa słowa mogą streścić zainteresowania Fiodora Dostojewskiego: wolność i zło. Te zaś dwa słowa łączą się w jednym pojęciu: człowiek. Problem wolności wiąże się bowiem z problemem zła, a oba te problemy koncentrują się w osobie ludzkiej. Zła nie da się wyjaśnić bez wolności. Zło towarzyszy drogom wolności. Bez tego związku nie istnieje też kwestia odpowiedzialności za zło. Gdyby nie istniała wolność, to wtedy za zło odpowiadałby sam Stwórca. Dostojewski miał pełną świadomość, że zło jest dzieckiem wolności, ale dzieckiem wolności jest także dobro. Dotykamy w tym momencie tajemnicy człowieka: Człowiek jest tajemnicą. Trzeba ją rozwiązać, i jeśli będziesz ją rozwiązywać całe życie, to nie mów, że straciłeś czas; ja zajmuję się tą tajemnicą, chcę bowiem być człowiekiem (list Fiodora Dostojewskiego do brata z 16.07.1839 roku).

Próba rozwiązania tajemnicy człowieka doprowadziła Dostojewskiego do konfliktu i zerwania z całą dotychczasową wiedzą na temat antropologii. Pisarz buduje nową antropologię, której zasadniczym elementem jest istota ludzka traktowana jako „człowiek z lochu”. Określenie to nawiązuje do słynnej paraboli Platona – jesteśmy podobni do jeńców, uwięzionych w jaskini i zwróconych twarzami do jej wnętrza, którzy z tego, co dzieje się na zewnątrz jaskini, mogą widzieć jedynie cienie. Znamy bowiem bezpośrednio tylko rzeczy, te zaś są cieniami idei, a „człowiek z lochu” też nie pragnie pełni poznania.

Dostojewski, wróg tradycyjnego humanizmu, traktuje człowieka jako istotę irracjonalną i problematyczną, pełną sprzeczności, opanowaną przez żądzę samowoli i chęć cierpienia. Pisarz interesował się istotą człowieka, jej ukrytą głębią, której nikt jeszcze nie badał. Dostojewski w każdej ze swych powieści opisuje ontologiczny dynamizm tej głębi, ponieważ właśnie z jej dynamiki wypływa wieczny niepokój. „Człowiek z lochu” wie, że ze swej natury każdy dąży do szczęścia, zadowolenia, wygody. Z drugiej jednak strony człowiekiem kieruje dążenie do absolutnej wolności, do anarchizującej samowoli. Ostatecznie więc z napięcia między tymi dwiema tendencjami wypływa irracjonalność ludzkiej natury: Przecież ja, na przykład, wcale się nie zdziwię, jeśli nagle ni stąd, ni zowąd, pośród powszechnego dostatku w przyszłości, pojawi się nagle jakiś gentleman (.) z ironiczną i śmieszną fizjonomią, podeprze się pod boki i powie wszystkim: „A cóż, panowie, czyż nie rozwalić tego całego dostatku od razu w proch tylko w tym celu, aby wszystkie te logarytmy wyprawić do diabła i żebyśmy znowu mogli pożyć według swojej woli” (.) człowiek zawsze i wszędzie, kim by nie był, lubił postępować tak jak chciał, a wcale nie tak, jak nakazywał mu rozum i wygoda (.) chciał zawsze realizować swój własny, choćby najbardziej dziki kaprys, swoją fantazję, swoje rozdrażnienie, niekiedy dochodzące do szaleństwa, oto właśnie jest ta najistotniejsza wygoda, która nie poddaje się żadnej klasyfikacji, a z powodu której wszystkie systemy i teorie ciągle posyłane są do diabła (.) człowiek może świadomie zapragnąć dla siebie nawet czegoś szkodliwego, głupiego, nawet najgłupszego, a mianowicie żeby mieć prawo zapragnąć dla siebie czegoś najgłupszego i nie być związanym obowiązkiem pragnienia dla siebie jedynie rzeczy rozumnych.

W swej genialnej dialektyce antropologicznej Dostojewski rozbija wszystkie teorie i utopie na temat rozumności i wygody człowieka. Dążąc do zachowania swojej osobowości, indywidualności i wolności, człowiek gotów jest podejmować działania irracjonalne.

Człowiek może zapragnąć nieprawdopodobnej głupoty, najbardziej bezsensownej ekonomii, jedynie w tym celu, aby wyjawić element swojej własnej fantazji. Człowiek bowiem nieustannie musi udowadniać sobie, że jest człowiekiem, a nie „sztyfcikiem” lub „klawiszem fortepianu”, bardziej woli zniszczenie i chaos, niż osiągnięcie celu, interesuje go proces osiągania celu, a nie sam cel, dla człowieka „dwa razy dwa jest cztery” to nie jest już życie, a początek śmierci. Człowiek pożąda także cierpienia, ponieważ cierpienie potrzebne jest mu tak samo jak życiowa wygoda. Odczuwa wobec świata, a zwłaszcza wobec swoich wrogów, straszną samotność, z której nie ma wyjścia. W tym momencie zaczyna się „filozofia tragedii”, a tragedia jest proweniencji religijnej. Ostatecznie więc podświadomość, będąca źródłem wolności, jest siłą kierującą ludzkim życiem i określa postępowanie jednostki.

Jednocześnie Dostojewski gwałtownie występuje przeciw ubóstwianiu poznania i wiedzy. Wiedza nieuchronnie prowadzi do śmierci, podczas gdy wiara prowadzi do drzewa życia: Ale z drzewa poznania dobra i zła nie wolno ci jeść, bo gdy tylko zjesz z niego, na pewno umrzesz (Rdz 2, 17). Dostojewski odważył się poddać krytyce ludzki rozum, z nienawiścią i pogardą występując przeciwko „rozumowym dowodom”. W oczywistości naszego poznania pisarz postrzegał zniewolenie, gdyż wolność oznacza bezwzględny brak przymusu. Ponieważ prawdy wiedzy rozumowej zniewalają człowieka, przy spotkaniu z oczywistymi prawdami bohater „Notatek z lochu” klnie, drwi i pokazuje język. Woli żyć według swojej własnej „głupiej woli”. Równie radykalnie wypowiada się bohater opowiadania „Sen śmiesznego człowieka”, który odczuwa przy tym bezgraniczny smutek: Smutno mi dlatego, że nie znają prawdy, a ja ją znam. Ach, jak ciężko człowiekowi samemu znać prawdę! Ale oni tego nie rozumieją. Nie, przenigdy.

„Śmieszny człowiek” odrzuca naukę i wiedzę, ponieważ postrzega w nich zniewolenie: Zgoda, jesteśmy kłamliwi, źli i niesprawiedliwi, ale wiemy o tym i płaczemy z tego powodu, dręczymy się za to sami, i torturujemy siebie, i karzemy więcej nawet, być może, niż uczyni ten miłosierny sędzia, który będzie nas sądził, a którego imienia nie znamy. Ale mamy naukę, a przez nią odnajdziemy znów prawdę, lecz przyjmiemy ją świadomie, wiedza jest wyższa nad uczucie, świadomość życia – ponad życie. Nauka daje nam mądrość głęboką, mądrość odkryje nam prawa, a znajomość praw szczęścia wyższa jest ponad szczęście.

Wyjście z tej sytuacji może być tylko jedno – zaprzeczenie racjonalizmu i przyjęcie irracjonalnej zasady: To takie proste: w ciągu jednego dnia, w ciągu jednej godziny – wszystko by było od razu gotowe! Przede wszystkim: kochać innych jak siebie, to jest najważniejsze, i koniec, absolutnie nic więcej nie potrzeba: natychmiast będziemy wiedzieli, jak się urządzić. Właściwie to przecież tylko stara prawda, którą bilion razy powtarzano i czytano, a jednak się nie przyjęła!

Oznacza to, że „człowiek z lochu” i „śmieszny człowiek” wyczuwają więź między poznaniem i panującym w świecie złem. Dopóki prawda związana jest z poznaniem, dopóty nie da się wykorzenić zła i zło będzie atrybutem bytu. O tym, że „dwa razy dwa równa się cztery” jest początkiem śmierci, świadczy każdy werset Biblii. Szydząc z rozumu Dostojewski idzie śladami Biblii. Sens Słuchaj Izraelu (Pwp 5, 1) zawiera się bowiem w tym, że wszystko zależy od woli Bożej. Pisarz lękał się instynktownie wiecznych prawd rozumu, lękał się pokusy „będziecie jak Bóg” (Rdz 3, 5), i cała jego istota wyrywała się nie ku Atenom (ubóstwienie wiedzy), ale ku Jerozolimie, ku akceptacji wiary: Wszystko, co nie pochodzi z wiary, jest grzechem (Rz 14, 23).

Wolność jest irracjonalna ze swej natury i dlatego można tworzyć i dobro, i zło. Ale jedynie dobro płynące z wolności jest dobrem prawdziwym. Dobro płynące z przymusu jest czynem szatańskim.

Droga wolności może prowadzić do samowoli (anarchii), a samowola prowadzi do zła. Zło nie jest jednak czymś zewnętrznym w stosunku do człowieka, ale wypływa z jego natury, a mówiąc ściślej z wolnej decyzji człowieka. Nie ma żadnego „prawa naturalnego”, o którym z takim namaszczeniem rozprawiają uczeni scholastycy na przestrzeni wieków. Powołują się przy tym z lubością na cytat z listu Apostoła Pawła: Poganie, którzy Prawa nie mają, idąc za naturą, czynią to, co Prawo nakazuje, chociaż Prawa nie znają (Rz 2, 14). Sęk jednak w tym, że pojęcia „natura”, „osoba”, ostatecznie ukształtowały się, a nawet nabrały swego znaczenia, dopiero w IV wieku. List zaś został napisany w I wieku. Mówimy więc o czymś, czego nie ma, ale co jakoby jest. Według Dostojewskiego filozofia i humanizm odrzucają głębię ludzkiej natury, odrzucają wolność człowieka i odpowiedzialność. Zło zaś czai się w głębi ludzkiej natury jako cień wolności. Istnieje więc wewnętrzne źródło zła w samym człowieku i źródło zewnętrzne, w sprawcy zła, czyli w szatanie.

Ponieważ jest ten, który jest nosicielem zła, więc zło nie może być jedynie „brakiem dobra”. Zło, podobnie jak ból i cierpienie, nie są po prostu przypadkowymi potknięciami ewolucji. Zło jest znakiem, że w człowieku jest wewnętrzna głębia. Związane jest z osobą i jedynie osoba może czynić zło i za zło odpowiadać. Bezosobowa moc nie może odpowiadać za zło. Istnieje osoba (szatan, człowiek) i zło ma swoje źródło w tejże osobie.

Stosunek Dostojewskiego do zła był jednak antynomiczny. Nie był to stosunek prawniczy, ale rozumienie zła jako problemu metafizycznego. Człowiek jest wolną osobą i odpowiada za zło. Należy więc zło ukazać w jego nicości i zło musi ulec zniszczeniu. Jest to jedna ze stron stosunku Dostojewskiego do zła. Zło jest jednak także tragiczną drogą człowieka, jego wolności. Jest też przeżycie zła, ale właściwe wolnej osobie, a nie niewolnikowi. Dostojewski walczy więc ze złem, gdyż postrzega zło jako pasożyta na wolności człowieka. Aby zaistnieć, zło musi, jak huba, znaleźć swego żywiciela, znaleźć swego „patrona”. Tym patronem, który rodzi fantomy zła (wyobraźnia i pragnienie) i przekształca je w rzeczywistość, jest człowiek.

Dostojewski nie buduje teorii, że zło jest jedynie momentem w ewolucji dobra. Zło musi spłonąć w płomieniach Hadesu. Dostojewski przeprowadza więc zło przez ogień otchłani. Nie można bawić się ze złem „w klocki”. Nie da się tej zabawy wygrać. Dostojewski ukazuje zło jako cierpienie. Jest to tragiczna droga doświadczania ludzkiej wolności. Jeśli zło jest związane z cierpieniem, to musi oczekiwać odkupienia. Wolność prowadzi do zła, ale to nie jest wybór ostateczny. W złu zatraca się wolność, staje się niewolą. Wyzwolenie może nadejść ze strony wolności absolutnej, czyli od Chrystusa. Inaczej pozostają męki sumienia i ślepy zaułek. Każdy czyn zła jest zabójstwem, zabójstwem samego siebie. Aby się zbawić, trzeba powrócić do wolności, trzeba dokonać wyboru ostatecznego.

Siła Dostojewskiego tkwi w politycznym i religijnym eschatologizmie, w tendencji do zbliżania problemów ostatecznych, do wykrywania ich zalążków już w teraźniejszości, do przeżywania przyszłości jako już dziś obecnej w walce jednocześnie działających sił (Evdokimov). Dostojewski zauważył, że rycerze Apokalipsy przebiegają ziemię (Ap 6, 1-8). Biały rycerz zwycięzca, Chrystus, otacza się dziwnymi towarzyszami-rycerzami, którzy wyobrażają wojnę, głód, śmierć. Zapomniano, że chrześcijaństwo ma być gens prophetica, świat zamyka się w sobie i może nie usłyszy już głosu Chrystusa. Również chrześcijaństwo zamyka się w sobie i nie ma już żadnego wpływu na historię. Wielkie powieści Dostojewskiego, jak „Idiota”, „Biesy”, „Bracia Karamazow”, są wyzwoleniem chrześcijańskiego profetyzmu w czasach maksymalnego zmaterializowania.

Działalność sił wrogich Chrystusowi (syn diabła, wróg wszelkiej prawdy, Dz 13, 10; działanie szatana, z całą mocą, wśród znaków i fałszywych cudów, 2 Tes 2, 9; sam bowiem szatan podaje się za anioła światłości 2 Kor 11, 14) polega na ustawicznym wchodzeniu w rolę Chrystusa-Zbawcy i dobroczyńcy ludzkości, co odpowiada proroctwu Chrystusa o powstaniu fałszywych mesjaszy i fałszywych proroków (Mk 13, 22). Zgodnie z kryterium rozpoznawczym, głoszącym, że po owocach poznajemy dobre i złe duchy (Mt 7, 16), Dostojewski osądza tych, którzy chcą sobą „zamienić” Chrystusa, gdyż ich działalność spowoduje, że wzmoże się nieprawość (Mt 24, 12).

Nie przypadkiem Wierchowieński na wodza rewolucji upatrzył sobie Stawrogina. Stawrogin przez seksualną rozpustę dochodzi do obrzydliwych zbrodni, i zbrodnie te każą mu rozstać się z Bogiem. I on, i wszyscy członkowie „organizacji” z „Biesów” nienawidzą Boga. Boga mogą nienawidzić tylko opętani. Chcą niszczyć, ale nie mają żadnej „wizji przyszłości”. Dlatego też jednym z epigramów do „Biesów” jest fragment ballady Puszkina „Biesy”:

Wokół mrok, choć wykol oczy;
Co tu robić? Będzie źle!
Bies nas, widać, w polu toczy
I kołuje nami w mgle.

Z tego powodu również rewolucjoniści, nienawidząc Boga, zarazem odrzucają Jego osobowe istnienie: Bóg jest syntezą osobowości całego narodu.

Sytuacja życiowa człowieka bez Boga prowadzi jedynie do samobójstwa. Otchłań zła jest nicością, zło przenika byt mocą negacji, ale punkt kulminacyjny rozwoju zła jest zarazem początkiem jego końca. Kiriłłow wyraźnie stwierdza: Jeżeli nie ma Boga, to ja jestem Bogiem (.) Jeżeli Boga nie ma, to wszystko jest moją wolą i mam obowiązek ogłoszenia tej samowoli (.). Mam obowiązek się zastrzelić, bo najwyższym wyrazem mojej samowoli jest zabić samego siebie (.). Mam obowiązek złożyć świadectwo niewierze. Nie ma dla mnie wyższej idei jak to, że Boga nie ma. Świadczy o tym cała historia ludzkości. Człowiek nic innego nie robił, tylko wciąż wymyślał sobie boga, aby móc żyć i nie odbierać sobie życia. W tym są zawarte dotychczasowe dzieje ludzkości. Ja pierwszy w historii świata nie chciałem wymyślić Boga. Niech się wszyscy dowiedzą o tym raz na zawsze (.). Trzy lata szukałem atrybutu mojej boskości i znalazłem. Jest nim – samowola! Bo dzięki niej mogę w najważniejszej rzeczy zamanifestować swoją niepokorność i wykazać swoją nową, straszliwą wolność. Bo ona jest straszliwa. Zabijam siebie, aby zamanifestować niepokorność i swoją straszliwą, nową wolność.

Aby tę samowolę udowodnić, Kiriłłow popełnia samobójstwo. Również Stawrogin, obywatel kantonu Uri wisiał za drzwiami. Zostawił jedynie kartkę z napisanym jednym zdaniem: Nie oskarżać nikogo, ja sam. Wierchowieński zwodzi miasto, a wiemy, że miasto w literaturze starochrześcijańskiej jest symbolem państwa. Biesy opętują więc państwo i tylko „nauczyciel biesów”, Wierchowieński-ojciec, nawraca się na łożu śmierci. W ostatecznym rozrachunku legion biesów może znaleźć swe właściwe miejsce jedynie w stadzie świń, uważanych za jedne z najniższych stworzeń. Stado świń natychmiast rzuca się urwistym zboczem do jeziora i tonie, co oznacza, że duch nieczysty powraca do „wodnej głębiny”, symbolu pierwotnego chaosu (Łk 8, 32-33).

Aniołowi Kościoła w Laodycei napisz: Ty bowiem mówisz „jestem bogaty” i „wzbogaciłem się” i „niczego mi nie potrzeba”, a nie wiesz, że to ty jesteś nieszczęsny i godzien litości, i biedny, i ślepy, i nagi (.) Oto stoję u drzwi i kołaczę. (Ap 3, 17.20).

Przykładem działania sił wrogich Chrystusowi jest doktryna Szygalewa. Oto jak charakteryzuje ją Wierchowieński-syn: Szygalew to człowiek genialny! (.) To on wymyślił „równość”! (.) każdy członek społeczeństwa śledzi jeden drugiego i ma obowiązek denuncjować go. Każdy należy do wszystkich, wszyscy do każdego. Wszyscy są niewolnikami, równymi w niewolnictwie. W wyjątkowych wypadkach. oszczerstwo i zabójstwo. Lecz zawsze równość. Zaczyna się od zaniżenia poziomu wykształcenia, wiedzy, talentów. Wysoki poziom wiedzy i talentu dobry jest tylko dla uzdolnionych. Nie trzeba ludzi uzdolnionych! Bardziej uzdolnieni zawsze zdobywali władzę i byli tyranami. Musieli być tyranami. Więcej deprawowali, niż przynosili korzyści. Tam, w dziele Szygalewa, wypędza się ich i skazuje na śmierć. Cyceronowi obcina się język. Kopernikowi wykłuwa się oczy. Szekspira się kamienuje. Oto jest szygalewszczyzna. Niewolnicy muszą być równi! Nie było nigdy ani wolności, ani równości bez despotyzmu, lecz w stadzie musi być równość.

Idea Szygalewa pozornie wydaje się być rozwinięciem nauki Chrystusa (nie pozwalajcie nazywać się Rabbi (.) nikogo też na ziemi nie nazywajcie waszym ojcem (.) nie chciejcie również, żeby was nazywano mistrzami (.) wy wszyscy braćmi jesteście Mt 23, 9. 10. 8), ale z pominięciem ojcostwa Boga. Wszyscy bogami jesteście, ale według Pisma pod jednym uprzednim warunkiem, by uznali się za „synów Najwyższego” (Ps 81, 6). Hasło „Wolność, równość, braterstwo albo śmierć” prowadzi bowiem do stworzenia nowej wieży Babel – świata bez Boga. Głosiciel takich poglądów sam staje się więc alter ego diabła.

Szygalew i Wierchowieński dostrzegają jednak, że niewolnicy również powinni mieć swoich rządców. Jedna dziesiąta część społeczeństwa otrzymuje więc wolność osobistą i bezgraniczną władzę nad pozostałymi: Tamci zaś zatracają osobowość, stają się stadem i bezgraniczne posłuszeństwo doprowadza ich w drodze przekształceń do niewinności pierwotnej, do jakiegoś raju przedhistorycznego (.) którego utratę opłakuje ludzkość (.). Wychodzę od nieograniczonej wolności, dochodzę zaś do nieograniczonego despotyzmu.

O ile Chrystus przywraca wolność i raj własną krwią, o tyle bohaterowie „Biesów” pragną uczynić to cudzym kosztem: „radykalnie ściąć sto milionów głów”. Do osiągnięcia tych celów prowadzą środki autentycznie niemoralne (kłamstwo, pijaństwo, donosy, rozpusta: każdego geniusza zabijemy w kolebce (.) chwytajcie noże).

Znajduje to potwierdzenie w historii czasów Dostojewskiego. Nieczajew zalecał posługiwanie się wyłącznie środkami niemoralnymi. Jego Katechizm głosił: Rewolucjonista nie powinien mieć żadnych interesów, spraw, uczuć, przywiązania, własności, nawet istnienia, wszystko to bowiem pochłania rewolucja (.) zna jedną naukę: zniszczenie (.). Jedynym marzeniem rewolucjonisty jest niszczenie bez miłosierdzia (.) dalsza organizacja wyłoni się sama.

Zrealizowaniu tej idei służy utopia budowania społeczeństwa w oparciu o zasady nauki i rozumu: Socjalizm z istoty swojej musi być ateizmem (.) likwidujcie cerkwie, unicestwiajcie Boga, zrywajcie małżeństwa, nie przestrzegajcie praw spadkowych. (.) Całą ziemię oddać chłopom i przekleństwo rzucić popom, cerkwiom, ślubom i rodzinie (.) stary świat niech marnie zginie.

Każdy środek jest dobry, aby zrealizować cel, którym jest przywrócenie fałszywie pojętego raju prarodziców (demoralizacja niesłychana, podła, gdy człowiek zmienia się w „mierzwę”, zniszczenia, pożary, legendy i jeszcze „świeżej krwi”). Pomocnikami w realizowaniu tego „ideału” są wszyscy ci, którzy postępują niemoralnie.

Nie konflikt między duchem i materią polaryzuje świat, lecz konflikt między duchami o różnej naturze (Ap 12, 7-8). Trzynasty rozdział Apokalipsy mówi o dwóch demonicznych właściwościach, posiadających olbrzymią siłę niszczenia, o nieograniczonej władzy nad żywymi, przypominającej państwo totalitarne, i o fałszywych prorokach. Przeciwieństwo dwóch królestw, wykluczających się nawzajem, tłumaczy katastrofalny koniec. Można przypuszczać, że jeden z tych prądów zostanie ukoronowany przez Chrystusa w paruzji, drugi zaś zakończony nadejściem Antychrysta.

Polemizując z całą tradycją chrześcijańską głoszącą Bogoczłowieczeństwo, Kiriłłow na miejsce Boga-Człowieka podstawia człowieka-boga:

– Przyjdzie, a imię jego będzie człowiek-bóg.

– Bóg-człowiek?

– Nie. Człowiek-bóg, w tym różnica.

Człowiek wchodzący na miejsce Boga, fałszywy zbawca, staje się tyranem. W powieści „Sioło Stiepanczykowo i jego mieszkańcy” tyranem jest biedak, proletariusz, dawny błazen, tyrania jego akceptowana jest dobrowolnie przez tyranizowanych. Żyjemy bowiem w czasach niebywałego pomieszania pojęć. Nie jest to przejrzysta atmosfera Ewangelii, ale przepowiedziany czas fałszywych proroków, fałszywych słów, sfałszowanych wartości oraz sytuacji odwróconych i przewrotnych. Dostojewski pokazał, że pustynia jako mieszkanie demonów przeniosła się w samo serce ludów, które żyją na tym świecie, nie mając nadziei i bez Boga (por. Ef 2, 12). Dlatego też Wierchowieński pouczał swoich zwolenników: Czy wie pan, drogi przyjacielu, że prawda jest zawsze nieprawdopodobna? Aby nadać jej cechy prawdopodobieństwa, trzeba koniecznie dodać do niej trochę kłamstwa.

Bohaterowie Dostojewskiego, poczynając od „człowieka z lochu”, to monady o zdumiewającej niezależności wewnętrznej. Każdy z nich jest przedstawicielem przygodnego plemienia, prowadzącym dysputę ze swoim sobowtórem. Jednak w każdym ze swych sobowtórów bohater unicestwia się (przez zaprzeczenie) po to, by się odrodzić. Zło, według Dostojewskiego, jest realnością ontologiczną i wynika z niedoskonałości stworzonego bytu. Zarazem jednak ujawnia dobro i dlatego Mitia Karamazow mówi, że idąc po drodze diabła jest dzieckiem Bożym i kocha Boga. Ponieważ Bóg jest wolnością kochającą i oczekuje wolnej odpowiedzi swego stworzenia, a człowiek może pokutować, daje to możliwość przezwyciężenia samego siebie i powrotu do domu Ojca, do Jego łaski. Podstawowym bowiem problemem postawionym przez Dostojewskiego jest pytanie, czy trzeba, czy też nie trzeba słuchać Ewangelii (moralność i kultura wypływają z Ewangelii, a nie z chrześcijaństwa bądź też z Kościoła).

Nie wolno jednak zapominać, że temu, co nazywa się akoloutia upadku, Bóg przeciwstawił akoloutia zbawienia i jedynie Chrystus posiada klucze historii.

Poprzez infernalny tragizm rzeczywistości ziemskiej, w której człowiek postawił siebie samego w miejsce Boga, prześwituje radość zbawienia: Sens Golgoty tkwi nie w ubóstwieniu cierpienia, ale w jego przezwyciężeniu.

Prawda w sobie jawi się Dostojewskiemu, zgodnie z nauką Ewangelii, jako wcielona w Chrystusa. Pisarz ukazuje ją jako osobowość znajdującą się w kontakcie z innymi osobowościami. Kontakt ten ma charakter zbawczy i prowadzi ewolucyjnie do spełnienia słów Chrystusa: przyjdę powtórnie i zabiorę was do siebie (J 14, 3).

Kwintesencję rozumienia zła znajdujemy w Legendzie o Wielkim Inkwizytorze. Ateista Iwan Karamazow postanowił podnieść rękę na „wieczny ideał Piękna” i oskarżyć „Jedynego Bezgrzesznego”. Zamiast religijnych dowodów Iwan tworzy mit religijny, zamiast historycznych faktów konstruuje legendę, której akcja toczy się w XVI wieku w Hiszpanii. Zbawiciel przychodzi znowu na ziemię w Sewilli, w strasznym okresie inkwizycji i przyciąga lud. Wtedy Wielki Inkwizytor poleca straży aresztować Jezusa. W nocy sam przychodzi do Jezusa i zaczyna mówić. Wielki monolog inkwizytora jest oskarżeniem Chrystusa i Jego dzieła. Już Liebiediew w „Idiocie”, analizując tekst Ap 8, 10, poddaje krytyce cywilizację pozbawioną wiążącej duchowej idei i taki jest też wydźwięk legendy. Dostojewski ukazuje fałsz idei „ziemskiego raju” w planie metafizycznym. W legendzie słyszymy Kiriłłowa, Swidrygajłowa, Raskolnikowa i Szygalewa, ale Wielki Inkwizytor tworzy ideologię-monolit.

Kardynał Inkwizytor głosi, że Jezus słusznie odrzucił trzy pokusy na pustyni (Mt 4, 1-11; Łk 4, 1-12), ale swoją własną zdradę nauki Chrystusa usprawiedliwia miłością do ludzi. Pierwsza pokusa to proroczy obraz historii ludzkości – chleb jako symbol bezbożnego socjalizmu. Inkwizytor, jak i socjaliści, w imię dobra człowieka buduje społeczeństwo zniewolenia. Chrystus głosił obraz Boży w człowieku i wolność, inkwizytor natomiast uważa wolność za przekleństwo bezsilnych buntowników. W celu uszczęśliwienia ludzi poprzez wymuszony dobrobyt głosi więc niewolę i ucieczkę od wolności. W imię wolności człowieka Chrystus odrzucił dwie następne pokusy – cudów i władzy, pragnął bowiem wiary wypływającej wyłącznie z wolności. Inkwizytor „poprawia” naukę Chrystusa (być z Chrystusem i być „chrześcijaninem” – te dwa pojęcia dzieli od siebie otchłań) i buduje nową wizję chrześcijaństwa na cudach, tajemnicy i autorytecie: A jeżeli to tajemnica – mówi inkwizytor – wówczas i my mamy prawo głosić tajemnicę i pouczać ich, iż nie wolny wybór serc ich jest ważny i nie miłość, lecz tajemnica, której powinni podporządkować się ślepo, nawet na przekór sumieniu. I właśnie to zrobiliśmy. Poprawiliśmy Twoje dzieło i oparli je na cudzie, tajemnicy i autorytecie.

Wolność może doprowadzić ludzi jedynie do wzajemnego niszczenia się, ale potem buntownicy sami przypełzną i inkwizytor da im chleb, lecz zwiąże ich wolność. Inkwizytor zamierzał podzielić ludzi na dwie kategorie – władców i poddanych. Dzięki temu podziałowi można ustanowić dwie moralności, moralność panów i moralność niewolników, oraz uśpić ludzkie sumienie. Inkwizytor odrzuca moralną równość ludzi. Tajemnica inkwizytora zamyka się w tym, że nie wierzy w Boga i jest po stronie diabła („nie jesteśmy z Tobą, lecz z nim, oto nasza tajemnica”), budując jednocześnie swoistą formę „satanodycei”. Oskarżając z pasją katolicyzm, Iwan odkrywa metafizyczny sens wolności i władzy, wiary i niewiary oraz dialektyczną naturę procesu historycznego. Inkwizytor jest postacią tragiczną – całe życie poświęcił służbie Chrystusowi, był pustelnikiem, ale u schyłku swych dni traci wiarę (tragedia inkwizytora jest zarazem tragedią ducha negacji). Jako Antychryst występuje przeciw Chrystusowi w imię Chrystusowego przykazania miłości bliźniego (Antychryst jako fałszywy Chrystus, a nie jako anty-Chrystus). Inkwizytor odrzuca przykazanie miłości Boga i staje się fanatykiem przykazania miłości człowieka, ale bezbożna miłość musi w nieunikniony sposób prowadzić do nienawiści i rodzi pokusę powszechnego zniewolenia. Inkwizytor de facto stracił także wiarę w człowieka. Skoro nie ma Boga i nieśmiertelności, to trzeba ułatwić życie nieszczęsnym oraz słabym ludzkim istotom i kardynał-inkwizytor głosi zaprowadzenie „powszechnego szczęścia”, polegającego na osiągnięciu na ziemi ostatecznej doskonałości siłami ludzkimi, ale jako obrońca ubogich staje się wikariuszem diabła, gdyż buduje nowy wariant Wieży Babel, rzucając fałszywe hasła wolności, równości i braterstwa. Punktem wyjścia doktryny inkwizytora jest bezbożna miłość człowieka, która prowadzi do przemienienia ludzi w zwierzęta domowe, żyjące w systemie nakazowo-rozdzielczym. Ostatecznie bowiem teoria ta prowadzi do „nieograniczonego despotyzmu”. Oskarżając Chrystusa, inkwizytor jednocześnie wygłasza wyrok na swoje antychrystowe dzieło – satanizm jest bowiem usystematyzowanym ikonoklazmem, negacją człowieka jako ikony Boga. Dlatego też Piotr Wierchowieński i Fiodor Karamazow niszczą ikony. Bluźnierstwo obraca się przeciwko bluźniącemu, nawet inkwizytor świadczy o prawdzie Chrystusa. Wolność i osoba to pojęcia związane wyłącznie z religią. Człowieka można kochać tylko w Chrystusie. Wolność i niewola, wiara w sens życia i brak tej wiary, występują w całej swej pełni. Bunt przeciwko Bogu prowadzi w swych konsekwencjach do całkowitej likwidacji wolności. Chrystus jako prawda ukrzyżowana nikogo nie przymusza, Chrystusa można przyjąć jedynie w pełnej wolności. W szaleństwie krzyża nie ma nic z przymusu – Chrystus dobrowolnie wstąpił na krzyż i dlatego: Prawdziwie kocha wolność ten, kto pragnie jej dla innego człowieka (Bierdiajew). Inkwizytor nie odrzuca jednak znaczenia prawdy Chrystusowej, lecz twierdzi, że prawda ta nie odpowiada naturze człowieka, a tym samym nie może być zrealizowana. Oznacza to, że według Dostojewskiego katolicyzm dokonał skażenia ortodoksji i idei Odkupienia, że Chrystus jedynie przeszkadza tej instytucji w realizacji jej celów.

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Kardynał nie może znieść tylko jednego – pocałunku Chrystusa – pocałunku, który go pali i uświadamia zdradę, będącą pułapką dla samego inkwizytora (inkwizytor sam staje się ofiarą swego oszustwa, gdy uznał się za dobroczyńcę ludzkości). Nie wie, że rzeczywistości empirycznej kształtować się nie da – czyż można kształtować życie? Procesy społeczne przebiegają bowiem wcale nie tak, jak by tego sobie życzyli ich sprawcy, ale według nieznanych jeszcze praw dynamiki życia społecznego. Monolog kończy się więc klęską inkwizytora. Chrystus nigdy nie ponosi klęski, zawsze jest zwycięski. Chrystus jest Pomazańcem Bożym, a Bóg jest wielkością niedostępną dla ludzkich osądów, natomiast prawda dyskursywna w ostatniej instancji zawsze jest wytworem ludzkiego rozumu i dlatego Dostojewski twierdził: Gdyby mi ktoś udowodnił, że Chrystus jest poza prawdą, i rzeczywiście tak było, że prawda jest poza Chrystusem, to wolałbym pozostać z Chrystusem, niż z prawdą. Widoczny jest w tym chrystocentryzm Dostojewskiego, oparty o tekst Pierwszego Listu św. Jana: To wam oznajmiamy, co było od początku, cośmy usłyszeli o słowie życia, co ujrzeliśmy własnymi oczami, na co patrzyliśmy i czego dotykały nasze ręce – bo życie objawiło się. Myśmy je widzieli, o nim świadczymy i głosimy wam życie wieczne, które było w Ojcu, a nam zostało objawione – oznajmiamy wam, cośmy ujrzeli i usłyszeli (1 J 1, 1-3), ale życie wieczne objawiło się w cierpieniu: Albowiem miłość Chrystusa przynagla nas, pomnych na to, że skoro Jeden umarł za wszystkich, to wszyscy pomarli. A właśnie za wszystkich umarł po to, aby ci, co żyją, już nie żyli dla siebie, lecz dla tego, który za nich umarł i zmartwychwstał (2 Kor 5, 14-15; por. J 3, 16).

Wniosek jest tylko jeden. To ja odpowiadam za zło, jestem bowiem wolną osobą. Ja także odpowiadam za dobro. Wybór zależy ode mnie, przede mną bowiem jest droga czynienia zła i droga czynienia dobra. Wolność: to jest właśnie słowo-klucz do wytłumaczenia istnienia zła w świecie i możliwości jego przezwyciężenia.

____________________
Henryk Paprocki – ur. 1946, duchowny prawosławny, pracownik naukowy Katedry Teologii Prawosławnej Uniwersytetu w Białymstoku, wykładowca Akademii Teatralnej w Warszawie. Rzecznik prasowy Kościoła prawosławnego w Polsce, kierownik redakcji ekumenicznej Telewizji Polskiej. Autor wielu prac, m.in. „Anafory eucharystyczne chrześcijańskiego Wschodu”, „Lew i mysz, czyli tajemnica człowieka. Esej o bohaterach Dostojewskiego” (1997). Mieszka w Warszawie.

Podziel się

Wiadomość

Możliwość komentowania jest wyłączona.