Jesień 2020, nr 3

Zamów

Polityczne emocje Bałkańczyków

„Węzeł bałkański”, „kocioł bałkański”, „Bałkany – chory człowiek Europy”, „Bałkany – miękkie podbrzusze Europy” – to tylko niektóre z długiej serii obecnych w dwudziestowiecznej publicystyce politycznej określeń, mających uwypuklać fakt, że chodzi tu o region naszego kontynentu, który stwarza szczególnie wiele politycznych problemów, trudnych i mało zrozumiałych, acz niezbędnych do rozwiązania na arenie międzynarodowej. I świat wielkiej polityki faktycznie niejednokrotnie próbował narzucać mieszkańcom Bałkanów swoje rozwiązania, często zresztą licząc się raczej z własnym interesem niż z dobrem południowo-wschodnich Europejczyków.

Z perspektywy bardziej oddalonych od Bałkanów regionów Europy jawią się one jako byt dość homogeniczny – kilka państw o podobnej, zazwyczaj mało znanej historii, ludy o zbliżonej kulturze – mało znanej, górzyste, malownicze, ale również słabo znane (poza częścią nadmorskich) tereny. Z bardzo pobieżnej penetracji turystycznej pozostaje mgliste wspomnienie ciemnowłosych mężczyzn, rozmawiających ze sobą dziwnymi, nieznanymi językami, oraz smakowitych dań na poły południowoeuropejskiej, na poły orientalnej kuchni, serwowanych przy dźwiękach specyficznej, też nieco orientalnej muzyki, a wszystko to na tle architektury z charakterystycznym współistnieniem strzelistych minaretów i bardziej przysadzistych cerkwi.

Również nauki humanistyczne traktują Bałkany jako pewną całość, o czym świadczy choćby wiele publikowanych opracowań „bałkanistycznych” z różnych dyscyplin naukowych, czy fakt regularnego organizowania wielkich międzynarodowych kongresów bałkanistycznych, grupujących historyków, etnologów, politologów, folklorystów, literaturoznawców i lingwistów, zainteresowanych dziejami, kulturą i językami regionu. W lingwistyce funkcjonuje nawet pojęcie „bałkańskiej ligi językowej” jako grupy języków o bardzo zbliżonym typie gramatycznym (mimo niepodobnego rdzennego słownictwa), powstałym w wyniku długotrwałej wielojęzyczności Bułgarów, Macedończyków, Albańczyków, Greków i bałkańskich Wołochów (Vlachów).

Wykształcenie się pewnych wspólnych rysów kulturowych było możliwe dzięki wielowiekowemu wspólnemu zamieszkaniu ludów bałkańskich na terenach znajdujących się w orbicie tych samych wpływów artystycznych, cywilizacyjnych i politycznych.

Te spośród narodów bałkańskich, które zamieszkiwały opisywane tereny już w starożytności (Grecy, przodkowie dzisiejszych Albańczyków i Vlachów), stały się najpierw obiektem podbojów rzymskich i idącej w ślad za nimi romanizacji. Grecy, o rozwiniętej własnej kulturze, znaleźli się przy tym w innej sytuacji niż pozostałe ludy bałkańskie: Wołosi to potomkowie ludów całkiem zromanizowanych (ich dialekty, bliskie językowi rumuńskiemu, należą do „spadkobierców” łaciny, podobnie jak język francuski czy hiszpański), natomiast przodkowie Albańczyków ulegali romanizacji w różnym stopniu, przy czym dzisiejsi etniczni Albańczycy są potomkami plemion zromanizowanych najsłabiej (ich język nie należy do rodziny romańskiej, ale widać w nim wielki wpływ łaciny). Starożytne Bałkany były oczywiście zamieszkiwane także przez inne ludy, którym jednak nie udało się zachować etnicznej odrębności aż do naszych czasów.

Homogenizujący wpływ cywilizacji rzymskiej i języka łacińskiego to tylko pierwszy etap kształtowania się wspólnoty bałkańskiej. Etap następny to okres kulturowej, a częściowo i politycznej dominacji Bizancjum, w średniowieczu. U jego początków na Bałkany napłynęła wielka migracyjna fala Słowian (sprzymierzonych z Awarami, którzy jednak, choć wówczas dominujący, zniknęli potem z areny dziejów). Przodkowie dzisiejszych Serbów, Macedończyków i Bułgarów (a bardziej na Zachód też Chorwatów i Słoweńców) zalali dosłownie cały Półwysep Bałkański, z obszarem kontynentalnej Grecji włącznie. Jedynie Grecy – w dłuższej perspektywie – przywrócili (w sensie etnicznym) i zachowali w znacznej mierze swój dawniejszy terytorialny stan posiadania, choć Macedonia uległa slawizacji. Bałkańskie ludy romańskie (Wołosi, tj. Vlasi) zostały rozproszone, w znacznej mierze zasymilowane, i tylko w niewielkiej stosunkowo liczbie zachowały swą odrębność aż do naszych czasów, jednak ze względu na ruchliwy tryb życia – jako pasterze, kupcy i rzemieślnicy – odcisnęli oni znaczące piętno na powstającym stopniowo bałkańskim typie kulturowym i językowym. Z kolei przodkowie Albańczyków zostali częściowo wyparci w niedostępne wysokie partie gór, a częściowo zdominowani politycznie, zarówno drogą orężną, jak i poprzez związki małżeńskie przedstawicieli rodów możnowładczych albańskich czy albańsko- -wołoskich z reprezentantami rodów słowiańskich (serbskich czy bułgarskich). W tamtej epoce sprzed opanowania Bałkanów przez Turków osmańskich, wszyscy Bałkańczycy byli oczywiście chrześcijanami, przy czym po schizmie Kościołowi rzymskiemu podlegała tylko część ziem albańskich. W ramach prawosławia wpływami dzieliła się Cerkiew grecka, bułgarska i serbska. Późne średniowiecze to okres, kiedy na Bałkanach trudno jest mówić o przynależności etnicznej w dzisiejszym sensie. Dobrym tego przykładem jest utworzone w dokumencie z epoki hybrydalne określenie pochodzenia jednego z XIV-wiecznych możnowładców albańskich: Serboalbanobułgarowołoch (przytacza je Jan Leśny w swej historii Albanii).

Kolejny rozdział w dziejach narodów bałkańskich to panowanie Osmanów. W sensie politycznym Turcy opanowali Bałkany w XIV-XV wieku, natomiast ekspansja kulturowa, a zwłaszcza wyznaniowa przebiegała znacznie wolniej i oporniej. Na najbardziej, obok Bośni, zislamizowanych terenach Albanii, do początku XVII wieku muzułmanie stanowili zaledwie kilka procent ludności. Sytuacja zaczęła się tam zmieniać dopiero w połowie XVII wieku, gdy Turcy wzmogli z jednej strony represje polityczne (wobec katolików – buntowników politycznych), a z drugiej – zachęty ekonomiczne (podatkowe). W okresie panowania tureckiego (trwało ono do XIX wieku włącznie, a na części obszaru aż do przedednia I wojny światowej) nastąpiły kolejne przetasowania etniczne. Położenie w granicach jednego wielkiego państwa umożliwiało Bałkańczykom dobrowolne przemieszczanie się niekiedy daleko poza granice własnego terytorium etnicznego – w związku z uprawianym zawodem (pasterstwo, wymiana handlowa, rzemiosło itd.) lub ze względu na zachęty ekonomiczne, kierowane z reguły do ludności zislamizowanej, wiele fal emigracji miało też charakter wymuszony: wypędzenia i przesiedlenia po nieudanych buntach i zrywach powstańczych (dotyczyło to głównie tak Serbów, jak Albańczyków) bądź masowe ucieczki w obawie przed represjami.

Wszystko to sprawiło, że w XIX wiek – czas rodzenia się współczesnej, etnicznej koncepcji narodu i nowoczesnych ideologii nacjonalizmu – Bałkańczycy weszli zupełnie nie przygotowani. Przeważały tereny etnicznie mieszane, a przez szereg ostatnich wieków najważniejsza i najbardziej czytelna była opozycja wyznaniowa: muzułmanin versus chrześcijanin, teraz natomiast zaczęła się liczyć wspólnota krwi i języka. Proces kształtowania nowoczesnej tożsamości narodowej przebiegał przy tym w niejednakowym tempie. Najłatwiej było tym, którzy mogli się odwołać do dawnej świetności, częściowo przechowywanej przez ustną tradycję ludową. W takiej sytuacji byli przede wszystkim Grecy, ale też w znacznym stopniu Serbowie i Bułgarzy. Ekspansywny nacjonalizm grecki i serbski poprzez wywołanie reakcji lękowych sprzyjał też krystalizacji narodowej samoświadomości Albańczyków, obawiających się – nie bez racji – zakusów swych najbliższych sąsiadów.

Pradziadowie dzisiejszych Macedończyków, którzy kształtowali swe poczucie narodowe trochę w cieniu bułgarskiej ideologii narodowej, a trochę też w opozycji do niej, deklarowali się w XIX wieku bardzo różnie – jako Macedończycy, Bułgarzy z Dolnej Mezji, macedońscy Bułgarzy itp.

Na kształtowanie świadomości narodowej ludów bałkańskich miały wpływ dwie tendencje, obejmujące też inne obszary środkowo-wschodniej i południowo-wschodniej Europy – dążenie do łączenia się i jednoczenia z tymi, których uważano za „braci”, narody sobie bliskie, a jednocześnie wyostrzanie opozycji „my-oni” tam, gdzie bliskości i braterstwa nie chciano lub nie można się było dopatrzyć.

Dwudziesty wiek przyniósł realizację części wcześniejszych koncepcji panslawistycznych, w postaci utworzenia przez część Słowian południowych (Serbów, Chorwatów, Słoweńców) wspólnego państwa (Królestwa Serbów, Chorwatów i Słoweńców, przemianowanego wkrótce na Jugosławię), ale też nasilenie zrodzonych już wcześniej i powstawanie nowych konfliktów i antagonizmów narodowych. I tak, Macedończycy – włączeni do Jugosławii jako część Serbii – nie mieli warunków do własnego rozwoju narodowego, gdyż Serbowie nie chcieli uznawać ich odrębności. Chorwaci i Słoweńcy w międzywojennej Jugosławii wkrótce poczuli się zdominowani przez Serbów i budziło to ich narastającą frustrację; z kolei do powstania Albanii doprowadziły naciski wielkich mocarstw, wbrew dążeniom (wspartym działaniami militarnymi) Serbów i Greków, którzy rościli pretensje do albańskiego terytorium etnicznego. Sporne Kosowo (uważane za narodowo „własne” tak przez Serbów, jak i przez Albańczyków, choć za każdym razem z powołaniem się na inne uzasadnienie) przypadło Serbom, którzy krwawo i w niezwykle represyjny sposób tłumili bunty Albańczyków, pragnących zespolenia Kosowa z Albanią. Szczególnie dramatycznie sytuacja wyglądała wówczas, na początku lat dwudziestych, w okręgu Drenicy – tym samym, który w ostatnim konflikcie stał się matecznikiem partyzantki Wyzwoleńczej Armii Kosowa (UCK). Serbowie odmawiali też Albańczykom praktycznie wszelkich praw, rozwijając przeciwko nim wielką i brutalną machinę propagandową.

II wojna światowa jeszcze wyostrzyła konflikty narodowościowe. Bułgarzy stali się krwawymi współokupantami Serbii, przy czym zajmując Macedonię, przybierali pozę jej wybawicieli spod jarzma serbskiego, choć sprzyjała im tylko część ludności. Chorwaci także sprzymierzyli się z Hitlerem, powołując niezależne od Jugosławii (Serbów) państwo, w którym dopuścili się ludobójstwa wobec Serbów (prawosławnych) i Żydów, mordując ich masowo w obozie koncentracyjnym w Jasenovcu. Albańczycy, okupowani przez Włochów – tak na obszarze państwa albańskiego, jak i w Kosowie – dostrzegli w tej okupacji także jej aspekt pozytywny: zespolenie ziem albańskich, utworzenie szkół albańskojęzycznych również w Kosowie, do czego wcześniej Serbowie nie dopuszczali itp. Kiedy stosunkowo łagodna okupacja włoska zamieniła się w brutalnie represyjną niemiecką, część kosowskich Albańczyków, tak jak ich bracia w Albanii, walczyła z Niemcami, część jednak uznała za główne zagrożenie możliwość powrotu serbskiej władzy w Kosowie i jako swych głównych wrogów traktowała Serbów, ustawiając się – z serbskiej perspektywy – w roli zdradzieckich sprzymierzeńców Hitlera.

W okresie powojennym poziom frustracji, napięć i antagonizmów narodowych w regionie to wznosił się, to opadał. Antagonizmy owe utworzyły jednak cały splot wzajemnych pretensji, oskarżeń, zawiedzionych nadziei, obiektywnie i subiektywnie uwarunkowanych sprzeczności interesów.

Grecy, uwikłani jeszcze pod koniec lat czterdziestych w kolejną, tym razem domową wojnę, której stronę stanowiła partyzantka komunistyczna – rozgromiwszy ją, poddali silnym represjom wspomagającą komunistów narodową mniejszość macedońską – wsie palono, ludzi mordowano lub zmuszano do ucieczki. Błąkali się oni długo po uchodźczych obozach w krajach bloku sowieckiego (także w południowej Polsce), by potem przenieść się zwykle do Macedonii jugosłowiańskiej, bo na ziemię rodzinną wstęp mieli nadal wzbroniony.

Konflikt macedońsko-grecki odżył w momencie oderwania się Macedonii od rozpadającej się Jugosławii – Grecy sprzeciwiają się stosowaniu w nazwie i symbolice nowego państwa elementów uznawanych przez nich za greckie dziedzictwo kulturowe, jako nawiązujące do tradycji starożytnego państwa macedońskiego Filipa II i Aleksandra Macedońskiego. W ostatnich latach wypracowano szczęśliwie pewien kompromis – co prawda prowizoryczny – i stosunki macedońsko-greckie nie są już tak zaognione.

W powojennej Jugosławii ekipa Tity przyznała Macedończykom pełnię praw narodowych, językowych itd., nie było więc mowy o warunkowanym względami etnicznymi konflikcie macedońsko-jugosłowiańskim czy macedońsko-serbskim, Bułgarzy natomiast nie chcieli pogodzić się z wykształceniem się i upowszechnieniem odrębnego literackiego języka macedońskiego (oficjalnie stał się on jednym z urzędowych języków Jugosławii po 1945 roku) i odrębnej macedońskiej świadomości narodowej, utrzymując, że Macedończycy to jugosłowiańscy Bułgarzy, a macedoński to regionalna odmiana języka bułgarskiego. Doprowadzało to do ostrych polemik, również prasowych, a także konfliktów w międzynarodowym świecie nauki i kultury, gdzie Bułgarzy starali się blokować wszelkie „promacedońskie” inicjatywy. Na przykład w Polsce, wskutek nacisków ambasady bułgarskiej, słownik polsko-macedoński przez wiele lat czekał na druk w PWN i dopiero w 1990 roku mógł zostać wydany. Szczęśliwie w bieżącym roku zarysowują się oznaki zmiany oficjalnego stanowiska Bułgarii w kwestii uznania istnienia odrębnego narodu i języka macedońskiego, być może więc ten aspekt bałkańskich antagonizmów narodowych wkrótce przejdzie już do historii.

Kiedy po śmierci Tity Jugosławia zaczęła faktycznie zmierzać ku rozpadowi (choć „okres przejściowy” trwał ponad dziesięć lat), okazało się, że sfrustrowani są nie tylko Chorwaci i w pewnej mierze Słoweńcy, odczuwający skrępowanie rozwoju narodowego, przypisywane (nie całkiem bezpodstawnie) dominacji serbskiej, a nie tylko ograniczeniom ustrojowym. Także Serbowie uważali, że to przede wszystkim ich samych skrępowała władza ekipy Tity, narodowo związana z Chorwacją i Słowenią (Tito i część ekipy rzeczywiście wywodzili się z narodów zachodniojugosłowiańskich, jednak większość wojskowej i spora część cywilnej elity komunistycznej była niewątpliwie serbska) i dbająca o interesy wszystkich, tylko nie Serbów.

Na tej fali politycy serbscy zaczęli głośno mówić o konieczności obrony serbskich interesów narodowych. Szczególnie mocno (wzbudzając wielki aplauz wśród swych ziomków) akcentował to w odniesieniu do Kosowa, rozpoczynający właśnie wielką karierę polityczną Slobodan Milošewić. Jego wystąpienia i idące w ślad za nimi decyzje polityczne niezwykle zaogniły i tak od lat napięte stosunki serbsko-albańskie. Kosowskich Albańczyków z dnia na dzień pozbawiono autonomii i poddano masowym represjom. Odpowiedzią na prawie wyłącznie pokojowe manifestacje było nie tylko brutalne rozpędzanie protestujących tłumów, ale i inne działania z repertuaru metod, znanych nam z Radomia 1976 czy okresu stanu wojennego – „ścieżki zdrowia”, zwane tu tunelami sardynek, internowanie, zwane izolacją, wysokie wyroki więzienia, masowe wyrzucanie z pracy itp. Trzeba też jednak zdawać sobie sprawę, że poparcie Serbów dla antyalbańskich działań władz wynikało z poczucia zagrożenia przez Albańczyków ich żywotnych interesów narodowych. To poczucie było co prawda wywołane nie tylko widoczną gołym okiem dominacją albańską w Kosowie (a trzeba pamiętać, że językowo, kulturowo, a nawet fizycznie Albańczycy i Serbowie są do siebie bardzo niepodobni), ale i trwającym przez dziesięciolecia oddziaływaniem albańskiej propagandy. Poziom wrogości serbsko-albańskiej po wydarzeniach ostatniego dziesięciolecia jest skrajnie wysoki i będzie zapewne wymagał wymiany pokoleniowej, by mogła ona zacząć przygasać.

Podobnie ma się rzecz z antagonizmem chorwacko-serbskim. Jak już wspominałam, za titowskiej Jugosławii był on głównie jednostronny i wiązał się z chorwackim poczuciem zniewolenia, choć i po serbskiej stronie drzemały złe emocje, wywoływane wspomnieniem antyserbskich zbrodni faszystowskiej Chorwacji czasu II wojny. Obecnie jednak, po latach walk i okrucieństw związanych z krwawym rozpadem Jugosławii w tym dziesięcioleciu, nienawiść i wrogość osiągnęła poziom dawno nie spotykany. Dopiero nowe pokolenia Serbów i Chorwatów będą zapewne miały szansę lepiej ułożyć nowe sąsiedzkie stosunki.

W sąsiedniej Albanii przez 40 lat, począwszy od zakończenia II wojny, niepodzielnie rządził stalinowski dyktator Enver Hoxha. Panował posunięty do maksimum kult jednostki, a jednocześnie orwellowski wręcz poziom inwigilacji policyjnej i politycznej indoktrynacji. Albańczycy byli praktycznie odcięci od świata, a wszelka nieprawomyślność – np. zachowanie części własnego sprzętu rolniczego w skolektywizowanej wiosce („zamach na socjalistyczne pryncypia”), uczynienie znaku krzyża („sianie wrogiej propagandy ideologicznej”), próba samodzielnej, niekontrolowanej nauki obcego języka („przygotowanie do działalności szpiegowskiej”) itp. – mogła być ukarana długoletnim więzieniem lub wręcz wyrokiem śmierci, a w najlepszym razie zesłaniem do „reedukacyjnego” obozu pracy przymusowej. Po śmierci Hoxhy w 1985 r. przez parę lat panowały jeszcze stare porządki (choć w nieco łagodniejszej formie), a na początku naszej dekady i tam „wybuchła wolność”. Albańczycy w nowym świetle mogli i musieli oceniać własną przeszłość i teraźniejszość oraz swoje relacje (także emocjonalne) ze światem zewnętrznym. Masowa, głównie nielegalna, emigracja zarobkowa do Grecji i przeciwstawiające się temu działania (także policyjne) Greków nałożyły się na spory o status mniejszości narodowej greckiej w Albanii i albańskiej w Grecji, co zaogniło stosunki Aten i Tirany. Po stronie greckiej wzmogło to nastroje antyalbańskie, po stronie albańskiej natomiast nie zmniejszyło pędu do pracy „na czarno” u bogatszego sąsiada.

Dość zmiennie układały się też w ostatnim dziesięcioleciu stosunki emocjonalne między Albańczykami z Albanii i Kosowa. Do czasu eskalacji konfliktu w Kosowie pochodzący stamtąd Albańczycy nie cieszyli się sympatią swych ziomków w Albanii. Byli przez nich postrzegani jako ci, którzy wykorzystując różne przyznawane im ułatwienia i lepiej orientując się w zawiłościach wolnego rynku, bezczelnie i bezwzględnie wykorzystują biednych i mniej obrotnych obywateli Albanii, okazując im w dodatku lekceważenie z powodu ich prowincjonalności i cywilizacyjnego zapóźnienia. Zmieniło się to dopiero pod wpływem napływu uchodźców – ofiar prowadzonych przez Serbów czystek etnicznych.

Jak wynika z powyższego przeglądu, z konieczności bardzo fragmentarycznego, kompleksy, uprzedzenia i animozje, dominujące w emocjonalnym świecie współczesnych Bałkańczyków, w wielkiej mierze związane są z napięciami na tle etnicznym. Jak zatem można by „w pigułce” przedstawić główne rysy postaw typowych dla przedstawicieli poszczególnych narodów bałkańskich?

W umyśle Serbów chyba najsilniej zakorzenione są stereotypy antychorwackie i antyalbańskie. W czasach Jugosławii titowskiej Serbowie często z pobłażaniem podchodzili do chorwackiego nacjonalizmu. Przez długie lata w Belgradzie opowiadano następujący dowcip: Serb pojechał do Zagrzebia i gdy tam przyznał się (dumnie) do swej serbskości, tłum chorwackich przechodniów omal go nie rozszarpał z nienawiści. Pewien Chorwat postanowił być równie odważny, pojechał do Belgradu i na głównej ulicy zaczął wołać: jestem Chorwatem! Nikt jednak nie zwracał na to uwagi. Wreszcie, zdesperowany, zagadnął jakiegoś belgradzkiego przechodnia: czyż nie słyszycie, co wołam, czy nie dociera do was, że jestem Chorwatem? Zagadnięty Serb wzruszył ramionami i odpowiedział: człowieku, a czyż to nasza wina, że masz nieszczęście być Chorwatem?

Dziś taki dowcip byłby psychologicznie niemożliwy: aktualny stereotyp Chorwata to odwieczny serbożerca, dyskredytowany moralnie epitetem „faszysta”.

Kiedy, jako studentka, pojechałam w latach siedemdziesiątych do Jugosławii wraz z bratem i koleżanką-slawistką, w kolejce do okienka na poczcie zagadnął nas starszy Chorwat, pytając, czy jesteśmy Polakami. Gdy potwierdziliśmy, wdał się z nami w rozmowę, powołując się na chorwacko-polską wspólnotę ludzi kulturalnych, cywilizowanych i katolików, w opozycji do „dzikiego wschodu”. Wasz wschód – mówił – to Sowieci, a nasz – Serbowie.

Albańczyków Serbowie postrzegają od dawna jako nędznych, niewdzięcznych i podłych zdrajców. Pamiętają im wyznawanie wspólnej wiary z tureckimi okupantami w minionych wiekach i antychrześcijańskie represje sprzed dwustu lat. Ma to swoje uzasadnienie historyczne, ale – jak każda półprawda – jest zarazem kłamstwem, ówczesny antagonizm bowiem był natury religijnej, a nie etnicznej i chrześcijańscy Albańczycy dzielili wówczas los swych serbskich wspólwyznawców. Jak bardzo i od jak dawna w umysłach serbskich zlał się obraz Turka-muzułmanina i okupanta z obrazem (kosowskiego) Albańczyka, świadczy choćby pierwsza zwrotka skądinąd pięknego wiersza serbskiego poety Milana Rakicia (1876-1938) pt. „Simonida”. Rozmyśla on nad średniowiecznym freskiem, oszpeconym w czasach tureckich przez wydrapanie oczu (białe rysy w miejsce oczu to typowa pozostałość poturecka widoczna w cerkwiach różnych krajów bałkańskich). Otóż Rakić opisuje, jak to pewnej nocy, wiedząc, że pozostanie niezauważony, Albańczyk zakradł się z nożem i „wyłupił” oczy pięknej dziewczynie na fresku. Czemu Albańczyk? Bo Albańczyk to podstępny (i tchórzliwy) wróg, niejako z definicji.

Ale i Albańczycy dorobili się swego stereotypu Serba, najważniejszego i najniebezpieczniejszego wroga, gotowego wszelkimi środkami upokarzać i wyniszczać Albańczyków. Dla Albańczyka Serb to jak Rosjanin dla Polaka – tłumaczono mi w Prisztinie w latach siedemdziesiątych, a więc w okresie najbardziej sprzyjającym ułożeniu się poprawnych stosunków serbsko-albańskich.

A jak Bałkańczycy widzą samych siebie?

Serbowie uznawali siebie zawsze za ludzi przywiązanych do idei wolności, myślowo otwartych, wzbudzających sympatię, ceniących urodę życia. Teraz istotną cechą jest poczucie „zdradzenia przez wrogi świat”, samotności wśród sfory nieprzyjaciół – tak na Bałkanach, jak i szerzej, w Europie. Świat zachodni, utożsamiany z tradycją łacińską, niesprawiedliwie trzyma stronę wrogów Serbów. Ważną, negatywną funkcję pełni tu Watykan, popierający Chorwatów (katolików), a więc pośrednio stający po tej stronie, co kiedyś Hitler. Przekonanie o niesprawiedliwości i stronniczości świata ma być lekiem na ból po doznanych wojennych cierpieniach i niepowodzeniach ostatnich lat.

Chorwaci są zafascynowani własnym patriotyzmem i osiągniętą wreszcie polityczną niezależnością. Jedni wykonują różne symboliczne gesty z całym patosem, inni (mniejszość) z pewnym dystansem i nutką autoironii (jak w przypadku słynnej w Chorwacji sprzedaży puszek z „czystym chorwackim powietrzem”).

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Albańczycy po zrzuceniu jarzma stalinizmu naiwnie wierzyli, że cały świat współczuje doznanym przez nich cierpieniom, podziwia ich i szanuje za męstwo i gotów jest do wszelkiej pomocy w imię moralnej rekompensaty. W ostatnich latach powoli wyzbywają się tych złudzeń.

Sądzę, że w najbliższym czasie dominującym uczuciem wśród Serbów i Albańczyków będzie poczucie zawodu i rozczarowania. Jak będą sobie z tymi złymi emocjami radzić? I jak przezwyciężą złe emocje także inni Bałkańczycy, uwikłani pośrednio lub bezpośrednio w rozpad Jugosławii? Czas pokaże.

__________________________
Jolanta Mindak – slawistka i bałkanistka, profesor Instytutu Filologii Słowiańskich Uniwersytetu Warszawskiego, wiceprezes Towarzystwa Polsko-Albańskiego, tłumaczka literatury serbskiej, chorwackiej, bośniackiej i macedońskiej. Mieszka w Warszawie.

Podziel się

Wiadomość

Możliwość komentowania jest wyłączona.