Jesień 2020, nr 3

Zamów

Ale nam się wydarzyło…

Pielgrzymki Jana Pawła II zawierają zawsze wiele elementów niezwykłych. Podkreślano często, że po raz pierwszy mieliśmy w tym roku do czynienia z przemówieniem Papieża w parlamencie. Rzeczywiście, Jan Paweł II przemawiał już z trybuny Narodów Zjednoczonych, w Nowym Jorku i w Genewie, z trybuny UNESCO i innych wielkich instytucji międzynarodowych, ale nigdy jeszcze nie przemawiał w parlamencie żadnego kraju. I właśnie tym razem po raz pierwszy w programie jego pielgrzymki znalazła się wizyta w parlamencie, i to w parlamencie jego własnej Ojczyzny.

Niezwykłe było też doświadczenie tej wizyty. Nawet samo oczekiwanie w sali sejmowej na przybycie Papieża miało szczególną atmosferę. Jan Paweł II poświęcał wtedy pomnik Armii Krajowej wzniesiony w pobliżu Sejmu, a fotel, czy raczej tron papieski, ustawiony specjalnie z okazji jego wizyty, był jeszcze pusty. Papież modlił się przed pomnikiem, a jego słowa transmitowane przez głośniki padały na salę sejmową: Spraw, abyśmy potrafili miłować naszych braci, jak Twój Syn nas umiłował. Ojcze, odpuść nam nasze winy, jak i my odpuszczamy tym, którzy przeciw nam zawinili. Kiedy skończył, wszyscy zebrani na sali sejmowej – obie połączone izby i pozostali oczekujący na Papieża – wstali i odśpiewali „Boże coś Polskę”; pieśń, w której od 1989 roku śpiewamy ponownie: „Ojczyznę wolną, pobłogosław Panie”? Był to bardzo przejmujący moment.

Samo przemówienie sejmowe Papieża było, jak wszystkie jego przemówienia, i poetyckie, i głębokie. Poświęcone było, w moim odbiorze, znaczeniu państwa: wolnego, suwerennego, demokratycznego, własnego państwa oraz odpowiedzialności ludzi polityki i w ogóle obywateli za państwo. Myślę, że takie słowa o znaczeniu własnego, niepodległego i demokratycznego państwa były bardzo potrzebne. Czasem bowiem zastanawiam się nad utrzymującą się w Polsce dysproporcją pomiędzy wielką spuścizną marzeń, walk i starań o własną państwowość w sytuacjach, kiedy jej nie mieliśmy, lub w sytuacji, gdy państwo nie było w pełni suwerenne, a słabym ciągle identyfikowaniem się z wolnym i niepodległym państwem jako czymś wspólnym i własnym.

Papież w swoim przemówieniu ogarnął historię Polski, sięgając do Konstytucji 3 Maja, do okresu rozbiorów, a zwłaszcza do tych dwudziestu lat, jakie minęły od roku 1979, od jego pierwszej pielgrzymki, kiedy wypowiedział pamiętne słowa: Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi, tej ziemi. Do tych słów nawiązywał dwa dni później w homilii podczas głównej Mszy w Warszawie, sprawowanej na tym samym co dwadzieścia lat temu placu.

Znamienne były w parlamentarnym przemówieniu słowa: składam dzięki Panu historii za obecny kształt polskich przemian. Była to wielka afirmacja tego, co w czasie tych dwudziestu lat się stało, jak również tego, co się stało przez ostatnie dziesięć lat. Afirmacja ta nie zamykała oczu na braki, potrzeby i trudności, ale była afirmacją zasadniczej zmiany, będącej dziełem wszystkich, dziełem całego narodu, całego społeczeństwa.

Jednocześnie Papież przypomniał nam o odpowiedzialności za dziedzictwo „Solidarności” i za całe dziedzictwo wolnego, suwerennego, demokratycznego państwa. Do tej odpowiedzialności wzywał jasno i wyraźnie przede wszystkim ludzi polityki – do odpowiedzialności także za jej styl. Przypominając o tym, że państwo musi szanować prawa człowieka i dobro wspólne jako podstawę swego funkcjonowania. Padły także przestrogi dotyczące niebezpieczeństwa, jak to nazwał Papież, sprzymierzenia się demokracji z relatywizmem etycznym. Powiedziane zostały też bardzo ważne słowa dotyczące naszego wchodzenia do Unii Europejskiej i naszej obecności w Europie.

Myśląc o słowach skierowanych szczególnie do ludzi polityki, sądzę, że sejmowe przemówienie Jana Pawła II przywracało głębszy sens działalności politycznej. Odbiegało daleko od przeświadczenia, że polityka musi pozostawać domeną zła, obszarem, na który wstępując można się tylko ubrudzić. Później, w Starym Sączu, gdy Papież mówił o świętości, zastanawiał się nawet, czemuż by ludzie polityki nie mieli być świętymi: Niech i w tych dziedzinach [jak polityka, działalność gospodarcza, społeczna i prawodawcza] nie zabraknie pragnienia świętości, którą zdobywa się przez kompetentne, służebne działanie w duchu miłości Boga i bliźniego. To bardzo wysoko ustawiona poprzeczka. Programem minimum jest wymaganie, by polityka nie była rozszarpywaniem wspólnego dobra, lecz jego tworzeniem.

W tym, co mówił Papież do nas, do Sejmu i Senatu, było zatem przypomnienie, że polityka, działalność ustawodawcza czy działalność władzy wykonawczej, wszystko to jest służbą publiczną. I że o jakość polskiego życia zbiorowego dziś chodzi. Działanie polityczne nie może być inspirowane tylko dążeniem do osobistego sukcesu czy do realizacji interesów grupowych, ale te wszystkie, skądinąd zrozumiałe ludzkie aspiracje muszą być podporządkowane dążeniom bardziej zasadniczym, zawartym w pojęciu dobra wspólnego, które oznacza staranie się o to, by decyzje polityczne, zwłaszcza decyzje ustawodawcze stanowiące prawo, które wszystkich dotyczy, podejmowane były z punktu widzenia całej zbiorowości, a nie tylko mniej lub bardziej partykularnych interesów.

Słów Papieża o niebezpieczeństwie sprzymierzenia się demokracji z relatywizmem etycznym, który pozbawia życie społeczności cywilnej trwałego moralnego punktu odniesienia, nie traktuję tylko jako swego rodzaju ideologicznej polemiki. Jest to problem rzeczywisty toczący życie współczesnych społeczeństw. Były więc te słowa ponowieniem przestrogi, która nieraz w naszych polskich dyskusjach się pojawiała – że system demokratyczny i pluralistyczny nie może być pozbawiony pewnych wspólnie uznawanych fundamentów aksjologicznych. Nie były słowa te jakimś pokłosiem czy echem dążeń do państwa wyznaniowego. Autonomia polityki była w przemówieniu Jana Pawła II w pełni przestrzegana. Mocno natomiast zwracało ono uwagę, że państwo i decyzje polityczne nie są pozbawione wymiaru moralnego i że muszą się na tym fundamencie opierać, a samego fundamentu nie wolno niszczyć.

Bardzo ważne zdanie dotyczyło naszych dążeń do integracji z Unią Europejską. Padło tu z ust Papieża jednoznaczne stwierdzenie: Integracja Polski z Unią Europejską jest od samego początku wspierana przez Stolicę Apostolską. Czy waga tego zdania wypowiedzianego przez Papieża- Polaka, dotrze do szerokiej opinii publicznej w Polsce – to pytanie bardzo istotne.

Jednocześnie Papież mówił szerzej niż o Unii Europejskiej. Mówił o Europie, której potrzeba wartości duchowych, a któż jak nie papież powinien o tym przypominać? Mówił też o możliwości wniesienia przez polską kulturę i polskie doświadczenie – własnego wkładu we wspólne dziedzictwo duchowe Europy. Byłoby niedobrze, gdyby ktoś przeciwstawiał te dwie myśli, które znalazły się w przemówieniu Papieża: aprobatę dla integracji europejskiej i wezwanie do otwarcia przez Europę drzwi Chrystusowi. To nie są myśli i dążenia przeciwstawne. Potrzeby pogłębienia duchowej wizji Europy, a nie tylko zjednoczenia ekonomicznego, nie można przeciwstawiać zatem temu wszystkiemu, czego musimy dokonać w ekonomicznym, politycznym i społecznym procesie integracji. Ani też odwrotnie.

Oczywiście rodzi się pytanie, co pozostanie z papieskich słów wypowiedzianych w Sejmie – zwłaszcza co pozostanie w nas, w ludziach, do których zwracał się bezpośrednio. I czy potrafimy odwoływać się do tych słów równie głęboko, jak mówił sam Papież, nie nadużywając ich i nie wykorzystując?

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Zakończenie wizyty w Sejmie – kiedy Papież z właściwym mu sposobem porozumiewania się z tymi, którzy go słuchają, powiedział z uśmiechem: Ale nam się wydarzyło, a wcześniej, w nawiązaniu do słów hymnu narodowego „z ziemi włoskiej do Polski” dorzucił: nikt nie przypuszczał, że w takim umundurowaniu (to znaczy w białej sutannie), i wreszcie ostatnie słowa sięgające do Konstytucji 3 Maja: Wiwat król, wiwat naród, wiwat wszystkie stany – to była z jednej strony próba umiejętnego stworzenia dystansu wobec patosu tej niezwykłej chwili, a jednocześnie potwierdzenie w sposób ciepły, bardziej ludzki wielkości tego wydarzenia.

Co z tego zostanie, nie mnie sądzić. Bardzo łatwo jest robić uwagi, że jedni klaskali w tych momentach, a drudzy w innych. Mam nadzieję, że w każdym ze słuchających coś istotnego zostało i zostanie. Ale czy zostanie w Sejmie, w jego atmosferze? Oby! Pewny jestem tylko tego, że z wielkich kart historii polskiego parlamentaryzmu tego wydarzenia nikt i nic nie wymaże.

______________________
Tadeusz Mazowiecki – ur. 1927. Publicysta katolicki, polityk. W latach 1958-1981 redaktor naczelny „Więzi”, następnie doradca Lecha Wałęsy i redaktor naczelny „Tygodnika Solidarność”. Od sierpnia 1989 do grudnia 1990 premier RP. Od grudnia 1990 r. przewodniczący Unii Demokratycznej, następnie Unii Wolności (od kwietnia 1994 do maja 1995 r.). Od sierpnia 1992 do lipca 1995 specjalny sprawozdawca Komisji Praw Człowieka ONZ w b. Jugosławii. W Sejmie III kadencji przewodniczący Komisji Integracji Europejskiej, współprzewodniczący Parlamentarnej Komisji Wspólnej RP i Unii Europejskiej. Autor wielu artykułów, esejów oraz książek: „Rozdroża i wartości”, „Powrót do najprostszych pytań”, „Internowanie”, „Druga twarz Europy”, współautor książek „Chrześcijanie wobec praw człowieka” i „Ludzie Lasek”. Mieszka w Warszawie.

Podziel się

Wiadomość

Możliwość komentowania jest wyłączona.