Jesień 2020, nr 3

Zamów

Byłem porzucony, a zaadoptowaliście mnie

Siostra Małgorzata Chmielewska powiedziała w jednym z wywiadów, że w każdej chrześcijańskiej rodzinie powinno się znaleźć miejsce dla porzuconego dziecka. Słowa te dla wielu brzmią zbyt radykalnie, aby w ogóle się nad nimi zastanowić. Niewiele rodzin czuje się powołanych do adoptowania dziecka czy stworzenia rodziny zastępczej. Jako przeszkody jawią się nie tyle niedoskonałe warunki mieszkaniowe czy materialne, ale przede wszystkim brak miłości i cierpliwości dla najbliższych, odbierający odwagę otworzenia się na potrzeby innych. Jednak słowa Chrystusa „byłem bezdomny, a przyjęliście mnie” odnoszą się niewątpliwie do nas. Dzieci pozbawione rodzin i miłości rodzicielskiej to ci najsłabsi, ci „o których nikt się nie upomina”. Biblia nawołuje nas w wielu miejscach do otoczenia opieką sierot, napomina nawet, że biada tym, którzy tych najsłabszych krzywdzą. A krzywdzić można także poprzez bierność i obojętność.

Od kilku lat mam okazję być w kontakcie z dziećmi z Domów Dziecka oraz z rodzinami adopcyjnymi i zastępczymi. Poznając problemy tych osób coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że my jako ludzie Kościoła możemy i powinniśmy znaleźć w naszych rodzinach miejsce dla porzuconego dziecka. Możliwość adopcji dziecka rozważają zazwyczaj małżeństwa, które nie mogą mieć własnego potomstwa. Osoby te często boleśnie przeżywając swoją niepłodność pragną doświadczyć rodzicielstwa na wzór naturalnego. Dlatego chcą adoptować dziecko jak najmniejsze, a jednocześnie zdrowe. Trudno dziwić się tym pragnieniom. Istnieje jednak liczna grupa dzieci starszych lub chorych, dla których trudno jest znaleźć rodziny adopcyjne. Dzieci te, jeśli nie zostaną objęte miłością i opieką, nie mogą prawidłowo rozwijać się — ani fizycznie, ani psychicznie. W wielu krajach funkcjonują specjalne instytucje zajmujące się przedstawianiem społeczeństwu problemów tych dzieci oraz aktywnym poszukiwaniem dla nich rodzin. Pracujące w nich osoby zakładają, że dziecko nadające się do adopcji to nie tylko to zdrowe, mądre i dobrze rokujące, ale każde, które może skorzystać z posiadania własnej, kochającej je rodziny.

W Polsce jest wiele rodzin, które podjęły się opieki nad dziećmi chorymi i starszymi. Część z nich czuje się jednak osamotniona i nie otrzymuje tak bardzo potrzebnego wsparcia ani ze strony instytucji (szczególnie w mniejszych miastach), ani ze strony wspólnoty parafialnej. Dzieci, które spędziły najwcześniejsze lata swojego życia w Domu Dziecka lub w patologicznej rodzinie, mają wiele emocjonalnych trudności. Brak wiedzy dotyczącej charakteru tych trudności powoduje często postawy nietolerancji czy odrzucenia tych dzieci przez wychowawców w przedszkolu, nauczycieli i inne osoby dorosłe, co znacznie utrudnia sprawowanie rodzicielskich zadań. Wydaje się, że odmienne są doświadczenia rodzin będących członkami małych wspólnot religijnych. Są to często małżonkowie, którzy zdecydowali się na adopcję mając swoje biologiczne potomstwo i szczęśliwie przeżywając swoje rodzicielstwo. Jednocześnie będąc już długo rodzicami rozumieją potrzeby dzieci, których wychowanie wymaga większego doświadczenia i cierpliwej miłości. Miałam okazję z prawdziwą radością obserwować, jak wspaniale rozwijają się dzieci w takich rodzinach i jak duże oparcie dla rodziców daje żywa wiara tych grup.

Ta gotowość do dzielenia się własną miłością i domem jest ważnym aspektem życia chrześcijańskiej rodziny. Dlatego też zagadnienie to powinno być częściej poruszane w pracy duszpasterskiej dotyczącej rodziny: na kursach dla narzeczonych, na spotkaniach małżeństw. Duże znaczenie mogłoby mieć także rozważanie tej problematyki w kazaniach podczas niedzielnej Mszy świętej. Ważne jest, aby nie zatrzymywać się tylko na doskonaleniu miłości między małżonkami, chociaż ma ona, oczywiście, fundamentalne znaczenie dla dalszych relacji, ale mieć świadomość, że otworzenie się na potrzeby bliźnich z zewnątrz wzmacnia miłość wewnątrz rodziny.

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Istnieją także inne pola działania dla osób, które z różnych względów nie decydują się na adopcję dziecka czy stworzenie rodziny zastępczej. Myślę tutaj po pierwsze o wrażliwości na potrzeby dzieci z najbliższego otoczenia, szczególnie (choć nie tylko) z tak zwanych środowisk patologicznych — dzieci pozbawionych miłości, a tak bardzo jej potrzebujących. Otwarte, ciepłe domy, bez alkoholu i awantur, gdzie zawsze można dostać ciepły posiłek i po prostu być zauważonym są dla tych dzieci szansą na nawiązanie w przyszłości prawidłowych relacji z innymi ludźmi, są pozytywnym wzorem, do którego mogą odwoływać się przy tworzeniu własnych rodzin. Bycie rodziną, z którą można wyjechać za miasto czy pójść na spacer do lasu jest mniej zobowiązujące niż wiązanie się bliskie i na całe życie, a z pewnością jest to działanie ratujące wiele dzieci.

Prorok Izajasz dodaje odwagi tym, którzy uważają się za zbyt słabych, aby dzielić się swoją miłością: Jeśli podasz twój chleb zgłodniałemu i nakarmisz duszę przygnębioną, wówczas twe światło zabłyśnie w ciemnościach, a twoja ciemność stanie się południem (Iz, 58, 10).

_________________________
Antonina Gutowska jest psychologiem, doktorantką w Katedrze Psychologii Wychowawczej i Rodziny KUL. Pracowała w Wojewódzkim Ośrodku Adopcyjnym w Lublinie.

Podziel się

Wiadomość

Możliwość komentowania jest wyłączona.