Jesień 2020, nr 3

Zamów

Myśli na koniec wieku

Nie odkryję Ameryki, gdy powiem, że widzę kończący się wiek jako okres ogromnych kontrastów1. Był to wiek ogromnego zwiększenia się wiedzy ludzkiej i jednocześnie kultywowania jak największych, zadawnionych kretynizmów. Wysunąwszy myślenie na najwyższy piedestał, ludzie nie uwolnili się od najbardziej tradycyjnych sposobów uciekania od myślenia (stereotypów, znajdowania kozła ofiarnego, oddawania się w opiekę przywódcy zdolnemu ulepić dowolny kształt z „ciasta” masy ludzkiej). Był to też wiek, w którym jedni ludzie bardzo skutecznie oddziaływali w kierunku utrudnienia myślenia innym. Był to wiek, w którym w imię rozumu (myślenia) doprowadzono do przeogromnych zbrodni i gigantycznej bezmyślności. Był to wiek, który zrozumiał bardzo wiele z natury człowieka oraz natury wpływów, jakim podlega i które go kształtują, a nieraz wyciągał z tego wniosek o całkowitej plastyczności ludzkiej materii. Był to wiek, który zakwestionował chaos w życiu społecznym, zaproponował uporządkowanie go, kontynuował dziewiętnastowieczne marzenie o stworzeniu systemów myślowych wszystko tłumaczących i próbował wcielać je w życie — co owocowało fatalnie. Tragiczna ironia historii sprawiła, że jedyne rewolucje robotnicze przewidziane przez Marksa wybuchły w krajach, gdzie wprowadzono jego doktrynę w życie. Racjonalny homo oeconomicus był zawsze tylko modelem, nie występującym w społecznej rzeczywistości. Dzisiejsza rzeczywistość nie tylko potwierdza, że takiego człowieka nie ma, ale zwraca uwagę, iż kultura jest bardzo istotnym czynnikiem warunkującym ekonomię2.

Stwierdziwszy swą klęskę w zakresie intelektualnego oraz realnego uporządkowania świata, wiek XX zrezygnował z nadziei na racjonalne ułożenie spraw, wrócił do pozostawienia wielu spośród nich ich spontanicznemu biegowi. Był to wiek, który początkowo obarczał państwo coraz większymi obowiązkami, a pod koniec w coraz większym stopniu je od nich uwalniał. Windowana na piedestał instytucja państwa dziś marnieje, wielokrotnie przeżywa kryzys. Niejedne z nich dobrowolnie jednoczą się w większe całości dla realizacji wybranego zakresu spraw. Ponadnarodowe stają się jednak nie tylko przedsiębiorstwa, banki i giełdy, ale także organizacje przestępcze.

Prawda, że charakterystyczne dla XX w. mnożenie się państw narodowych wciąż trwa. Jest wysoce prawdopodobne, że naród i państwo narodowe będą jeszcze długo odgrywać swoje role. Nie jest jednak powiedziane, że zawsze będą to role identyczne z dotychczasowymi. W wielu wypadkach państwa narodowe będą w ogromnym stopniu sprawować funkcje identyfikacyjne, a nie — jak dotychczas — odgrywać rolę nośnika zintegrowanego projektu narodowego, obejmującego wszystkie dziedziny życia w rozwojowej perspektywie3.

XX wiek był czasem rozpowszechnienia oświaty na skalę masową, a jednocześnie braku zapewnienia elementarnego wykształcenia milionom. Był to wiek silnych tendencji racjonalistycznych, które wszakże ustąpiły szerokiemu nawrotowi do religii — do fundamentalizmów włącznie. Pod koniec wieku można wręcz zaobserwować poszukiwanie wartości podstawowych przez wielu ludzi, którzy jakby stracili grunt pod nogami4. Sekty w Stanach Zjednoczonych rekrutują swoich adherentów wśród absolwentów wyższych uczelni. Wszystko wskazuje na to, że człowiek po prostu nigdy nie stanie się racjonalną istotą w zracjonalizowanym, higienicznym świecie. Będzie poszukiwał własnej tożsamości oraz grupy, która stworzy dlań oparcie5.

Wiek XX zaczął się od reakcji na atomizację społeczeństwa; faszyzm i komunizm były przejawami tej reakcji. Za nią poszło wychylenie wskazówek zegara w drugą stronę: rozkwit idei neoliberalnych, których istotą jest pozostawienie człowieka sam na sam z rzeczywistością. Społeczeństwo mas stało się (ponownie?) „tłumem samotnych” jednocześnie6. Dziś zaczyna się obserwować kolejny odwrót w drugą stronę. Działaniom prowadzonym przez ludzi w skali światowej towarzyszy skupienie się na własnym, małym, rodzinnym kawałku świata. Jednocześnie pojawia się i realizuje wola uczestnictwa w życiu świata oraz nacisk na własną tożsamość.

Odrzucenie postfeudalnego kolektywizmu oraz indywidualizacja człowieka były wielkimi osiągnięciami procesu modernizacji, stworzyły jednak wyraźne niebezpieczeństwa. Może na przełomie wieków uda się utrzymać indywidualizację oraz solidarność ludzką zarazem. Może uda się zwiększyć możliwości jednostki, poprzeć ludzkie, indywidualne i grupowe dążenie do specyfiki i zachowania tożsamości, a jednocześnie sprawić, by nie nadążający rzadziej pozostawali na marginesie — co często towarzyszy procesowi indywidualizacji?7

XX wiek był wiekiem ogromnej intensyfikacji obiegu informacji i zwiększenia możliwości ich gromadzenia, a jednocześnie zalewu informacji utrudniającego ich analizę. Był to jednak zarazem wiek rozbudowy środków przekazu ułatwiających wmówienie ludziom praktycznie każdego kretynizmu, wręcz ułatwiających modelowanie myślenia, manipulację8. Także — wiek świadomego utrudniania obiegu informacji przez różnego rodzaju cenzurę.

Był to wiek wzbogacających przepływów myśli, dóbr kultury i symboli w skali całego świata, a jednocześnie wiek zubożenia w jakimś stopniu ludzkości poprzez wejście wszystkich w obręb cywilizacji dżinsów i coca- -coli, poddanie wszystkich wpływowi jednego centrum cywilizacyjnego. Prawda, że współczesne środki techniczne ułatwiają też rozprzestrzenianie dorobku kulturalnego mniejszych i słabszych społeczności — ale ruch w tym kierunku jest nieporównywalnie mniejszy. Może się zdarzyć, że fantastycznie zwiększywszy możliwości naszego porozumienia się i wzajemnego rozumienia się w skali globu, właśnie wskutek tego będziemy mieli sobie mniej do powiedzenia. To różnorodność i zróżnicowanie są wszak czynnikami kreatywnymi kulturowo.

XX wiek był wiekiem ogromnego rozwoju demokracji i praktycznego umożliwienia ludziom w niej uczestnictwa — a jednocześnie wiekiem dyktatur oraz realizacji tej formy pozornej demokracji, jaką jest przymus tłumów. Był to wiek wielu rewolucji podejmowanych w imię demokracji politycznej i społecznej, które wszakże częstokroć owocowały przeciwieństwem jednego i drugiego. Był to wiek, który bardzo dużo mówił o demokracji, a w którego trakcie zrodziły się wielkie totalitaryzmy9. Z uwagi na swą skalę oraz natężenie nie miały one chyba precedensu w dziejach10.

Był to wiek urbanizacji, który nie potrafił wszakże rozwiązać rozlicznych problemów wielkich miast. Był to wiek rozwoju środków produkcji, który przyniósł wszakże związane z tym ogromne zagrożenia ekologiczne. Był to wiek, który ułatwił ludziom przemieszczanie się, ale który jednocześnie z jednej strony ustawił niejedną wysoką barierę na ich drodze, a z drugiej doprowadził do przymusowych przesiedleń na skalę uprzednio nieznaną. Był to wiek, który po czasie umacniania granic obniżył przynajmniej część z nich i wskazał tę drogę jako pożądaną dla regionów, gdzie jeszcze to nie nastąpiło — a który jednocześnie uczynił z granic, ich przekraczania oraz regionów pogranicznych ogromne szare strefy, gdzie kwitnie przemyt i mętne interesy. Był to wiek, w którym ułatwione przemieszczanie się, sprzyjając ruchom migracyjnym, spowodowało też wielkie napięcia i zagrożenia w różnych krajach.

Był to wiek fantastycznego rozwoju sił wytwórczych, a zarazem wykorzystania ich dla niszczenia. Opanowawszy energię atomową człowiek wykorzystał ją, jak wiadomo, dobrze i źle. Strofę

Wiek dwudziesty rozłupał atom.
Runęła Hiroszima.
Atom zawisł nad światem —
Czy nic go nie powstrzyma?

poeta sformułował wprawdzie pod nie najlepszym adresem (oczekując powstrzymania atomu od Stalina), ale prawdziwie dał wyraz największemu niepokojowi kończącego się wieku.11 Rozwinąwszy możliwości techniki, XX wiek nie potrafił uporać się z negatywnymi skutkami jej działania (wypadki samochodowe, katastrofa w Czarnobylu). Rozwój techniki znacznie ułatwił realizację zamachów terrorystycznych.

Zwiększywszy wiedzę techniczną i rozbudowawszy przemysł, człowiek wykorzystał swe osiągnięcia m. in. dla budowy przemysłu śmierci. Uzyskawszy wielkie nadwyżki w produkcji dóbr przemysłowych i w rolnictwie, nie potrafił rozwiązać problemu biedy oraz głodu zarówno na znacznych obszarach świata, jak w samych nawet najbogatszych krajach. Nadzieje, że w ramach procesu modernizacyjnego uda się wprowadzić wszystkich na drogę rozwoju (i to z grubsza biorąc drogę jednolitą), okazały się naiwne.

Fantastycznie zwiększywszy wydajność pracy ludzkiej, XX wiek nie rozwiązał kwestii, co robić z ludźmi zbędnymi. Doświadczenie postępującego zmniejszenia się roli klas chłopskiej i robotniczej są jednymi z ważniejszych w XX w. Pytanie, czy dla tych ludzi znajdą się miejsca dla rozwijania aktywności w innych dziedzinach życia, jest ważnym pytaniem naszego czasu. Niewykorzystanie ich stanowiłoby wielką stratę nie tylko dla nich, ale stratę i zarazem zagrożenie dla całego społeczeństwa.

XX wiek był okresem usprawiedliwionego ludzkiego buntu, nieraz owocującego wszakże realizacją utopii, która przyniosła straszne skutki. Stwierdziwszy doświadczalnie nierealistyczność utopijnych pomysłów, ludzie XX wieku odstąpili — na dobre i na złe — od marzeń o zapanowaniu świata szczęśliwego. Jedynie niektóre społeczności muzułmańskie wciąż żywią całościowy, totalny, utopijny projekt przekształcenia świata — skądinąd bardzo mało pociągający, przynajmniej dla ludzi spoza tego kręgu cywilizacyjnego12.

Dzięki środkom technicznym i organizacyjnym, XX wiek charakteryzował się działaniami wielkich mas społecznych. Wszystko w tym wieku odbywało się na wielką skalę. Niestety również wojny, zabijanie ludzi w trakcie rozlicznych buntów oraz inne zagrożenia miały miejsce w skali masowej.

Był to wiek, który odkrył bądź po prostu docenił wagę ponadnarodowych związków między ludźmi, a który owocował wszakże wielkimi konfliktami nacjonalizmów. Wbrew marksistowskim przewidywaniom z jednej strony, a tendencjom globalizacyjnym z drugiej — nie klasy w płaszczyźnie ponadnarodowej, lecz narody weszły w największe konflikty wieku (jeśli zaś klasy, to też w ramach narodów). Zlikwidowawszy kolonializm i uznawszy równość ludzi, XX wiek nie zlikwidował jednakowoż rasizmu i różnych przejawów faktycznej nierówności w skali trudnej do zaakceptowania — trudnej z uwagi nie tyle może na wysokość górnych szczebli drabiny nierówności, ile przede wszystkim z uwagi na niskość dolnych.

Był to wiek, w którym bardzo dużo mówiono o systemach wartości, a w którym jednocześnie w wyjątkowym stopniu zostały one wystawione na szwank. Zbrodnie się umasowiły, a pojęcie winy zbiorowej — a więc w gruncie rzeczy niczyjej — upowszechniło. Zbrodnicze systemy posługiwały się słowami i hasłami o pozytywnej konotacji. Był to wiek, który wielokrotnie żądał dostosowania się wszystkich do jednego systemu wartości — co jest chyba zasadniczą cechą totalitaryzmu. Był to wiek rozkwitu na niebywałą skalę przestępczości zorganizowanej, nieraz powiązanej z agendami państwa w stopniu, który czynił (i czyni) ją czymś jakby normalnym i powszechnie akceptowanym.

Był to wiek, w którym mimo fantastycznego rozwoju myśli i środków działania, zakwestionowane zostały pojęcia postępu i nowoczesności. Był to wiek znacznego przedłużenia się życia ludzkiego, który jednocześnie znacznie gorzej rozwiązał kwestie możliwości zabezpieczenia przedłużonego życia oraz podtrzymania jego sensu w schyłkowej fazie, a w różnego typu konfliktach i represjach zginęło tylu ludzi, ilu dziś żyje we Francji, w Niemczech i w Polsce łącznie (co zauważył Zbigniew Brzeziński). Prawda, że XX w. stworzył też nieznane przedtem zabezpieczenia przed zadawaniem śmierci i masowymi zbrodniami — np. przez upublicznienie wielu lokalnych spraw. Świat jako całość bardziej dziś patrzy na ręce lokalnym społecznościom, co czasem może trochę hamuje zbrodnie13. Owo hamowanie bywa jednak bardzo niedoskonałe.

XX wiek wysłał człowieka na Księżyc, a jednocześnie nie potrafił rozwiązać znacznie prostszych spraw na Ziemi. Był czasem buntu klas, buntu narodów, buntu mas, buntu ludzi, buntu w imię rozumu, buntu w imię religii, buntu w imię człowieka… Kończy się zaś zmęczeniem większości buntowników — na pewien czas.

Już nawet nie dwoisty, ale po prostu smutny bilans naszego stulecia lepiej opisała Wisława Szymborska w wierszu „Schyłek wieku”:

Miał być lepszy od zeszłych nasz XX wiek.
Już tego dowieść nie zdąży,
lata ma policzone,
krok chwiejny, oddech krótki.

Już zbyt wiele się stało,
co się stać nie miało,
a to, co miało nadejść,
nie nadeszło.

Miało się mieć ku wiośnie
i szczęściu, między innymi.

Strach miał opuścić góry i doliny.
Prawda szybciej od kłamstwa
miała dobiegać do celu.

Miało się kilka nieszczęść
nie przydarzać już,
na przykład wojna
i głód, i tak dalej.

W poważaniu być miała
bezbronność bezbronnych,
ufność i tym podobne.

Kto chciał cieszyć się światem,
ten staje przed zadaniem
nie do wykonania.

Głupota nie jest śmieszna
Mądrość nie jest wesoła.

Nadzieja
to już nie jest ta młoda dziewczyna
et caetera, niestety.

Bóg miał nareszcie uwierzyć w człowieka
dobrego i silnego,
ale dobry i silny
to ciągle jeszcze dwóch ludzi.

Jak żyć — spytał mnie w liście ktoś,
Kogo ja zamierzałam spytać
o to samo.

Znowu i tak jak zawsze,
co widać powyżej,
nie ma pytań pilniejszych od pytań naiwnych.

By nie popaść w całkowitą desperację może warto jednak sobie przypomnieć, że mimo całego optymizmu XIX w., mimo jego wiary w technikę, rozum i postęp, Kazimierz Przerwa-Tetmajer był w swojej poezji („Koniec wieku XIX”) podobnie pesymistyczny:

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Cóż więc jest? Co zostało nam, co wszystko wiemy,
dla których żadna z dawnych wiar już nie wystarcza?
Jakaż jest przeciw włóczni złego twoja tarcza,
człowiecze z końca wieku?… Głowę zwiesił niemy.

Może więc po prostu w każdym bilansie robionym przez ludzi przeciętnie krytycznych, w tym w bilansie końca wieku, muszą się pojawić nuty niezadowolenia.

___________________
Marcin Kula — ur. 1943. Historyk. Profesor Uniwersytetu Warszawskiego. Autor publikacji prasowych i książkowych, m.in. „Początki czarnego niewolnictwa w Brazylii”, „Narodowe i rewolucyjne” — wyd. „Aneks” i Biblioteka „Więzi”, współwydawca kilkakrotnie nagradzanej pracy „Listy emigrantów z Brazylii i Stanów Zjednoczonych 1890–1891”. Mieszka w Warszawie.

Podziel się

Wiadomość

Możliwość komentowania jest wyłączona.