Jesień 2020, nr 3

Zamów

Dlaczego jestem Polakiem?

Zaliczam się do grupy młodych-powracających Polaków. Tak chyba można nazwać te osoby, które większą część swojego życia spędziły za granicą, a osiągając dorosły wiek zdecydowały się na powrót do kraju. Pytanie, dlaczego czują się Polakami, ma dla nich zapewne nieco inne znaczenie niż dla wszystkich tych, którzy albo z Polski nigdy nie wyjechali, albo też wyjechali i postanowili pozostać w swych nowych ojczyznach.

Młodzi-powracający różnią się zdecydowanie od tych przedstawicieli Polonii, którzy w pewnym momencie swego życia (zwykle po zakończeniu kariery zawodowej) zdecydowali się wrócić do Polski. Są to ludzie, którzy w pewnym momencie dokonali bardzo konkretnego wyboru. Zdecydowali, że bycie Polakiem wiąże się z osiedleniem w prawdziwej ojczyźnie. Spakowali więc swoje walizki i powrócili. Za granicą niejednokrotnie pozostawili swe dzieciństwo, pierwszą miłość i najlepszych przyjaciół. Dlaczego dokonali takiego wyboru?

Młodzi-powracający, a jest ich coraz więcej, decydują się osiedlić w Polsce nie ze względu na sentymenty. Nie są bohaterami Błękitnej Armii. Powracają do Polski nie dlatego, że trzeba walczyć o wolność i niepodległość Rzeczypospolitej i nie dlatego, że na ziemi ich przodków jest inna woda i inne powietrze. Owszem, powietrze i woda rzeczywiście są inne, ale stosunkowo rzadko lepsze i zdrowsze niż na Zachodzie.

Młodzi-powracający nie kierują się na Wschód również dlatego, że Polaków uważają za naród idealny. Każdy, nawet ten, kto podczas swojego zagranicznego pobytu idealizował rodaków w Starym Kraju, utracił przynajmniej część złudzeń po wyborze na Prezydenta RP Aleksandra Kwaśniewskiego. Tym, co przyciąga do Starej Ojczyzny wychowane na Zachodzie dzieci polskich emigrantów, z pewnością nie jest patriotyzm w wydaniu poprzednich pokoleń.

Dla powracających młodych ludzi Polska jest atrakcyjna przede wszystkim ze względu na swój dynamizm. Przyjeżdżając do tego kraju na wakacje – oczywiście po 1989 roku, wcześniej dla wielu z nas nie było to możliwe – zawsze można było zaobserwować ogromne zmiany. A „zmiana” to przecież żywioł młodych-powracających. Przez całe swoje życie za granicą byli przyzwyczajeni do zmian. Przywykli m.in. do codziennej zmiany wymowy swych imion i nazwisk, zmiany kultur i obyczajów w domu, w szkole, na uczelni i w pracy, oraz do permanentnej zmiany języka. Często zmuszeni byli zmieniać miejsce zamieszkania. Przeżywając zmiany czują się jak ryby w wodzie.

Dynamizm Polski to niesamowity magnes. Kraj, który niecałe dziesięć lat temu rządzony był przez zakochaną w Sowietach klikę Jaruzelskiego, Rakowskiego i Kiszczaka, dziś staje się członkiem NATO i znajduje się o krok od członkostwa w Unii Europejskiej. Zmiany następują tak szybko, iż wielu ludzi żyjących w Polsce nadal nie uświadamia sobie ich znaczenia. Mało kto w tym kraju uważa dziś, że nasze społeczeństwo przekroczyło określoną granicę i znajduje się na drugim, zachodnim brzegu Europy.

Młodych-powracających przyciąga do Polski także potrzeba ciężkiej pracy. Żeby utrzymać dotychczasową prędkość rozwoju i nadrobić zaległości odziedziczone po komunizmie w każdej sferze życia publicznego, Polska potrzebuje intensywnego wysiłku. Korki samochodowe, które w Warszawie osiągają swój zenit w porze, kiedy większość mieszkańców takich miast jak Monachium, dawno wróciła już z pracy do domu, dowodzą, że w niektórych miejscach w Polsce rzeczywiście pracuje się długo. Do intensywnej pracy młodzi-powracający są przyzwyczajeni. Przez całe lata wpajano im do głów, że jako dzieci emigrantów muszą być lepsi i bardziej pracowici od swych zachodnich rówieśników.

Społeczeństwo polskie z wszelkimi swoimi wadami jest społeczeństwem atrakcyjnym dlatego, że się ciągle uczy (w przeciwieństwie do znacznej liczby swoich polityków). Młodzi-powracający mogą się rozwijać nie wbrew społeczeństwu i nie obok niego, lecz wspólnie z nim. Polacy powoli budują społeczeństwo obywatelskie. Świadczą o tym coraz liczniejsze grupy ludzi zaangażowanych społecznie i wysoka liczba organizacji pozarządowych. Takich instytucji jest już w Polsce więcej niż w niektórych krajach Europy Zachodniej, a ich liczba zaczyna być proporcjonalnie porównywalna do liczby tzw. non-governmental organizations (NGOs) w Stanach Zjednoczonych.

Polska staje się państwem stwarzającym młodym, pracowitym, ambitnym i wykształconym ludziom ogromne możliwości. Istnieją zawody prawie wyłącznie opanowane przez młodych ludzi. Przeważnie są to sektory, które nie istniały w czasach komunizmu, jak na przykład reklama. Wśród agencji rządowych są też takie, które chętnie zatrudniają młodych. Szkoda, że nie wszystkie. Na nowym pokoleniu jakoś specjalnie nie zależy zwłaszcza Ministerstwu Spraw Zagranicznych, które siłą rzeczy powinno odgrywać rolę zagranicznej wizytówki Rzeczypospolitej. Roi się tam od neokomunistycznych protegowanych i dawnych PZPR-owskich działaczy. Ciekawe zresztą, ilu potencjalnych powracających MSZ-owi udało się już skutecznie do Polski zniechęcić?

Jednocześnie niezwykle atrakcyjny dla wielu młodych-powracających jest fakt, że w Polsce przetrwały wartości, które po drugiej stronie Odry i Nysy gubią się w relatywistycznym szumie. W Polsce kościoły przepełnione są młodymi ludźmi, którzy najwyraźniej poważnie traktują fundamentalne wartości. Nad Polską wciąż unosi się duch Sierpnia ’80. Niezależnie od tego, jak bardzo do swoich racji usiłują przekonywać nagle nawróceni na prymitywny kapitalizm niektórzy profesorowie „inteligenckiej” partii, Polacy wydają się doskonale zdawać sobie sprawę z tego, że dobry demokratyczny ustrój polega na społecznej sprawiedliwości. Nijak ma się do niej dwucyfrowe bezrobocie i wyostrzanie kontrastów pomiędzy biednymi i bogatymi.

W tym miejscu należy powiedzieć o jeszcze jednej rzeczy, która czyni Polskę atrakcyjną, a młodym-powracającym daje poczucie dumy z bycia Polakiem. Otóż chodzi tu o tolerancję w polskim społeczeństwie. Sądzę, że większości młodych-powracających trudno byłoby się zgodzić z argumentacją tych środowisk w Polsce, które namiętnie przedstawiają swoich rodaków jako żądnych krwi antysemitów i wojujących krzyżami katolików-fanatyków.

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

W Polsce premierem jest protestant, prezydentem nie uczęszczający do Kościoła postkomunista, zaś minister spraw zagranicznych ma pochodzenie żydowskie. Na czele rządu jeszcze nie tak dawno temu stała kobieta. Obcokrajowcy normalnie funkcjonują wśród Polaków i nie dostają po głowach kijami do baseballa – przynajmniej nie tak często – jak Ausländer – w Niemczech, zwłaszcza we wschodnich landach. Nie ma tu także „wodzów”, którzy byliby w stanie poprowadzić jakikolwiek ruch nacjonalistyczny. Dlatego mówienie o groźbie faszyzmu w Polsce graniczy z nonsensem.

Piszę ten tekst w dzień po wyborach samorządowych, w których startowało wielu młodych ludzi. To oni będą kształtowali Polskę od podstaw i oni poprowadzą ten kraj w XXI wiek. Będą pierwszym od kilkudziesięciu lat pokoleniem, które ma szansę żyć we własnym państwie, a nie w takim, jakim uczynili je zaborcy i okupanci. O tym, czy wykorzystają tę szansę, najlepiej będą świadczyć urodzone i wychowywane w Starej Ojczyźnie dzieci „młodych-powracających” Polaków.

___________________________
Bartosz Jałowiecki – ur. 1972 r. Absolwent nauk politycznych Uniwersytetu Ludwika Maksymiliana w Monachium. W 1983 r. wyjechał do Stanów Zjednoczonych, później mieszkał w Niemczech. Obecnie doradca podsekretarza stanu Jerzego Marka Nowakowskiego, współpracuje z Centrum Stosunków Międzynarodowych. Mieszka w Warszawie.

Podziel się

Wiadomość

Możliwość komentowania jest wyłączona.