Jesień 2020, nr 3

Zamów

Czas na normalność

Od wyborów do Bundestagu w Republice Federalnej Niemiec minął przeszło miesiąc, znane są ich wyniki, ukazało się wiele komentarzy i powyborczych prognoz. W listopadzie będzie już pracował nowy rząd. Ale w chwili gdy piszę te słowa, nie został on jeszcze sformowany, co powstrzymuje – zwłaszcza w rubryce „Na gorąco” – od stawiania kropek nad „i”. Postaram się zatem trzymać przede wszystkim faktów, unikając w miarę możliwości wróżb.

Na początek warto przypomnieć rozkład mandatów poselskich w nowym Bundestagu: SPD – 298, CDU/CSU – 245, Zieloni – 47, FDP – 44, PDS – 35. Pewną niespodzianką są niezłe wyniki mniejszych partii, nie tylko Zielonych, ale i FDP, której już bodaj po raz drugi wróżono w kampaniach przedwyborczych klęskę. 5-procentową barierę sforsowała również postkomunistyczna PDS, co martwi. Nie sforsowały jej natomiast ugrupowania skrajnej nacjonalistycznej prawicy – co cieszy. Znacznie wyższy od oczekiwań – zwłaszcza na tle ostatnich przedwyborczych sondaży – okazał się też sukces socjaldemokratów. Nowa koalicja rządowa SPD i Zielonych dysponować będzie „bezpieczną” przewagą 21 mandatów nad opozycją (z PDS włącznie). Ale – jak się rzekło – nowego rządu jeszcze nie ma, trwają rozmowy koalicyjne. Pozostają więc pytania o program tego rządu. Jak Gerhardowi Schröderowi, o którym mówiło się, że przy swej dużej „sile przebicia” nie ma wyraźnego programu, ale który w toku swej kampanii wyborczej zwracał się ku bardziej umiarkowanym, „centrowym” segmentom elektoratu, uda się to pogodzić z wymaganiami jego własnej partyjnej bazy? Jak ułożą się w przyszłości (bo podczas kampanii były wzorowe) jego stosunki z uchodzącym za lewicowego silnym przywódcą SPD Oskarem Lafontainem? Co wniosą do programu nowej koalicji rządowej Zieloni? To się dopiero okaże.

Trzeba się zgodzić z opinią, że o sukcesie socjaldemokratów przesądziło w niemałym stopniu „zmęczenie Kohlem”, mimo jego ogromnych zasług docenionych i uhonorowanych przez zwycięskiego rywala. Ale za zmianą przemawiały również inne czynniki. Do głosu dochodzi pokolenie urodzonych już po wojnie, wolne od wrażliwości i kompleksów swych poprzedników. Finansowe i psychologiczne koszty zjednoczenia Niemiec, ciągle wysokie bezrobocie, wreszcie wyzwania wynikające z procesów globalizacji gospodarki wymagają reformowania systemu społecznej gospodarki rynkowej, który tak znakomicie sprawdzał się w minionych latach. Rola zjednoczonych Niemiec w Europie i świecie po zakończeniu „zimnej wojny” to kolejny czynnik rzutujący na wyborcze decyzje. Dochodzą do tego okoliczności nabierające wymowy symbolu: fakt rychłego i już faktycznego przeniesienia stolicy kraju z Bonn do Berlina i nie mniej rychłego zastąpienia niemieckiej marki przez euro. W sumie zapowiada to w Niemczech nową jakość.

Na te ledwo tu zaznaczone zmieniające się realia i nowe wyzwania niemieccy wyborcy odpowiedzieli „wahnięciem w lewo”. Czy „czerwono-zielona” koalicja potrafi im skutecznie stawić czoło? No, to właśnie też się okaże. Wątpię jednak, czy analogiczne „wahnięcie w prawo”, gdyby do czegoś takiego doszło, przyniosłoby nam, w Polsce, mniej niepewności i zgryzot.

Bez zgryzot bowiem najprawdopodobniej się nie obędzie. Wbrew własnej zapowiedzi pozwolę tu sobie jednak na pewną wróżbę. Dotyczyć ona będzie swoistego „falowania” stosunków polsko-niemieckich w najnowszych czasach. Po okrutnych doświadczeniach II wojny światowej długo trwały zapiekła wrogość i brak zaufania. Potem przyszła faza szukania wzajemnego zrozumienia i pojednania, ba, niekiedy wręcz padania sobie w objęcia. Nie można w tym kontekście zapomnieć ani o Memorandum Kościoła ewangelickiego w Niemczech i Liście katolickich biskupów polskich do swych niemieckich współbraci w wierze, ani o „nowej polityce wschodniej” Willy Brandta, ani o wielkim wkładzie Helmuta Kohla zarówno w sferze stosunków bilateralnych, jak i torowania Polsce drogi do struktur europejskich. Rola, jaką odegrała Polska w rozpadzie komunistycznego „bloku wschodniego”, co przyczyniło się do zjednoczenia Niemiec, też nie pozostała w rozwoju tych stosunków bez znaczenia. Wygląda teraz na to, że po odejściu Kohla utrwali się w nich normalność.

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Co to oznacza? Gerhard Schröder zapewnia, że polityka zagraniczna Niemiec, w tym w kwestii rozszerzenia Unii Europejskiej na wschód, pozostanie nie zmieniona. Wiadomo jednak, że Polacy (bez wchodzenia tu w przyczyny) nie cieszą się w społeczeństwie niemieckim szczególną sympatią, a aspiracje Polski do Unii popierane są tylko przez mniej więcej jedną trzecią pytanych o to Niemców. Nowy rząd niemiecki stanie zaś przede wszystkim wobec potrzeby rozwiązywania problemów wewnątrzpolitycznych, zadbania o niemieckie interesy, a zatem i liczenia się z nastrojami opinii publicznej. Toteż choć w stosunkach polsko-niemieckich branych grosso modo nic nie powinno się zmienić, to w kwestiach szczegółowych, w tym związanych z przyjęciem Polski do Unii, mogą mnożyć się różnice zdań. Już teraz koronnym przykładem są niemieckie obawy przed konkurencją polskiej siły roboczej. Na tym polegać będą zgryzoty. Ale na tym polega też normalność.

Zawiera się w nich również szansa. Szansa na rzeczowe, wolne tak od gniewnych, jak czułych uniesień uzgadnianie interesów. Liczyć się będzie pragmatyczne podejście. W swoim czasie Krzysztof Skubiszewski głosił, może trochę na wyrost, ideę „polsko-niemieckiej wspólnoty interesów”. Czas na jej realne wypracowywanie.

Wojciech Wieczorek

Podziel się

Wiadomość

Możliwość komentowania jest wyłączona.