Jesień 2020, nr 3

Zamów

Kompas dla Chorwatów

Jan Paweł II, wynosząc na ołtarze kardynała Alojzije Stepinaca, przypomniał jego słowa, wypowiedziane na sali sądowej w listopadzie 1946 roku: metropolita Zagrzebia gotów był umrzeć „za Boga, Kościół i człowieka”. Nowy błogosławiony uznany został za męczennika, chociaż nie zginął nagłą śmiercią, jak pierwsi chrześcijanie. Jednak nie różnił się postawą od swoich świętych poprzedników. Swoim życiem dawał bowiem świadectwo nieugiętej wiary, potrafiąc przeciwstawić się totalitarnej władzy, z pełną świadomością ceny, którą może za to zapłacić.

Gdy wiosną 1945 r. komunistyczne wojsko Tity zajmowało Zagrzeb, znacząc trasę swojego przemarszu trupami „faszystowskich” księży katolickich, metropolita wiedział, że nie może spodziewać się po zwycięzcach niczego dobrego. Był zdecydowanym antykomunistą, komunizm bowiem był dla niego systemem wojującego bezbożnictwa, nie do pogodzenia z zasadami chrześcijaństwa. Stepinac łączył przywiązanie do katolicyzmu z mocnym poczuciem przynależności do narodu chorwackiego. Nie podzielał jednak radykalnego nacjonalizmu wielu swoich rodaków. W pierwszych latach po objęciu tronu arcybiskupiego opowiadał się za pozostaniem katolickiej Chorwacji w niekatolickim państwie jugosłowiańskim. Zmienił zdanie – jak się wydaje – dopiero w 1937 r., kiedy to rząd w Belgradzie, pod naciskiem hierarchii prawosławnej, wycofał się z podpisanego uprzednio konkordatu z Watykanem. W odczuciu zdecydowanej większości Chorwatów było to ostatecznym świadectwem niemożności realizacji ich narodowych aspiracji w zdominowanej przez Serbów Jugosławii.

Gdy w kwietniu 1941 r. przybyły z emigracji przywódca ustaszów (chorwackich faszystów) Ante Pavelić proklamował powstanie tzw. Niepodległego Państwa Chorwackiego (NDH), Stepinac pisał do księży swojej diecezji: I któż może wziąć nam za złe, że my, pasterze, włączamy się także w narodową radość i uniesienie, zwracając się do Boskiego Majestatu z głębokim wzruszeniem i serdeczną wdzięcznością? Kardynał z Zagrzebia w rozpadzie Jugosławii widział „rękę Boga”, dającego wolność Kościołowi katolickiemu, Chorwatom zaś – upragnioną niepodległość. Przezornie nie wymieniał przy tym z nazwy NDH, a nawet jakby próbował usprawiedliwiać własną euforię („któż może wziąć nam za złe.”). Czyżby jego – dzieloną z całym narodem – radość ze świeżo uzyskanej niepodległości mąciła obawa o przyszłość? Trudno było przecież ignorować fakt, że nad wolną Chorwacją unosił się cień Hitlera.

Bardzo szybko i wolność Kościoła wystawiona została na poważną próbę. Ustasze, nadając katolicyzmowi status wyznania panującego, przystąpili do czystek etnicznych, mordując, więziąc i wypędzając z NDH setki tysięcy prawosławnych Serbów. Zainicjowano akcję „powrotu do wiary ojców”, polegającą na przymusowym chrzczeniu w obrządku katolickim całych serbskich wiosek. Stepinac w listach do bonzów NDH interweniował na rzecz prześladowanych. Pisał do Pavelicia: Przekonany jestem, że dzieje się tak poza Pańską wiedzą. Nie był zwolennikiem poglavnika (wodza), jednak liczył jeszcze na jego dobrą wolę. Gdy przekonał się o bezskuteczności perswazji, zaczął protestować. Od maja 1942 r. jego kazania, w których – zrazu oględnie, z czasem zaś nazywając rzeczy po imieniu – potępiał faszystowski terror i łamanie praw człowieka w NDH, przeciwstawiając szowinizm ustaszów chrześcijańskiej zasadzie miłości bliźniego, gromadziły tłumy zagrzebian, podobnie jak u nas kazania księdza Popiełuszki. Jednocześnie próbował ratować wszystkich, którym był w stanie udzielić pomocy: Serbów, Żydów, nawet komunistów. Stał się autorytetem dla tych, którzy nie wierzyli ślepo Paveliciowi, wrogiem zaś dla innych, którzy zastąpili Boga kultem własnego narodu. Niestety, byli wśród nich także i księża, nawet biskupi.

Postać Stepinaca przywodzi na myśl dwóch innych wielkich przywódców kościelnych i narodowych, którym przyszło stawić czoło totalitaryzmowi: kardynała Wyszyńskiego i metropolitę Szeptyckiego. W przypadku tego ostatniego analogia jest jeszcze wyraźniejsza – zarówno Szeptycki, jak i Stepinac musieli zmierzyć się z problemem krzywd i zbrodni, czynionych przez Ukraińców i Chorwatów w imię dobra ich narodów. Metropolita z Zagrzebia nie od razu wołał pełnym głosem w obronie prześladowanych. Tysiące ich zginęło, zanim głos ten usłyszała cała Chorwacja. Co miał więc robić hierarcha Kościoła dla ratowania ofiar dyktatury? Stajemy tu wobec dylematu moralnego: dawać świadectwo, czy być skutecznym, obecnego również w dyskusjach na temat postawy Piusa XII w czasie wojny. Nie można się uchylać od próby jego rozwiązania.

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Warto przy tym pamiętać, że i Stepinac, i Pavelić byli narodowcami. Każdy z nich na swój sposób wysoko stawiał chorwackość na piedestale wartości. Oto czasy, w których nie przemawia już język, ale krew poprzez swoją tajemną więź z tą ziemią – pisał arcybiskup Zagrzebia we wspomnianym już okólniku do duchowieństwa. Taka była retoryka owych czasów. Jednak poczucie narodowe doprowadziło Pavelicia do masowych mordów, Stepinacowi zaś nakazało bronić chorwackiej godności. A przed komunistycznym sądem metropolita, oskarżony o kolaborację z ustaszowskim reżimem, oświadczył, że gotów jest umrzeć „za człowieka”, nie za Chorwację.

Jan Paweł II podczas Mszy beatyfikacyjnej w Mariji Bistricy powiedział, że kardynał Stepinac pozostawił swemu narodowi rodzaj kompasu, pomagającego mu w orientacji. Warto zastanowić się nad tym porównaniem. Kompas potrzebny jest ludziom zagubionym. Takimi byli Chorwaci w 1945 r., gdy po krótkiej euforii niepodległości znaleźli się znowu w Jugosławii, teraz państwie o znacznie gorszym dla nich, bo komunistycznym obliczu. Takimi są niewątpliwie i dziś, gdy nowa niepodległość okupiona została wojną i kolejnymi czystkami etnicznymi. Wielu spośród nich, na czele z prezydentem Franjo Tudjmanem, próbuje włączyć pamięć o NDH do panteonu narodowej chwały. Wielu przymyka oczy na wojenne zbrodnie, których przed kilku laty nie ustrzegli się w Bośni ich rodacy. Im, wszystkim innym Chorwatom, a także wszystkim katolikom ofiarował Papież „kompas” błogosławionego Alojzije Stepinaca. Czy potrafimy rozpoznać kierunek jego wskazówki?

Jacek Borkowicz

Podziel się

Wiadomość

Możliwość komentowania jest wyłączona.