Jesień 2020, nr 3

Zamów

Jakość i nijakość w kulturze masowej ankieta (II)

Zbigniew Herbert:

Kilkanaście miesięcy temu wprowadzono zmiany w programie polskiego radia, polegające głównie na ograniczeniu audycji literackich, słuchowisk, poważnych dyskusji i reportaży. Program I, o największym zasięgu, słuchany także przez naszych rodaków za granicą, stał się niemal wyłącznie domeną dźwięków i to nie najlepszej jakości.

Trudno mi wypowiadać się o telewizji, ponieważ uważam, że ten środek masowego przekazu nie jest i chyba nigdy nie będzie (odwrotnie niż radio) czymś bardzo pociągającym dla ludzi „pracujących w sztuce”. W moim przekonaniu, teatr, poezja, muzyka, malarstwo, a nawet film pokazane na małym ekranie mają się tak do oryginału, jak bardzo kiepska reprodukcja, reprodukcja fałszująca oryginał.

Za największe osiągnięcie telewizji polskiej uważam wielki monolog generała Berlinga. Było to nie tylko przejmujące wyznanie człowieka mądrego i doświadczonego, ale rzecz o wadze historycznego dokumentu. Szkoda tylko, że takie programowe cymelia toną w powodzi przeciętności.

Domeną telewizji jest łapanie rzeczywistości na gorąco, dlatego najbardziej podobają mi się sprawozdania sportowe (myślę, że wielu spośród właścicieli telewizorów cierpliwie płaci abonament przez cztery lata, żeby zobaczyć następną olimpiadę), a także autentyczne reportaże „z życia”. Wielką przyszłość widzę także w takich programach, jak „Wszystko za wszystko” czy „Sam na sam”, pod warunkiem, że obiektem analizy bezwzględnej, obnażającej fałsz i zakłamanie nie będą tylko literaci, kierownicy domów towarowych czy dyrektorzy wielkich elektrowni.

Osobnym zagadnieniem – nie poruszonym w ankiecie – jest sprawa osobliwego tele-języka. Od szeregu lat wiele osób występujących w telewizji i to nie jednorazowo, ale dość regularnie, znęca się bezkarnie nad mową ojczystą. Jeśli znany i pełen temperamentu publicysta popełnia rażące błędy, należy się zastanowić, czy nie należałoby go zastąpić osobą o mniejszych zasługach, niższym stopniu, ale za to szanującą reguły gramatyki. Sprawa ma ogromne znaczenie społeczne. Telewizję słuchają i oglądają miliony. „Poradnik językowy” obejmuje dobrowolnie kilkaset osób. Nie chodzi tu wcale o jakiś przesadny puryzm. Absurdem byłoby żądanie, aby sprawozdawca z meczu piłki nożnej mówił językiem ks. Skargi (nie mógłby zdążyć), ale powinien dołożyć starań, aby nie wypaść gorzej niż absolwent szkoły podstawowej, no, powiedzmy – średniej.

Sprawa kultury masowej w Polsce jest zagadnieniem kapitalnym – na to zgadzają się chyba wszyscy – ale nie wiadomo, co z tym począć. Powinna zatem być przedmiotem -dyskusji – wyczerpującej, konkretnej, dyskusji, w której, pozostawi się trochę na uboczu różne skądinąd ciekawe i bystre analizy teoretyków amerykańskich (żyjemy bowiem w społeczeństwach mało porównywalnych). Należy mówić o tym, co można i co należy zrobić tutaj i teraz, o konkretnych postulatach, środkach, ludziach. A także spróbować odpowiedzieć na zasadnicze pytanie: w jaki sposób można kulturze masowej, która homogenizuje, rozdrabnia, pomniejsza kulturę i miesza beznadziejnie małe z wielkim, przydać trochę ładu, humanizmu i świadomie wybranych wartości?

Istnieje niebezpieczna tendencja, aby „wygrać” kulturę masową przeciwko kulturze sensu stricto, wykazując społeczną nicość tomu wierszy, poważnego dramatu czy trudnego utworu muzycznego wobec masowego zapotrzebowania na piosenkę, tanią rozrywkę, kicz – co rzekomo uwielbia lud. Antagonizm taki istnieje i istniał zawsze (Seneka „przegrywał” w walce z popisami gladiatorów), ale doprawdy nie rozumiem, po co mielibyśmy pogłębiać ten antagonizm.

Jestem na tyle dobrym uczniem Stefana Kisielewskiego, aby nie poddawać się złudnym marzeniom o raju estetów i obca mi jest wizja społeczeństwa słuchającego (przymusowo) od rana do nocy Dantego, Beethovena, Norwida. Wiem jednak również, że dążenie do wartości wyższych, także w dziedzinie estetycznej, nie jest arystokratycznym przywilejem wybranych, ale może być udziałem wielu, pod warunkiem, że zdobędą się oni na wysiłek samodzielności, doskonalenia smaku i umysłu, odrzucenia łatwizny.

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Kardynalnym błędem tych, którzy działają u nas w kulturze masowej, jest chęć zaprogramowania, zaplanowania, a nie, jak być powinno, próba zrozumienia autentycznych pragnień, potrzeb, aspiracji człowieka. Układaczom i wykonawcom programów polskiego radia i telewizji przydałoby się trochę pokory i świadomości, że ci, którzy ich oglądają i słuchają, są – dojrzali, krytyczni i surowi w swoich sądach.

Zdaję sobie sprawę, że moje uwagi mogą się wydać komuś jednostronne i tendencyjne. Nie wspomniałem na przykład o roli telewizji jako Wielkiego Usypiacza ludzi zmordowanych ciężką pracą. A także Usypiacza rozbrykanych dzieci.

Zbigniew Herbert

Podziel się

Wiadomość

Możliwość komentowania jest wyłączona.