Jesień 2020, nr 3

Zamów

Zagadnienie istnienia Boga w świadomości współczesnego katolika (Przyczynek do badań nad strukturą polskiego „katolicyzmu powiatowego”)

Artykuł niniejszy, wbrew temu co, mógłby sugerować tytuł, posiada charakter przyczynkarski i to nie tylko w stosunku do zagadnienia struktury współczesnego polskiego katolicyzmu, ale również w stosunku do zagadnienia sposobu przeżywania przezeń szczegółowej problematyki istnienia Boga. Jest to oczywiste. Aby móc rozpatrzyć jedno i drugie zagadnienie w szerszym zakresie, należałoby dysponować bardziej dostatecznym materiałem dowodowym, co w tej chwili, z uwagi na nie istniejącą u nas praktycznie socjologię religii, jest wprost niemożliwe. Dlatego zadanie artykułu będzie skromniejsze: ma on przekazać czytelnikom treść przekonań religijnych współczesnych katolików, dotyczących zagadnienia istnienia Boga, ujawnionych za pośrednictwem ankiety; ma to zrobić ile możności językiem jej autorów, nie wchodząc zasadniczo w merytoryczne dyskusje z reprezentowanymi poglądami, ani nie rozstrzygając czy są one, czy nie są typowe dla katolicyzmu polskiego w ogóle. Niech nam wystarczy, że istnieją w nim tak samo, jak prosta wiara pielgrzymów odpustowych i bardziej skomplikowana autorów uczonych rozpraw. Ostatecznie mógłby tę sprawę rozstrzygnąć sam czytelnik, gdyby zechciał przeprowadzić porównanie między treścią odpowiedzi ankietowych a tym, co on sam przeżywa.

Ankieta została rozpisana w jednym z powiatowych miast woj. krakowskiego. Obejmuje ona 83 wypowiedzi ludzi różnego wieku i wykształcenia, zawodu i płci, zasadniczo (jeden wyjątek) uważających się za katolików. Ilość wypowiedzi jest pozornie skromna. Ale pytania z natury rzeczy były kierowane do tych, którzy jakoś bardziej dramatycznie przeżywali lub przeżywają narodziny podstaw religijnego światopoglądu, którzy ewentualnie zachowali w pamięci drogi tych narodzin i odważyli się je ujawnić.
A takich na gruncie „katolicyzmu powiatowego” (w sensie wyłącznie geograficznym, bez ironii) nie jest wielu. Zresztą jedynie w przypadku stosunkowo prostych pytań, na które możliwe są jednoznaczne odpowiedzi typu „tak – nie”, stosunki liczbowe odgrywają bardziej decydującą rolę. Specyfika naszej problematyki jest taka, że cenne będą właśnie indywidualne odmiany zapatrywań, wyrażane być może z prostotą, ale szczerze.

Pytania ankiety obejmowały trzy grupy problemów: 1. Czy zastanawiasz się niekiedy nad zagadnieniem istnienia Boga, a jeśli tak, to co cię do tego skłania? 2. Czy sądzisz, że istnienie Boga da się udowodnić? 3. Podaj, który z przytoczonych argumentów (uczestnicy zostali zaznajomieni z treścią argumentu nomologicznego, „z przygodności” oraz „z pragnienia szczęścia” w sformułowaniu uwspółcześnionym poglądami egzystencjalistów na „metafizyczne miejsca człowieka”) najbardziej cię przekonuje, ewentualnie wskaż jakiś inny. Czy może wiarę w Boga opierasz na Jakimś subiektywnym, tobie tylko dostępnym przeżyciu?

Kolejno scharakteryzuję odpowiedzi na każde z nich. Zrobię to w ten sposób, że podam charakterystyczne przykłady postaw, jakie uczestnicy zajmowali wobec przedstawionych im szczegółowych zagadnień i sprecyzuję wnioski bezpośrednio wypływające z uzyskanych odpowiedzi. Oczywiście, naczelną zasadą charakterystyki jest niewybieganie poza dostarczony przez ankietę materiał.

Czy zastanawiasz się niekiedy nad zagadnieniem istnienia Boga, a jeśli tak, to co cię do tego najczęściej skłania?

Zaczniemy od pierwszej części pytania: „Czy zastanawiasz się niekiedy nad zagadnieńiem istnienia Boga”. Na czoło wysuwają się trzy negatywne odpowiedzi: nad zagadnieniem istnienia Boga się nie zastanawiam. Pierwsza z nich nie wyjaśnia faktu, dwie dalsze wskazują, że już to zagadnienie rozstrzygnęły w sensie pozytywnym i… negatywnym (ateista). Zagadnienie to dla mnie nie istnieje – pisze autor nie podając bliższych danych. – Zastanawiam się nie nad istnieniem Boga, ale nad tym, jaki On jest. Na rekolekcjach na Jasnej Górze rekolektant powiedzial takie zdanie: nigdy nikomu nie staram się dowieść istnienia Boga. Uważam to za stratę czasu (nr a. 53). Zupełnie przypadkowo pojawiająca się odpowiedź ateisty (inż., lat 41) brzmi: Kwestia istnienia Boga jest dla mnie jasna i nawet się nad tym nie zastanawiam. Wg mnie jest to legenda zmyślona przez pewną kastę (zakonników) w ubiegłych stuleciach, potrzebna do, własnych interesów i tłumienia zdrowej myśli ludzkiej. Człowiek wykształcony, dociekający prawdy, jeżeli nawet chodzi do kościoła, to nie z przekonania, tylko ze względu na otoczenie i przyzwyczajenie… (nr a. 24).

Pomimo różnych stanowisk obie strony tak samo uznały, że problem ten należy w ich życiu do przeszłości. Cała reszta wypowiedzi wskazuje jednak na coś odwrotnego: zastanawiam się bardzo często; każdy myślący człowiek powinien się zastanawiać itp.

Druga część pytania „co cię do tego najczęściej skłania”, wyłoniła szeroki wachlarz poglądów. Obejmuje on zarówno źródła myśli o istnieniu Boga, jak określenia sposobów subiektywnej reakcji na nie. Okazuje się, że okazja do pojawienia się myśli o istnieniu Boga może stać się w zasadzie wszystko: świat zawnętrzny, przyroda, nauka, w kilku przypadkach dyskusje w otoczeniu, dalej świat wewnętrzny z jego konfliktami, radościami i cierpieniem. Odpowiada studentka (lat 18): Nie wiem dokładnie, czasem silne przeżycie psychiczne, czasem ściśłe obcowanie z przyrodą (np. w Tatrach), czasem atmosfera kościoła, gdy nie ma ludzi (nr a. 7). Dalej inżynier (lat 40): Myśl o istnieniu Boga zjawia się we mnie najczęściej przy ślizganiu się myśli od atomu do kosmosu, od elementarnych związków białkowych, poprzez świat roślin i zwierząt, aż do człowieka z jego zadziwiającą zdolnością do życia psychicznego i duchowego, poprzez zagadnienia skończoności i nieskończoności, wszelkich paradoksów natury z człowieka (nr a. 17). Na naukę wskazuje wypowiedź pracownika umysłowego (lat 49, wyk. śr.): Stoję na pograniczu między wiarą a niewiarą. Uczuciowo jestem zdecydowanie po stronie wiary, którą jednak trudno mi osiągnąć w pełni. Zagadnienie istnienia Boga staje przede mną w związku z problemami naukowymi, ale raczej unikami rozmyślań, by tej reszty, która mi została, nie utracić (nr a. 35). Wreszcie na konflikty życia wewnętrznego wskazuje inna wypowiedź: Problem, czy Bóg istnieje, jest rozstrzygany przeze mnie od chwili, w której do pewnego stopnia usamodzielniłam się, tzn. mniej więcej od czterech lat (autorka, ucz. lic., ma lat 17). Początkowo wszystkie wątpliwości były jednak tłumione przez zakorzenioną w dzieciństwie wiarę. Wkrótce, w chwilach rozterek, w chwilach samotności, zrzucając winę za nie w pewnym stopniu na Boga, zastanawiałam się głębiej nad tym, czy On naprawdę istnieje. Zawsze jednak doznawałam uczucia bezradności i porzucałam tę myśl. Wątpliwości te ze zdwojoną siłą powróciły, a bezpośrednią ich przyczyną są przerabiane na lekcjach religii dowody na istnienie Boga (nr a. 14). Podobnie brzmi lapidarne sformułowanie innej wypowiedzi (wyk. wyższe, lat 37): Myślę o Nim w chwilach depresji życiowej, w obliczu klęski, ale wtedy wydaje mi się być groźnym Jechową, a nie Dobrym Pasterzem (nr a. 6).

Jak widać, źródła myśli o istnieniu Boga są niezwykle rozległe. Inaczej nieco jest ze sposobem subiektywnego ustosunkowania się do pojawiających się stąd refleksji. Tutaj wypowiedzi mają tendencję do ułożenia się w dwie typowe postawy: pierwszą z nich nazwijmy postawą „wadzącego się stworzenia”, drugą – postawą „stworzenia afirmującego”. W pierwszym przypadku człowiek z okazji doznanych cierpień, zaostrzającej się świadomości bezsensu życia w ogóle lub niektórych jego momentów, z okazji niepowodzeń swych dążeń itp., przeżywa dramatyczny proces dezintegracji światopoglądowej, który wyraża się w nieustannym, mniej lub bardziej głębokim, powątpiewaniu: „czy Bóg może istnieć, skoro… itd.”. Przykładem takiej postawy mogą być wypowiedzi nr 35, 14 i 6 (por. wyż.). Wiara w istnienie Boga trwa u tych ludzi nadal. Ale na jej dnie jest jakiś przekorny, być może oparty na nieporozumieniu, bunt przeciwko sposobom Jego władania nad światem, człowiekiem, przeciwko tajemnicy, którą się otoczył.

Postawa „stworzenia afirmującego” charakteryzuje człowieka, który przekonanie o istnieniu Boga nosi w sobie bez wstrząsów. Myśl o Bogu zjawia się wtedy jako spontaniczna odskocznia rozumu „od rzeczy widzialnych” w stronę ich doskonałego twórcy lub wzorca. Człowiek stwierdza radośnie: „Świat jest, jest piękny, mądrze zbudowany…, a więc Bóg jest, musi być”. Przykładem takiej postawy jest wypowiedź nr 17 (por. wyż.). Oczywiście, nie można a priori wykluczyć, że w pewnej chwili życia postawa ta zostanie „uzupełniona” wyżej opisaną i na odwrót. Człowiek nieustannie się rozwija, a życie stwarza codziennie okazje do takich metamorfoz.

Na tle tak bogatej mozaiki indywidualnych postaw zjawia się jednak jeszcze jedno pytanie. Czy można powyższe myśli i ich różnorakie formy uznać za „pierwotne” myśli o Bogu? Prze; ież u każdego z uczestników istniało uprzednio przekonanie o istnieniu Boga, zanim wywołała tę myśl kontemplacja przyrody czy bunt przeciwko Jego tajemnicom. Wiąże się z tym zagadnienie bardzo istotne: jaki jest udział społeczeństwa w informowaniu człowieka o istnieniu Boga, a jaki jego własnych wysiłków? Co właściwie jest głównym źródłem myśli o Bogu?

Na podstawie uzyskanych wypowiedzi możemy na to pytanie odpowiedzieć jedynie częściowo, niemniej w zakresie bardzo istotnym. Autorzy ankiet nie wskazywali na czasowo pierwotne źródła ich wiedzy o Bogu, lecz usilowali wymienić okoliczności, w których są one dziełem ich własnej i oryginalnej postawy i kiedy najradykalniej wsączają się w ich życie wewnętrzne. „Pierwotność” miała zatem znaczenie psychologiczno-logiczne a nie chronologiczne. Jest zjawiskiem charakterystycznym, że w zespole w tym sensie pierwotnych źródeł, otoczenie społeczne występuje raczej jako okazja trudności skierowanych przeciwko Bogu niż myśli za Jego istnieniem. Oto 18-letnia studentka (nr a. 7) i 38-letni ślusarz (nr a. 70) zgodnie będą twierdzić, że myśl o istnieniu Boga zjawia się w nich raczej mimo ludzi niż dzięki ludziom.

Czy sądzisz, że istnienie Boga da się udowodnić?

Ponieważ tak postawione pytanie dopuszcza dwie interpretacje, należało je wyraźnie sprecyzować i sprowokować odpowiedzi na dwa problemy: możliwość skonstruowania logicznego argumentu na istnienie Boga i możliwość przekonania o istnieniu Boga innego człowieka np. niewierzącego. W ten sposób uczestnicy odpowiadali na oba pytania odrębnie.

Odpowiedzi na pierwsze pytanie uszeregowały się w trzy zasadnicze typy: fideistyczny, pośredni i afirmatywny. Pierwszy stwierdza, że przekonanie o istnieniu Boga nie jest sprawą rozumu, drugi wysuwa pewne merytoryczne rozróżnienia dotyczące przedmiotu dowodu, ostatni afirmuje zasadniczą możliwość sformułowania takiego dowodu.

Grupa fideistyczna obejmuje ogółem 9 wypowiedzi, z tym, że dwre robią zastrzeżenie: Nie, na podstawie znanych mi dowodów, jedna jest niezdecydowana: Nie, zresztą nie wiem, natomiast reszta precyzuje jednoznacznie swe zasadnicze stanowisko. Mam wrażenie, że jest to przede wszystkim sprawa wiary (nr a. 35), dalej: Wiara, a tym samym zagadnienie istnienia Boga nie jest – a przynajmniej w bardzo malym stopniu – sprawą rozumu, lecz sprawą uczucia, serca (nr a. 9, nauczyciel, wyk. wyż.), lub: …człowiek wyczuwa Boga w swym życiu raz silniej, raz slabiej, ale zawsze i na każdym kroku i innych dowodów nie potrzebuje (nr a. 17, wyk. wyż., geol. górn., lat 40). Niezależnie od różnic dotyczących zapatrywania na źródła wiary w Boga, wspólną nutą wypowiedzi jest negatywna ocena możliwości intelektu w sferze wiary w Boga. Stąd nazwałem je „fideistycznymi”.

Stanowisko pośrednie pomiędzy skrajną negacją a formalną aprobatą tezy zajmują wypowiedzi studentki (lat 18, nr a. 7) i uczennicy liceum (lat 17, nr a. 14). Pierwsza pisze: Można udowodnić istnienie jakiejś istoty nadprzyrodzonej, doskonałego ideału, siły rządzącej życiem, z tym że nie jest to akurat taki sam Bóg, w jakiego wierzą katolicy. Druga brzmi podobnie: Czy istotnie celem naszego życia religijnego jest ten Bóg, którego istnienie udowadniamy? Łatwo odkryć w powyższych wypowiedziach pascalowską myśl o Bogu religii i Bogu filozofii.

Przytłaczająca większość uczestników stwierdza jednak zasadniczą możliwość sformułowania dowodu na istnienie Boga. Tym samym dają oni wyraz przekonaniu, że w ich mniemaniu wiara w istnienie Boga jest zgodna z wnioskami rozumu. Nie zmieni tego stanu rzeczy fakt, że niektórzy robią zastrzeżenie: można, ale ja bym miał kłopot.

Problem drugi dotyczył zagadnienia przekonania człowieka wierzącego, że Bóg istnieje. W pewnym stopniu odpowiedź na to pytanie jest funkcją odpowiedzi na pytanie bezpośrednio poprzedzające, niemniej wachlarz odpowiedzi okazał się o wiele szerszy.

Ze stanowiska fideistycznego zostają wysunięte następujące uwagi: Wydaje mi się, że korzystniejszym byłoby dać odczuć niewierzącemu piękno i siłę wiary aniżeli starać się go przekonać pseudonaukowymi argumentami. W praktyce równa się to często utwierdzeniem go w przekonaniu, że Bóg nie istnieje, bo na wszystkie argumenty, można zrależć jeszcze silniejsze kontrargumenty (nr a. 9). Asystentka, lat 27, stwierdza: Przekonać się nie da, człowiek musi uwierzyć. Można mu co najwyżej pomóc wierzyć (nr a. 8). Wreszcie autor ankiety nr 17 pisze: …człowiek niewierzący dochodzi do przekonania o istnieniu Boga w czasie i okolicznościach najmniej spodziewanych dla niego. Mimo to dopuszcza nieco dalej i on ograniczoną możliwość komunikowania innym treści religijnych dotyczących istnienia Boga, a tym samym wpływania na ich postawę. Nie jest to jednak przekonywanie w sensie właściwym.

Reszta uczestników stwierdzała pozytywnie, że można o istnieniu Boga przekonać drugiego człowieka. Wymagane są jednak w tym celu pewne warunki dotyczące sfery poznawczo-moralnej człowieka przekonywanego, rzecznika tezy i samego procesu dowodzenia. Stosunkowo najbardziej optymistyczna jest wypowiedź inżyniera (lat 44): Oczywiście, jeśli chce tylko uczciwie i rozsądnie myśleć (nr a. 73) i studenta (lat 22): Musi być ogólnie dostatecznie wykształcony i musi logicznie myśleć (nr a. 72). Inaczej ujęła to zagadnienie uczennica liceum (lat 17): Uważam, że aby przekonać człowieka prostego, mającego za sobą bardzo wiele lat życia ateistycznego, nie wystarczą dowody teoretyczne. U tego człowieka wiara w Boga kojarzy się zazwyczaj z dobrem i niezwykłą szlachetnością ludzi wierzących. Zaprzecza on istnieniu Boga tylko dlatego, że w ludziach wierzących nie spostrzega cech różniących ich od ateistów. Zaprzeczając bezwzględnej szlachetności wierzących i Kościoła, zrywa automatycznie jak gdyby z Bogiem. Poza tym jest on zbyt wielkim realistą, aby uwierzyć w istnienie siły, której nigdy nie mógł ujrzeć własnymi oczami (nr a. 69). Natomiast całkowicie anonimowy autor ankiety nr 11 jest jeszcze bardziej ostrożny: Człowieka niewierzącego można zbliżyć do Boga zwłaszcza w chwilach, kiedy siła ludzka jest bezradna, co się często w życiu zdarza – wtedy zaczynamy szukać siły poza obrębem człowieka.

Na stronę moralno-poznawczą rzecznika tezy wskazuje m.in. wypowiedź nr 12 (wyk. śr., lat 22): Musi przekonywać człowiek mocno wierzący, który swoim zachowaniem udowadnia, że istotnie wierzy w Boga.

Wreszcie, zdaniern autora wypowiedzi nr 6, sam proces dowodzenia powinien być precyzyjny i sugestywny. Szerzej nieco widzi ten problem autor wypowiedzi nr 35: Uważam, że przed nie dającą się odeprzeć logiczną argumentacją rozum powinien ustąpić. Niemniej jednak należy się liczyć z psychologiczną strukturą człowieka. Stany psychiczne wynikłe z przekonań mogą stworzyć poważne opory, utrudniające przyjęcie choćby nieodpartych argumentów… Dlatego moim zdaniem zupełne przyjęcie nowego poglądu może mieć miejsce w takich przypadkach po mniej lub bardziej długotrwałym oddziaływaniu w tym kierunku. Stałe bowiem oddziaływanie niedostrzegalnie kruszy opory wewnętrzne i stwarza sprzyjające warunki do przyjęcia nowego stanowiska.

Powyższe zestawienie zapatrywań może nasuwać rozmaite wnioski. Przede wszystkim odkrywamy, że współczesny katolicyzm nurtuje, być może nieświadomie, jakaś forma „podskórnej herezji”, która jaskrawo wyraziła się w „fideizmie”. Nie jest to fideizm naiwny, lecz motywowany tym, że rozum w akcie wiary spełnia rolę drugorzędną w stosunku do „uczucia”, „wyczucia” lub jakiegoś nieokreślonego poczucia piękna. Reprezentują go oczywiście ludzie, którzy szczerze i otwarcie deklarują swą katolicką postawę w praktyce. Fakt motywacji „fideizmu” z równoczesnym przekonaniem o lojalności wobec katolicyzmu jest głęboko niepokojący.

Wypowiedzi uwypuklały nadto szereg pozapoznawczych warunków nieodzownych do przekazywania i recepcji wiary w istnienie Boga. Świadczy to niewątpliwie o tym, że autorzy są świadomi skomplikowanego charakteru aktu wiary i trudności piętrzących się przed nim, zwłaszcza we współczesnym świecie. Ale jeżeli tych warunków jest aż tak wiele, że obejmują nawet moralną stronę rzecznika tezy, że nie wystarcza logiczny wywód, lecz trzeba nadto wywodu sugestywnego, często się powtarzającego, wówczas zachodzi pytanie, czy w praktyce jest w ogóle możliwe przekazanie komuś wiary w Boga? Ściślej, czy współczesny katolik może w ogóle podjąć taką decyzję w stosunku do swego sąsiada, czy ona już w zarodku nie zostanie sparaliżowana pamięcią o możliwych i faktycznych przeszkodach? I to nie tylko ci, którzy formalnie deklarowali, że oni jednak nie potrafią, choć sądzą, że przekonać można?

Jeżeliby istotnie tak było, to powstaje nowe zagadnienie: Czy właśnie nie w tym przekonaniu leży jedno z zasadniczych źródeł postawy dającej się określić jako „wiara izolowana”? Jedno, bo może się okazać, że jest ich więcej.

Zarys przekonywających dowodów

Abstrahując teraz od zagadnienia komunikatywności treści własnych przekonań dotyczących istnienia Boga, zwróćmy uwagę na typy argumentacji, które są przekonywające dla samych autorów ankiety. Jak wspomniałem, zostały im podsunięte do wyboru trzy tradycyjne argumenty, przy czym można było wybrać więcej niż jeden lub ewentualnie padać dalsze, znane z innych źródeł. Zanim jednak do tego doszło, uczestnicy posiadali przecież jakąś własną motywację swej wiary w istnienie Boga, niekiedy oryginalną, niekiedy styczną z argumentacją tradycyjną. Zacznę zatem od naszkicowania typów tej argumentacji.

W zastanej motywacji wiary w istnienie Boga wyodrębniają się trzy typy: typ „ekstrawertywny”, dla którego punktem wyjścia jest jakiś moment świata zewnętrznego, typ „intrawertywny”, dla którego punkt ten leży wśród psychicznych doznań i typ wybitnie nastawiony na szukanie „podbudowy” dla swej wiary w sferze „przypadków”. Oczywiście mogą one występować samodzielnie lub zazębiać się nawzajem.

Przykładem typu „ekstrawertywnego” jest wypowiedź ślusarza (lat 37, 3 lata szk. zaw.): Aby się przekonać, czy Bóg jest, to dla człowieka o cośkolwiek szerszym horyzoncie myślenia, wystarczy wyjść tam, gdzie nie ma ludzi… I tam dopiero w spokoju wyobrazić sobie całą maszynerię pracującą wewnątrz człowieka, a później częścią tej maszynerii spojrzeć na to, co go otacza i to chyba wystarczy aż nadto, że tego nikt nie mógł dokonać, tylko Bóg (nr a. 70). Typ „intrawertywny” reprezentuje ankieta 69: Trudno mi nazwać uczucie, które pokierowało moje kroki do Boga i do Kościoła. Może było w tym wiele uczucia pustki : własnej nicości, dlatego pragnęłam zapełnić to czymś, co było Wszechdobre i Nieśmiertelne. Zapewne duże znaczenie miało tu także uczucie samotności i niezrozumienia u ludzi, którzy mnie otaczali. Może właśnie istnienie najwyższej dobroci, miłosierdzia, którego potrzebowałam, podszepnęło mi zło i obłuda świata, w którym żyję. Gdy zrozumiałam, że nie mam prawa źądać od ludzi dobra i szlachetności, skoro sama jestem podła, szukać zaczęłam czegoś, w co mogłabym uwierzyć jako w Dobroć, pomieważ byłam winna, zaczęłam szukać Przebaczenia, którego mógłby mi udzielić tylko ktoś bezwzględnie czysty. Dlatego właśnie zwróciłam się do Boga. Drogę pośrednią przedstawia stonowisko ekspedientki (szk. powsz., lat 38): Podziwiam inteligencję, myśl ludzką, ludzką strukturę duchową i cielesną, piękno cielesne i duchowe. Podziwiam zdolności umysłowe, piękno świata, sztuki, muzyki. Za istnieniem Boga przemawia poświęcenie się tylu dusz dla Istoty Nieznanej. Skutek grzechu, wyrzuty sumienia, lęk, spokój po dobrej spowiedzi: wszystko to wskazuje na to, że rządzi człowiekiem siła wyższa, która porusza jego serce i sumienie (nr a. 20).

Typ trzeci omówię nieco niżej, przy analizie ostatniego pytania ankiety.

Ocena przytoczonych argumentów za istnieniem Boga wypadła następująco: ilość zwolenników poszczególnego dowodu była mniej więcej jednakowa. I tak argument oparty „o przejawy rozumu w świecie” zyskał 27 głosów, argument „z przygodności” – 35 głosów, argument oparty o analizę „natury ludzkiej” – 29 głosów. Wydaje się, że do tego „głosowania” nie należy przywiązywać większej wagi, ponieważ niejednokrotnie uczestnicy raczej zwracali uwagę na formalne strony dowodzenia niż merytoryczną jego wartość. Były jednak również uwagi krytyczne. wynikające czasem z nieporozumień, czasem jednak symptomatyczne dla współczesnej umysłowości. Jednemu z uczestników wydaje się np., że argument oparty o przejawy rozumu w świecie daje pole do polemiki wynikającej z teorii ewolucji, czy w ogóle sugestii, że nauka nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa i wiele rzeczy i zjawisk może z dalszym postępem nauki zostać wytłumaczone (nr a. 35). Nawiązując do argumentu, „z przygodności” autorka pyta: Czy byt konieczny musi być Bogiem? (nr a. 14), natomiast wskazując na argument „oparty o analizę ludzkiej natury”, zauważa: …ten argument nie wskazuje nam wyraźnie istnienia Boga, tylko tłumaczy, że życie nasze sskierowane jest w kierunku Boga. Szczególnym przykładem krytyki opartej na nieporozumieniu jest wypowiedź nr 17 (inż. lat 40): Przecież świat daje na każdym kroku dowody przeczące wszelkiej przygodności. Świat przygodności byłby światem katastrof, chaosu, kataklizmów, nicości. Autor nie rozróżnia mianowicie filozoficznego pojęcia przygodności (przygodny jest byt, do którego istoty nie należy istnienie) od pojęcia potocznego, które jest synonimem braku uporządkowania i harmonii.

Spośród innych argumentów zostały wymienione: z celowości, przyczynowości, wnioski wynikłe ze zjawiska Dopplera, śmierci termicznej wszechświata, ogólne argumenty za prawdziwością chrześcijaństwa, historycznością Jezusa i Jego nauki, wreszcie cuda. Stanowiło to wszystko jakiś mniej lub bardziej samodzielny element motywacji podstawowej tezy, że Bóg jest.

Ostatnie pytanie brzmiało: „Czy może wiarę w Boga opierasz na subiektywnym, tobie tylko dostępnym przeżyciu?” Wypowiedzi okazały się znów dwojakie: jeden typ był wzmiankowanym wyżej typem szukającym podstaw dla wiary lub przynajmniej dla jej „ożywienia” w „przypadkach”, drugi wyraźnie wskazywał na takie przeżycia. Pisze np. uczeń liceum, lat 17: Często zwracamy się do Boga z jakąś prośbą i zostajemy wysłuchani. Może dla kogoś patrzącego z boku wyda się to przypadkowe, ale dla mnie było to dużym przeżyciem (nr a. 36). Wypowiedź drugiego typu brzmi: Na podstawie śmierci ojca, przed którą miał sny i przeczucia, i które go umocniły w wierze w Boga. Matka mi opowiadała o tym, bo była przy ojcu do ostatniej chwili (nr 13, ślusarz, lat 20). Poza tym nie ma innych przykładów.

Dwa momenty szczególnie charakteryzują przytoczone powyżej wypowiedzi w sprawie przekonywającego dowodu. Przede wszystkim, ich wartościową stroną jest… racjonalizm. Zależnie od konkretnych warunków, które w każdym człowieku są inne, człowiek usiłuje racjonalnie umotywować swą wiarę przynajmniej wobec samego siebie. Subiektywnie wiara jest zatem bądź wprost oparta na rozumie, bądź szukająca takiego oparcia, a to już zakłada przynajmniej ukryte przekonanie, że wiedza i wiara są w tym przypadku niesprzeczne. Wiara tych ludzi współistnieje z ich wiedzą. Jest to fakt niezależny od tego, co ktoś sądzi zarówno o ich wierze, jak wiedzy. I taka jest postawa większości uczestników, po odliczeniu grupy „fideistycznej”, gdzie proces ten przebiega nieco inaczej.

Z drugiej jednak strony autorzy są świadomi braków swego religijnego myślenia: bo u nas myśleć, znaczy wyobrażać sobie, skarży się uczennica liceum (nr a. 82). I w tym podwójnym przekonaniu, że myślenie „ma kolosalną przyszłość” i że w zasadzie winę za konflikty w sferze wiary w istnienie Boga ponosi sam człowiek, rodzi się współczesna „fides”, podobnie jak jej średniowieczna poprzedniczka „querens intellectum”. Właśnie w tym: „szukająca” – leży wielka szansa współczesnego katolicyzmu.

Uwagi końcowe

W trakcie artykułu zwracałem uwagę na pewne charakterystyczne cechy reprezentowanej przez uczestników ankiety wiary w Boga. Wskazałem na typy reagowania na pierwotne myśli o istnieniu Boga, typy argumentacji za Jego istnieniem, wyodrębniłem nurt „fideizmu”, nurt „racjonalizacji” wiary itd. Tak bogata mozaika sposobów przeżywania przez uczestników ankiety problematyki istnienia Baga dowodzi, że dotknęliśmy pytaniami sprawy niezwykle żywotnej dla współczesnego człowieka. Bogactwo postaw rodzi się tylko tam, gdzie ma miejsce bogactwo poszukiwań. Różne są przyczyny tych faktów: pamięć minionej wojny, pozytywistyczne nastawienie nauk ścisłych, potrzeba znalezienia sensu życia w chwilach, gdy wykruszają się mity społeczne, wszystko to zmusza do myślenia i sprawia, że zagadnienia mają charakter na wskroś egzystencjalny. Nie chodzi tylko o kwestię Boga, ale również o sprawę ludzkiego losu we wszechświecie. Problem żyje i niepokoi. Obejmuje z pewnością szersze kręgi ludzi niż mogła objąć ankieta.

Na podstawie uzyskanego materiału można pokusić się o przynajmniej częściowe rozstrzygnięcie zagadnienia niezwykle istotnego: czy wiara tych ludzi jest, czy nie jest tradycyjna?

Niestety, termin ten jest wieloznaczny. Zgódźmy się, że będziemy mieć na uwadze tę okoliczność, że akt wiary miałby się pojawiać w człowieku jako rezultat przyjmowanego bezkrytycznie ciążenia przeszłości nad jego życiem światopoglądowym i nie pytajmy o ewentualne formy jej przejawiania się na zewnątrz. W tym sensie wiara uczestników ankiety z pewnością tradycyjna nie jest. Przecież najbardziej szczere myśli o istnieniu Boga, te „najbardziej własne” argumenty przemawiające za tym istnieniem, wreszcie ostateczny akt uznania „Najwyższej Istoty”, były oryginalnym i niepowtarzalnym dziełem każdego z osobna. Mogą istnieć identyczne argumenty za istnieniem Boga. Ale nie istnieję dwie identyczne drogi wiodace do uznania tego istnienia. I żaden język mówiący o typach i porządkujący według podobieństw nie powinien przysłonić owej pierwotnej indywidualności. Wiara w istnienie Boga we współczesnym człowieku – jeśli jest głęboko przeżyta – od początku aż do ostatecznego aktu, w którym ludzkie „ego” uznaje istnienie boskiego „Alter-Ego”, jest, jak dowodzą wypowiedzi, zbyt własną i drogo okupioną wartością, by uchodzić za nalot tradycji.

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Ankieta objawiła jeszcze jedną charakterystyczną cechę współczesnej umysłowości. Jak mógł łatwo dostrzec uważny czytelnik, treści religijnych przekonań i argumentacja za ich prawomocnością były wyrażane językiem obrazowym, niekiedy wieloznacznym, uformowanym przez wpływ literatury pięknej i filmu. Język taki stanowczo nie nadaje się do intersubiektywnego komunikowani tak skomplikowanych i wieloaspektowych poglądów, jak poglądy dotyczące wiary w istnienie Boga i jej racjonalnych podstaw. Tutaj zapewne, a nie w złej woli czy marazmie intelektualnym, leży inne źródło tego, co wyżej nazwałem „wiarą izolowaną”.

Wyniki ankiety mogą stać się podstawą dla określonej praktyki duszpasterskiej w środowisku analogicznym do tego, jakie otaczało jej autorów, a nawet w szerszym zakresie, gdyby się okazało, że są to stanowiska typowe dla katolicyzmu polskiego w ogóle. Ponieważ jednak określenie jej kierunków i charakteru jest zagadnieniem pochodnym, czuję się zwolniony od ich precyzowania. Moim zadaniem był jedynie możliwie wierny opis istniejącego stanu rzeczy.

Ks. Józef Tischner

Podziel się

Wiadomość

Możliwość komentowania jest wyłączona.