Lato 2024, nr 2

Zamów

„Życie spełnione lecz umrzeć też trzeba”. Wiersze Tomasza Łubieńskiego

Tomasz Łubieński, 2009. Fot. Mariusz Kubik / Wikimedia Commons

Wiersze ukazały się w kwartalniku „Więź” zima 2023.

***

Bellotto zwany również Canaletto młodszy
tej zimy tryumfuje na Zamku Królewskim
malarz Wenecji Wiednia Drezna i Warszawy
po dwustu latach woda w rzece czy kanałach
szczególniej Drezna ta woda jest żywa
wystarczy podejść lepiej przyjrzeć się obrazom
woda niby stojąca ale nigdy taka
tyle się na niej dzieje nieustannie
są odbicia refleksy poblaski odblaski
trochę konwencjonalnie marszczące się fale
wietrzyk łagodny prąd i wiosła plusk
którego nie słyszymy ale nic nie szkodzi
dosyć że koła kręgi się rozchodzą
aż dobiją do brzegów po malućkiej chwili
wyżej ściany kamienic portrety w chorobie
grzyby zacieki zarysy pęknięcia
uchwycone akurat tego dnia o tej godzinie
do której schną na słońcu białe prześcieradła
pod murami szczerbatej rozbrojonej twierdzy
jednocześnie procesja wychodzi z kościoła
boży człowiek przyklęka na jedno kolano
ale czuje że musi zmienić je na drugie
a Canaletto młodszy właściwie Bellotto
już dla siebie tymczasem wymaluje piesia
zakręcony ogonek różowy języczek

***

W lasku Lindego po krótkim spacerze
dowiaduję się Zosia (imię zmienione) umarła
rok temu mówi córka spokojnie ma prawo
była z matką do końca odkąd się poczęła
kochała matkę w ślepej wzajemności
a szpital ekskluzywny by to uszanować
pozwolił żeby Zosia (imię zmienione) odeszła
w drodze wyjątku w obecności córki
na własnych prawach i o tej godzinie
co była jej pisana nie wcześniej nie później
na tę podróż do góry zaopatrzył Zosię
(imię zmienione) przyzwoity ksiądz
kapelan tego drogiego szpitala
Zosia (imię zmienione) właściciel ścisłego umysłu
pływaczka później chodziła po górach
a w międzyczasie o czym nie miałem pojęcia
po ukończeniu chemii i po doktoracie
w nowej Polsce zakłada niezależną firmę
podróżuje służbowo i dla czystej frajdy
wynalazki patenty jak również przetwory
czy konfitury dla wnuków łasuchów
chemik albo kobieta? nie kobieta-chemik
kiedyś jej nie poznałem chociaż siedzieliśmy
w kawiarni twierdzi córka naprzeciwko siebie
życie spełnione lecz umrzeć też trzeba
gdy zdarzy się okazja bez przydługich cierpień
czego i sobie życzę wspominając Zosię
(imię zmienione) jak byliśmy młodzi

***

daleko dawno temu życie na Krupówkach
lekko pod górę poślizgowo w dół
opiekane ziemniaki i gorący barszcz
z pieprzem i z majerankiem niczego nie trzeba
więcej do szczęścia tylko młodych lat
skał i lasów co się wspinają we mgle
albo w śniegu i słońcu nocą pod gwiazdami
zawsze z tej samej strony w którą spoglądają
koledzy taternicy i cepry gruźlicy
zmarli sportową lub szpitalną śmiercią
pochowani na którymś z tutejszych cmentarzy
i nie trzeba żadnych prochów rozsypywać w górach
oni już tam mieszkają zgodnie z przepisami

Podziel się

Wiadomość