Jesień 2020, nr 3

Zamów
-66%

Marcel Łoziński

  • Oprawa: Broszurowa ze skrzydełkami
  • Liczba stron: 168
  • Format: 130 × 205 mm
  • ISBN: 978-83-60356-47-0

Spis treści

Podziękowania
Tropi (Przedmowa Jacka Petryckiego)
Szkic do portretu
Ważne postaci
Dokumentalista jako ktoś
Kto pyta, nie błądzi
Dlaczego nie fabuła?
Przekaz zorganizowany
Na drugim brzegu
Przeciw fikcji
Bez happy endu
Spotkanie z Urszulą Flis
Świat w kropli wody
Filmowiec przy warsztacie
Jak żyć
Dotknięcie mistrza
Od metonimii do metafory
Na skraju Europy
Od jednostki do osoby
Krajobrazy wewnętrzne
Czy dokument może być sztuką?
Poemat pisany kamerą
Dokument autotematyczny
Dwadzieścia trzy lata później
Wspaniały i piekielny
Tomaszek, czyli Tomasz
Łoziński pedagog
Dekalog Marcela Ł.
Otwarta karta
Bibliografia
Filmografia
Niezrealizowane pomysły
Filmy i programy telewizyjne o Marcelu Łozińskim
Indeks

Fragment książki

Przedmowa

TROPI

Jako operator opowiadam obrazami i jestem prawie niepiśmienny. To dlaczego, pytam sam siebie, zdecydowałem się napisać przedmowę do książki o Marcelu?

A to dlatego, że byłem świadkiem triumfu filmu dokumentalnego jako dzieła i jako narzędzia nacisku na rzeczywistość (polityczną). A potem widziałem film dokumentalny jako bardzo osobisty i artystyczny sposób wypowiedzi o naszych sprawach. I to też był Marcel.

Pracuję z nim od ponad trzydziestu lat. Zawsze, w życiu i sztuce, imponuje mi upór i konsekwencja. Wajda próbował go kiedyś przekonać do zrobienia fabuły z „Cesarza” Kapuścińskiego, ja – do teatru telewizji o przedwojennej „dwójce” (temat wydawał się idealny). Zawsze potrafił się wywinąć. Może powodem była przygoda przy zdjęciach do ‘Wizyty”. Zbudowaliśmy wtedy okno, które wstawialiśmy przed obiektyw, żeby rzeczywistość przed kamerą nie była oczywista, żeby zagęścić i stworzyć wrażenie podglądania. Przy kolejnej panoramie, prowadząc bohaterkę, „wyjechałem” poza ramę, gdzie nie było ściany. Ujęcie zepsute. Nauczka: nie ulepszać rzeczywistości. I Marcel pozostał przy SWOIM FILMIE DOKUMENTALNYM!

I to się udało. Przez wszystkie te lata pozostał wierny dokumentowi, a ten wspaniale mu się odwdzięczył. Efekty widać dopiero dzisiaj. W zalewie pseudodokumentów, bigbrotherów i dokusoapów Marcel ciągle zyskuje widownię i „rządzi duszami”.
Jak to się zaczęło? Kieślowski, ze względu na skrupulatność i ustawianie scen w słupki matematyczne, został przez nas nazwany Ornitologiem. W skrócie „Łorni”. Odwdzięczył się Marcelowi przezywając go Tropi, od Niestrudzony TROPIciel Struktur Społecznych. Obie ksywy nie miały pogardliwej wymowy, były raczej podziwem dla dociekliwości obu Panów.

I nie było ważne, że Marcela filmy szły „na półki”, bo istniały na nieformalnych pokazach i dyskusjach, niektóre przebijały się do kin jako dodatek do mongolskiego filmu. Pamiętam, że mieliśmy satysfakcję w sierpniu 1980, kiedy Komitet Strajkowy wpuścił na teren Stoczni Gdańskiej tylko ekipę WFD w dowód zaufania do firmy, która wyprodukowała „Próbę mikrofonu”.

Potem był stan wojenny i kolejny dowód pełnej determinacji filmowca. Marcel zrobił co najmniej dziewięć profesjonalnych filmów dokumentalnych w „podziemnych” warunkach produkcyjnych.
W końcu Wolność, z której on skorzystał nie dla łatwych rozrachunków z przeszłością, lecz dla sięgnięcia w głąb, również siebie i swojego warsztatu. Nigdy już nie stawiał okien przed kamerą…

Tyle krótkiego wstępu. Jeśli książka Marka przysporzy choćby jednego widza filmom Marcela – warto ją było napisać, bo jedna dusza więcej odnajdzie się w tym świecie…

Jacek Petrycki

Opis książki

Bohater tej książki nie jest zwykłym filmowcem, jest – a r t y s t ą  d o k u m e n t u. Na całym świecie pracuje wielu renomowanych profesjonalnych dokumentalistów, którzy każdego roku kręcą niezliczone tysiące filmów dokumentalnych. Bardzo nieliczne grono tych twórców potrafi wznieść się ponad doraźne cele swoich filmów, osiągając próg sztuki. Marcel Łoziński jest jednym z nich.