Jesień 2020, nr 3

Zamów
-69%

Abeandry

  • Oprawa: Broszurowa ze skrzydełkami
  • Liczba stron: 342
  • Format: 125 × 198 mm
  • ISBN: 978-83-60356-25-8

Spis treści

Od Autora

Wiktor Hahn (1871-1959)
Wacław Rogowicz (1879-1960)
1886-1966. Paralela
Polsce zaprzedany
Gdyby istniała nagroda krytyki
Niejaki Lesznowski
Julian Krzyżanowski (1892-1976)
Zofia Szmydtowa (1893-1977)
Adam Krokiewicz (1890-1977)
Tadeusz Przypkowski
Przyjaciel Witkiewiczów
Teresa Tatarkiewiczowa (1892-1978)
JWG
Julian Rogoziński (1912-1980)
Stoslavius i Scrobovicius
Protestacja
Cenzor sprzed wieku
Leszek Kukulski (1930-1981)
Krzysztof Morawski
Prośba o Mecherzyńskiego
Maria Pomirowska
Sienkiewicz i Plebański
Izydora Dąmbska (1904-1983)
Stefan Lichański (1914-1983)
Witold Chwalewik (1900-1985)
Stanisław Żytyński (1912-1986)
Krzysztof Radziwiłł (1898-1986)
„Przemijający świat książek”
Adrian Czermiński (1901-0982)
Tamten świat
Spis Polaków zmarłych w emigracji
Lekarze detektywi
„Syn wygnanki i niedawny powstaniec”
Jan Perłowski
Janusz Stradecki (1920-1988)
Sine ira et odio
Przegrana?
Talis vita
O Brodnicy
O wwiązywaniu ksiąg
Jaki szuler!
„Ręczę głową i zbawieniem duszy”
Gnom amnestionowany
Nobilitacje
Wspomnienie sprzed piętnastu lat
Święta krowa
Métier
Najdostojniejszy z Polaków
Pani Pstrokońska
Warszawka
Historycy i politycy warszawscy
Miły i sympatyczny
Pamiętniki przyrodnika
Następca Borowego
Jubileusz Klaudiusza Backvisa
Jerzego Pelca wizerunki mistrzowskie
Spóźniony obiad na Stawisku
Józef Marian Chudek (1908-1996)
Jerzemu Stadnickiemu – na jubileusz
Czesław Zgorzelski (1908-1996)
Piątka z plusem (i z wykrzyknikiem)
Habsburgowie i Romanowowie
Kasznicowie
Piesy
Stanisław Szenic (1904-1987)
Labor improbus omnia vincit
Szczerość, przyjaźń i – szałaputeria
Pigoniana
Podróże do początku
Zdzisław Libera (1912-1998)
Ojciec Jacka Trznadla
1948
Q.F.F.F.S.
Uroczysty zjazd mickiewiczowski
Dwa razy Lenin
Dąmbska i Tatarkiewicz
Pochwały dwie
W stronę Gieczna
„Szermierz nieznany”
5 III
Strachy
Pierścień
Łupnięcie
Oni, ale i my
Dobro najcenniejsze
Wojciech Ziembiński
O kawie, o herbacie i o Andrzeju Pleśniewiczu
Krawat w butonierce
Kongresy
Pochwała Jana Rymarkiewicza
Dr Otto Habsburg
Novarum rerum
„Nieistniejąca, niezapomniana”
Czytujmy Niemieckiego
Smutas i Chlipka
Nasi nowi tłumacze Dantego
Przebóg!
Przeciw maskulinizacji – za polszczyzną zaginioną
A.D.
Kustosze Pamięci Narodowej

Indeks

Fragment książki

Od autora

Należy się przeglądaczowi tych tu notat możliwie najkrótsze wyjaśnienie.
Nieco ponad pół wieku temu, gdy redakcję „Twórczości” objął Jarosław Iwaszkiewicz (podówczas mój zwierzchnik w kierownictwie literackim u Arnolda Szyfmana w Teatrze Polskim), zostałem zaproszony do współpracy także i w odnawiającym się miesięczniku.
Terminować mi przyszło pod okiem Jerzego Lisowskiego. Dostawałem więc do omówienia różności pozostałe w spadku po realizmie socjalistycznym, w rodzaju powieści toruńskiego działacza, Zdzisława Wróbla, pod tytułem Inauguracja. Prawi ona o Łysogórskim, który „już trzeci miesiąc analizuje faszystowskie dramaty i powieści Kadena-Bandrowskiego” i o tym, że „trzeba stuknąć w reakcyjnych profesorów”.
Po jakimś czasie z poczynań recenzenckich udało mi się przesunąć do redakcyjnych not – i tak już zostało. Podpisywać się zacząłem kryptonimem Abe, wprędce rozwiązanym przez spisy treści „Twórczości”.
Pomysł wydrukowania w książce-wyboru stu spośród owych not zawdzięczam panu Pawłowi Kądzieli. Ułożyłem je chronologicznie, zaznaczając pod każdą miesiąc oraz rok ich ogłoszenia. Wprowadziłem trochę zmian stylistycznych oraz poprawień nie dopatrzonych w porę uchybień korekty.

======================================

PRZECIW MASKULINIZACJI, ZA POLSZCZYZNĄ ZAGINIONĄ

Maskulinizacji, i to radykalnej, zażądały feministki. W ich stowarzyszeniach żadna nie życzy sobie pozostać członkinią, każda mieni się członkiem. Nasi marszałkowie Sejmu z rzadka i niechętnie udzielają głosu którejś z posłanek, z reguły na mównicę powołują „panią poseł” (gdybyż choć: panią posła!): Naczelny redaktor „Gazety Wyborczej”, który by lubił stać się nie tylko opiniotwórcą, lecz także prawodawcą, chętnie daje posłuch brzydkiej modzie. Jakiś czas temu poświęcił artykuł zmarłej historyczce, którą nazwał ważnych książek autorem. Czy o Marii Skłodowskiej napisałby, że dwukrotnie została laureatem Nagrody Nobla – o tym mimo wszystko wątpię.
Odnoszę wrażenie takie oto: rodzaj męski przyznawany zostaje przede wszystkim stanowiskom i zawodom, by rzec, godnościowym. Powiada się: ministrowie, profesorowie, generałowie. (Nikt nie powie: żandarmowie.) Na miejscu dotychczasowym tkwią (na razie) zawody źle płatne: nie wychodzi z użytku nauczycielka, urzędniczka czy pielęgniarka. Ale jeszcze trochę- i się dowiemy, że się należywyrażać poprawnie: pani woźny, pani sprzątacz, pani księgowy; pani goniec – już jest. Prostytutka chyba pozostanie. Co jednak z osobami konsekrowanymi? Jakby ładnie brzmiało: matka przełożony lub siostra furtian!
Te myśli podsunął mi wydany przez Instytut Języka Polskiego PAN Mały slownik zaginionej polszczyzny, pod redakcją Felicji Wysockiej (Kraków 2003, wydawnictwo „Lexis”). Wdzięczni uczniowie i uczennica profesora Stanisława Urbańczyka, ułożywszy swój wokabularz, na karcie potytułowej przydali mu motto: ,,Wszystko, co było dawno znane, musi mieć swoje nazwisko, które potrzeba tylko w tym języku wyszukiwać i wydobywać.” (Jan Śniadecki).
Książka, o której mowa, zawiera około piętnastu tysięcy haseł. Dobiera wyrazy poświadczone przez dawne polskie słowniki, te sprzed Lindego. Chce pokazać urodę oraz bogactwo zróżnicowań w starej polszczyźnie – mogące się sprawdzić również współcześnie.
Ograniczę się do przykładów spomiędzy haseł na jedną zaledwie literę „P”. Wspomniana dopiero co „posłanka” ma swoją poprzedniczkę między innymi w „posełkini”, czyli ambasadorce (jak panna Suchocka – teraz przy Watykanie). „Prawo posadzić” znaczy (coś dla braci Kaczyńskich) zwołać posiedzenie sądu. „Posmyczny” – to między innymi: prędki, popędliwy, porywczy. „Postrzegać” wywodzi się z pierwotnego: przestrzegać przepisów. „Potem uszy nabijać” komuś – czyli naprzykrzać się gadaniem. „Potępienie” równoznaczne jest wzgardzie i pośmiewisku. „Potulać się” oznacza bycie komuś uległym. „Puki” jakieś – to hałas, rumor, bijatyka. „Pwa” – któż by pamiętał! – dowodzi ufności i nadziei. „Pytel”, który się do pewnego stopnia uchował, był to worek pokutny, stąd „słowa jak z pytla”. „Posromnie” równa się dzisiejszemu pokornie. „Poporząd” to obecne kolejno. „Poplecznik” określa kogoś, kto od tyłu osłania rębacza. „Pomdlić” zaś wymowniejsze jest z pewnością aniżeli osłabić. I wreszcie, czyż nie pięknie nazywać obłudnika „pokryćcem”?
Słownik zaginionej polszczyzny okazać się powinien niezmiernie przydatny w polemikach prasowych lub zwłaszcza rządowych. Z powodzeniem zasób jego zastąpić by powinien określenia dawno wytarte i ordynarne, na mało już kim robiące wrażenie, podobnie jak miny iście knajackie pana premiera Belki, które jakżeż trafnie podchwycili i rozpowszechniają co lepsi fotoreporterzy.

I 2005

Opis książki

Zbiór miniszkiców wybitnego historyka literatury poświęconych ważnym postaciom polskiej humanistyki XX wieku, fascynująca kronika polskiej kultury ostatniego półwiecza, oglądana przez pryzmat życiorysów niejednokrotnie przemilczanych. Dar pamięci i spostrzegawczości pozwala autorowi wzbogacać nie tylko noty biograficzne. Znajdujemy tu także sensacyjne opowieści czy wzmianki o zapomnianych bądź nieznanych epizodach z życia literackiego i naukowego.

Książka wspaniała, jakże potrzebna czasom współczesnym. Biernacki pisze dla tych, którzy jeszcze wiedzą, co znaczy powiedzenie „ubita ziemia” albo „kwestia smaku”. („Arcana”)