Testament | Księgarnia Wydawnictwo Poznańskie (wydawnictwopoznanskie.pl)

Lato 2024, nr 2

Zamów

W długiej sukni i w bucikach z jelonka

Kadr z filmu „Pokuta” w reż. Jego Wright'a, 2007 r. Fot. materiały promocyjne.

Chciała odłamać gałązkę wiśni, pełną kwiatów, ale odezwał się w niej głos: „Tak nie wolno! Każdy kwiatek stanie się wiśnią. To grzech!”. Słyszała ten głos, ale wciąż zrywała kwiaty.

Fragment książki „Białe futra i inne opowiadania” żydowskiej poetki i pisarki Fradl Sztok. Tłumaczenie z jidysz na polski ukazuje się po raz pierwszy nakładem wydawnictwa Fame Art.

Lora Szejnberg chodziła tam i z powrotem. Z domu do ogrodu, z ogrodu do domu. W ostatnich dniach wiśnie obsypały się kwiatami.

Wesprzyj Więź.pl

Najmłodsza w domu, była piękna i mądra – wszystkie oczy zawsze patrzyły w jej stronę.

Matka już dawno nie żyła, a od czasu, gdy zmarł jej ojciec, Menasze Szejnberg, wiele się w obejściu zmieniło. Doprowadzono wodę, założono elektryczny dzwonek przy drzwiach, a na ścianach zawieszono ścienne dekoracje z brązu z nagimi aniołami, zupełnie jak u gojów. Nazywali to plastyką albo sztuką. Córki Menaszego zaczęły co roku jeździć do Karlsbadu.

Mówiono, że to właśnie za sprawą Lory wszystko wywraca się do góry nogami, że odchodzi od żydowskiej tradycji i wiary. Byli i tacy, którzy wieszczyli, że Lora się wychrzci, a posiadłość upadnie.

Posiadłością zarządzał teraz Herman, najstarszy syn Menaszego. Zaczął ubierać się jak niemiec [1] i wziął narzeczoną ze Lwowa. To Lora mu ją wybrała, bo chciała sprzedać gospodarstwo i przenieść się właśnie tam…

Domem zajmowała się starsza siostra Lory, Regina, rozwódka, kobieta dobra, ale nieurodziwa. Łatwo ulegała Lorze. Kiedy ta uznała, że należy zatrudnić nauczyciela francuskiego, Regina tylko przytaknęła, a Herman znalazł i ściągnął korepetytora.

Usłyszała dzwonienie metalowych kanek do mleka z udoju. Co za monotonia… Dzień w dzień kanki mleka. Dzień w dzień chłopki z kurczakami do sprzedania. Ale nawet z tego powodu nie mogła płakać

Fradl Sztok

Udostępnij tekst

Lora nie miała jednak ochoty uczyć się francuskiego. Gdy nauczyciel, zamiast patrzeć jej głęboko w oczy, zanadto zagłębiał się w gramatykę, mściła się: a to natknął się na nią gdzieś w kącie, ubraną niczym zakonnica, w długą pelerynę i jedwabną suknię – stała dumna, ledwo co na niego spoglądając – a to pojawiała się w postaci roześmianej i śpiewającej francuskiej wiejskiej dziewczyny.

Nauczyciel rezygnował z posady nauczyciela, by za chwilę dać się namówić do pozostania.

Gdy Lora spotykała nowego mężczyznę – musiał się w niej zakochać. Bolało ją, jeśli w porę nie okazał zainteresowania. Uśmiechała się szeroko, pokazując zęby, żartowała, zmieniała stroje i zachcianki – tak długo, aż padł jej do stóp.

Przy nauczycielu chętnie przechadzała się w długiej sukni i szarych lub brązowych bucikach ze skóry jelonka, tak delikatnej jak poduszeczki na łapkach kota. Sunęła, ledwo poruszając nogami. Znajdowała przyjemność, dręcząc go i widząc, jak biorą go diabli. Nauczyciel wił się jak piskorz – a najgorzej było, gdy spoglądała na niego swoimi zmęczonymi oczyma. Lorę cechowało okrutne piękno, jak powiedziałby Szekspir.

W końcu nauczyciel i tak odszedł, wrócił na studia.

Teraz, gdy wiśnie pochyliły gałęzie w stronę okna, Lora poczuła jego nieobecność.

Przeszukała szuflady komody, chciała znaleźć coś, czym mogłaby spiąć włosy. Znalazła paski wysadzane czerwonymi i zielonymi kamieniami, broszki, jakąś opaskę babci oraz kolczyki ze złotych monet, które przypomniały jej pobyt w Karlsbadzie, nosiła je tam. I doktora Burga przypomniały… To była długa podróż powozem, tylko ona, Regina, i on… Bezwstydnie pochylił się ku niej i pocałował. Och, jak pocałował! I Regina to zobaczyła. A może to tylko jej, Lory, sen? Może nie pocałował?

W drzwiach stanęła wiejska kobieta. Miała kurczaka do sprzedania.

– Chce panienka kupić kurczaka? Mam też koszyk jaj. Wielkie jak gęsie jaja.

Lora ze złością pokręciła głową:

– Mówiłam już, żeby nikt nie wchodził do mojego pokoju. Idź do kuchni, do pani. Tu nie ma nikt wchodzić.

Chłopka wsadziła kurczaka pod pachę, podniosła stojący przy drzwiach kosz i wyszła.

Fradl Sztok, „Białe futra i inne opowiadania”, 274 s., tłum. Krzysztof Modelski, Bella Szwarcman-Czarnota, Karolina Szymaniak. Wydawnictwo Fame Art.

Zdenerwowana Lora rzuciła się na sofę, zasłoniła twarz rękami. Chciała się wypłakać. Była nieszczęśliwa. Jej ojciec zmarł, a ona była sierotą.

Nie, wcale nie czuła się jak sierota, żeby płakać. Tylko ludzie robią z tego problem.

Nie, nie mogła z tego powodu płakać.

Może to po korepetytorze? Może po nim? Wyszedł, żegnając się ze łzami w oczach… Para rozdzielonych kochanków… Smutne to.

Ale nie, z tego powodu też nie mogła płakać.

Mimo to była nieszczęśliwa… Kiedyś Petro, stary woźnica, leżał na łożu śmierci. Gdy trzymał ją za rękę, przypomniała się jej babcia.

Wtedy też nie mogła płakać.

Czyżby, na litość boską, nie była nieszczęśliwa? Kiedy jest się zmuszoną mieszkać na wsi, kiedy nikt nie odwiedza, kiedy pojawia się nauczyciel, a chwilę potem ucieka?

Usłyszała dzwonienie metalowych kanek do mleka z udoju. Co za monotonia… Dzień w dzień kanki mleka. Dzień w dzień chłopki z kurczakami do sprzedania.

Ale nawet z tego powodu nie mogła płakać.

Pomyślała, że teraz, gdy Herman poślubi dziewczynę ze Lwowa, to ona… z tym… z tym z Karlsbadu… z doktorem Burgiem. Nie, z kimś przystojniejszym od doktora Burga. A Regina? No tak, już to widzi. Regina prowadzi dom Hermana. Żona Hermana jest okropna. Krzyczy na Reginę. Potem każe jej odejść… Wypędza ją z domu w środku nocy… Pada deszcz. Przemoczona do suchej nitki Regina idzie i płacze. Biedactwo z tej Reginy…

Lora rozpłakała się.

Gdy już przestała płakać, pomyślała o sobie: nie dość, że jest wielką pięknością, to jeszcze ma dobre serce.

Od razu zrobiło się jej lżej na sercu i odczuła miły niepokój. Wyszła z pokoju i idąc do ogrodu, przeglądała się we wszelkich, dużych i małych, lusterkach i w każdym z nich widziała, ile ma w sobie powabu, i jak ładnie wygląda w długiej sukni i w bucikach z jelonka.

Na werandzie spotkała Reginę rozmawiającą ze służącą o obiedzie. Porównała swoją wysoką sylwetkę do sylwetki Reginy, spojrzała na jej niezbyt ładną twarz. Z zadowoleniem poprawiła sobie włosy.

Regina nie miała pojęcia, co zaszło.  

Lora minęła je wolnym krokiem i udała się do ogrodu. Wiedziała, że powolny chód do niej pasuje.

Przechadzała się wśród jabłoni, dotykając nierozwiniętych jeszcze, ale już pachnących pąków. Stanęła przy wiśniach. Przyciągnęła górną gałązkę, pełną kwiatów. Chciała ją odłamać, ale odezwał się w niej głos: „Tak nie wolno! Każdy kwiatek stanie się wiśnią. To grzech!”. Słyszała ten głos, ale wciąż zrywała kwiaty. Mnóstwo kwiatów. W palcach czuła ich jędrność, ściskała je, a wyciekające krople wcierała we włosy.

Delikatny zapach wciskał się do jej oczu, ust, opadał na sukienkę…

Powolnym krokiem ruszyła ścieżką w głąb ogrodu, minęła gruszę. Szła aż do końca. Przeskoczyła płot i stanęła po drugiej stronie.

Ścieżką galopował właśnie jeździec w zielonym garniturze i żółtych butach do jazdy konnej, wymachując czerwonym pejczem.

Lora patrzyła na kark i pejcz jeźdźca. Chciała, żeby się obejrzał.

Ale nie odwrócił się. Brązowe boki konia to unosiły się, to opadały, a jego szlachetne nogi tańczyły rytmicznie i elegancko w miękkim piasku.

Z drugiej strony wsi dochodził dźwięk uderzeń młota w kuźni. Z jakiejś kryjówki wyszła indyczka, kiwała głową do przodu i do tyłu. Droga ciągnęła się w dal przez ponure pola.

Lora spojrzała na swoje buciki ze skóry jelonka i zobaczyła, jak ładnie pasuje do nich długa, ciągnąca się za nią suknia. Zmęczonym wzrokiem wodziła za jeźdźcem i koniem, lecz tętent jego szlachetnych nóg odbijał się echem coraz dalej i dalej.

Wesprzyj Więź

[1] Niemiaszek, niemiec (jid. dajczl) – pogardliwe określenie asymilującego się Żyda, zazwyczaj z terenów Niemiec. Przez tradycjonalistów podejrzewani byli o zerwanie z judaizmem, nieprzestrzeganie zasad koszerności, nie nosili tradycyjnego stroju żydowskiego, nie mieli brody, itp. 

Publikowane opowiadanie w oryginale nosi tytuł We wsi” i pochodzi z książki „Białe futra i inne opowiadania”, tłum. Krzysztof Modelski, Wydawnictwo Fame Art, 2024

Przeczytaj też: Rana, przez którą wdziera się światło

Podziel się

Wiadomość

5 stycznia 2024 r. wyłączyliśmy sekcję Komentarze pod tekstami portalu Więź.pl. Zapraszamy do dyskusji w naszych mediach społecznościowych.