Testament | Księgarnia Wydawnictwo Poznańskie (wydawnictwopoznanskie.pl)

Lato 2024, nr 2

Zamów

Antoni Kępiński – człowiek, który zmieniał psychiatrię

Antoni Kępiński. Fot. Wikimedia Commons

Szef uczył nas, że pacjent powinien żyć w warunkach jak najbardziej zbliżonych do naturalnych, chodziło o to, żeby szpital „odszpitalniać” – wspomina prof. Maria Orwid.

Fragment książki „Antoni Kępiński. Portret genialnego psychiatry”, której nowe wydanie ukazało się właśnie nakładem wydawnictwa Mando

Psychiatria za czasów Kępińskiego dość szybko się zmieniała, a on w tych zmianach uczestniczył, bywał też ich inicjatorem. Po wielu wiekach niewłaściwego, wręcz okrutnego traktowania psychicznie chorych, między innymi w szpitalach psychiatrycznych często przypominających surowe więzienie, po drugiej wojnie światowej zaczęto się do nich odnosić zupełnie inaczej – ze współczuciem i chęcią zrozumienia ich świata oraz losu. Szpitale psychiatryczne stawały się azylem, miejscem przyjaznym i nastawionym na leczenie, a nie tylko izolację.

Wesprzyj Więź.pl

Przełom ten mógł się dokonać dzięki wprowadzeniu do leczenia psychiatrycznego na początku lat pięćdziesiątych neuroleptyków – leków pozwalających psychiatrom dość szybko zapanować nad nieprzewidywalnym, często agresywnym zachowaniem pacjentów będących w psychozie, dzięki czemu nie budzili oni lęku i można ich było skuteczniej poddawać terapii. Odtąd nie musiano już drastycznie izolować i krępować pacjentów w psychozie, a atmosfera szpitali psychiatrycznych zupełnie się zmieniła.

Kępiński doceniał nie tylko właściwości medyczne leków psychotropowych, ale także to, że zmieniły one postawę lekarzy psychiatrów i pielęgniarek wobec pacjentów oraz warunki i atmosferę leczenia szpitalnego na bardziej humanitarne. Powtarzał jednak, że sama farmakologia nie wystarczy, by wyleczyć człowieka, nie można poprzestać na podawaniu mu leków, gdyż stanowi on jedność psychospołeczną i należy oddziaływać na niego na wielu płaszczyznach: biologicznej, społecznej i psychologiczno-emocjonalnej. A najważniejszym lekiem dla chorego pozostaje sam lekarz.

W połowie lat pięćdziesiątych w Klinice Psychiatrycznej zaczęto zatem po nowemu organizować życie szpitalne. Na wzór angielski tworzono społeczności terapeutyczne – łączono chorych oraz personel medyczny w grupy, w których istniał podział ról, funkcji i obowiązków. Społeczność terapeutyczna stwarzała okoliczności do ćwiczenia wielorakich interakcji, dawała każdemu z jej uczestników możliwości swobodnego wyrażania myśli i uczuć, ale też uczyła ich odpowiedzialności, wciągała w życie szpitalne i sam proces leczenia. Pierwsze zebranie takiej społeczności zorganizował Kępiński w 1955 roku na prowadzonym przez siebie oddziale męskim B.

Zmieniały się też warunki pobytu w  klinice. Zlikwidowano separatki dla pacjentów nadmiernie pobudzonych, gdzie stoły i krzesła były przymocowane do podłogi. Sale, zwłaszcza dziennego pobytu, urządzono estetycznie i w weselszych barwach, ściany pomalowano na kolorowo, zawieszono na nich obrazy, wnętrza wyposażono w stoliki, krzesła, w oknach zawieszono firanki. Wystrój projektował Marian Szulc, malarz, rzeźbiarz i scenograf, wówczas asystent w Akademii Sztuk Pięknych; jego fotogramy ozdobiły ściany pomieszczeń.

Kępiński powtarzał, że sama farmakologia nie wystarczy, by wyleczyć człowieka, nie można poprzestać na podawaniu mu leków, gdyż stanowi on jedność psychospołeczną

Krystyna Różnowska

Udostępnij tekst

Inaczej wyglądali i czuli się też sami pacjenci, odkąd pozwolono im przy przyjmowaniu do szpitala zatrzymywać własne ubrania i przebierać się w nie w ciągu dnia. „Szef uczył nas, że pacjent powinien żyć w warunkach jak najbardziej zbliżonych do naturalnych, chodziło o to, żeby coraz bardziej szpital «odszpitalniać»” – wspominała prof. Maria Orwid wskazówki Kępińskiego.

Dwa lata później rozpoczęto psychoterapie grupowe  – także tę metodę terapii Kępiński poznał w szpitalach angielskich. Dzięki temu leczeniem można było objąć równocześnie większą liczbę chorych.

Gdy pacjenci odzyskiwali świadomość swoich praw i uczyli się współdziałania, Kępiński założył Klub Pacjentów, który także mieścił się w suterenie kliniki, w pobliżu jego gabinetu. Ustawiono tu mały bufet z wodą mineralną, kawą, herbatą, stoliki i krzesła. Pacjenci, przebrani w normalne ubrania, schodzili wieczorami z sal szpitalnych do Klubu, by wspólnie spędzić czas. A że w klinice brakowało miejsca, korytarz przed pokojem, w którym wcześniej była izolatka, służył przed południem jako hall, a jednocześnie jako sala wykładowa dla studentów psychologii, po południu zaś stawał się salą telewizyjną. Telewizor przechowywano w zamkniętej szafce, którą otwierano w wyznaczonych godzinach. Później członkowie Klubu oglądali telewizję w osobnej sali w podziemiach kliniki.

Opiekę nad Klubem Kępiński powierzył psycholog dr Elżbiecie Leśniak. Działał on w godzinach popołudniowych, jego pracą kierowała rada wybrana przez członków, z przewodniczącym na czele. Do zadań samorządu należało układanie programu pracy Klubu i czuwanie nad wykonaniem wyznaczonych zadań. Pacjenci zapraszali na spotkania krewnych, przyjaciół, a także dziennikarzy i artystów: aktorów, muzyków.

Występowała tu Ewa Demarczyk, a także popularna już wtedy Halina Mikołajska. Bywali też Piotr Skrzynecki i Zygmunt Konieczny, twórcy Piwnicy pod Baranami, którzy tu także założyli kabaret. Organizowano wieczorki taneczne, podejmowano dyskusje, a wszystko to działo się w swobodnej atmosferze przypominającej kawiarnianą. Klinika Psychiatryczna stała się miejscem towarzyskich kontaktów rozpraszających szpitalną nudę, przywracających chorym poczucie wartości i potrzebę współdziałania.

Kępiński zainspirował też zorganizowanie Klubu dla Byłych Pacjentów, na zasadach znanych mu ze szpitali angielskich. Nazwano go „Zawilec”. Jego opiekunką została socjolog Teresa Reguła. Zrzeszeni w nim pacjenci nie tylko uczyli się współpracy i wzajemnej pomocy, ale też formułowali potrzeby swojego środowiska i występowali do odpowiednich instytucji, domagając się ich spełnienia.

Antoni Kępiński
Krystyna Różnowska, „Antoni Kępiński. Portret genialnego psychiatry”, Wydawnictwo Mando, Kraków 2024

Psychiatria humanizowała się, świat szpitala psychiatrycznego upodabniał się do tego za murami, a chorzy zyskiwali umiejętności ułatwiające im powrót do normalnego życia. Kępiński stawiał ich w centrum wszelkich psychiatrycznych działań, odkrywając ich wartości i możliwości, domagając się dla nich szacunku i współczucia.

Równocześnie uczył ich odpowiedzialności za swoje czyny. Coraz częściej klucz do drzwi oddziału powierzano któremuś z pacjentów. Tak przygotowywano ich do życia wśród ludzi zdrowych. Był to także krok w kierunku psychiatrii środowiskowej, która wkrótce zaczęła się rozwijać: ku budowaniu sieci placówek leczenia psychiatrycznego poza murami szpitala, gdzie dzisiaj leczy się wielu chorych.

Krakowska Klinika Psychiatryczna, także dzięki Antoniemu Kępińskiemu, wprowadzała nowoczesne formy leczenia i rozrastała się, otwierano nowe oddziały, również koedukacyjne, ale tym akurat z początku był on przeciwny. W 1962 roku utworzono oddział dla dzieci, którym kierowała doc. Eugenia Kwiatkowska. Kępiński często na nim bywał, choć nie miał doświadczenia w pracy terapeutycznej z dziećmi, starał się pomagać w udoskonaleniu jego organizacji i metod leczenia. W latach sześćdziesiątych powstał tu także Oddział Psychiatrii Młodzieżowej. Kępiński żył tymi wydarzeniami, uczestniczył w nich, nadawał im humanitarny ton, a jednocześnie budował swój autorytet wśród chorych i zespołu.

[…] Najwięcej czasu i uwagi Kępiński poświęcał chorym. Z wieloma miał bezpośrednie kontakty, także towarzyskie. Otrzymywał od nich zabawne kartki, wierszyki, również na swój temat, dowcipne laurki. Z dokładnością notował wszystko, co dotyczyło pacjentów, starannie przechowywał historie choroby i wszelkie zapiski ich dotyczące. Sam bardzo skrupulatnie prowadził dokumentację medyczną i jako szef sprawdzał tę sporządzoną przez innych, a niekiedy ją uzupełniał.

Profesor Jerzy Aleksandrowicz, psychiatra, twórca pierwszej w Polsce Pracowni Psychoterapii Katedry Psychiatrii, tak go wspomina: „Antoni Kępiński często powtarzał, że ciągle dowiaduje się od pacjentów czegoś nowego, a terapia każdego z nich to niewyczerpane źródło wiedzy o życiu i psychice człowieka, okazja do poznawania obszarów niedostępnych w żaden inny sposób. Inspirował nas do takiej poznawczej postawy”.

Jego stosunek do pacjentów był, zwłaszcza w ówczesnych czasach, niezwykły – pełen serdeczności i nieprawdopodobnej cierpliwości. Zarzucano mu czasami przesadne zauroczenie chorymi i brak krytycyzmu wobec nich.

„Jedno z pierwszych stwierdzeń Kępińskiego, które utkwiło w mojej pamięci, dotyczyło cierpienia chorych, mówił, że najpierw musimy pomóc człowiekowi w złagodzeniu bólu, a dopiero potem można zajmować się jego problemami egzystencjalnymi czy psychologicznymi subtelnościami. I leki są właśnie po to (…). Mówił, że nie każdy człowiek jest w stanie znieść taki ból. Zresztą w Krakowie zawsze była duża różnorodność podejść psychoterapeutycznych (…). Na tym eklektyzm psychoterapii polega: dobierz metodę do pacjenta, a nie odwrotnie” – napisała we wspomnieniach psycholog dr Wanda Badura-Madej.

W jego gęsto zapisanym kalendarzu były też liczne zajęcia dydaktyczne. Uczył przyszłych lekarzy i pielęgniarki nie tylko wiedzy psychiatrycznej, ale i stosunku do pacjentów. Powtarzał im: chory ma zawsze rację.

Uczniowie zapamiętali go jako świetnego dydaktyka, lubianego wykładowcę inspirującego do samodzielnego myślenia.

 „Poznałam go, kiedy byłam uczennicą szkoły pielęgniarskiej, chyba w 1953 roku – opowiada mi o tamtych czasach Aleksandra Opalska. – Wykładał nam psychiatrię. Był wtedy jeszcze  zwykłym lekarzem w Klinice Psychiatrycznej. Młody, wysoki, szczupły, przystojny, ale skromnie ubrany. Mówił spokojnie, ładnym językiem, przystępnie i interesująco. Przychodziliśmy do niego całą klasą, do tej piwniczki, gdzie przyjmował chorych, tam odbywały się zajęcia, choć mieściliśmy się z trudem, bo dużo nas wtedy studiowało pielęgniarstwo. Były dwie grupy po około sześćdziesiąt osób.

Wykładał ciekawie, a we wszystkim, o czym mówił, czuło się miłość do chorego. Dawał wiele przykładów. Gdy omawiał jakąś jednostkę chorobową, zapraszał pacjenta i prezentował ją na konkretnym przykładzie. Chętnie przychodzili, widać było, że mieli do niego zaufanie, bo on wiele serca wkładał w ich leczenie. Umiał wejść w tok myślenia chorego i umiał mu pomóc. Często nas pytał, czy wszystko, co mówił, zrozumieliśmy, wyjaśniał, prowokował do myślenia. Nie denerwował się, jeśli ktoś czegoś nie zrozumiał. Po latach, kiedy zaczęłam pracować w tej samej szkole, w której mnie uczył, jako nauczycielka zawodu, spotykałam się z  nim na konferencjach pedagogicznych. Pamiętam, że zawsze stawał w obronie słabszych uczennic, a na zajęciach starał się im wszystko dokładniej tłumaczyć. Doceniał rolę pielęgniarek. Gdziekolwiek pracował, angażował się w to, co robił”.

Wesprzyj Więź

Chętnie podejmował dyskusje, także ze studentami. Osobiście prowadził ćwiczenia z psychiatrii, nie wyręczał się młodszymi lekarzami. Stwarzał atmosferę zachęcającą do wypowiadania różnych, prowadzących nawet do gorących sporów poglądów. Nie było dla niego tematów nieważnych czy zakazanych, jeśli dotyczyły chorych, natomiast ostro reagował na lekceważenie czy pomijanie pacjentów.

Pobudzał do samodzielnego myślenia, dociekania prawdy, krytycyzmu. Uważał, że nadmiar mało istotnych informacji, których nie da się przemyśleć, przeanalizować, by je przyjąć lub odrzucić, przytłacza. Twierdził, że przeciąża się studentów za dużą ilością zbędnych wiadomości, które muszą bezmyślnie wkuwać, a z  których oni potem i tak nie korzystają.

Przeczytaj też: Czy może mnie pan pokierować do duszpasterstwa osób chorych psychicznie?

Podziel się

3
Wiadomość

5 stycznia 2024 r. wyłączyliśmy sekcję Komentarze pod tekstami portalu Więź.pl. Zapraszamy do dyskusji w naszych mediach społecznościowych.