Wiosna 2021, nr 1

Zamów

Kościelna „lojalka”. Sakramenty nie mogą być nagrodą za dobre życie

Grzegorz Kramer SJ. Fot. Jacek Taran

W Kościele jesteśmy po to, by Jezusa pokazać, a nie zakazać dostępu do Niego tym, którzy nas irytują swoimi poglądami. Oświadczenia do bierzmowania służą tylko uspokojeniu sumień tych, którzy ich żądają, a nie procesowi wzrastania młodych ludzi.

Przez kilka lat uczyłem w gimnazjum i byłem odpowiedzialnym za przygotowania młodych do bierzmowania. W pierwszym roku poszedłem z młodymi „na noże”. Kompletnie nie wiedziałem, jak to robić.

Wprowadziłem dzienniczki, podpisy, obowiązki, wywaliłem kilkanaście osób z procesu przygotowania, bo nie spełniały kryteriów. Spotkania i Msze Święte dla nich były udręką dla nas wszystkich. Już na początku młodzi wyczuli, że jestem w tym pogubiony, nie umiem tego robić i się ich boję. 

Niestety na wielu kazaniach podczas bierzmowania słyszałem, jak wręcz szantażuje się młodych, że odtąd mają być dojrzali, gotowi do poświęcenia za wiarę, idealizuje się drogę, którą zaczynają

o. Grzegorz Kramer

Udostępnij cytat

Po skończonym roku pracy, wiedziałem, że albo ja się zmienię i w konsekwencji zmienię moje podejście do nich oraz sposób działania, albo wykończę siebie i zaprzeczę wszystkiemu, co głoszę. 

Od kolejnego roku nie było dzienniczków. Uważałem, że praktykowanie wiary jest sprawą ich sumienia, nie mojej księgowości. Podzieliłem młodych na mniejsze grupy, zaprosiłem świeckich do współpracy, z każdym kandydatem rozmawiałem osobiście. Nie było łatwo, było inaczej. Nie byliśmy dla siebie zagrożeniem. Zacząłem skupiać się na nich i na tym, że kilkunastoletni młodzi ludzie nie wiedzą do końca, dlaczego chcą być bierzmowani. Nie wiedzą, bo świat wiary bardzo często pozostawał dla nich abstrakcją w zderzeniu z ich codziennością w szkole i w rodzinie.

Zobaczyłem, że na przysłowiowych palcach jednej ręki mogę policzyć młodych z rodzin, w których praktykuje się wiarę, w kościele jest obecnych dwoje rodziców. Doszło też mocno do mojej świadomości, że ich bunt przeciwko Kościołowi i wierze jest bardzo mocno powiązany z buntem, który przeżywają jako młodzi ludzie. Że to bunt, który jest wpisany w nasze dojrzewanie i nie jest to coś złego. 

W tym i następnym roku wielu nie przystąpiło do bierzmowania, ale nie były to już moje, ale ich decyzje. Rozmawialiśmy, patrzyliśmy na ich motywacje, na ich praktykowanie wiary i kryzysy; niektórzy dochodzili do wniosku, że dla nich samych byłoby to hipokryzją. Odsuwali przyjęcie sakramentu na inny czas.

Bardzo szybko dotarło do mnie, że bierzmowanie nie jest – wbrew temu, co mówi wielu duszpasterzy – sakramentem dojrzałości chrześcijańskiej. To sakrament, który obok chrztu i Eucharystii, jest sakramentem inicjacji chrześcijańskiej, a jej szczytem pozostaje właśnie Eucharystia. 

Niestety na wielu kazaniach podczas bierzmowania słyszałem, jak wręcz szantażuje się młodych, że odtąd mają być dojrzali, gotowi do poświęcenia za wiarę, idealizuje się drogę, którą zaczynają. Tymczasem sakramenty zawsze są pomocą w wędrówce do Boga, a nigdy nie są odznaką za dobre życie. 

Wielu księży w przestrzeni internetowej poparło działanie proboszcza z Ropicy Polskiej, który wprowadził obowiązkowe oświadczenia (dla trzech osób) jako warunek „dopuszczenia” ich do sakramentu bierzmowania. Ja się z tym działaniem nie zgadzam. Dlaczego?

Po pierwsze, jak już powiedziałem, bierzmowanie ma być umocnieniem na drodze wiary, a nie znakiem dojrzałości. W ogóle pojawia się tutaj pytanie: jak ową dojrzałość zmierzyć i kto ją mam prawo oceniać? Po drugie, uważam, że takie oświadczenia służą tylko uspokojeniu sumień tych, którzy ich żądają, a nie procesowi wzrastania młodych ludzi. Podpisałeś, ja mogę się do tego odwołać i z czystym sumieniem zostawić cię lub wywalić. A prawdziwe życie dzieje się jednak pośrodku. 

Poparcie przez kandydatów do bierzmowania Strajku Kobiet jest świetną okazją, by z młodymi ludźmi rozmawiać o tym, jak czują się w społeczeństwie

o. Grzegorz Kramer

Udostępnij cytat

Nie mam wielkiego doświadczenia rozmów z ludźmi, którzy popierali Strajk Kobiet, ale z kilkunastu rozmów z jego uczestnikami wyłania się obraz bardzo niejednolity. Ani jedna z tych osób nie jest zwolennikiem aborcji na życzenie. Wiele z nich wzięło w nim udział ze względów politycznych (a to nie jest argument za tym, by kogoś wywalać ze wspólnoty Kościoła), z chęci wyrażenia swojego sprzeciwu wobec działań rządzących (każdy ma do tego prawo) lub zamanifestowania tego, że mają przekonanie, iż ludzie w naszym społeczeństwie są dyskryminowani. Dlatego uważam, że poparcie przez kandydatów do bierzmowania Strajku Kobiet jest świetną okazją do tego, by z młodymi ludźmi rozmawiać o tym, jak czują się w społeczeństwie, o ich buncie, poglądach i bardzo częstym zagubieniu w świecie dorosłych. 

Wczoraj obchodziliśmy w Kościele Święto Nawrócenia św. Pawła. Kiedy Paweł spotkał Pana Jezusa w drodze do Damaszku, został przyprowadzony do wspólnoty uczniów Pana i Ananiasza. Ananiasz, w pierwszym momencie zachował się jak wielu naszych duszpasterzy: on (Szaweł) jest złym człowiekiem, prześladuje naszych, trzeba się go pozbyć. Dopiero interwencja Pana sprawiła, że Ananiasz wbrew swoim odczuciom, nie daje Pawłowi lojalki do podpisania, ale zaczyna z nim rozmawiać i wprowadzać go w chrześcijaństwo. 

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Wiem jak trudna jest praca z młodymi, jak wiele trzeba mieć mądrości, by tych, którzy nie są z „katolickich rodzin, tych fajnych – naszych rodzin”, prowadzić do Jezusa. Jednak my, w Kościele jesteśmy po to, by Jezusa pokazać, a nie zakazać dostępu do Niego tym, którzy nas irytują swoimi poglądami, albo których – jak Ananiasz – po prostu się boimy. 

Tekst ukazał się na stronie grzegorzkramer.pl pt. „Kościelna «lojalka»”

Przeczytaj też: Kościół, który nie musi się martwić o swój byt, nie martwi się też o swoich wiernych

Podziel się

48
9
Wiadomość

Komentarze (35)

Szybko ksiądz się dowie, jaką zdradą Chrystusa była rozmowa zamiast dzienniczków.
Ci, którzy nie mają odwagi rozmawiać nie darują……

Co dotyczy motywacji protestow, to bym dolaczyl jeszcze jeden punkt. Ja osobiscie bowiem uwazam, ze legalizacja aborcji, tak jak jest to w wszystkich sasiednich krajach lacznie z moimi rodzimymi Czechami, jest paradoksalnie o wiele bardziej skutecznym narzedziem do jej jak najwiekszego ograniczenia. O ile jest to oczywiscie polaczone z rzetelna edukacja seksualna, dostepna antykoncepcja i innymi srodkami. Poza tym, to w takiej sytuacji mamy dokladne dane, przy czym o skali zjawiska w Polsce tak naprawde nic nie wiemy – Czeski urzad statystyczny wie dokladnie ile aborcji zostaje co roku w kraju wykonanych i wie tez np. to, ze od przelomu lat 80/90 sie ich liczba obnizila ponad pieciokrotnie. Zakazy tak naprawde prowadza tylko do powstawania ogromnych patologii podobnie jak np. w przypadku prohibicji w USA, o czym swiadczy potezne podziemie aborcyjne w Polsce i slynna turystyka aborcyjna. Problem w tym, ze wprowadzanie zakazow jest zawsze latwiejsze (takze dla sumienia tych, ktorzy ich wprowadzaja) niz porzadne zastanowienie sie nad cala kwestia i proby poszukiwania bardziej skomplikowanych, ale moze skuteczniejszych metod.

Wielka Brytania ma dostępną aborcję na życzenie i edukację seksualną rozwinięto od przedszkola. Sprawdź sobie statystyki aborcji – zwłaszcza wśród nieletnich. Najwyższe w Europie.

Ciekawe skad ma Pan dane. Bo ja np. tutaj (dane z 2018 roku) widze zdecydowanie najwiecej w Bulgarii, Gruzji, Moldowie, Rumunii, Rosji i zdecydowanie wiecej niz w UK np. na Wegrzech: https://www.statista.com/statistics/866423/abortion-rate-europe/ To raczej nie sa zbytnio liberalne panstwa.

Poza tym, to moj wczesniejszy komentarz byl raczej proba zachecenia do dyskusji i pokazania innego mozliwego punktu widzenia. Zeby dojsc do sedna problemu, byloby trzeba kompleksowo przeanalizowac problem, bo powody dla wyzszego poziomu aborcji moga byc rozne (proponuje sie skupic np. na zapezpieczeniu spolecznym, ktorych grup spolecznych dotyczy problem wiecej itp.) i na to tu nie ma przestrzeni. W tych danych widac nie tylko raczej wysoki poziom w UK albo np. Szwecji, ale tez dosyc niski w Niemczech czy Szwajcarii, gdzie raczej edukacja nie bedzie na slabym poziomie.

Zgadzam się, że trzeba tłumaczyć młodzieży i ludziom, że coś jest złe i dlaczego. Nikt o ukształtowanym sumieniu i zorientowaniu się w sprawie nie będzie popierał wulgarnego strajku kobiet i jego postulatów, chwalenia się przez niektóre uczestniczki wykonaną nielegalnie aborcją jest gloryfikowaniem cywilizacji śmierci. Ponadto z jakiej racji kapłan ma dopuszczać do sakramentu bierzmowania osoby bezmyślne, które świętokradczo przyjmują sakrament bo tak wypada i taki jest obyczaj. Jeśli katolik opowiada się za tzw wolnością wyboru to uczestniczy pośrednio w decyzji o zabójstwie nienarodzonych i obciąża swoje sumienie. To są generalnie czyny jednoznacznie złe bez względu na okoliczności, dlaczego więc nie mówi się o pomocy w grzechach cudzych?

Mogę się zgodzić tylko z pierwszym zdaniem. Jednym z głównych haseł strajku kobiet było „wygwiazdkowanie” pewnej partii politycznej i tu wyraźnie widać, że wielu chrześcijanom było „po drodze” z protestującymi. To samo, co napisał o. Grzegorz, „wyszło” z badań statystycznych Monice Białkowskiej z ‚Przewodnika Katolickiego’. Wątpię by to był zbieg okoliczności. Odmawianie w tym momencie komukolwiek ‚ukształtowanego sumienia’ jest przejawem pychy.

@Krzysztof — Marna to pociecha z ukształtowanego sumienia chrześcijańskiego, które podąża, jak gdyby nigdy nic, za mową nienawiści ośmiogwiazdkowych przewodników oraz za aktywem ze zgromadzenia „Wy…bywajcież!”.

@Krzysztof.
Szanowny Panie! Wszyscy, którzy idą w SK utożsamiają się z postulatem p. Lempart tzn. z żądaniem aborcji na życzenie i pomagają promować wulgaryzm. Możemy się zastanawiać czy w wieku 14-15 lat robią to świadomie czy idą za „wściekłymi macicami” jak barany nie wiedząc o co chodzi. Ta niby „lojalka” ma im uświadomić, że się w coś groźnego (niewykluczone, że też dla zabawy), wplątali. Przy innych sakramentach też się składa podpisy (rodzice chrzestni przy chrzcie, kapłani przy święceniach i przy okazji podczas ślubów zakonnych, narzeczeni przed zawarciem małżeństwa). Podpis do czegoś zobowiązuje. „Odmawianie w tym momencie komukolwiek ‚ukształtowanego sumienia’ jest przejawem pychy” – to znaczy, że Pan Jezus też przejawiał pychę ustanawiając sakrament spowiedzi, byśmy kształtowali swoje sumienie? Poza tym Pan wybaczy – ten, kto uważa, że człowiek w wieku 14-15 lat ma dobrze ukształtowane sumienie, jest naiwny i nie zna młodzieży. Jeżeli ktoś się uważa za katolika i jednocześnie nie zgadza się z obozem rządzącym, powinien iść w innej manifestacji i od proaborcyjnych marszów zdecydowanie się odciąć, albo niech poczeka na następne wybory. Z ta pychą to jest dokładnie odwrotnie. Nie Pan jest powołany do sprawowania sakramentów, nie Pan decyduje kto ma ukształtowane sumienie, ponieważ nie Pan słucha spowiedzi w konfesjonale.

Myślę, że problemem dużym jest to, od czego zaczynamy rozmowę z drugim człowiekiem. Jak już pisałam poniżej Kościół w Polsce zapomniał co to znaczy naprawdę nawracać. Innych. Za to umie dobrze dzielić. Na tych wierzących i niewierzących. Ale w Ewangelii chodzi o głoszenie. Nie wiemy z jakim skutkiem i naprawdę nie przez przekaz : macie tak myśleć bo macie tak myśleć. – Jak już raz zacytowałam to i drugi – On z celnikami jadł On nie znał kto to wróg. piosenka oazowa – prosta. Pani Mario znam pani komentarze i czytam uważnie. Ostatnie zdania tego komentarza na temat pychy, i sakramentów w świetle ogromnych skandali i zdeformowanego sumienia kapłanów dają do myślenia. Co im jeszcze wybaczymy? Co usprawiedliwimy? A obóz rządzący doskonale wie i wygrywa dzięki popieraniu Kościoła. Zatem protest przeciw rządzącym w temacie aborcji – uzasadniony. Ciekawe dlaczego dalej nie ogłosił wyroku Trybunału Konstytucyjnego- bo się gra polityczna nie udała?

Już opublikowany wyrok. I co dalej ? Zaczną się marsze, dyskusje a jakie realne dobro z tego będzie ? Nie wystarczy zakazać, trzeba jeszcze umieć wychować aby ów zakaz rozumieć.

Śmiała teza. Jeśli … opowiada się za tzw wolnością wyboru to uczestniczy pośrednio w decyzji o zabójstwie nienarodzonych. Jak w tym kontekście widzi Pan relacje Bog-Czlowiek, w ktorej Bog pozostawia czlowiekowi wolna wole ?

@ Jerzy — Wolna wola nie oznacza bezkarności. Cóż z tego że ja nam „wolną wolę”, skoro po staranowaniu po pijanemu przechodnia odpowiem przed sądem doczesnym a później przed – Ostatecznym. Mam „wolną wolę” ale gdy spiorę sąsiada to nie spodoba się to możnym na tym i na tamtym świecie. Z tą „wolną wolą” podobnie jak z „wolnością” – są mniej lub bardziej jednak słusznie ograniczone. Masz Józiu zabawkę ale jak szybko popsujesz, to tatuś ci prędko nie kupi nowej. Ot, „wolna wola ” i „wolność”.

@ Jerzy — Pawłowi nie odpowiadałem, jeno Tobie. No to jeszcze raz.
„Relacje Bog-Czlowiek, w ktorej Bog pozostawia czlowiekowi wolna wole” niewiele różnią się od relacji władza doczesna – człowiek, która to władza również pozostawia człowiekowi wolną wolę, nie jest bowiem w stanie pozbawić jej obywatela bądź uniemożliwić mu popełnienie przestępstwa. Obywatel może więc gdy mu „pasuje” komuś przyłożyć że aż, albo wykopać na jego ścieżce zdradziecki dołek. Ale zarówno władza ziemska jak Nadziemska uznają jego występki za karygodne. Na ogół ziemia rozlicza szybciej nadużycia z tytułu wykorzystywania wolnej woli , niebo zaś jest mniej rychliwe ale zapewne sprawiedliwsze. Co jeszcze chciałbyś wiedzieć w kwestii wolnej woli w relacji Bóg- człowiek?

Moze pozno, ale opisze dokladniej. Otoz, stwierdzenie ze katolik akceptujac prawo dajace wolnosc wyboru ponosi wspolodpowiedzialnosc za uzycie wolnosci w ten sposob, ze czyni sie zlo oznacza, ze z faktu, ze Bog dal czlowiekowi wolnosc, mozna wysnuc wniosek ze to Bog wspolodpowiada za zlo na tym swiecie. A to jest, z tego co wiem, herezja.

Dlaczego my chcemy wszystko policzyć i zmierzyć? Podstawowym kryterium dopuszczenia do sakramentu bierzmowania, powinno być szczere wyznanie wiary kandydata. Myślący i znający swoich podopiecznych duszpasterz potrafi ocenić szczerość takiego Credo. A jeżeli ktoś oszuka go, a właściwie oszuka samego Boga, tzn. wydaje się mu, że oszukał, to zostawmy sąd nad nim Bogu. Dlaczego w wielu mniej katolickich (formalnie mniej) krajach mozna człowiekowi wierzyć na słowo, a u nas jak to rzekł nieboszczyk Lenin – zaufanie jest dobre, ale kontrola jeszcze lepsza. Efekt tej głupkowatej „lojalki” będzie dokładnie odwrotny, bo niejeden kandydat dowiedziawszy się o niej zwątpi w sens sakramentu. Zwolennicy faryzejskiej czystości z pewnością się ucieszą, bo zostaną w Kościele ci „najwierniejsi”. Co to ma wspólnego z przesłaniem Jezusa i kochanego Franciszka, że zagubionych należy szukać i przyprowadzać do wspólnoty?

Ma Pan rację. Chyba Kościół w Polsce zapominał, co to znaczy nawracać. Przekonując. Dając przykład. Ponieważ siły to już nie waha się użyć. Kontroli. Chce zagarnąć jak najwięcej ludzi, tak z marszu a później się dziwi bo oni tacy różni i niekoniecznie przekonani. To może postawmy sobie pytanie jak naprawdę religia w szkołach wpływa na wiarę – bo chyba jednak odwrotnie do spodziewanego efektu.
No i wychodzi ze mnie KIK krakowski i obozy letnie i zimowe bo przypomniałam sobie piosnkę Mój mistrzu do wygooglania prosta – zdanie – On z celnikami jadł On nie znał kto to wróg … naiwne a może początek towarzyszenia i słuchania drugiej osoby.

„Lojalka” jest logiczna w porządku społecznym, gdzie Kościół był i jeszcze w znacznym stopniu jest, ale coraz mniej, filarem ładu społecznego, a sakramenty pełnią funkcję mniej lub bardziej ważnych rytów więziotwórczych, dla których to skuteczności (świeckiej) wiara nie jest konieczna. Trudno odpowiedzialnie zrezygnować z tej dodatkowej dla Kościoła misji i zostawić na lodzie całe grupy społeczne , ale widzimy, jak uwikłania te rzutują negatywnie na to, co najważniejsze.

Księże, a może by tak nie udzielać hurtowo bierzmowania, tylko udzielać go indiwidualnie zainteresowanym, którzy w to wierzą? Jaki jest sens udzielania sakramentów w Kościele ludziom, którzy nie akceptują nauczania tegoś Kościoła???

Kościół jakiego sobie życzymy i o jakim marzymy nadal jest tylko w sferze naszych marzeń. W rzeczywistości mamy do czynienia ze skostaniałą, shierarchizowaną, biurokratyczną korporacją, która nie jest w stanie się zmienić i stać się autentycznym przewodnikiem, otwartym na wszystkich ludzi.

Niezauważenie, że bierzmowanie nie jest „towarem, który się należy” przy wyraźnym zagubieniu w rozumieniu wskazań własnej wiary, zasad swojego Kościoła. Niesamowite.

Czy pan jezuita porozmawiał z proboszczem tej parafii? Czy zna cały kontekst sprawy? Czy ma wiedzę na temat postawy owej „trójki”? Wypisywanie swoich dumek bez dogłębnej znajomości sprawy jest kompromitacją!!!

Jako pedagog z wieloletnim stażem gratuluję autorowi artykułu talentu pedagogicznego i zdolności do autorefleksji. To świetnie wróży dalszej karierze nauczycielskiej Księdza. Życzę wytrwania, bo bardzo nam potrzeba mądrych i utalentowanych katechetów

Kocham takie komentarze! Jako kolejny pedagog z wieloletnim doswiadczeniem (tym razem w Niemczech). Czy praca pedagogiczna za granica przebija nasza rodzima? (Achtung! This is a joke!)

Jako nadpedagog z dwustuletnim stażem chciałbym zwrócić uwagę na negatywną rolę religii katolickiej w wychowaniu młodzieży, zwłaszcza w sferze bezpieczeństwa seksualnego (edukacja seksualna, akceptowanie siebie), w kształtowaniu postaw takich jak otwartość i empatia oraz w budowaniu zaufania do metody naukowej. W każdym razie księdzu od oświadczeń życzę wytrwałości i uporu, bowiem nic nie działa tak dobrze na sekularyzację tego umęczonego narodu jak kapłani pozbawieni wyobraźni.

Może niektórzy z Państwa Komentujących nie mają świadomości jak wygląda obecnie przygotowanie do bierzmowania – trwa 3 lata, z udziałem zaangażowanych świeckich, naprawdę na dobrym poziomie, wręcz na kilku poziomach (wiedzy, świadectwa wiary). Kościół, diecezje, parafie, robią co mogą, naprawdę dobra robota. Brakuje wg mnie tylko jednego – autentycznego zaangażowania RODZICÓW. Bez Domowych Kościołów upadnie ten Powszechny. Ksiądz z Ropicy zrobił z jednej strony dobrą robotę, bo nie widzę sprzeczności z głównym i słusznym, oczekiwaniem Ks. Kramera prowadzenia do dojrzałości w wierze (otrzymali jasne kryteria). Z drugiej strony zły jest cały ten system wyłączania rodziców, którzy nie są motywowani, ani rozliczani i ich wiara dziecinnieje. A wychowanie dzieci jest dobrą i godziwą motywacją by rozwijać wiarę dorosłych. Tak że, szanowni Księża, przestańcie skakać sobie do oczu, a zacznijcie wreszcie wymagać od rodziców, zamiast wyręczać.

Dodaj komentarz

Twoje dane będą przetwarzane w celu publikacji komentarza, a ich administratorem będzie Towarzystwo Więź. Szczegóły: polityka prywatności.