Jesień 2020, nr 3

Zamów

Człowiekowi, który zmieniał świat. O bośniackiej misji Tadeusza Mazowieckiego

Tadeusz Mazowiecki. Fot. Kancelaria Prezydenta RP

Tadeusz przez całe życie, słowem i czynem, przeciwstawiał się stereotypom i schematom, gotów był spierać się z autorytetami. Był wiecznym buntownikiem. Jego wysokie standardy moralne zostały docenione przez ofiary przemocy w byłej Jugosławii.

„Nie uczyniłem nic wielkiego. Postąpiłem tak, jak nakazywało mi sumienie. Chciałem być Waszym głosem, kiedy nikt nie chciał Was słuchać” (słowa Tadeusza Mazowieckiego do kobiet ze Srebrenicy)

Obejmując 14 sierpnia 1992 roku odpowiedzialne stanowisko specjalnego sprawozdawcy Komisji Praw Człowieka ONZ, Tadeusz Mazowiecki znał, jak sądzę, wiele faktów z historii ludzkości – również tych dotyczących łamania praw człowieka w byłej Jugosławii*. Tym ostatnim należało przyjrzeć się szczególnie dokładnie, by sformułować odpowiednie rekomendacje.

Jestem przekonany, że bardzo dobrze znał korzenie polityki czystek etnicznych tkwiące w ruchu nazistowskim – polityki, której założenia zostały wypowiedziane wprost przez Adolfa Hitlera w 1939 roku, na dziesięć dni przed napaścią Niemiec na Polskę. „Polska zostanie wyludniona, a następnie zasiedlona Niemcami” – powiedział Hitler w jednej z tajnych rozmów, niczym Dżyngis-chan, który świadomie i całkowicie beztrosko posłał na śmierć miliony kobiet i dzieci. Hitler stwierdził, że rozkazał formacjom SS (tzw. Trupim Czaszkom[1]) bez litości zabijać „wszystkich mężczyzn, kobiety i dzieci polskiej rasy i języka, bo tylko tą drogą zdobyć możemy potrzebną nam przestrzeń życiową. Kto w naszych czasach jeszcze mówi o eksterminacji Ormian?”. Jaka była reakcja Europy na hitlerowską napaść na Polskę – o tym wie cały świat!

Jestem przekonany, że szlachetny Polak, jakim był Mazowiecki, znał stanowisko francuskiego prezydenta François Mitteranda wobec agresji Armii Jugosłowiańskiej i Belgradu na Bośnię i Hercegowinę. Przychylny serbskim interesom Mitterand nieoczekiwanie przybył do Sarajewa 28 czerwca 1992 roku. Przyjechał do miejsca, w którym zaledwie miesiąc wcześniej serbski granat zabił 21 osób – tylko po to, by ostrzec przed ryzykiem eskalacji konfliktu oraz przed kierowaniem gróźb w stronę „błękitnych hełmów”[2]. A przecież przed jego przyjazdem do Sarajewa świat wiedział już o czetnickich[3] zbrodniach w Vukovarze, o obozach koncentracyjnych, torturach i morderstwach popełnianych na cywilnej ludności Bośni, o blokadzie lotniska w Sarajewie, która uniemożliwiała dostarczanie pomocy humanitarnej dla ludności okrążonego miasta – ludności narażonej na ciągły ostrzał snajperski i artyleryjski. Mitterand odmówił podjęcia decyzji o interwencji wojskowej, która mogłaby przecież powstrzymać zbrodnie popełniane przez serbskie formacje od kilku miesięcy podbijające Bośnię – w zamian zaproponował (zaledwie!) założenie kompleksu wojskowo-humanitarnego oraz otwarcie sarajewskiego lotniska!

Roy Gutman – amerykański dziennikarz gazety „Newsday” i zdobywca nagrody Pulitzera za pracę sprawozdawczą dotyczącą zbrodni wojennych popełnianych w Bośni – jako jeden z pierwszych pisał o obozach koncentracyjnych w miejscowościach Manjača (koło Banja Luki) i Omarska (kopalnia koło Prijedoru). W swojej pracy – poza opisem i dokumentacją morderstw, gwałtów, wysiedleń oraz rabunków – Gutman demaskował organizatorów, inspiratorów i wykonawców tych przestępstw. Światowa opinia publiczna wiedziała więc o zbrodniach w Manjačy i Omarskiej już w sierpniu 1992 roku, a mimo to nie zareagowała. Według świadectw Gutmana ta indolencja dotyczyła władz najważniejszych państw europejskich. Jestem przekonany, że Mazowiecki wiedział także o tym.

Brytyjski historyk Brendan Simms zdemaskował całą nędzę brytyjskiej polityki wobec Bośni i całych Bałkanów. Według jego przekazów angielski urzędnik państwowy, Douglas Hard, mówił, że „wojny domowe szaleją w Sudanie, Bośni, Angoli, Liberii, Gruzji, Afganistanie, Ruandzie, Somalii, Tadżykistanie i Azerbejdżanie. Niektóre z nich telewizja transmituje, innych nie. Są to typowe wojny domowe, w których na nowo dochodzą do głosu kilkusetletnie wzajemne antagonizmy wspierane przez ludzi, którzy nie chcą pokoju”. Z kolei Malcolm Rifkind, minister w rządzie Wielkiej Brytanii, powiedział, że nie widzi „żadnych etycznych różnic między wojną w Bośni a wojną w Angoli czy Kambodży”. Brendan Simms bardzo krytycznie pisał o destrukcyjnej polityce Zachodu wobec Bośni, w tym o proserbskiej polityce Wielkiej Brytanii, która otworzyła ambasadę w Sarajewie dopiero dwa lata po uznaniu niepodległości Bośni i Hercegowiny. Być może Mazowiecki wiedział również o tym?

Dlaczego go nie słuchano?

Tadeusz – uzbrojony w wiedzę prawniczą, doświadczenie urzędnika państwowego i szereg przymiotów moralnych – pojawił się w Bośni i Hercegowinie już tydzień po objęciu stanowiska sprawozdawcy.

W ciągu dziesięciu dni powstał pierwszy raport, w którym Mazowiecki, za pośrednictwem Komisji Praw Człowieka ONZ, alarmował opinię publiczną o masowych przypadkach łamania praw człowieka przez wszystkie strony konfliktu, a także o licznych ofiarach śmiertelnych. Podkreślał tragiczną sytuację ludności muzułmańskiej obawiającej się zagrożenia zbiorową eksterminacją. Wskazywał, że lokalne władze tolerują przemoc; że nie istnieją rządy prawa; że sytuacja więźniów w obozach jest dramatyczna; że wzajemną nienawiść religijną i narodowościową wzmacnia indoktrynacja ludności. Zaznaczał, że terenowe jednostki ONZ nie są w stanie efektywnie bronić zagrożonej ludności i nie mogą przedsięwziąć żadnych kroków, by powstrzymać łamanie praw człowieka.

Po upływie 22 lat, jako świadek tamtych wydarzeń, chciałbym zadać pytanie ówczesnym członkom Komisji Praw Człowieka, prezydentom państw, intelektualistom Europy i świata – dlaczego nie podążali za rekomendacjami specjalnego sprawozdawcy Mazowieckiego, które mogły powstrzymać rozlew krwi na Bałkanach w latach 1991–1999?

Po tych rekomendacjach należało natychmiast zneutralizować i objąć nadzorem ONZ ciężkie uzbrojenie na terytorium kraju oraz rozbroić jednostki paramilitarne. Narody Zjednoczone powinny były konsekwentnie kierować w stronę lokalnych władz zdecydowane żądania odstąpienia od polityki czystek etnicznych. W raporcie zwraca się uwagę na zagrożenie rozszerzenia tej polityki na obszar Kosowa, Sandżaku i Wojwodiny. Należało też zwiększyć liczbę żołnierzy sił pokojowych i przyznać im prawo do interwencji w przypadkach łamania praw człowieka. Szczególne rekomendacje dotyczą więźniów obozów – podkreśla się konieczność prawnego ścigania osób odpowiedzialnych za zbrodnie tam popełniane.

Chciałbym zadać pytanie ówczesnym członkom Komisji Praw Człowieka, prezydentom państw, intelektualistom Europy i świata – dlaczego nie podążali za rekomendacjami Mazowieckiego?

Kolejne raporty Tadeusza Mazowieckiego zdawały sprawę z ogólnej sytuacji w Bośni, Chorwacji i Serbii, ze szczególnym naciskiem na dewastację obiektów religijnych, gwałt jako metodę czystki etnicznej oraz kryzys humanitarny. Raporty dotyczyły czystek etnicznych we wschodnich częściach Bośni, sytuacji oddziałów wojskowych bośniackich Chorwatów czy strat wśród sił rządowych na obszarze gminy Vitez. Odnosiły się do sytuacji w Sarajewie, Mostarze, Goražde, Bihaciu, Banja Luce, Zachodniej Slawonii, a także – ludobójstwa w Srebrenicy.

Dla mnie osobiście bardzo istotna jest ogromna energia, z jaką Mazowiecki walczył o powstanie tzw. stref bezpieczeństwa. Specjalny sprawozdawca przedstawił Komisji Praw Człowieka koncepcję „stref bezpieczeństwa” (28 września i 17 listopada 1992 roku) jako obszarów „objętych gwarancją bezpieczeństwa, na których ludziom zostanie zapewniona żywność i niezbędne lekarstwa”. Dopiero osiem miesięcy później, w maju 1993 roku, strefy bezpieczeństwa ustanowione zostały w Sarajewie, Tuzli, Bihaciu, Srebrenicy, Žepie i Goražde. Zdefiniowano je jako „obszary chronione przed atakami militarnymi oraz innymi działaniami wroga, na których gwarantuje się cywilnej ludności życie, bezpieczeństwo oraz nieprzerwany transfer pomocy humanitarnej”. Niestety – na co Mazowiecki zwracał uwagę przez kolejne trzy lata – obszary te nie zapewniały dostatecznej ochrony ludności przed atakami militarnymi ze strony bośniackich Serbów ani nie potrafiły zapobiec blokadom pomocy humanitarnej.

Nigdy nie jest za późno na powstrzymanie zła

Analizując postawę Tadeusza Mazowieckiego w kontekście historycznym, socjologicznym i politycznym, widzę, jak wysokimi standardami kierował się w swoim życiu. Mam świadomość, że w ich kształtowaniu duże znaczenie odegrały: przynależność do konkretnego systemu społecznego, narodu, kultury, klasy społecznej, opcji politycznej i religii (bo przecież te czynniki warunkują mentalność i zachowanie jednostek oraz grup społecznych). Mam wrażenie, że Tadeusz – jako wolny człowiek – przez całe życie, słowem i czynem, przeciwstawiał się stereotypom i schematom, gotów był spierać się z autorytetami. Był wiecznym buntownikiem, co widać wyraźnie w jego działalności społeczno-politycznej.

Doświadczenie zdobyte w walce o polską wolność i niepodległość wykorzystywał w pracy specjalnego sprawozdawcy ONZ na obszarze byłej Jugosławii. Zgadzając się na objęcie bardzo odpowiedzialnego stanowiska, nie mógł być świadomy, jakiego rodzaju przeszkody napotka na swojej drodze. Znalazł się między młotem a kowadłem!

Prawdopodobnie wiedział, że mandat specjalnego sprawozdawcy ma istotny mankament – poszczególne ciała ONZ, z wyjątkiem Komisji Praw Człowieka, nie są zobowiązane w żaden sposób reagować na rekomendacje sprawozdawcy. Dodatkowo sprawę komplikuje fakt, że zgromadzenia Komisji odbywają się jedynie raz w roku. Sprawozdawca nie jest więc w stanie efektywnie wpływać na decyzje i działania, które mogłyby powstrzymać łamanie praw człowieka.

W latach 1992–1995 Mazowiecki z zadziwiającą energią podróżował po całym obszarze byłej Jugosławii, utwierdzając się w przekonaniu, że polityka czystek etnicznych, problemy masowych gwałtów, ataki na ludność cywilną, kryzys humanitarny czy rzesze uchodźców istnieją jako faktyczne, palące problemy.

Jego raporty pozostaną trwałym świadectwem oraz wzorem wsparcia moralnego

Obłudna polityka wspólnoty międzynarodowej – szczególnie ONZ, Stanów Zjednoczonych, Francji, Anglii i Niemiec – której Mazowiecki doświadczał w praktyce, głęboko unieszczęśliwiała tego z natury uczciwego, życzliwego i odważnego człowieka, walczącego przede wszystkim o godność każdej jednostki, bez względu na jej przynależność religijną czy narodową. Jego raporty pozostaną trwałym tego świadectwem oraz wzorem wsparcia moralnego.

Tadeusz Mazowiecki w swoich raportach i licznych spotkaniach z lokalnymi, ale też międzynarodowymi urzędnikami i politykami nalegał na przestrzeganie zasady: „na powstrzymanie zła nigdy nie jest zbyt późno”. Stało się to jego obsesyjnym pragnieniem.

Mazowiecki szczerze kochał Bośnię i jej mieszkańców. Czuł się szczególnie nieszczęśliwy, kiedy nie mógł działać w imię własnych zasad moralnych. Obywatele Bośni i Hercegowiny, przede wszystkim Boszniacy[4] oraz żony ofiar masakry w Srebrenicy, żywili wielką sympatię i szacunek do człowieka przyjeżdżającego z kraju, który poniósł tyle ofiar w II wojnie światowej; człowieka, którego brat zginął w obozie koncentracyjnym; człowieka, który nie był biurokratą, ale cały swój czas spędzał razem z ofiarami prześladowań.

Wysokie standardy moralne, jakimi Tadeusz Mazowiecki kierował się w najtrudniejszych nawet momentach wojny w byłej Jugosławii, zostały docenione przez ofiary przemocy. 26 czerwca 2002 roku otrzymał on tytuł honorowego obywatela miasta Sarajewa. Z kolei 10 lipca 2005 roku, na uroczystości w Potočarach koło Srebrenicy, uhonorowany został odznaczeniem „Srebrenica 1995” oraz otrzymał nagrodę pieniężną, którą w całości przekazał Fundacji na rzecz kształcenia dzieci. Został również członkiem Stowarzyszenia Niezależnych Intelektualistów „Krug 99”[5].

5 października 2007 roku Mazowiecki otrzymał doktorat honoris causa Uniwersytetu w Tuzli. Powiedziano wówczas: „Dziś przyznajemy doktorat człowiekowi, który zmieniał świat i miał siłę, wiedzę oraz odwagę ustanawiać nowe normy w światowej polityce, stając się jednocześnie moralnym drogowskazem dla całego społeczeństwa europejskiego”. Przy tej okazji Mazowiecki powiedział: „W ramach powierzonego mi przez Narody Zjednoczone mandatu specjalnego sprawozdawcy ds. praw człowieka w byłej Jugosławii próbowałem dookreślić rzeczywisty zasięg łamania praw człowieka. Próbowałem – być może przede wszystkim – powstrzymać eskalację masowego łamania tych praw. Rozmiary tragedii, jakiej byłem świadkiem w Bośni, przerosły moje przewidywania”.

Tadeusz Mazowiecki – jak sam to skomentował – postawił „uczciwość ponad pokrętną dyplomacją”. Wskutek rozczarowania instytucją ONZ zdecydował się zakończyć swoje uczestnictwo w obłudnej światowej polityce – co jest posunięciem nieczęstym wśród polityków i dyplomatów. Jego rezygnacja ze stanowiska była nie tylko sygnałem głębokiego rozczarowania, ale też odważną polityczną – a nade wszystko ludzką – próbą obudzenia świadomości świata w celu powstrzymania zła. W 1939 roku to właśnie niepowstrzymane zło okazało się fatalne dla całej cywilizacji.

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Z drogi życiowej Tadeusza Mazowieckiego – a szczególnie z jego demonstracyjnego gestu rezygnacji ze stanowiska specjalnego sprawozdawcy na skutek łamania praw człowieka i ludobójstwa w Srebrenicy – dumna może być cała Polska i wszyscy Polacy. Rodziny ofiar wojen na Bałkanach z lat 90. do dziś darzą go ogromną wdzięcznością.

Tekst ukazał się w kwartalniku „Więź” nr 4/2014. Tłum. Tomasz Rawski.


* Wystąpienie podczas dyskusji panelowej zatytułowanej „Uczciwość ponad pokrętną dyplomacją. Bośniacka misja Tadeusza Mazowieckiego”, jaka odbyła się w warszawskim Domu Literatury 26 października 2014 r., z okazji pierwszej rocznicy śmierci pierwszego premiera Trzeciej Rzeczypospolitej. Organizatorami spotkania byli: Fundacja Konrada Adenauera w Polsce, Centrum Edukacji Obywatelskiej, Fundacja „Krzyżowa” dla Porozumienia Europejskiego, Inicjatywa Razem’89, Klub Inteligencji Katolickiej w Warszawie, Polska Fundacja im. Roberta Schumana, redakcja kwartalnika „Więź” i Wszechnica.org.pl.
[1] Chodzi o 3. Dywizję Pancerną „Totenkopf”, której członkowie uznawani byli za najbardziej fanatycznych spośród wszystkich dywizji Waffen-SS [wszystkie numerowane przypisy – od tłumacza].
[2] Chodzi o siły pokojowe ONZ działające w Bośni i Hercegowinie w latach 1992–95.
[3] Czetnicy (od serbskiego četa – oddział, drużyna) – do końca XIX wieku określenie stosowane wobec członków małych grup zbrojnych występujących na terenach serbskich przeciwko władzy Turków Osmańskich. Podczas II wojny światowej mianem czetników określali się członkowie serbskiej partyzantki monarchistycznej – zwolennicy Petra II Karađorđevicia, okresowo kolaborujący z okupantem; podczas wojny w Bośni w latach 90. XX wieku określenie pogardliwe wobec Serbów.
[4] Od 1993 roku oficjalna nazwa określająca narodowość bośniackich muzułmanów.
[5] Stowarzyszenie założone pod koniec 1992 roku w oblężonym Sarajewie w celu promowania idei demokracji, wielokulturowości, państwa prawa i społeczeństwa obywatelskiego w Bośni i Hercegowinie.

Podziel się

Wiadomość

Dodaj komentarz

Twoje dane będą przetwarzane w celu publikacji komentarza, a ich administratorem będzie Towarzystwo Więź. Szczegóły: polityka prywatności.