Jesień 2020, nr 3

Zamów

Marcin Luter i kościelna pedagogika strachu

Autorzy średniowiecznych podręczników spowiedzi zalecali, by rachunku sumienia nie ograniczać do siedmiu grzechów głównych. Ich zdaniem powinien on również odnosić się do przykazań Dekalogu oraz analizy postępków będących nadużyciem danych człowiekowi przez Stwórcę zmysłów. Czasem doradzano, by rachunek sumienia oprzeć na dwunastu artykułach wyznania wiary – Credo.

Zdarzały się podręczniki proponujące jeszcze większą w tym względzie drobiazgowość. Rachunek sumienia, by mógł być uczciwy i kompletny, należało przeprowadzać taż na podstawie ośmiu błogosławieństw, uczynków miłosierdzia co do ciała i duszy (w każdej z grup znajdowało się sześć bądź siedem odpowiednich postępków), czterech cnót kardynalnych oraz trzech cnót boskich (wiara, nadzieja, miłość). W XV w. teologowie zaczęli włączać do rachunku sumienia okoliczności związane z wykonywanym przez grzesznika zawodem oraz obowiązkami jego stanu (małżeńskiego, wolnego, zakonnego bądź kapłańskiego).
Skutek był taki, że lista występków możliwych do popełnienia stale się wydłużała. Wierni Kościoła czuli coraz bardziej, że nie mogą sprostać moralnym ideałom. Grzech czaił się wszędzie. Podczas spowiedzi kapłani – którzy samych siebie postrzegali na podobieństwo sędziów w trybunałach – wypytywali penitentów w nieskończoność. Oczekiwana ulga nadchodziła rzadko. Wierni po odbytej spowiedzi często wciąż czuli się winni. Nie znajdowali pocieszenia u księży, którzy sami uważali, że kondycja ludzka nieodwołalnie wiąże się z grzechem, a świętość mało komu jest dostępna. Człowiek – targany nieustannie żądzami w od początku zbrukanym ciele – przeznaczony był raczej na potępienie niż do zbawienia. Każda spowiedź mogła być tego niezbitym dowodem.
To jest fragment artykułu. Pełny tekst – w kwartalniku „Więź” jesień 2017 (dostępnym także jako e-book).

Podziel się

Wiadomość

Możliwość komentowania jest wyłączona.