Jesień 2020, nr 3

Zamów

Czytanie świata Matki Kulejących Aniołów

Krystyna urodziła Maćka, kiedy miała dwadzieścia trzy lata. Razem z mężem czekali na narodziny swojego pierwszego dziecka – pokój wymalowany, okno umyte, przygotowane łóżeczko, wyprawka i wybrane imię. A potem nagle wiadomość, że dziecko jest chore. Kiedy lekarze powiedzieli Krystynie, że Maciej jest upośledzony, nie chciała w to uwierzyć.

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

– Matka w swoim dziecku zawsze widzi piękno – mówi. Ale latami nie potrafiła pogodzić się z chorobą syna. Była pewna, że jest zdrowy, a jeśli nawet coś mu dolega, to lekarze znajdą jakiś cudowny lek albo terapię i wyzdrowieje. Razem z mężem szukali lekarzy, znachorów, leków, jeździli wszędzie tam, gdzie był choćby cień nadziei na znalezienie pomocy dla Maćka. A on rósł i rozwijał się, jednak nie tak jak to sobie wymarzyli. Razem z nim rozwijała się też jego choroba. Upośledzenie umysłowe, autyzm i padaczka – ta diagnoza brzmiała jak dożywotni wyrok na dziecko i jego rodziców.

 

 

 

 

– Ktoś mądrze powiedział, że gdy nas dotyka nieszczęście, to ból musi wyboleć, łzy wypłynąć, a żałoba dokonać się. Tak było i w moim przypadku. Z chorobą syna nie mogłam się pogodzić przez czternaście lat. Buntowałam się przeciw Bogu i całemu światu. Przecież niczego złego – powtarzałam – w życiu jeszcze nie zdążyłam zrobić, to dlaczego Pan Bóg tak by mnie ukarał?

To jest fragment artykułu. Pełny tekst – w kwartalniku „Więź” zima 2016 (dostępnym także jako e-book). 

Podziel się

Wiadomość

Możliwość komentowania jest wyłączona.