Jesień 2020, nr 3

Zamów

Złoty środek: Rzeżucha i orchidea

Od początku wiosny do wakacji siejemy rzeżuchę, bo świetna na kanapki i dużo witamin. Córki ustawiają jeszcze po jednej doniczce obok tej, w której jest rzeżucha, i coś tam jeszcze z nasion starają się wyhodować. Młodsza sprawdza kilka razy dziennie, czy coś widać. A na początku nic nie widać…
Chyba najtrudniejsza sprawa to dużo nadziei i brak efektów. Wiem, bo często robię coś znacznie trudniejszego niż rzucanie nasionek i podlewanie; coś, co wymaga stałego wysiłku i jest nużące, a ważniejsze niż trzy smętne doniczki na parapecie – i zero skuteczności.
Już parę dni od wysiewu. Oczywiście najbardziej dodaje otuchy rzeżucha – bo leciutko kiełkuje. Córka zachwycona, czeka na ścinanie wielkich plonów. „Mamo, a właściwie, co ona je i na czym rośnie?”. Rzeczywiście, rzeżucha rośnie na niczym, czyli na nasączonej wodą ligninie, ma minimalną ilość światła i wywołuje szybki uśmiech. Owszem, nie wymagamy, by była duża, wyląduje za parę dni na kanapce. Ale obok stoi orchidea i …

 

Cały tekst w miesięczniku WIĘŹ nr 7/2012 (dostępnym także w wersji elektronicznej jako e-book)

Podziel się

Wiadomość

Możliwość komentowania jest wyłączona.