Wiosna 2021, nr 1

Zamów

Ta kamienica świat się nazywa

Wielkość spektaklu Cieplaka polega na tym, że prosto i wzruszająco mówi się w nim o sprawach ostatecznych. Nie ma osądzania postaci, jest punktowanie ich słabości, ale nie ma naigrywania się z nich. Andrzej Mastalerz tworzy majstersztyk z roli faceta, który mógłby być bratem Adasia Miauczyńskiego z filmów Marka Koterskiego. Właśnie Koterski tym razem patronuje Cieplakowi w obrazowaniu naszych codziennych absurdów, tyle że autor Dnia świra albo Nic śmiesznego nie kryje swojej wściekłości na świat, odrobinę sadystycznej skłonności do portretowania ludzkich monstrów albo przynajmniej dziwadeł. Z Cieplakiem jest przeciwnie. Kipiał złością w plenerowej wariacji na temat Wesela, z Nieskończonej historii bije wyrozumiałość, akceptacja dla groteskowego nawet wymiaru naszych codziennych spraw. To w jakiś sposób zbliża Cieplaka do jego ulubionego pisarza, Mirona Białoszewskiego, a nam pozwala stwierdzić po raz kolejny, że jest to artysta, który po prostu lubi ludzi. Dziś wcale nie jest to takie częste.
Nieskończona historia jest również czystą frajdą dla widzów, bo Cieplak bawi się konwencjami, łącząc ze sobą sekwencje z różnych stylistyk, uprzednio wziąwszy je oczywiście w ironiczny nawias. I jest też przedstawieniem, które sprawdza się tylko wtedy, gdy wszystko działa precyzyjnie jak w zegarku. Wielka to satysfakcja patrzeć na znakomicie zgrany zespół Teatru Powszechnego, skupiony na partnerowaniu, a nie szukaniu okazji do aktorskich solówek. Bo chociaż dałoby się w samej strukturze sztuki Artura Pałygi takie znaleźć, jest to rzadki przykład tekstu, gdzie wszystko zależy od zespołu, to on ma nieustanne solo. W Powszechnym zaś brzmi ono z całą siłą.

Cały tekst w miesięczniku WIĘŹ nr 5-6 /2012 (dostępnym także w wersji elektronicznej jako e-book)

 

Podziel się

Wiadomość

Możliwość komentowania jest wyłączona.