Jesień 2020, nr 3

Zamów

Zbici z pantałyku

Koźbiel
Pana interesuje spojrzenie z dołu i związany z tym opór przeciwko temu, co centralne, panoszące się, opresyjne, naznaczone niechęcią do marginesu, niszy, prowincji?

Pilot
To paradoksalne, ale z dołu lepiej widać, dowodów na to w zimie AD 2012 nie trzeba szukać daleko… Jestem zresztą uzależniony – ba, uzależniony być chcę – od swojego języka pierwszego, wyraziście odrębnej społeczności z pogranicza wielkopolsko- czy nawet może należy powiedzieć: polsko-śląskiego. Zawsze wdzięczny byłem Panu Bogu za wieżę Babel i za moją polszczyznę, umorusaną w śląskościach i czeskościach. O czeskościach mówię, nie darmo na naszej ziemi (ziemia ostrzeszowska, wbity w Śląsk wielkopolski klin) mieliśmy trzy Tabory – trzy wsie ufundowane przez husyckich wygnańców.

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Koźbiel
Jest w języku Pióropusza charakterystyczna tonacja – buntu, kwestionowania, wątpliwości, nieufności, podważania. Jakie jest jej źródło?

Pilot
Nigdy nie mogłem się pogodzić z obowiązującą od XIX wieku jeszcze oficjalną polszczyzną literacką szlachecko-inteligenckiej proweniencji. Zresztą nigdy się nie starałem nawet… Język literatury coraz bardziej oddala się od języka codzienności, od żywej mowy. Były różne bunty, ale ciągle ten sztywny kanon obowiązuje, ciągle wszystko, co nowe, jest do niego przymierzane. Na dobrą sprawę wzorcem jest ciągle sterylny i sztywny nieżywy język Jana Parandowskiego. Nawet młoda literatura jest głucha, kanonada słowami na „k” i „p”, tak nagminnie przez młodych stosowana, paradoksalnie tylko tę głuchotę uwidocznia. I paradoksalnie najbardziej czuły na mówione polskie słowo był rezydujący w Belgii Marian Pankowski, który też tym żywym słowem najwspaniałej potrafił się w swojej literaturze posługiwać – gwiżdżąc na wszelkie zasady i normy. Głosił Pankowski hasło „rozróby w polszczyźnie” – jest to hasło dziś bardziej aktualne niż kiedykolwiek, nasz język staje się bowiem coraz bardziej niemrawy i niedołężny. Rzec można, podkulił ogon, pokornie przyjmuje wszystko, co mu angielski przyniesie; więcej nawet – cofa się z obszarów niegdyś przez siebie zajmowanych. Naukowcy toczą publiczne batalie o prawo do wyrzeczenia się polszczyzny, pucybutowi większe zyski przynosi szyld w języku angielskim niż rodzimym. I już mało kto patrzy, językowa moda każe lukać… Język polski w swoim czasie przeżył nawałę germańską, romańską, całkiem niedawno ruską; zdołał tysiące obcych słów przemienić w słowa polskie, niekiedy wręcz arcypolsko brzmiące. Czy zdoła teraz stawić czoło nawale angielskiej? Może znajdę gdzieś w śląskojęzycznym (na co się zanosi…) Kluczborku czy Opolu przytułek, gdy w Warszawie będzie się mówiło i pisało już wyłącznie w jakimś niesamowitym anglopoliszu…

Cały tekst w miesięczniku WIĘŹ nr 5-6 /2012 (dostępnym także w wersji elektronicznej jako e-book)

 

Podziel się

Wiadomość

Możliwość komentowania jest wyłączona.