Jesień 2020, nr 3

Zamów

Eks post Ćwiczenia z teodycei

Najpierw: „Bóg, który jest kimś odczuwanym”. W dyskusjach z ateistami to sprawa najbardziej kłopotliwa. Przypomina mi się anegdota o słynnym polskim specjaliście od gnozy, wierzącym w reinkarnację, skądinąd wielkim erudycie, który dyskutował kiedyś z wybitnym historykiem o wyglądzie sieni we francuskim zamku Montresor jesienią 1015 roku (nie pamiętam, dlaczego akurat wtedy). Historyk, powołując się na źródła, twierdził, że znajdował się tam pewien relikwiarz, specjalista od gnozy mu jednak przeczył, by po wyczerpaniu rozmaitych kontrargumentów rzucić z desperacją: „Ależ panie profesorze, ja wiem lepiej, bo przecież ja tam wtedy byłem!”. Jeśli, jak przypuszczam, Czytelnik zareaguje podobnie do mnie, czyli uśmiechem, łatwiej mu będzie wyobrazić sobie, co czuje ateista, słysząc zapewnienie człowieka wierzącego, że ów doświadcza istnienia Boga. Zarazem – to doświadczenie Boga bywa dość silne, by uczynić zeń istotny składnik naszego widzenia świata. Jak pisał Bierdiajew w Zarysie metafizyki eschatologicznej: „Nigdy nie dowodzę prawdy sobie, zawsze muszę dowodzić jej innym. Żyję poznawczo w dwóch światach – w świecie pierwotnym, egzystencjalnym, w którym możliwe jest obcowanie z Prawdą, i w świecie wtórnym, uprzedmiotowionym, w którym Prawda komunikowana jest innym, jest dowodzona, w świecie, w którym jest ona rozdrabniana na wiele prawd wskutek przystosowania do upadłego stanu świata”.
Ale napisałem wyżej, że zarazem Bóg jest kimś potencjalnym. Tak niezręcznie staram się wyrazić to, że „istnienie” przysługuje Mu inaczej niż komputerowi, na którym piszę i redaktorom WIĘZI, którym ten tekst prześlę. I że dla chrześcijan to Jego istnienie wiąże się z ludzką aktywnością. „Gdzie dwaj lub trzej zbierają się w moje imię, jestem pośród nich” (Mt 18,20). Kiedy słyszę hasło „dowody na istnienie Boga”, prędzej, niż o ryzykownych próbach łączenia nauki z religią, myślę o dobrych, mądrych i pięknych momentach w życiu rozmaitych ludzi (niekoniecznie naszego wyznania). O działalności matki Teresy z Kalkuty i brata Rogera z Taizé, o heroizmie Janusza Korczaka i obrazach Jerzego Nowosielskiego. I jeszcze, żeby wymknąć się trochę patosowi, o kwestii, która pada w Manhattanie Woody’ego Allena, gdy bohater zachwyca się pewną dziewczyną, mówiąc: „Jesteś odpowiedzią Boga dla Hioba. Zakończyłabyś wszystkie kłótnie między nimi. On by powiedział: Robię straszne rzeczy, ale robię też coś takiego. A Hiob powiedziałby: dobra, wygrałeś”. Ryzykowny żarcik, ale przecież coś w nim jest.

Cały tekst w miesięczniku WIĘŹ nr 4/2012 (dostępny także w wersji elektronicznej jako e-book)

Podziel się

Wiadomość

Możliwość komentowania jest wyłączona.