Jesień 2020, nr 3

Zamów

Złoty środek Jaka dobra zupa

Dziś dzień szybki. Bardzo szybki, ale realny. Będzie dobrze, tylko trzeba poukładać i robić wszystko po kolei, żeby potem nie pisać do nocy. Teraz właśnie przerwa w tych szybkościach, bo trwa celebracja – wspólny obiad, jak oddech, jak pauza w filmie akcji. Opowieści z dnia i plany na jutro, jakieś anegdoty szkolne i rodzinne, w międzyczasie pochwały jaka-dobra-zupa-mamo.
Nic dziwnego, była na zamówienie. Zapytałam dzieci, jaką dziś chcą zupę. Najpierw wymieniały wszystkie z ostatnich dwóch tygodni. Te oczywiście – nie, teraz coś nowego. Lista tych, których ma nie być, jest długa – a lodówka nie daje tysiąca możliwości. Wymyśliłam jakąś nową wersję tego, co było. Wszystkie te moje pomysły oraz możliwości lodówki i półki z przyprawami podałam na stół.
Chwalą, jedzą. Rzeczywiście zupa jest inna niż repertuar tych dwóch tygodni. Miło być kucharką – widać efekt i wszystkie zadowolone twarze jednocześnie, co naprawdę rzadko się zdarza. Skutek natychmiastowy. Jemy, rozmawiamy. Zupa dobra, proszą o dokładkę, zanim podam drugie.
Dumna z siebie i swego pomysłu zabieram się do garnka, słucham opowieści, myślę o spotkaniu biblijnym w parafii wieczorem i… niechcący zrzucam słoiczek z półki z przyprawami, najwyraźniej niedokręcony. Spada osobno zakrętka, osobno słoiczek, łapię jedno i drugie, ale wodospad przyprawy wlał się do zupy.

Cały tekst w miesięczniku WIĘŹ nr 4/2012 (dostępny także w wersji elektronicznej jako e-book)

Podziel się

Wiadomość

Możliwość komentowania jest wyłączona.