Jesień 2020, nr 3

Zamów

Człowiek pogranicza

Wyjątkowość prof. Bohdana Osadczuka (1920-2011) polegała na tym, że bodajże jako jedyny dziennikarz wiodącej gazety europejskiej nie bał się sięgać do czasopism oraz wydawnictw emigracyjnych, i to w czasie, kiedy nawet czasopisma Kongresu Wolności Kultury ignorowały je, nie chcąc narazić się ze strony środowisk lewicowych na zarzut współpracy z „faszystami” – za takie była bowiem uważana w latach 50. i 60. niemal cała emigracja z krajów komunistycznych. To właśnie na łamach „Neue Zürcher Zeitung” opublikował całostronicowy artykuł, poświęcony działalności Instytutu Literackiego i paryskiej „Kultury”.
Błyskotliwa kariera dziennikarska Osadczuka – w historii powojennej ukraińskiej emigracji jest to bodaj jedyny przypadek takiej kariery – zmieniła relacje między nim a redaktorem „Kultury”. O ile na początku ich znajomości Jerzy Giedroyc prosił o teksty poświęcone kwestiom ukraińskim na potrzeby swojego miesięcznika, to od lat 60. supliki Giedroycia dotyczą, jak pisał, „zalansowania” na łamach niemieckojęzycznej prasy „Kultury” i kręgu autorów z nią związanych, m.in. Witolda Gombrowicza i Juliusza Mieroszewskiego – głównego pisarza politycznego „Kultury”, a także idei dla tego środowiska ważnych.
Jako dziennikarz szwajcarskiej prasy Osadczuk pisał o całym bloku wschodnim, niemniej w centrum jego zainteresowania pozostawały Polska i Ukraina. Komentował wszystkie najważniejsze wydarzenia polityczne w zniewolonych krajach. Jego orientacja w walkach frakcyjnych w ramach partii komunistycznych wywoływała wściekłość za żelazną kurtyną. W jednym z dokumentów służb komunistycznych znajdujemy następującą konstatację: „Analizując artykuły Osadczuka, zamieszczane w zachodniej prasie na temat życia polityczno-partyjnego w Polsce, należy stwierdzić, że Osadczuk musi posiadać źródła informacyjne na terenie Polski, z których czerpie niektóre fakty i detale”. Jako wpływowy dziennikarz konsekwentnie zwracał uwagę niemieckojęzycznej opinii publicznej na los dysydentów za żelazną kurtyną. Pisał o procesie Jacka Kuronia i Karola Modzelewskiego, procesie „taterników” – młodych intelektualistów, którzy szmuglowali książki wydane na emigracji przez polsko-czechosłowacką granicę w Tatrach – powstaniu i działalności Komitetu Obrony Robotników, Solidarności i przebudzeniu narodowym Ukrainy pod koniec lat 80.

Cały tekst w miesięczniku WIĘŹ nr 4/2012 (dostępny także w wersji elektronicznej jako e-book)

Podziel się

Wiadomość

Możliwość komentowania jest wyłączona.