Jesień 2020, nr 3

Zamów

Tadeusz Mazowiecki, czyli chrześcijańska odpowiedzialność w polityce

Po drodze był jednak Marzec 1968 roku. Wówczas, po złożeniu interpelacji w obronie studentów, w sali plenarnej Sejmu odbył się trwający wiele godzin pokaz nienawiści. Począwszy od premiera i wicemarszałka Sejmu, aż po lokalnych I sekretarzy, w wielu przemówieniach lżono posłów Znaku, odmawiając im patriotyzmu, przywiązania do państwa, nazywając „resztówką reakcji”, informatorami Wolnej Europy, sojusznikami syjonizmu itd. W moczarowskim MSW gromadzono dokumentację mającą skompromitować posłów jeszcze bardziej. Szczególną nienawiścią darzyli oficerowie SB Tadeusza Mazowieckiego i Stanisława Stommę, zmierzając prostą już – zdawało się – drogą do ich eliminacji z życia publicznego, w tym albo przejęcia „Więzi” przez inne osoby, albo likwidacji miesięcznika. Jednym z elementów tej akcji było przesłanie do redakcji oficjalnego pisma z pytaniem, czy na jej łamach drukowali pod pseudonimami Karol Modzelewski, Jacek Kuroń, Adam Michnik i parę innych osób, siedzących wówczas w więzieniu, oczekujących procesu i uważanych za jądro antypaństwowej rebelii. Niedawno czytałem materiały MSW z tego czasu dotyczące KIK-u i „Więzi”. Oficerowie SB rozmawiali z kilkunastoma osobami, zbierając opinie, a czasem planując wspólnie działania, które miały doprowadzić do zmiany w „Więzi” i eliminacji Mazowieckiego. Niestety, jednym z rozmówców był Janusz Zabłocki, a także kilku jego bliskich współpracowników. „Więź” jednak przetrwała, Mazowiecki pozostał jej redaktorem, choć nie zmienił linii, nie dał władzy żadnej satysfakcji. Ryzykował wtedy wszystkim. Okazał jednak niezłomność. Dlaczego nie doszło do zmian?

Cały tekst w miesięczniku WIĘŹ nr 4/2012 (dostępny także w wersji elektronicznej jako e-book)

Podziel się

Wiadomość

Możliwość komentowania jest wyłączona.