Jesień 2020, nr 3

Zamów

Złoty środek Jak metr z Sèvres

Mam naprawdę dobry czas, tyle że bardzo wypełniony – ciekawe konferencje i spotkania, sporo wykładów, wiele osób chce w przerwach powiedzieć coś ważnego, o coś zapytać; a w domu od wejścia trzeba być ze wszystkimi natychmiast online. Dobrze, że teraz w drodze przerwa – można się zawiesić.
Jadę metrem, dużo ludzi, nie jestem w stanie czytać ani pisać. Notebook w torebce jak wyrzut sumienia, a w nim wciąż niedokończone zaległe teksty. Powinnam się nimi zająć, ale za dużo słów już dzisiaj było…
Szum metra, tłum ludzi – niektórzy wyglądają na bardzo zmęczonych, nie tylko zwykłym codziennym zmęczeniem, ale takim dogłębnym, płynącym z wewnątrz samego siebie. Część odcina się od otoczenia, słuchając muzyki, co z kolei innym uniemożliwia takie właśnie odcięcie się, bo z nieszczelnych słuchawek dochodzi nie muzyka, lecz nieprzyjemne dudnienie. Inne osoby odruchowo czytają reklamy wtykane przed stacją. Niektórzy stukają smsy, żeby były gotowe do wysłania po wyjściu z metra. Twarze znużone, znudzone, nieobecne – ale nie wszystkie.
Z boku, po drugiej stronie wagonika siedzi pani, starsza od większości współtowarzyszy podróży. Moje spojrzenie zatrzymuje się na niej i nie chce pójść dalej. Starsza pani jest piękna. Patrzę i patrzę, i nie mogę oderwać oczu od tej twarzy, również zmęczonej, jednak inaczej niż wszyscy – zmęczeniem, które otwiera, a nie wylogowuje z rzeczywistości

Cały tekst w miesięczniku WIĘŹ nr 2-3/2012 (dostępny także w wersji elektronicznej jako e-book)

Podziel się

Wiadomość

Możliwość komentowania jest wyłączona.