Jesień 2020, nr 3

Zamów

Bunt na ulicach

Marsze, manifestacje, demonstracje, strajki, pikiety. Maszerują Ślązacy, narodowcy, lewacy i kibice, manifestują lesbijki i geje, demonstrują związkowcy, strajkują aptekarze, pikietują obrońcy praw człowieka. Chodnikami przemykają alterglobaliści. Ale nikt się nie buntuje, bo do tanga trzeba dwojga: kontestacji i propozycji, nie tylko sprzeciwu, ale i planu zmiany.
Bunt? Jasne, ale tylko na chwilę, bo potem trzeba wracać do swoich spraw. Chętnie więc biorą w tym udział, wcale nie licząc na wiele. W końcu każdy taki karnawał posiada swój czas i swoje przywileje. Ot, trochę zabawa, trochę zgrywa, ale nawet ma swój sens. Czy to więc w ogóle „bunt”?
Na ulicznych manifestacjach gromadzimy się jak przy stoiskach ze sklepową promocją: mając świadomość, że to wszystko jest tylko na chwilę, że z ludźmi obok łączy nas tylko wybór produktu, że dziś w to gram, a jutro sunę swoimi starymi torami. Niech tylko na półkach znajduje się wystarczająco bogata oferta.
Ulica – rozumiana dosłownie i metaforycznie – przestaje być kanałem komunikacji, poza tym jednym, literalnym znaczeniem: wciąż ulicami chodzimy i po nich jeździmy. A może w sferze metafor lepszy będzie obraz płynącej pod ulicami kanalizacji? Ukryty nurt, który czasem wyzionie na wierzch, jak wybita studzienka przy ulewie…?
A przecież nie na darmo bunt pozytywnie kojarzyliśmy z rewolucją. – Obalamy jeden porządek, dlatego że mamy pomysł na nowy porządek wedle nowych reguł – wskazuje dr Małgorzata Bogunia-Borowska. Teraz wartościowanie buntu zaczyna być pejoratywne, kojarzone jest raczej z zamachem na to, co „jest, bo jest”. Socjolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego, przyglądając się falom manifestacji i protestów w krajach europejskich w ostatnich dwóch latach, dochodziła do konkluzji, że działania te pozostaną bez efektów. – Patrząc z dzisiejszej perspektywy na dalszy bieg zdarzeń, mogę potwierdzić swoje intuicje. Nic nie zostało choćby zachwiane zrywami sprzeciwu np. w krajach skandynawskich czy falą protestów w Wielkiej Brytanii (połączoną z falą wandalizmu), bo zabrakło realistycznej propozycji zmian – przyznaje redaktorka książki Socjologia codzienności.

Cały tekst w miesięczniku WIĘŹ nr 2-3/2012 (dostępny także w wersji elektronicznej jako e-book)

Podziel się

Wiadomość

Możliwość komentowania jest wyłączona.